Niezależny oddział Józefa Malinowskiego

 Tytułem wstępu  kilka zdań z relacji Władysława  Malinowskiego z kol. Augustów na Wołyniu : "O tym co opowiem powinien wiedzieć cały świat - każdy człowiek, a przeważnie Polacy - synowie córki, wnuki, prawnuki, każdy Polak. O tym nie wolno nigdy zapomnieć, pomimo, że historia milczy o tej strasznej zagładzie rzeszy Polaków za Bugiem, z Wołynia, jego eksterminacji - kompletnego bestialskiego wymordowania - rzezi najprymitywniejszej, dokonanej przez Ukraińców. Świat zna jedną 
eksterminację ludzi - Żydów przez Niemców i o tym głośno krzyczy. Drugą taką eksterminacją ludzi - Polaków - w skali światowej, była eksterminacja ludzi narodowości polskiej - nieopisane ich mordy na  ziemiach wschodniej Polski, (...) o której cicho, nic się nie mówi. Ja, który przeżyłem to piekło i widziałem na własne oczy, będę krzyczał - może ktoś usłyszy - opublikuje, rozpowie, że każdy 
kawałek ziemi nazwanej obecnie Ukrainą jest znaczony Polską krwią i na każdym jej skrawku leżą polskie kości."
Relację  pana Władysława i kilku innych świadków, dotyczące konkretnych wydarzeń, zostaną zaprezentowane nieco później. W tym miejscu przypomnę udokumentowane przez historyków fakty.  11 lipca 1943 r. polska krew lała się strumieniami w dziesiątkach miejscowości Wołynia. Bandyci  z OUN- UPA uderzyli niemal równocześnie na 99 polskich wsi i miasteczek. W ciągu nocy i następnego dnia liczba zmasakrowanych siół wzrosła do 167. Rzezie trwały także przez następne dni. 13 i 14 lipca napadnięto na 19 miejscowości powiatów horochowskiego i włodzimierskiego, 14 i 15 lipca osiem miejscowości powiatu krzemienieckiego. 15 i 16 lipca fala zbrodni znów wezbrała w powiatach horochowskim i włodzimierskim, w których zaatakowano 29 miejscowości.

Czytaj więcej...

Uznany za poległego

Urodziłem się 20 lutego 1923r. w Dubience (powiat Hrubieszów, województwo lubelskie). Podczas II wojny światowej byłem żołnierzem podziemia, w tym w Armii Krajowej (od lutego 1943r. do lipca 1944r.), Ludowego Wojska Polskiego (od lipca 1944r. do maja 1945r.). Będąc w strukturach podziemnych, nie brałem udziału walce z bronią w ręku. Należałem do placówki miejscowości kolonia Strzelecka. Byłem łącznikiem do przekazywania osobom zaufanym poleceń o ruchach wojsk niemieckich, oddziałów UPA i ukraińskiej policji. Nasze oddziały partyzanckie pomagały ludności polskiej przeżyć czerwone noce i dni przed rezunami, którzy mordowali ludność polską, rabowali dobytek i palili zabudowania. W lutym 1944 r., nocą w drodze do oddziału z meldunkiem informującym o przyjeździe saperów - kompanii warszawskiej, nad rzeką Bug wpadłem w zasadzkę hitlerowców i ukraińskiej policji. Po doprowadzeniu na komendę w Dubience, przez kilka dni i nocy w czasie przesłuchania bito i znęcano się nade mną. Okaleczonego na całym ciele, w miejscowości kolonia Siedliszcze zostałem odbity przez kolegów z mojego oddziału AK przebranych w mundury żołnierzy armii hitlerowskiej. Nocą przeprowadzono mnie za Bug, na Wołyń do oddziału porucznika "Małego" ( Stanisław Witamborski, dowódca komp. przeprawowej-red). Zdarzenie to opisano w książce pt."Partyzancki Kraj" autorstwa Jerzego Markiewicza (str. 430). Po wyleczeniu zostałem skierowany do kompanii "Błękitnych" por. "Motyla" ( Zbigniew Ścibor-Rylski -red), batalionu kpt. "Sokoła" (Michał Fijałka- red)  27 Wołyńskiej Dywizji AK. Tam otrzymałem umundurowanie i uzbrojenie wojsk niemieckich, gdyż cała kompania posiadała niemieckie sorty mundurowe ( Była to jedna z kompanii batalionu policji pomocniczej numer 107 (Schutzmannschaft Battalion 107) stacjonującego w Maciejowie, który w 1944 r. w pełnym rynsztunku przymaszerował  na koncentrację 27 WDP AK-red). Brałem udział we wszystkich walkach jakie toczyła kompania, gdzie po stronie wroga uczestniczyło lotnictwo, czołgi, artyleria.

Czytaj więcej...

Samoobrona wsi Janówka koło Zasmyk

Janówka ( gmina Lubitów, pow. Kowel ) to wieś położona najbliżej Zasmyk, do Zasmyckiego kościoła wiodła  doskonała ścieżka, można powiedzieć, że droga tak szeroka, że w razie potrzeby nawet furmanki, a w zimie sanie, mogły tamtędy z powodzeniem przejeżdżać. Sama wieś  liczyła ponad 40 gospodarstw, w tym jedynie dwa ukraińskie oraz sześć niemieckich. Po wybuchu II wojny światowej Niemcy w ramach umowy niemiecko- radzieckiej wyjechali do Rzeszy, prawdopodobnie do Wielkopolski. Ukraińcy natomiast opuścili swoje gospodarstwa z chwilą zaostrzenia się stosunków polsko- ukraińskich w 1943 r., przenosząc się do wsi ukraińskich.  Domy Janówki, stały w miarę, blisko siebie co sprawiało, że wszyscy współżyli ze sobą jak w prawdziwej rodzinie, lubili się i szanowali.  Janówka była jednym wielkim sadem owocowym, a domy tonęły morzu kwiatów z przydomowych ogródków. Poza tym wioska tonęła w zieleni olchowego lasu; poczynając od połowy wsi w kierunku zachodnim szumiały naokoło stare olchy, z domieszką brzóz, gdzieniegdzie dębów lub jesionów. I taki krajobraz ciągnął się aż do jeziora Romankiewiczów i dalej po krańce  niewielkiej wioski Batyń.  Samoobrona  Janówki według relacji jej mieszkańców pojawiła się( ujawniła) po 13 lipca 1943 r. Do tego czasu tylko niewielka grupa osób  była zorientowana o istnieniu grupy konspiracyjnej ZWZ-AK na terenie nie tylko Janówki, ale i w sąsiednich Zasmykach. Już 12 lipca pojawili się na tym terenie uciekinierzy z Kisielina i innych wiosek, gdzie bulbowcy ( tak utarło się określać bandy ukraińskie na Wołyniu), dokonali potwornych mordów. Gdy13 lipca do Zasmyk wjechała kawalkada wozów w otoczeniu uzbrojonego oddziału z kol. Radowicze, pod dowództwem ppor.  Henryka Nadratowskiego ps. "Znicz", to po drodze dwa wozy skręciły na Janówkę. To rodzina Romankiewiczów dotychczas zamieszkał w Radowiczach, wsi o zdecydowanej większości ukraińskich mieszkańców, wróciła do rodzinnego gniazda, położonego nad jeziorem.

Czytaj więcej...

Z zachodem słońca podniósł się krzyk i rozległy strzały

„Obawialiśmy się ataku i na noc kryliśmy się po polach. 3 lipca również zamierzaliśmy iść spać w pole. [...] Wszyscy byliśmy gotowi, chcieliśmy jeszcze tylko zjeść kolację (stała na stole) i czekaliśmy na brata Romualda, który lada moment miał przygonić krowy. Niemalże równo z zachodem słońca podniósł się krzyk i rozległy strzały. Matka podbiegła do okna, krzyknęła, że są już banderowcy i trzeba uciekać. Wyskoczyli z ojcem przez okno do ogródka kwiatowego i zaczęli uciekać drogą między zbożami, pod górkę. Matka nie zdążyła zabrać mojej małej siostry, czego ja początkowo nie spostrzegłem. Wyskoczyłem na podwórko, a tam było pełno Ukraińców. Biegali, krzyczeli, podpalali zabudowania, wynosili z obejść mienie. Prawdopodobnie wzięli mnie za Ukraińca, gdyż miałem na sobie kurtkę z pasem, podobną do wojskowej, a oni ubierali się podobnie. Kręciłem się po podwórku, szukając kryjówki i zobaczyłem, jak Ukrainiec położył się na drodze i zaczął strzelać w kierunku uciekających rodziców. [...] Matka upadła, pomyślałem, że została trafiona i nie żyje, ojciec pobiegł dalej. Zauważyłem też krowy, zatem gdzieś w pobliżu musiał być brat. W tym momencie podbiegła do mnie pięcioletnia siostra, złapała mnie za nogę i zaczęła płakać. Nakazałem jej milczeć i skoczyliśmy do pobliskiego ogródka warzywnego, gdzie położyliśmy się w wysokiej fasoli. Jednak któryś z myszkujących po obejściu lub mieszkaniu Ukraińców musiał coś zauważyć, gdyż dwóch lub trzech przybiegło do ogródka i odkryli nas. Twierdzili, że jestem Polakiem. Ja zaprzeczałem, na dowód zacząłem modlić się jak prawosławny. Jeden z Ukraińców uderzył mnie silnie kolbą karabinu w klatkę piersiową, straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem, zmierzch przeszedł już w noc. Wszędzie pełno było gryzącego dymu. Zauważyłem, że brat ucieka z ogródka. Byłem mocno pobity i pokrwawiony, nie miałem siły, ale zarzuciłem siostrę na plecy i pobiegłem za bratem, w kierunku pobliskiego stawu dla gęsi i rozciągającego się za nim lasu. [...] Co chwila przystawałem dla odpoczynku lub przewracałem się pod ciężarem siostry. Dobiegłem do lasu, tam znowu się przewróciłem, zabrakło mi sił. […] Zamiast jednak ukryć się w tym lesie, przebiegłem go. Kiedy wyskoczyłem na szeroki szutrowy trakt na Ludwipol, podjechał Ukrainiec na koniu i czymś twardym uderzył mnie w głowę. Upadłem, a Ukrainiec pojechał dalej. Resztką sił zerwałem się i dobiegłem do lasu po drugiej stronie traktu.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp6.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud1.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 552 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
11852965