Jak obywatel II RP stał się "kameleonem"?

Niechlubnym bohaterem tej historii jest, Chaim Sygal, który urodził się 27.03.1904 r. we wsi Leszczatów (ukr. Лещатів) w obwodzie lwowskim w biednej żydowskiej rodzinie.  Rodzice to Izaak i Debora Sygal, którzy mieli  jeszcze 5 synów i i 2 córki . Ojciec Chaima zmarł w 1919r.  Aby zarobić na utrzymanie swoje i rodziny Chaim zaczął pracować w wieku 10 lat. W 1920 rodzina zamieszkała we Lwowie, Chaim pracował jako sprzedawca, a wieczorami uczył się. Od 1928 roku nauczał jidysz w prywatnej szkole żydowskiej. W dniu 22.09.1939 roku po wkroczeniu Armii Czerwonej na Kresy RP, Chaim wstąpił do komunistycznej milicji, motywując to sympatią do partii komunistycznej. Po przeszkoleniu w specjalnej szkole został mundurowym funkcjonariuszem milicji radzieckiej we Lwowie. Ożenił się z 17-letnią dziewczyną – Cylią  Łazarewną . W 1941 roku urodziła mu  się córka Luba. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, już 27-28.06.1941 r. radziecki milicjant Sygal i jego rodzina zostają ewakuowani ze Lwowa. Niestety los żony i córki jest nieznany, najprawdopodobniej zginęły w Holokauście. Chaim Sygal w Kijowie został wcielony do specjalnego oddziału przeznaczonego do działań na tyłach armii niemieckiej i miał pełnić funkcję szefa gospodarczego 8. batalionu 1. pułku partyzanckiego wojsk NKWD. Jednak po przerzuceniu za linię frontu Sygal prawdopodobnie zdezerterował, a gdy uciekał w cywilnym przebraniu, został schwytany przez Niemców. Osadzony obozie w Nowogradzie Wołyńskim wykorzystał znajomość języka niemieckiego i został zaangażowany w charakterze tłumacza. Przy okazji  zmienił nazwisko na Kiryłł Nikołajewycz Sygolenko, podając się za Ukraińca. Jednak przy okazji badania lekarskiego został zidentyfikowany jako Żyd i pobity, musiał uciekać. Dotarł do wołyńskiego miasteczka Korzec, gdzie burmistrzem był Ukrainiec Kryżaniwśkyj i dzięki temu uzyskał nowe dokumenty na nazwisko Kiryłl Sygolenko z Czernichowa. Prawdopodobnie gdyby urzędnikiem był Polak starał by się o polskie dokumenty. Z ukraińskimi dokumentami udał się do miasta Równe, gdzie uzyskał pracę tłumacza najpierw w lokalnym urzędzie, a potem w policji ukraińskiej w Sarnach pod rozkazami komendanta Ołeksandra Dytkewycza. Tam we wrześniu 1941 r. w policyjnej stołówce spotkał Tarasa Borowcia („Taras Bulba”) i zgodził się zostać tłumaczem i członkiem (potem setnikiem) w Ukraińskiej Powstańczej Armii „Sicz Poleska”. Boroweć z racji kontaktów z Niemcami bardzo potrzebował tłumacza języka niemieckiego. W ten sposób Kiryłl Sygolenko zaczął pełnić czysto nominalną funkcję redaktora gazety „Hajdamaka”.

Czytaj więcej...

Pamiętam małe dzieci nadziane na pale na Alei Spacerowej

Janowa Dolina była nowoczesną osadą górniczą powstałą w okresie międzywojennym przy kopalni bazaltu. Zamieszkiwało ją wtedy 2,5 tys. Polaków wywodzących się z różnych części kraju. Od początku 1943 r. do miejscowości napłynęło wielu uciekinierów z zagrożonych przez UPA rejonów Wołynia. Dlatego też w kwietniu owego feralnego roku zamieszkiwało ją już około 3 tys. osób.  W osadzie, w obwarowanych budynkach garnizonu, stacjonował stuosobowy oddział niemiecki. Polacy, przerażeni mnożącymi się w okolicy napadami, sądzili, że siły okupanta ochronią ich przed agresją ze strony UPA. Dlatego też nie utworzyli tutaj żadnych struktur samoobrony, jak czyniono w wielu innych skupiskach polskich na Wołyniu. Ich rachuby zawiodły. Atak na Janową Dolinę przeprowadziły sotnie „Jaremy” i „Szauli”. Akcją dowodził osobiście major Iwan Łytwynczuk ps. Dubowyj, uważany za jednego z inicjatorów rzezi wołyńskiej (obok Dmytra Klaczkiwskiego i Wasyla Iwachiwa). Oto relacja Janiny Pietrasiewicz-Chudy, mieszkanki Janowej Doliny, której udało się ujść z życiem z masakry: „Nocą z 21 na 22 kwietnia 1943 r. (z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek) o północy ze wszystkich lasów okalających osiedle wyszli Ukraińcy. Uprzednio przerwali łączność telefoniczną z siedzibą powiatu w Kostopolu, wysadzili w powietrze tory kolejowe, mosty, a droga dojazdowa była nie do pokonania, bo leżały na niej pościnane drzewa. Otoczyli osiedle, oblewali każdy budynek naftą lub benzyną, podpalając go smolnym łuczywem od strony wejścia. Oknami wrzucali granaty i strzelali do uciekających nieraz już bardzo poparzonych ludzi. Strzelali, zabijali siekierami, widłami lub nożami. Napastników było bardzo dużo. My, mieszkańcy ulicy K [ulice w osiedlu nazywano literami alfabetu - red.], najdalej położonej od centrum osiedla, tej nocy nie nocowaliśmy w swoich domach. Część mieszkańców spała w centrum u rodziny, znajomych. My, tj. mój ojciec i ja, nocowaliśmy w kotłowni w Bloku. Mój ojciec znał język niemiecki i budował palisadę wokół Bloku. Dlatego pozwolono nam i paru innym rodzinom nocować w tej kotłowni.  Moja matka rano 21 kwietnia wyjechała do rodziny do Równego odwieźć na »przechowanie« moją małą siostrzyczkę i miała wrócić następnego dnia. W nocy jednak obudziły nas huki strzałów i straszne krzyki. Ukraińcy próbowali podpalić i zdobyć również Blok - siedzibę Niemców i główny punkt obrony. W pewnej chwili usłyszałam »Iwan chody siuda ja uże tut«. Trudno ten wrzask zapomnieć. Jednemu Ukraińcowi udało się najprawdopodobniej przeskoczyć palisadę. Atak został odparty, ludność cywilna przebywająca na terenie Bloku otrzymała od Niemców broń.

Czytaj więcej...

Typowy ukraiński bohater- Iwan Fedoruk Hryhorowycz

Publikujemy dokument archiwalny, Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Równe, spr. 7843, 11 kart, maszynopis w języku rosyjskim, dokumenty z teczki sprawy Stepana Janiszewskiego. Akt oskarżenia w sprawie karnej nr 3624, Fedoruk Iwan Hryhorowycz, ur. 1922 we wsi Ujezdce, rejon Ostrożec obecnie Młynów, z rodziny chłopskiej, wykształcenie podstawowe, żonaty, jedno dziecko. W lipcu 1941 r. wstąpił ochotniczo do milicji ukraińskiej OUN we wsi Ujezdce, rejon Ostrożec (obecnie Młynów) w obwodzie Równe. Na rozkaz komendanta Wysznyweckiego zastrzelił w piwnicy posterunku milicji Filipa Tkacza ze wsi Koryto. Broń – rewolwer – dał mu Wysznywecki. Przyznał się.

Po rozwiązaniu milicji OUN od początku sierpnia 1941 do lata 1942 był w ukraińskiej policji pomocniczej w Ostrożcu. Na początku sierpnia wykonując rozkazy niemieckich esesmanów brał udział w rozstrzelaniu 65 ludzi w lesie Jarów, 3 kilometry od Ostrożca. Udział w akcji wzięło dwóch oficerów SS, Niemców, oraz policjanci ukraińscy Kazmyruk, Wysznewecki, Sodatiuk, Prybysz, Szyło.

Wiosną 1942 dwukrotnie brał udział w rozstrzelaniu dwóch grup Żydów na cmentarzu żydowskim w Ostrożcu, 10 i 15 osób.

Wiosną 1943 wstąpił do bandy SB OUN pod pseudonimem „Czornyj” i we wsi Borbyn wraz z trzema innymi bojówkarzami zamordował dwóch chłopców żydowskich o nieznanych nazwiskach. Zabrali ich z chat, gdzie się ukrywali, zaprowadzili na skraj wsi pod las, i zatłukli na śmierć uderzeniami pałek i kolb karabinów. W dniu 7.03.1943 w chutorze Dybyna zastrzelił walczącego z Niemcami partyzanta Ukraińca Fedora Synjuka.

Wiosna 1943 – chutor Konstantynówka należący do wsi Ujezdce wraz z członkiem UPA nazwiskiem Kokoszyj zamordował Polaka Adama Bernadskiego w jego własnym domu, najpierw zranił go wystrzałem z karabinu przez okno, a potem wyłamał drzwi i dobił rannego.

Latem 1943 r. Fedoruk razem z trzema innymi (w tym Tełełecha Anyk i Tełełecha Ołeksandr, bracia) zatrzymali na chutorze pomiędzy wioskami Borbyn i Ujezdce Polaka Bronisława Turka i ukrywanego przez niego radzieckiego jeńca wojennego zbiegłego z niewoli Iwana, nazwisko nie znane, obydwóch zabili, zwłoki wrzucili do studni na chutorze Stawyszcze ( w sumie w studni ekshumowano szczątki 11 ludzi).

Czytaj więcej...

Opowieść jakich wiele....

Gdy sąsiad ostrzegł rodzinę Rozalii, że nadchodzi cała chmara Ukraińców, którzy zdecydowanie nie mają pokojowych zamiarów, zaryglowali się w domu i padli na kolana przed świętym obrazem. Gdy nacjonaliści próbowali się dostać do środka dziewczynka wraz z braciszkiem zaczęli w panice szukać kryjówki. W pośpiechu zaszyli się w piwnicy. Zaraz potem upowcy wdarli się do budynku; bez wahania zarąbali rodziców i maleńką siostrzyczkę Rozalii. Później podeszli do wejścia do piwnicy i próbowali wypłoszyć dzieci. Brat, który wyszedł pierwszy, natychmiast został zabity. Rozalię coś powstrzymało, a w tym czasie bandyta odszedł, uznawszy, że widocznie w środku znajdowała się tylko jedna osoba… Gdy sprawcy masakry oddalili się, dziewczynka wyszła z kryjówki i zastała straszny obraz. Ściany obryzgane krwią jej najbliższych, jej rodzinny dom zdewastowany. Znalazła na podłodze różaniec należący do mamy, zawiesiła go sobie na szyi i zdecydowała się uciekać. Poszła do sąsiada, skąd jakiś mężczyzna skierował ją do sołtysa. Tam zgromadzeni Ukraińcy zdecydowali, że pozwolą jej żyć. Od tej pory miała być służącą u sołtysowej. Przez rok była popychadłem i ofiarą przemocy, ale żyła. Musiała wykonywać najcięższe prace w gospodarstwie, harowała od rana do nocy o kromce chleba, wszy zjadały ją żywcem. Choć sołtysowa i jej rodzina chodziła z dumą w rzeczach zrabowanych z domu Rozalii, pozostająca na jej łasce dziewczynka nie miała ani butów, ani porządnego ubrania. Wiecznie marzła, wyglądała jak mały włóczęga. Przebywając wyłącznie z Ukraińcami szybko zapomniała też języka polskiego. O tym, że dziewczynka przetrwała morderczy napad dowiedział się wreszcie jakimś cudem brat jej ojca. Mężczyzna nie odpuścił. Co więcej po drodze do wsi spotkał siostrę matki dziewczynki, która w dodatku była w ciąży. Oboje szli odebrać Rozalię. Gdy zjawili się na miejscu, dziewczynki nie było, bo pasła krowy. Zdeterminowani krewni czekali, a gdy się zjawiła, zakomunikowali jej, że ją zabierają. Choć sołtysowa traktowała ją jak najgorszego śmiecia, przerażona Rozalia chwyciła ją i mówiła Ciotko, ja ne pidu! (Ciotko ja nie pójdę!) Dziecko po przebytej traumie było zastraszone i wolało uczepić się tego, co zna, nawet jeśli równało się to dalszej poniewierce. Brat ojca huknął na dziewczynkę i pogroził jej pasem. Zadziałało. Rozalia poszła z nimi. Niedługo znaleźli się za Bugiem i poczuli bezpiecznie. Po latach Rozalia uznała, że to, co spotkało ją ze strony sołtysowej i tak nie było najgorszym możliwym losem. Jak stwierdziła w „Dziewczynach z Wołynia”: O tej Ukraince. Traktowała mnie źle, to fakt. Z drugiej strony jednak, mogła mnie przecież zabić. Albo wydać w ręce banderowców. 

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp3.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud4.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 372 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
11520587