Kto odda Hołd Bohaterom z Samoobrony Polskiej...?

W Warszawie poczynając od 8 do 11 lipca, rozpoczną się obchody "Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na Narodzie Polskim przez ukraińskich nacjonalistów".  Ogólnopolski Komitet Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich, informuje, że: 8 lipca (niedziela) odbędzie się o godz. 12.00Uroczysta zmiana wart i Apel Pomordowanych przy Grobie Nieznanego Żołnierza,

g. 12.45 – Marsz Pamięci przez Stare Miasto do katedry polowej przy ul Długiej.
g. 14.30 –
Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem księży biskupów w intencji Ofiar Ludobójstwa.

Już w tym miejscu pojawiają się pytania kierowane do naszej redakcji: Co wspólnego z "Ludobójstwem...." ma Grób Nieznanego Żołnierza? Dlaczego organizatorzy nie czynią tego przy  pomniku Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej  znajdującym się na Skwerze Wołyńskim przy ul. Gdańskiej? Czy odczytywanie Apelu Pomordowanych przy Grobie Nieznanego Żołnierza nie jest aby afrontem wobec "Bohaterów Samoobrony Polskiej  na Wołyniu,  Małopolski Wschodniej i Lubelszczyzny" których akurat upamiętniono tablicami na tym pomniku? W tym miejscu przypomnijmy, że liczba pomordowanych Polaków byłaby znacznie większa niż wspominane 130 tys., gdyby nie "Placówki Samoobrony". Redakcja KSI nie odpowiada jednak za pomysły w/w Komitetu, dlatego nie jest w stanie odpowiedzieć na tak postawione pytania. Jedno jest jednak pewne, że coś jest nie tak jak być powinno.

Czytaj więcej...

Nie opłakano zmarłych, nie pozwolono na wyrażenie bólu

Niewiele osób w Polsce  zajmuje się tą częścią historii – dr Leon Popek wystąpił na Kongresie w Lublinie z referatem „Doły śmierci na Kresach - losy szczątków ofiar ludobójstwa OUN-UPA”.  Polacy na Wołyniu w 1939 roku mieszkali w około 2500 miejscowościach , były to kolonie, chutory, wsie, miasteczka. W wyniku działania OUN UPA co najmniej 1500 miejscowości przestało istnieć, zostało spalonych, zniszczonych, nie ma śladu po nich. Na Wołyniu zginęło około 60 000 Polaków.  Zaledwie 3000 z nich miało religijny pochówek na ziemi poświęconej, na cmentarzach, nie zawsze rzymskokatolickich, najczęściej bez udziału księży i w zagrożeniu życia uczestników pochówku. Większość ofiar była potraktowana jak padłe zwierzęta, zwłoki były masowo bezczeszczone, okaleczano ciała za życia ale i po śmierci. Były zakopywane bardzo często w stanie rozkładu w miejscach mordu ale też na cmentarzyskach dla zwierząt, po to, żeby jeszcze bardziej upokorzyć rodziny, ogólnie Polaków. Zwłoki zakopywano też w innych miejscach, bardzo często były palone wraz z zabudowaniami, wrzucane do rzek, do studni. Co znaczy w kulturze wschodu wrzucanie zwłok do studni? Studnia jest symbolem życia, jest świętością – wrzucanie zwłok oznacza, że te miejsca zostały na dziesiątki lat wyłączone z życia, żeby już nikt i nigdy nie napił się z tych studzien wody, żeby Polacy już tam nie mogli wrócić. Część zwłok nigdy nie została zakopana, była żerem dla dzikiego ptactwa i zwierząt. Uniemożliwiano rodzinom, sąsiadom (nawet ukraińskim) pochowanie ciał pod karą śmierci,  naśmiewano się z bólu , z żalu rodzin. Dotykamy rzeczy podstawowej, najistotniejszej, to jest podstawy ludzkości- wbrew zwyczajowi nie opłakano zmarłych, nie pozwolono na wyrażenie bólu.

Czytaj więcej...

Martwię się, by nie zapanował faszyzm banderowski....

Wciąż trzeba szukać źródeł tego, co stało się 11 lipca 2003 roku w Porycku, a stało się – jak powiedziałem wyżej – to, co należy określić jako grzech zatajenia prawdy o istocie zbrodni masowej, o jej organizatorach i sprawcach. Obecne władze Ukrainy to nie dyktatura, muszą się one liczyć ze stanowiskiem opozycji, a ta, jak się okazuje, z motywów taktycznych jest gotowa przyjąć do swego grona nawet skrajnych nacjonalistów, faktycznie eksponentów ukraińskiego faszyzmu. Dlatego w skład Bloku Wiktora Juszczenki, jak wspomniano wyżej, wchodzą skrajni nacjonaliści ukraińscy, którzy – za cenę popierania Bloku – żądają podjęcia określonych działań. Tym należy tłumaczyć obronę nacjonalizmu ukraińskiego przez samego W. Juszczenkę i takich działaczy, jak Dmytro Pawłyczko czy Iwan Dracz. O tych dwóch ostatnich należy powiedzieć, że nie zasługują oni na, najmniejszy chociażby, szacunek: ostatnio został ujawniony dokument w postaci podpisanego przez nich wiernopoddańczego listu do szefa NKWD – Jurija Andropowa, potępiający ukraińskich, demokratycznych działaczy.

Samemu L. Kuczmie nie chodzi, niewątpliwie, o jakąś sprawiedliwość dziejową, jemu chodzi o władzę, o władzę jego ugrupowania, które musi liczyć się z wpływami i oczekiwaniami silnych tego świata. Od 1946 roku ukraińscy, nacjonalistyczni działacze byli wykorzystywani przez Zachód w „zimnej wojnie” przeciwko Związkowi Sowieckiemu, a po upadku tegoż w realizacji strategii Stanów Zjednoczonych, polegającej na odseparowaniu Ukrainy od Rosji, w czym – gdy chodzi o Ukraińców pomocnymi mogą być wyłącznie ukraińscy nacjonaliści. A pomocników w realizacji tych celów nie wypada nazywać zbrodniarzami, którzy dopuścili się zbrodni ludobójstwa.

Czytaj więcej...

Te rodziny wniosły europejską kulturę na wschodnich kresach RP

O Dzieduszyckich można mówić godzinami –prof. Kazimierz Karolczak, Rektor Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie rozpoczął referat o stratach rodziny w okresie II wojny światowej na konferencji „Zagłada ziemian 1939-1945”. Zaliczamy ich do znaczących polskich rodzin historycznych o udokumentowanej przeszłości sięgającej początków XV wieku. Po rozbiorach większość Dzieduszyckich stała się poddanymi Habsburgów, w chwili wybuchu II wojny ziemia uprawna i lasy ordynacji zostały zagarnięte przez bolszewików. Jedynie siedziba ordynata w Zarzeczu pozostała po stronie polskiej i chwalebnie zapisała się w okresie okupacji. Tam przyjmowano wygnańców z Wielkopolski, odbywało się tajne nauczanie, ordynat zatrudniał niewspółmiernie do potrzeb ludzi, ratując ich od wywiezienia na roboty do Niemiec. Po wojnie ordynację zlikwidowano, Dzieduszyckich wypędzono z pałacu. Prócz tego, że utracono hektary lasów i ziem, utracono także Muzeum Przyrodnicze im Dzieduszyckich we Lwowie oraz bibliotekę poturzycką. Jeśli mówimy  o stratach rodzin historycznych, mocno rozgałęzionych i bogatych to są straty w sensie osobowym – życia ludzkiego , materialnym i przede wszystkim kultury, bo te rodziny wnosiły w polską (europejską) kulturę na wschodnich terenach Rzeczypospolitej ogromnie wiele. I wraz z końcem istnienia tych rodzin na tych  terenach ta kultura zanikała, albo była niszczona albo zapominana. To są straty trudno policzalne. Muzeum Przyrodnicze pozostawione przez Dzieduszyckich we Lwowie to pierwsze w Europie prywatne muzeum przyrodnicze na taką skalę w XIX wieku, założone przez ordynata Włodzimierza Dzieduszyckiego i podarowane krajowi. Zbudowane  i utrzymywane przez jedną rodzinę do wybuchu II wojny światowej ( ordynacja została w założona dla utrzymania muzeum).

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp7.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud17.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 282 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6130318