Jak świętowano  Wielkanoc na Wołyniu bardzo ciekawie opisuje między innymi :Krzysztof Kołtun ( Do Rymacz z „Paschą”) . Dlatego na początek kilka fragmentów z jego opisu.. Oj będzie, po dawnemu - jak zawsze... Prosię małe, pieczone z chrzanikiem w ryjku... Żur starowołyński z jajkami - na zakwasie, chrzan i biały i buraczni... A kiełbas wędzonych na dębowej korze, a boczeczeczków, szyna wielka zapiekana w cieście i maciek pieczony w piecu... Oj boż to Wielkanoc! Molawszy dawniej - "szety, byłety - bo zawtra Wyłekdyń" z chachłacka - bo też i roboty ten czas niósł a niósł. Jakby to nie było, to w Wielki Piątek - na trzecie godzine - zawsze kto gdzie mógł - przyklęknął, pokore wzbudził - na czas konania Chrystusa... Od tej pory, ani siekiera, ani młotek, nie odezwał się - cisza grobu zapadała - słońce nawet legało na łęgu, cichutko spuszczając się w starooczeret Bugu... (…) "Paska" (…) zawdy była w koszyku jarmarcznym - podłużny, toż nie sadzyk i nie krągły - pański musi być. (Nieraz na jarmarku końskim w Lubomlu, w Ołyce, molawszy wołyńskie a rodowe chłopy witali Józefa - Wy to szlachcic i dobrodziej wieluż!). Duży i mocny... Pęto kiełbasy, mięso z kościo, chrzan, masło, ser, pisanek tyle - ile głów w domu, łupione jajka i byczki z cebulnika, bocheneczek chleba z krzyżem, mazurek najudańszy i babka z cukierkami. A jeszcze sól i pieprz z jarmarku i baranek cukrowy, za 25 groszy - z krasno wstążeczko - a jakże. I wianek barwinkowy dookoła i obrusik z mereszko. (…) A jeszcze butelke - na świecone wode.  (…) Jakaż to radość iść z „Paską” do kościoła - a dzień taki jasny, powiewny a ziemia pachnie. Bo też tam i narodu się najdzie, a najedzie furmankami - całe półkoszki z Jankowiec, z Chmielewszczyzny i z tylu futorów - że ani kuzynów, ani swoich, nie znajdziesz... A jeszcze, żeby przy święconej wodzie pod krzyżem jak się będą pchali do brania, dobrze popaść - oczy przemyć i liczko - to piegi pospadajo i uroda wykrasi się (…). Idą i myślą, a od stacji w Jagodzinie już rymacki kościół bieli się na wzgórku i jakby niebo - otwartymi drzwiami - zaprasza... A pod bramo furmanek, koni bułanych, wronych i gniadych - a furmanów postrojonych w sukienne żupany jak forysie od Branickich, świętem czuć... W kościele czuwanie przy grobie - a kto możniejszy, a wczorajszej nocy nie był - to i lampatke ze świeżego łoju stawi  i przed grób Jezusowy i za dusze tych, którzy święconki nie doczekali z Rodu. Twarze ludzi takie śliczne, jasne, dobroduszne  od wieków wszystkie tu spokrewnione, chrześcijańskie w samym kątku Wołynia, jak na przyobiecanej Ziemi. Ale jeszcze kolana pocierpno na cichomodleniu nim to trzewiki Prończukowych i Żurowych ministrantów zadudnio z zakrystii, a dostojny ksiądz Brajczewski  do poświęcenia wyjdzie... Z duszy nadziwić się nie można takiemu zgromadzeniu...[1]

Wszyscy czytający p/w opis zapewne zwrócili uwagę na pewien fakt, a mianowicie, że autor we wspomnieniach zatytułowanych „Do Rymacz z Paschą” w tekście zmienia „Paschę” na „Paskę”. Cytuję: Jakaż to radość iść z „Paską” do kościoła. Dlaczego z „Paską”?  Odpowiedź znalazłem w miesięczniku  „ZIEMIA WOŁYŃSKA” z 1938 r. Zygmunt Leski (Łuck) w artykule „Pieczywo ludu wołyńskiego „ pisze co poniżej. „Paska” – baba wielkanocna, jest to ciasto z mąki pszennej z dodatkiem jaj, masła i „zapachów’. Wołyńskie paski zachowały stare kształty polskich dawnych bab wielkanocnych, które miały formę zawojów takich jakie noszą kobiety jeszcze dziś na Podolu zachodnim, w okolicy Brodów, Założiec itd. Zwyczaj wypiekania ciasta zwanego „paski”- baby, być może pochodzi jeszcze z czasów pogańskich, gdy czczono boginię życia i natury, na co wskazuje chociażby wyrabianie na ich wierzchołkach „szyszek”, (podobnie i na innych ciastach obrzędowych, zwłaszcza „korowaju”) – często nawet o kształtach nieprzyzwoitych a stanowiących ich zasadniczy ornament. {2]

Wielkanoc... Święto to obchodzono zapewne podobnie, jak i w innych regionach Polski, choć wydaje mi się, że niektóre zwyczaje były charakterystyczne tylko dla Wołyniaków.  Pisze w swoich wspomnieniach Bolesław Szpryngiel (Wołyń moich przodków - dawne tradycje) Bito więc wieprze i wyrabiano różne wędliny, pieczono świąteczne ciasta, głównie babki drożdżowe i mazurki (broń Boże pierogi - to pieczywo "bożonarodzeniowe"), malowano jajka... Do kraszenia jajek używano tylko naturalnych barwików: łupiny cebuli barwiły jajka na czerwono o różnej intensywności, kora kruszyny - na żółto, ruń młodego żyta - na zielono, kora olchy - na brąz. Przy pomocy stopionego wosku, zmieszanego z sadzą, robiono pisanki. Takie opisane woskiem surowe jajka należało następnie ugotować w opisanych wyżej barwnikach. Jajek należało okrasić co najmniej pół kopy, a gdy w rodzinie było więcej dzieci - odpowiednio: kopę i więcej. Każda gospodyni liczyła się bowiem z tym, że w drugi dzień Świąt przyjdą jej chrześniaki po wołoczebnym (etymologii tego wyrażenia nie udało mi się wyjaśnić). Był to zwyczaj obdarowywania kraszankami i pisankami dzieci, odwiedzających swoich chrzestnych rodziców właśnie w drugi dzień Wielkanocy. Inny zwyczaj - to zabawy malowanymi jajkami. Polegało to na konkurencji: czyje jajko ma mocniejszą skorupkę. Sprawdzało się to przez wzajemne tłuczenie jajek jedno, o drugie według ustalonych ścisłych reguł: "nosek" jajka musiał precyzyjnie trafiać w "nosek" drugiego. Wygrywał ten, którego kraszanka wytrzymała tę próbę. Stłuczone w ten jajko należało oddać zwycięzcy. Nie precyzyjne uderzenia były uznawane za faul, zaś faulujący za karę musiał oddać swoją nieuszkodzoną kraszankę. Do zabawy były dopuszczone tylko kurze jajka. Dlatego do malowania jajek dobierano tylko te z najmocniejszą skorupką, co można było rozpoznać przez lekkie stukanie jajem o zaciśnięte zęby. Wysoki metaliczny dźwięk - to "mocne" jajko, niski i głuchy - to słabe. Prawdziwi znawcy potrafili prawie zawsze z góry określić, które z dwóch ma mocniejszą skorupkę. Mówiąc o odmiennościach w tradycjach wielkanocnych Wołyniaków należy wspomnieć o odwiecznym tu obyczaju wzajemnego pozdrawiania się w dniach Wielkanocy. Otóż witając się należało powiedzieć: "Chrystus zmartwychwstał", zaś odpowiedzieć: "Prawdziwie zmartwychwstał". [3]

Celina Wasila często wspomina swoje dzieciństwo, które upłynęło w tamtych stronach. Pani Celina od lat 80. ubiegłego wieku jest mieszkanką Budzistowa, na początku lat 30. XX wieku z rodzicami i rodzeństwem mieszkała w dawnym województwie wołyńskim, w małej miejscowości w pobliżu miasta Równe. Ze szczególnym sentymentem wspomina przygotowania do Świąt Wielkanocnych, a także okres je poprzedzający.

– Dawniej wszyscy ściśle przestrzegali zalecanego przez kościół postu. Nieważne, czy ktoś był z bogatego domu, czy też wywodził się z biednej rodziny. Teraz ani młodzi, ani nawet starsi nie zwracają na ogół na to uwagi, obecnie przestrzeganie postu to rzadkość – porównuje byłe i obecne Wielkanoce pani Celina.W czasie Wielkiego Postu dozwolone było spożywanie twarogu, czasem śledzi, ale jadało się przede wszystkim ziemniaki, potrawy z niekraszonej kapusty, jeśli już była jakaś omasta, to mógł być to wyłącznie rzepakowy lub lniany olej. Najpierw były kilkutygodniowe wyrzeczenia, potem nadzwyczajna obfitość. Dzięki temu, po długim poście, wszystkie potrawy na wielkanocnym stole kusiły zapachami, a i smakowały naprawdę wyjątkowo. Na przykrytym białym, wykrochmalonym obrusem stole w wielkanocne śniadanie królowały serniki, makowniki, mazurki, wielkie drożdżowe baby, keksy z rodzynkami, bakaliami oraz baranki wielkanocne zrobione z cukru lub masła. Piętrzyły się też na stole wędzone w przydomowych wędzarniach szynki i kiełbasy. Jednak główną potrawą przyciągającą uwagę biesiadników, było upieczone w całości prosię. Przedtem trzymane kilka dni w marynacie, sporządzonej według specjalnej receptury. Podane na stół przybrany wierzbowymi gałązkami, bukszpanem i wiosennymi kwiatami z pisanką w pysku. – Pamiętam jak moja mama malowała przepiękne wzory na skorupkach rysikiem z woskiem, a potem jaja na różne odcienie ochry farbowała w tzw. cebulniku lub oziminie. Żałuję, że też nie nauczyłam się tej sztuki – mówi. Tak jak dziś, przed rozpoczęciem wielkanocnego śniadania, dzielono się jajkiem, składano sobie życzenia. Święta Wielkanocne postrzegane były podobnie jak obecnie jako święta rodzinne, ale też sprzyjające życiu towarzyskiemu. – Kiedyś życie towarzyskie kwitło, nie to co teraz. Oryginalnie wykonana pisanka była wtedy najbardziej stosownym i eleganckim prezentem, ale także pretekstem, aby złożyć wizytę sąsiadom – wspomina. Również śmigus-dyngus, zwłaszcza w małych miejscowościach w okolicach Wołynia, takich jak przedwojenne Równe i Dubno obchodzono wówczas z rozmachem. Dziewczyny na ogół polewano obficie wodą, zwykle z wiadra, a kawalerowie nawzajem wymierzali sobie razy brzozowymi witkami. Żadna zmoczona panna nie obrażała się, wręcz przeciwnie. – Ta, której nie oblano wodą uważała to za złą wróżbę na cały kolejny rok, martwiła się brakiem zainteresowania kawalerów. [4]

Większość z opisanych p/w obyczajów pamiętam z dzieciństwa. Dziś tylko we wspomnieniach pozostał obraz wyjmowanych ciast z pieca chlebowego i ten zapach których wypełniał cały dom. A były to nie tylko baby wielkanocne, ale mazurki i makowce z własnego maku, który tarłem w makutrze, aż pot zalewał oczy. Nie wspomnę już o wielu innych. Pamiętam również tarcie chrzanu i łzy płynące przy tej czynności. Ale święta wynagradzały trudy i poświęcenie przygotowań przedświątecznych. Przy okazji wspomnę, że świąteczna  zabawa w tłuczenie pisanek nazywana była „cokaniem” , dlaczego, nie dopytałem. Dzieciaki bawiły się również w zbijanie pisanek ( niekoniecznie tłuczenie) spuszczając jajka po siekierze położonej na podłodze jako pochylnia. Jajka toczyły się po pochyłości i to które trąciło inne ( współgrającego) zabierało się razem z potrąconym. Wygrywał ten kto trafił więcej jajek innych współgraczy. Pamiętam również „lane poniedziałki” oglądane przez okno z którego był widok na studnię  wioskową z żurawiem. Oj działo się. Dziś można to zobaczyć tylko w TV jako rekonstrukcję ludowych zwyczajów.

1]Za:  http://www.rymacze.pl/a9.html

2] Za: http://bczasopisma.pttk.pl/Ziemia_Wolynska_1938_02.pdf?i19s1s2

3] Za: http://www.nawolyniu.pl/wspomnienia/tradycje.htm

4] Za: http://archiwum.gazetakolobrzeska.pl/component/content/article/38-artyku-dnia/3652-jak-to-dawniej-bylo-wielkanoc-na-kresach


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp8.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud12.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 690 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
10099401