Po południu poprowadzono nas w kierunku pobliskiego lasu. Szykowaliśmy się na śmierć. Gdy nasza kolumna zbliżyła się do drogi Sokal - Kamionka Strumiłowa, zatrzymał się przy nas przejeżdżający niemiecki samochód. Byli w nim gestapowcy z Sokala. Po dłuższych pertraktacjach z dowódcą naszej eskorty, spowodowali oni, że zawrócono nas z powrotem do szkoły.” („HISTORIA JEDNEJ WSI czyli DLACZEGO ZOSTAŁEM WIĘŹNIEM OBOZU GROSS-ROSEN”  Kazimierza Kisilewicza więźnia obozu Gross-Rosen Nr 23 214; w: http://wulkanyisushi.bloog.pl/id,3974895,title,Historia-jednej-wsi,index.htm )  W kol. Prehoryłe pow. Hrubieszów: „08 marca 1944 o świcie oddziały policji ukraińskiej, SS-Galizien i ortschutzu, wspierane pododdziałami USN z Szychowic, Kryłowa i Gołębia, napadły na kolonię Prehoryłe pow. hrubieszowski; w napadzie brał udział oddział UPA, który w nocy przeprowadził się przez Bug. Pomordowano całe rodziny (np. Martyniuków, Bolechów, Przyczynów.) łącznie zamordowano 38 osób w tym kobiety i dzieci.” (Czesław Buczkowski: SAHRYŃ w latach 1942-1944; w:  http://kresy.info.pl/component/content/a....atach-1942-1944; 25 września 2011).

W kol. Łasków pow. Hrubieszów: „10.03.1944 w kol. Łasków pow. Hrubieszów esesmani ukraińscy z SS „Galizien – "Hałyczyna” oraz Ukraińcy z UPA – USN zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.” (Czesław Buczkowski..., jw.). We wsi Małków pow. Hrubieszów upowcy oraz esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” wymordowali wszystkich schwytanych Polaków, liczby ofiar nie ustalono.

12 marca 10944 r. we wsi Palikrowy pow. Brody upowcy, esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” oraz chłopi ukraińscy, w tym miejscowi, wymordowali co najmniej 367 Polaków (tyle ofiar pogrzebano na cmentarzu) dobytek ich zrabowali, wieś spalili.

Mordowano wszystkich, począwszy od 2 miesięcznych niemowląt (Kazimiera Jurczenko, Michał Strąg) po Marię Sikorę lat 96. Ofiar było znacznie więcej, wiele zwłok spłonęło wraz z budynkami bądź zostało w piwnicach spalonych domów i w okolicy wsi. „12.03.1944 r. odbyła się selekcja mieszkańców wsi. Polacy oddzieleni od Ukraińców, stali gromada na łące. Z jednej strony mieli za sobą rzekę, za którą siedział na koniu dowódca banderowców wydający rozkazy, z trzech stron grupy Polaków stanęło po jednym banderowcu. Po chwili padł rozkaz ognia. Jeden z nich, stojący przy karabinie maszynowym, wykonał znak krzyża i po przeżegnaniu się otworzył ogień na stłoczonych Polaków. Prawie jednocześnie odezwały się dwa pozostałe stojące po bokach karabiny. Po chwili w miejscu, gdzie stał zwarty tłum ludzi, leżała sterta drgających ciał ludzkich. Po dokonanej egzekucji stos ten otoczyła grupa około 10 banderowców, obserwując bacznie, czy ktoś daje jeszcze oznaki życia. Po stwierdzeniu, że tak, dobijano rannych” (Emil Bielecki; w: Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004, s. 558). „Ustawiono dwa karabiny maszynowe, oprawcy przeżegnali się i wymordowali wszystkich Polaków. Potem poszukiwali wśród pomordowanych, żywych i rannych dobijając ich strzałami. Oprawcy zdzierali z zabitych lepszą odzież i obuwie. Następnie przed spaleniem polskich domów rabowali, ładowali na wozy i wywieźli dla swoich rodzin. Łup godny oprawców z UPA. Na pomniku, który stoi w miejscu gdzie wymordowano Polaków z mojej wsi, napisane jest że zginęło ich 367 osób z zaznaczeniem, że zginęli w czasie wojny. Zamordowano wiele więcej ale dziś już trudno ustalić ich nazwiska.” (Jan Lis: Moje smutne wspomnienia z Palikrów;  Gorzów Wlkp., 12 lipiec 2009; w: http://www.podkamien.pl/articles.php?article_id=201 ). Wierne „owieczki greckokatolickiego Boga” przeżegnały się przed dokonaniem zbrodni!  

We wsi Pankowce pow. Brody upowcy, esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” oraz chłopi ukraińscy zamordowali 30 Polaków. W miasteczku Podkamień pow. Brody kureń UPA dowodzony przez Maksa Skorupskiego „Maks” oraz 4 pułk policji SS złożony z ukraińskich ochotników do SS „Galizien – Hałyczyna” wdarł się do klasztoru i dokonał masakry zgromadzonej tam ludności polskiej. Szacowana ilość ofiar waha się 400 do 600 Polaków. Inni podają, że ludobójcą w Podkamieniu był Iwan Pytlowanyj "Gonta". W Czernyci, gdzie przebywał dowódca kurenia, który zawarł porozumienie z Niemcami, była siedziba kurenia Iwana Pytlowanego "Gonty". „Mord i rabunek trwał w ciągu całego 13 i 14 marca. Niemcy sprowadzili do Podkamienia aż 200 furmanek i szereg aut ciężarowych, aby wywieźć zrabowane mienie. Klasztor i kościół zostały ograbione doszczętnie.” (Dokument Nr 6 1944 kwiecień; Sprawozdanie sytuacyjne z Ziem Wschodnich [w:] Ziemie Wschodnie Raporty Biura Wschodniego Delegatury Rządu na Kraj 1943-1944, Warszawa-Pułtusk 2005, s. 167-168). “W kościelnych piwnicach, które miejscowi duchowni nazywają kryptami, jeszcze na jesieni 2005 roku znajdowały się kości. Stosy czaszek, żeber i piszczeli. /.../ Na wiosnę 2006 roku autorowi tego tekstu nie udało się ich ponownie odnaleźć. Miejscowi duchowni, niechętni do rozmowy na temat polskiej historii Podkamienia, uznali iż najpewniej pochowano je w zbiorowym grobie na dziedzińcu kościelnym. Krypty oczyszczone ze szczątków w najbliższym czasie zakryją nowe płyty i szalunki betonu.” (Mikołaj Falkowski: Podkamień. Perła Kresów. Miejsce pamięci ofiar UPA). 

20 marca 1944 r. we wsi Huta Werchobuska pow. Złoczów upowcy oraz esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna”  zaatakowali świtem w sile około 600 napastników. “Mniej więcej 2 tygodnie po zniszczeniu wsi Huta Pieniacka nasza banda  wspólnie z  wołyńską bandą UPA oraz bandami UPA z okolicznych wsi dokonała napadu i pogromu wsi Huta Wierchobuska rejonu oleskiego, położonej w odległości 5 km od wsi Huta Pieniacka. Przyczyną pogromu tej wsi, jak zeznałem wyżej, było to, że jej mieszkańcy również  utrzymywali kontakty z czerwoną partyzantką. W wyniku pogromu wsi Huta Wierchobuska zostało spalonych około 60–70 domów z zabudowaniami gospodarskimi. Zabito także podczas próby ucieczki ze wsi około 100 mieszkańców. Banda UPA zrabowała mienie i bydło ofiar pogromu”.  (Wyciąg ze sprawy agenturalnej NKGB USRS  nr 40 „Zwiery”, jedn.  Arch. 2387, PA SBU).

27 marca 1944 r. we wsi Smoligów pow. Hrubieszów SS „Galizien” oraz policjanci ukraińscy i chłopi ukraińscy z okolicznych wsi (ponad 2 tysiące napastników) wymordowali ponad 200 Polaków. W obronie wystąpiły oddziały AK i BCH, w walce poległo 32 partyzantów -  łącznie zginęło ponad 232 Polaków. Mordowano w okrutny sposób, nie oszczędzając dzieci, kobiet i starców, Palono żywcem, gwałcono kobiety, rabowano mienie, wieś została doszczętnie spalona.

1 kwietnia 1944 r. we wsi  Poturzyn pow. Tomaszów Lubelski SS „Galizien” oraz sotnia UPA Iwana Sycza – Sajenko „Jahody” obrabowali i spalili wieś oraz zamordowali 162 Polaków. „We wczesnych godzinach rannych dnia 1 kwietnia 1944 roku jednostka SS-Galizien, wspierana pododdziałem UPA, wtargnęła do Poturzyna, gdzie oprócz miejscowej ludności, znajdowała się duża grupa uciekinierów z terenu gmin dołhobyczowskiej, kryłowskiej i wymordowała 162 osoby. Ludność została zastrzelona w czasie snu. W okrutny, wyrafinowany sposób zabijano bezbronne dzieci, kobiety i starców.” (http://www.poturzyn.pl/index.php?q=okupacja ) „Najbezpieczniej było uciekać w stronę Jarczowa. Ci, którzy skierowali się do lasu, w stronę kolonii Chodywańce, wpadli w ręce Ukraińców. Między schwytanymi był ksiądz z naszej parafii Jakub Jachuła. Padło wówczas 36 osób schwytanych przez Ukraińców. Ustawiono ich nad wcześniej wykopanym przez miejscowych Ukraińców dołem i zastrzelono. Straszną śmierć zgotowali Ukraińcy naszemu księdzu. Najpierw wlekli go do lasu, po drodze znęcając się nad nim. Później wesoło się bawiąc, przystąpili do wymierzania męczeńskiej śmierci księdzu. Po kawałku obcinali mu uszy i ręce. Na koniec, zemdlonego przerżnęli piłą, obserwując, jak wychodzą z księdza jelita. W tych ciężkich cierpieniach konał. Później jego zwłoki odkopała rodzina i zabrała. Gdzie był zagrzebany, wskazała pewna ruska kobieta, którą Ukraińcy zabrali do swego obozu jako kucharkę. Z jej też opowiadania dowiedziałam się, jak Ukraińcy żałowali, że nie mogli sobie zrobić podobnego widowiska z nauczycielki. Ta im umknęła. Po wojnie ja i kilka osób z Chodywaniec byliśmy wzywani do parafii w Tomaszowie Lubelskim. Tam opowiadaliśmy o męczeńskiej śmierci księdza. Długo czekaliśmy, że może ksiądz będzie kanonizowany. Do końca został wśród swoich owieczek i to on spośród nich poniósł najbardziej okrutną i męczeńską śmierć”. (Marian Adam Stawecki: „.Rajd śmierci pod Tomaszowem Lubelskim”; w: "Tygodnik Tomaszowski" nr 12 z 20 marca 2012 r.). 

7 kwietnia 1944 r. we wsi Chatki pow. Podhajce esesmani ukraińscy z SS „Galizien” zamordowali 22 Polaków (Motyka Grzegorz: Ukraińska partyzantka 1942 – 1960; Warszawa 2006, s. 386). We wsi Dobrowody pow. Podhajce spalili około 200 gospodarstw polskich oraz zamordowali 21 Polaków i Ukraińca, męża Polki.

W Wielkim Tygodniu : „Od 2 do 9 kwietnia 1944 r. oddziały UPA, wspierane przez jednostki SS-Galizien, uderzyły na wschodni odcinek polskiej linii obrony, którego dowódcą był por. Zenon Jachymek, „Wiktor”. Celem działań oddziałów ukraińskich było opanowanie gmin Jarczów, Tarnoszyn, Telatyn oraz częściowo Łaszczów i Tyszowce, a tym samym zepchnięcie oddziałów AK za Huczwę. Do najcięższych walk doszło 5 i 9 kwietnia 1944 r., czyli w Wielką Środę i Wielką Niedzielę. 5 kwietnia Ukraińcy zaatakowali m.in. Rokitno, Żerniki, Jarczów, Łubcze i Szlatyn. Po polskiej stronie było wielu zabitych i rannych.. 9 kwietnia walki toczyły się pod Telatynem, Steniatynem, Rokitnem i Żulicami, a Kol. Posadów przechodziła z rąk do rąk. /.../ Bitwa nie przyniosła jednak Ukraińcom spodziewanego sukcesu. Polscy partyzanci nie pozwolili zepchnąć się za Huczwę”.(http://kultura.laszczow.pl/index.php?art=241 ).

12 kwietnia 1944 r. we wsi Chodaczków Wielki pow. Tarnopol esesmani ukraińscy z SS „Galizien” dokonali rzezi ludności polskiej. W mogile złożono 862 ciała Polaków „od niemowląt po starców”, ale wiele osób zostało spalonych, przywalonych zgliszczami domów, stąd prawdziwa liczba przekracza 1 000 ofiar. Polska samoobrona skutecznie broniła się przeciwko upowcom, stąd sztab OUN-UPA „poprosił o pomoc” swoich esesmanów z 14 ochotniczej Strzeleckiej Dywizji Waffen SS „Galizien”. Tego dnia we wsi Sielczyk pow. Biała Podlaska esesmani ukraińscy z 5 pułku SS „Galizien” wtargnęli na wesele polskie, objedli się, opili i chcieli gwałcić kobiety i dziewczęta, w obronie których stanęła młodzież polska – za co spalili 12 gospodarstw polskich i zamordowali 15 Polaków. 17 kwietnia 1944 r. („ruska” Wielkanoc) we wsi Horodyszcze pow. Tarnopol zamordowali ponad 50 Polaków i ograbili polskie zagrody. 25  kwietnia 1944 r. we wsi Wicyń pow. Złoczów obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 26 Polaków. 12 i 13 czerwca 1944 r. we wsi Momoty Górne pow. Janów Lubelski esesmani ukraińscy z SS „Galizien” razem z Niemcami spalili 29 gospodarstw polskich i zamordowali 19 Polaków. 22 czerwca we wsi Pardysówka pow. Biłgoraj razem z Niemcami zamordowali 6 Polaków, a pozostałych wywieziono do Majdanka. 2 lipca 1944 r. we wsi Majdan Stary pow. Biłgoraj esesmani ukraińscy z SS „Galizien” razem z Niemcami zamordowali 65 Polaków. 4 lipca we wsi w mieście Siedlce woj. lubelskie ukraińscy esesmani z SS „Galizien” zastrzelili 37 Polaków i wielu poranili. (Konieczny Zdzisław: Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947; Wrocław 2006, s. 221). „W poniedziałek, 24 lipca, 1944 roku o czwartej nad ranem, w Lesie Grabińskim, blisko Iwonicza, bandyci z ukraińskiej dywizji SS Galizien, czyli 14. Waffen-Grenadier Division der SS – dowodzeni przez Niemca Engelsteina i Ukraińca Władimira Najdę – zamordowali strzałami w tył głowy 72 Polaków, głównie żołnierzy AK i BCh, przywiezionych do lasu z więzienia w Jaśle.” (Piotr Szubarczyk: Zbrodnia w Lesie Grabińskim; Nasz Dziennik z 24 lipca 2013). 26 lipca 1944 r. we wsi Siemianówka pow. Lwów esesmani ukraińscy z SS „Galizien” spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 29 Polaków, natomiast w walce z bojówką UPA poległo 4 Polaków. „Przypuszcza się, że były to (jedna lub dwie) kompanie SS Galizien, ocalałe z rozgromienia na froncie niemiecko-sowieckim pod Brodami. Wraz z żołnierzami SS w akcji brali udział Ukraińcy z sąsiednich wiosek (Ostrów, Piaski, Łany), którzy operowali nazwiskami znanych im Polaków.(Akcja SS Galizien w Siemianówce dnia 26. lipca 1944; zebrał i opracował Edward Zawada; w: http://www.znaczacy.com/akcja-ss-galizien-t831083 ). 28 lipca 1944 r. we wsi Kamionka pow. Miechów żandarmeria niemiecka oraz oddział Ukraińców z SS „Galizien” dokonały pacyfikacji mordując 7 Polaków i paląc 15 zabudowań gospodarczych.  Tego dnia we wsi Przysieka pow. Miechów ci sami oprawcy zamordowali 7 Polaków i spalili 22 zabudowania gospodarcze.

Latem 1944 r. we wsi Myczków pow. Lesko ukraińscy esesmani z SS „Galizien” razem z UPA zamordowali 14 Polaków.  25 września 1944 r. we wsi Jamna pow. Tarnów oddziały 14 dywizji SS „Galizien” otoczyły obozowisko partyzantów batalionu AK „Barbara”. Po zaciętej i morderczej walce, partyzantom udało się znaleźć lukę w nieprzyjacielskim pierścieniu. Poległo 4 partyzantów a kilku było rannych. Esesmani za pomoc partyzantom spacyfikowali wieś, która płonęła przez noc z 25 na 26 września. Zginęło wówczas 57 osób. (http://www.klubpodroznikow.com/relacje/polska-ciekawe-miejsca/1042-jamna ). 23 listopada 1944 r. we wsi Rajbrot pow. Tarnów oddział SS-Galizien zamordował 6 Polaków, 5 partyzantów i 70-letniego starca. 

Następnie do 3 listopada 1944 r. dywizja SS-Galizien brał udział w tłumieniu powstania słowackiego oraz na przełomie stycznia i lutego 1945r. przerzucone do północnej Jugosławii (Słowenia), zostały użyte do tłumienia ruchu niepodległościowego. Skierowano ją później teren Austrii, celem dalszych uzupełnień. W dniu 27 kwietnia 1945 ukraińscy żołnierze zostali na nowo zaprzysiężeni, a dywizja SS-Galizien przeformowana jako 1 SS Dywizja "Hałyczyna" weszła w skład nowo tworzonej Ukraińskiej Narodowej Armii , na czele której stanął SS-Grupenfuhrer Pawło Szandruk. Przed kapitulacją III Rzeszy ukraińscy SS-mani znaleźli się w rejonie Klagenfurtu, gdzie generał Szandruk 7 maja 1945 r. poddał się Amerykanom. Obowiązywało wówczas prawo, na mocy porozumień ze Związkiem Sowieckim - że wszyscy jeńcy, którzy przed wojną mieszkali na terenach polskich, do których po wojnie rościł sobie prawa ZSRR, mieli zostać deportowani i oddani władzom sowieckim. Dotyczyło to także Ukraińców z Galicji, do wojny – obywateli II RP. Generał Władysław Anders postanowił jednak uratować ich przed zemstą Stalina. Nie wiadomo, czym się wtedy kierował. Niemożliwe, by nie dotarły do niego wiadomości o zbrodniach popełnianych na Polakach przez ukraińskich SS-manów. Zgodził się spotkać z generałem Szandrukiem, dowódcą Ukraińskiej Armii Narodowej, w szeregach której kryli się mordercy. Spotkanie zaowocowało tym, że generał Anders udzielił ochrony prawnej tym Ukraińcom, którzy byli wcześniej obywatelami polskimi. Po prostu – uznał żołnierzy tej jednostki za pełnoprawnych Polaków. Tych 8 tysięcy Ukraińców nie zostało dzięki temu deportowanych do ZSRR. Część z nich wyjechała potem do Kanady, część do Wielkiej Brytanii. W czerwcu 1945 r. na rozkaz Andersa zaczęto werbować uratowanych Ukraińców do polskiego wojska we Włoszech. Tym sposobem w szeregi 2. Korpusu Wojska Polskiego wstąpiło 176 byłych żołnierzy Ukraińskiej Armii Narodowej. Być może SS-manów.”  (https://ksi.btx.pl/index.php/publikacje/673-trzecia-lista-andersa-jak-polski-general-ukrainskich-ss-manow-ratowal )

Formacje SS (z wyjątkiem SS-Reiterei) zostały uznane przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze za organizację zbrodniczą. W 2001 r. powstał dokumentalny film „SS in Britain”, z którego zdumieni Anglicy dowiedzieli się, że ich sąsiedzi, „spokojni” i „porządni” ludzie, w czasie II wojny światowej zabijali Polaków wraz z Niemcami.

23 stycznia 2001 Rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej odnalazł w Archiwum Państwowym w Przemyślu cztery teczki, w których znajdowała się lista starosty sanockiego z lat 1943-1944 z 258 nazwiskami żołnierzy ukraińskich z powiatu sanockiego służących w dywizji SS-Galizien.  

Na Wielkim Zjeździe UHWR (Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej), który odbył się w dniach 11 – 15 lipca 1944 roku w leśniczówce koło wsi Sprynia pow. Sambor, na prezydenta Ukrainy wybrany został Kiryło Ośmak, a na jednego z wiceprezydentów o. Iwan Hrynioch. Premierem i Generalnym Sekretarzem ds. Wojskowych został Roman Suchewycz. Prezydent Ośmak został aresztowany już 13 września przez Sowietów i zmarł w więzieniu w 1960 r. Podczas zjazdu UHWR kierownictwo ruchu banderowskiego uznało, iż „jest możliwe zarówno dokończenie czystki jak i wygranie całej sprawy propagandowo. Dlatego z jednej strony bezwzględnie dalej realizowano politykę faktów dokonanych, a z drugiej zawczasu przygotowywano strategie propagandowe, mające nie tylko usprawiedliwić ukraińskie poczynania, ale wręcz odpowiedzialność za nie przerzucić na stronę polską. /.../ Negując możliwość popełnienia przez Ukraińców jakichkolwiek zbrodni wojennych, jednocześnie skrzętnie notowano wszelkie ukraińskie tragedie z zamiarem ich propagandowego wykorzystania. Starano się zbrodniami na Polakach obciążyć Niemców i Sowietów”. (Grzegorz Motyka: Ukraińska partyzantka 1942 – 1960, Warszawa 2006, s. 380). Czy temu zadaniu służyć ma także publikacja B. Huka?  W taki to sposób: „Wyjście z wołyńskiego galimatiasu zaproponowali galicyjscy Ukraińcy w postaci dywizji SS „Galizien”. Traktowali ją jako zalążek siły, która może wyłonić cywilną ukraińską reprezentację polityczną do rozmów z Anglią i USA, ale także z Polską.”

Huk pisze dalej: „Na Wołyniu i w ogóle na Ukrainie zachodniej nie doszło do działań ujmowanych jako „akcja antypolska”, „mordy na Polakach”, ani jeden Polak nie został zabity dlatego, że był Polakiem. Konstrukcja „mordy na Polakach” stanowi kalkę z ujęcia „mordy na Żydach”, ponieważ podczas II wojny światowej Żydzi mieli być unicestwiani ex definitione, a słowo „Żyd” miało wywoływać bezwarunkową reakcję zabijania. Esencjalizacja Polaków, utworzenie z nich odrębnej absolutnej kategorii etycznej, pozbawionej kontekstu innego jak narodowy, co widoczne jest w formule „mordy na Polakach”, niesie za sobą ważkie następstwa, bowiem jeśli Polacy są afirmowani przez historiografię jako jedyni ludzie zamieszkujący Wołyń, to ich zabójcy Ukraińcy stają się negacją człowieczeństwa. Rzecz jasna odsyła to do nadużyć antropologicznych tkwiących w opozycji Żyd człowiek jako taki – Niemiec antyczłowiek jako taki oraz stanowi nieuprawnioną próbę użycia dla własnych celów niezbyt klarownego fragmentu dyskursu żydowsko-niemieckiego.” (s. 195 – 196)

Czy Żydzi „są afirmowani przez historiografię jako jedyni ludzie zamieszkujący Wołyń” i dlatego Policja Ukraińska wzięła udział w ich wymordowaniu? Jeżeli byli nimi Polacy, to skąd się wzięli „ich zabójcy Ukraińcy”, którzy „stają się negacją człowieczeństwa.”? Na czym polega to nadużycie  antropologiczne tkwiące „w opozycji Żyd człowiek jako taki – Niemiec antyczłowiek„ z „niezbyt klarownego fragmentu dyskursu żydowsko-niemieckiego.” Jak można ludobójstwo i Holokaust sprowadzać do tak groteskowych tez?!  

 

„W przypadku walki Ukraińców i Polaków należy wziąć pod uwagę czynnik ciała i przypisywane mu znaczenia, a zatem zastanowić się nie tylko nad tym, kogo, ale i co likwidowano poprzez śmierć zadawaną ciału człowieka. Eliminacja ciała była środkiem do osiągnięcia celu i fundamentalnym spełnieniem się wyobraźni kulturowej zabójcy, dlatego że ciało było częścią polityki i w ogóle szerokiego porządku społecznego.” (s. 196)

  1. Huk w swojej sofistyce historiograficznej zdołał przekroczyć nawet tezy bolszewików i nazistów. Zarówno pierwsi jak i drudzy dążyli do zlikwidowania Państwa Polskiego przez eksterminację jej elit; bolszewicy w 1920 roku szli na podbój Europy z hasłem „po trupie białej Polski” likwidując „burżujów i wyzyskiwaczy”, a w 1939 roku „nieśli wolność uciskanemu narodowi ukraińskiemu” także poprzez eksterminację jej elit (gdzie symbolem jest Katyń) oraz „kułaków” (gdzie symbolem jest Sybir). III Rzesza w tym celu prowadziła Intelligenzaktion i akcję „AB”. Ukraińcy likwidowali „tylko” ciało, gdyż jego „eliminacja” „była środkiem do osiągnięcia celu i fundamentalnym spełnieniem się wyobraźni kulturowej zabójcy, dlatego że ciało było częścią polityki i w ogóle szerokiego porządku społecznego.”  Bo „poprzez śmierć zadawaną ciału”, które należało głównie do polskiej kobiety i dziecka, zabijano Państwo Polskie! „ A zatem Polacy byli zabijani nie ze względu na swą polskość, ale ze względu na państwo, które w taki czy inny sposób towarzyszyło ich fizycznej obecności na Ukrainie. Zadawanie śmierci stanowiło wyraz kategorycznej niezgody Ukraińców nie na ich fizyczną polskość jako Polaków, a na państwo polskie, ponieważ urzeczywistniane poprzez osoby Polaków-państwowców niosło ono Ukraińcom śmiertelne zagrożenie w przyszłości.”  Państwo Polskie nie istniało, jego terytorium okupowała III Rzesza Niemiecka i nie było perspektywy, by wróciło na Wołyń i Podole, ale sterroryzowane, głodujące i stanowiące mniejszość etniczną chłopstwo polskie „niosło Ukraińcom śmiertelne zagrożenie w przyszłości.” Tymczasem rozkazy OUN mówią jednoznacznie: „Dowódca I Okręgu Wojskowego „Turiw” - Jurij Stelmaszczuk ps. „Rudyj” do „Rubana”: „Druże Ruban, przekazuję do Waszej wiadomości, że w czerwcu przedstawiciel centralnego Prowodu OUN dowódca UPA - „Piwnicz” Kłym Sawur przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej fizycznej likwidacji ludności polskiej. Dla wykonania tej dyrektywy proszę rzetelnie przygotować się do tych akcji przeciw Polakom, i wyznaczam odpowiedzialnych: w rejonach nadbużańskich – kurinnego „Łysoho”; na rejon turzyski, owadnowski, oździutycki - „Sosenka”; na okręg kowelski - „Hołobenka”. Sława Ukraini. 24 czerwca 1943 r. Dowódca grupy UPA „Turiw” - „Rudyj”.  (Archiwum SBU Obwodu Wołyńskiego. fond. Nr 11315. t.1. cz.2. sprawa H, s. 28). 6 kwietnia 1944 roku Myrosław Onyszkewycz „Orest”: „Rozkazuję Wam niezwłoczne przeprowadzenie czystki swojego rejonu z elementu polskiego oraz agentów ukraińsko-bolszewickich. Czystkę należy przeprowadzić w stanicach słabo zaludnionych przez Polaków. W tym celu stworzyć przy rejonie bojówkę, złożoną z naszych członków, której zadaniem byłaby likwidacja wyżej wymienionych. Większe nasze stanice będą oczyszczone z tego elementu przez nasze oddziały wojackie nawet w biały dzień. /.../ Oczyszczenie terenu musi być zakończone jeszcze przed naszą Wielkanocą, żebyśmy świętowali ją już bez Polaków. /.../ Wydobyć broń. Śmierć Polakom. Postój, 6 kwietnia 1944 roku. Sława herojom! Orest, Karat (-)”. Rozkaz ten znajduje się w aktach śledztwa przeciwko Myrosławowi Onyszkewyczowi. 10 lipca 1944 r. dowódca UPA w Galicji Wschodniej Wasyl Sydor „Szelest”, wydał rozkaz: „ciągle uderzać w Polaków aż do wyniszczenia ich do ostatniego z tych ziem”.   

Prof. Ryszard Szawłowski znany jest w środowisku naukowym jako twórca tzw. kwalifikowanej koncepcji ludobójstwa. Zaproponował na jego określenie łaciński termin GENOCIDUM ATROX - genocyd okrutny, okropny, dziki, straszny. Prof. Szawłowski stwierdził, że początki ludobójstwa ukraińskiego na Polakach objawiły się już w momencie sowieckiej agresji na Polskę 17 września 1939r. na terenie województw: lwowskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego i wołyńskiego. Podaje on krótkie porównanie ludobójstwa ukraińskiego na Polakach z ludobójstwem niemieckim i sowieckim.
Po pierwsze: ludobójstwo ukraińskie realizowało się wyłącznie w postaci niezwłocznej eksterminacji fizycznej (wymordowania) – „tam i wtedy” – wszystkich Polaków, od niemowląt do starców. Pod tym względem porównywalne jest ono tylko z niemieckim ludobójstwem na Żydach, lecz nie na Polakach. Żadnych obozów koncentracyjnych u Ukraińców siłą rzeczy nie było. Tymczasem ta forma ludobójstwa – szeroko stosowana przez Sowietów i Niemców – umożliwiała jednak, jak się okazało, dość licznym więźniom uratowanie życia.

Po drugie: ludobójstwo ukraińskie połączone było z reguły ze stosowaniem najbardziej barbarzyńskich tortur. Chodzi tu o sięgające XVII i XVIII wieku tradycje hajdamackie (powstanie Chmielnickiego i koliszczyznę), stosowane już wtedy rąbanie ofiar siekierami, wrzucanie rannych do studzien, wleczenie koniem, wydłubywanie oczu, wyrywanie języków itp. Takich barbarzyńskich czynów Niemcy, a nawet Sowieci (z reguły) nie dokonywali. Oczywiście było bicie i często bestialskie znęcanie się w czasie śledztw oraz w obozach koncentracyjnych, ale nie miało miejsca mordowanie połączone z obcinaniem czy wyrywaniem części ciała, przepiłowywaniem, rozpruwaniem brzuchów i wywlekaniem wnętrzności itp.  

Po trzecie, o ile ludobójstwa niemieckie i sowieckie były dokonywane wyłącznie przez "wyspecjalizowane" zbrodnicze formacje mundurowe, inaczej było, jeśli chodzi o ludobójstwo ukraińskie. W tym przypadku obok dominującej banderowskiej Ukraińskiej Powstańczej Armii, zwłaszcza w większych ludobójczych akcjach, uczestniczyły również  dziesiątki tysięcy lokalnych ukraińskich chłopów, w tym tzw. SKW (formalnie wiejskie oddziały "samoobrony", które jednak w praktyce stanowiły siły pomocnicze UPA w ludobójstwie na Polakach), sąsiedzi, bandy uzbrojone w siekiery, widły itp. W dodatku towarzyszyły im czasem kobiety, wyrostki, a nawet dzieci ukraińskie, zajmujące się masowym rabunkiem mienia, podpaleniami i dobijaniem rannych Polaków. 

Po czwarte, osobnej wzmianki wymaga zjawisko szczególnie zbrodniczego podejścia do małżeństw mieszanych polsko-ukraińskich. W takich przypadkach ukraińscy ludobójcy nierzadko mordowali całe rodziny, łącznie z dziećmi (!), lub dochodziło do mordu na polskim współmałżonku. Mało tego, niekiedy pod groźbą kary śmierci zmuszali ukraińskiego męża czy nawet ukraińską żonę do własnoręcznego zamordowania polskiego współmałżonka (!). Takie barbarzyństwo nie miało, w podobnych sytuacjach małżeństw mieszanych (np. polsko-rosyjskich), nigdy miejsca u Sowietów lub w przypadku małżeństw niemiecko-żydowskich u Niemców. U tych ostatnich w przypadku małżeństw mieszanych niemiecko-żydowskich (mimo quasi-totalnej Ausrottung niemieckich Żydów) większość owych par, choć mocno szykanowanych i doprowadzanych do stanu głodowego, jednak przetrwała do końca wojny.

Aleksander Korman opracował zestawienie 362 metod tortur stosowanych przez UPA na Polakach. Stanowią one tylko przykłady i nie obejmują pełnego zbioru, stosowanych przez terrorystów OUN-UPA metod pozbawiania życia – polskich dzieci, kobiet i mężczyzn. Pomysłowość tortur była nagradzana. Sprawcy tortur i okrucieństw – tj. terroryści OUN-UPA – urządzali niekiedy makabryczne sceny, aby drwić i szydzić z ofiar. Na przykład: tułów z obciętymi rękami i nogami oraz obciętą głową ofiary, układali na „siedząco” pod ścianą zewnętrzną domu mieszkalnego, wystawiając je na publiczne „pośmiewisko”. Czasami, rozwieszali jelita ofiary na ścianie wewnątrz izby z ukraińskim napisem – „Polska od morza do morza”. Częstokroć, po dokonanej rzezi Polaków jeździli banderowcy powozem po wsi śpiewając i wiwatując przy akompaniamencie harmonii. Znany jest również przypadek zamordowania furtiana w kościele i obcięcia mu głowy oraz naigrywania się w ten sposób, że tułów banderowcy podparli z przodu i z tyłu ławką, a do rąk złożonych jak do modlitwy włożyli jego własną głowę. W innym przypadku, odrąbaną głowę ofiary dawali ukraińscy terroryści dzieciom do zabawy – kopania jej jak piłkę. Tortury psychiczne zadawane były na przykład rodzicom zmuszonym do oglądania szczególnie wymyślnych tortur zadawanych ich dzieciom lub dziecku. (Aleksander Korman „Stosunek UPA do Polaków na ziemiach południowo-wschodnich II Rzeczypospolitej”, Wrocław 2010. Jan Młotkowski „W XX wieku w Europie torturowano za wyznanie rzymskokatolickie”, Poznań 2007)

 

Huk pisze: „Konstrukcje „akcja antypolska”, „mordy na Polakach”, jak również ich prosta negacja stanowią świadome lub nieświadome uproszczenie historyków polskich i ukraińskich, które sprowadza wszelkie analizy do wykazywania, która narodowość posiada wyższy status kulturowy, ale to prowadzi donikąd.” (s. 196 – 197)

Dość ciekawa konkluzja Huka: „która narodowość posiada wyższy status kulturowy” - ta, która pada ofiarą ludobójstwa, czy ta, która jest sprawcą tego ludobójstwa? Klarownie na ten temat wypowiedział się dr Wiktor Poliszczuk, trzeba go czytać i nie pisać bzdur. Oczywiście, konstrukcje „akcja antypolska”, „mordy na Polakach” stanowią nie tyle „uproszczenie historyków polskich i ukraińskich”, ale są kłamstwem, albowiem było ludobójstwo okrutne, dzikie, straszne. Wiosną 2017 roku władze ukraińskie wprowadziły zakaz ekshumacji i upamiętnień polskich ofiar na Ukrainie  Wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk podkreślił, że "to strona ukraińska, bezpodstawnie zupełnie samodzielnie", bez uzgodnienia ze stroną polską zabroniła prac poszukiwawczych na terenie państwa ukraińskiego. "Ukraina jest jedynym państwem na świecie, które nam tego zabrania wprost, nawet nie utrudnia, tylko zabrania" - powiedział Szwagrzyk. Do dziś, z kilkuset miejsc, gdzie wymordowano Polaków, przebadano jedynie 5 procent. To pokazuje skalę działań, które musimy wykonać tylko na Wołyniu. A gdzie ofiary wojno polsko-bolszewickiej, gdzie ofiary działań wojennych lat 1939-45? Skala wyzwań jest ogromna" – mówił. (https://dzieje.pl/aktualnosci/wiceszef-ipn-ze-strony-ukrainy-ws-zakazu-ekshumacji-padlo-wiele-slow-ale-wazne-sa-fakty ) Taki jest obecnie „status kulturowy” Ukrainy, ale faktycznie „to prowadzi donikąd”. 

 

„Olbrzymie znaczenie logiki państwowości wyobrażonej wpisanej w działania obydwu stron obecna jest dziś także w historiografii polskiej, która krytykuje zabójstwa Polaków dokonywane przez UPA nie ze względu na wymiar etyczny tychże aktów, a ze względu na to, że pragnie zanegować stojące za UPA państwo ukraińskie. Gdyby nie projekt państwowy kojarzony bezbłędnie z UPA, polskie ofiary byłaby dziś traktowane podobnie, jak ofiary powstań kozackich, które postrzegano jako rewoltę wprawdzie krwawą, ale niezdolną do powołania państwa kosztem Korony Polskiej. To dlatego dzisiejsza polska krytyka wpisuje UPA w kontekst współczesnego państwa Ukraina, zamiast stanowić akt refleksji nad przeszłością.”  (s. 198)

Historiografia polska krytykuje ludobójstwo okrutne dokonane na ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich właśnie ze względu na wymiar etyczny „tychże aktów”. I nie jest w stanie zrozumieć tego bezmiaru okrucieństwa zadanego w większości bezbronnym kobietom i dzieciom, które stanowią około 80 procent ofiar, zadanego przez obecnych „bohaterów narodowych Ukrainy”. Jest to, niestety, „kontekst współczesnego państwa Ukraina, zamiast stanowić akt refleksji nad przeszłością.”

 

„W kontekście dzisiejszej polskiej pamięci o Wołyniu zastanawiające jest to, że zapomnieniu uległy takie tragedie, jak Koliszczyzna, Rabacja, pogromy 1917–1918 r. na Prawobrzeżu, „hajdamackie okrucieństwa” 1918–1919 w Galicji. Wszystkim towarzyszyło niewypowiedziane okrucieństwo, a mimo to „ofiary” wracały, aby żyć na miejscu zbrodni dokonanej rok czy dwa wcześniej na ich bliskich. Przyczyną zapomnienia było wtedy to, że prawo własności na terenie kolonii nadal znajdowało się w rękach Polaków. Chłopi nie mogli go znieść – musieliby uderzyć na Warszawę.” (s. 198)

Fakt, ludobójstwo wołyńsko-halicko-lubelsko-podkarpackie w dużej mierze „zasłoniło” poprzednie zbrodnie, w tym „hajdamackie okrucieństwa” 1918-1919 w Galicji. A także te z 1939 roku. Ukraińcy „uderzyli na Warszawę”.  W pamięci warszawiaków na zawsze zostanie zbrodnicza ukraińska kompania policyjna stacjonująca w gmachu gestapo przy alei Szucha. W pierwszych dniach powstania owych 150 żołdaków z kompanii grupy bojowej Schutzpolizei próbowało ukryć się w prywatnych mieszkaniach, których mieszkańców dosłownie wyżynano. Trudno się więc dziwić, że powstańcy niechętnie brali do niewoli złapanych ukraińskich morderców w mundurach SS. Podobnie postępowano z ukraińskimi wartownikami z Pawiaka. W dniach 4 – 23 września w Warszawie w walkach z powstańcami oraz w mordach dokonywanych na ludności cywilnej udział wziął Ukraiński Legion Samoobrony. W ostatnich dniach sierpnia 1944 roku 2 sotnie ULS (nazywany także Legionem Wołyńskim, w nomenklaturze niemieckiej występujący jako 31 batalion SD – Sicherheitsdienst) , liczące od 219 osób (wg źródeł niemieckich) do 400 osób (wg źródeł polskich i niektórych ukraińskich), przegrupowane zostały z Bukowej Góry koło Miechowa do Warszawy. Do walki weszły co najmniej 4 września ponosząc w tym dniu największe straty (ogólnie większość poległych pochodzi z okresu 4 – 9 września). Wynika to z pisma SS Oberscharführera Gustava Raulinga z 12 października 1944 r. informującego o stratach ULS w Warszawie (Marcin Majewski: Przyczynek do wojennych dziejów Ukraińskiego Legionu Samoobrony (1943-1945), w: „Pamięć i sprawiedliwość”, nr 2//8/ 2005, s. 318). Działając na Powiślu i Czerniakowie przeciwko Zgrupowaniu „Radosław” i Zgrupowaniu „Kryska” oraz desantowanym oddziałom 9 Pułku Piechoty 3 Dywizji Piechoty z 1 Armii WP, ULG stracił od 25 do 30 poległych. Dowódcą był płk Petro Diaczenko, a razem z nim w walkach brał udział jego syn chor. Jurko. Od 24 września legion stacjonował na skaju Puszczy Kampinoskiej działając przeciwko polskim partyzantom i pacyfikując pobliskie wsie, np. 24 września wieś Zaborówek (2 osoby zabite i aresztowanych 49, których rozstrzelaniu zapobiegli… gestapowcy). Pomiędzy 27 września a 1 października ULS wziął udział w operacji „Sternschnuppe” skierowanej przeciwko zgrupowaniu AK „Kampinos”. Na początku października grupa Diaczenki powróciła do Miechowa.

Jeśli Ukraińców było tylko 7,5% wśród żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie, to wówczas ci żołdacy mają na swoim sumieniu 1350 zabitych i 375 ciężko rannych powstańców, 15 000 – zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 780 budynków” (Marian Kałuski: „Udział Ukraińców w zdławieniu Powstania Warszawskiego”; w: http://kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/udzial-ukraincow-w-zdlawieniu-powstania-warszawskiego ). Nacjonaliści ukraińscy i ich poplecznicy zaprzeczają udziałowi Ukraińców w rzezi Warszawy podczas powstania.  Twierdzą też, że świadkowie mylili Rosjan (a nawet Kałmuków! – jak określano Azerów i Turkmenów) z Ukraińcami. Tymczasem dorośli Warszawiacy (od 30 roku wzwyż) dobrze znali język rosyjski, gdyż znajdując się pod zaborem rosyjskim uczyli się w szkole w tym języku oraz posługiwali w urzędach, nie mogli więc mylić go z językiem ukraińskim. To po pierwsze. Drugi fakt jest taki, że w Warszawie znajdowało się bardzo dużo uciekinierów z Kresów Wschodnich, z Wołynia i Podola, którzy nie tylko znali, ale umieli posługiwać się językiem ukraińskim, w tym specyficznymi odmianami, po których można było odróżnić Ukraińca z Wołynia od Ukraińca z Małopolski Wschodniej. Ukraińcy wzięci do niewoli byli przed rozstrzelaniem (poza nimi rozstrzeliwano jeszcze esesmanów) przesłuchiwani, stąd było wiadome, skąd pochodzą, czy z Ukrainy sowieckiej (zza Zbrucza), czy są obywatelami polskimi narodowości ukraińskiej z kresów polskich, znajdujących się od 1939 roku pod okupacją. W wydawanej podczas Powstania Warszawskiego gazecie „Walka Śródmieścia”, z dnia 17 sierpnia 1944, w artykule „Hajdamaczyzna w Warszawie” pisano: „Codzienne komunikaty z walk na ulicach Warszawy, zawierają pewną stalą informację, notowaną przez prasę jakby mimochodem, bez komentarza, – choć krzyczy ona wprost o to, by się nią bliżej zająć. Chodzi o „owocną” kolaborację ukraińców z niemcami (tak jest napisane w oryginale!) w walce Polaków o prawo do własnego narodowego życia, chodzi o codziennie dokonywane przez „braci słowian” ohydne mordy na bezbronnej ludności polskiej, grabieże i podpalenia, – chodzi wreszcie o specyficzne rozbestwienie ponurego hajdamaki z karabinem w ręku, a nożem za cholewą. Mimo woli nasuwa się pytanie niezorientowanemu: Skąd ta nienawiść? Czego chce „rezun’ spod Stanisławowa w Warszawie?”. Jako samodzielna jednostka ukraińska, w tłumieniu Powstania Warszawskiego brał udział Legion Ukraińskich Nacjonalistów. Natomiast kilka tysięcy Ukraińców (prawdopodobnie około 2 – 2,5 tysiąca) znalazło się w pułku Brygady RONA, pułku Oskara Dirlewangera oraz w jednostkach policyjnych i kozackich. Np. w składzie 34. policyjnego pułku strzeleckiego znajdował się jeden batalion niemiecki oraz dwa bataliony niemiecko-ukraińskie. Angielski historyk Martin Windrow w swej pracy „The Waffen-SS” (London 1984) pisze: „W skład Brygady Kamińskiego wchodziło 6500 renegatów i morderców, głównie Ukraińców”. Łączny udział Ukraińców w tłumieniu powstania mógł wynosić nawet około 10% sił niemieckich. Obydwa pułki zapisały się najbardziej złowrogo w pamięci ludności Warszawy, RONA na Ochocie a Dirlewangera na Woli i Starym Mieście. Potworne gwałty dokonywane na dziewczętach i kobietach, masowe egzekucje wszystkich cywilnych mieszkańców, grabieże, palenie i burzenie domów i kamienic na zdobywanym terenie – to był ich „szlak bojowy”. W 1965 r. Marek Hłasko, urodzony 14 stycznia 1934 r., wspominał: „I nie uwierzyłaby chyba również i w to, że widziałem w czterdziestym czwartym roku w Warszawie, jak sześciu Ukraińców zgwałciło jedną dziewczynę z naszego domu, a potem wyjęli jej oczy łyżką do herbaty; i śmiali się przy tym, dowcipkowali".

Pozostała w Miechowie sotnia „Makucha” ULS we wrześniu przeczesywała rejon Nowy Sącz–Krynica–Czorsztyn. Wielkość strat polskich nie jest znana, ponieważ historycy polscy do tej pory nie zainteresowali się tym tematem. Następnie przegrupowała się do Targowiska koło Kłaja. Tu z Miechowa dołączyła reszta legionu. Jednocześnie kontynuowano działania przeciwko polskiej partyzantce. Jeszcze 12 stycznia 1945 r. doszło do starć w okolicach Zakopanego. Wiesław Tokarczuk podaje, że prof. John Paul Himka, historyk amerykański pochodzenia ukraińskiego, w opracowaniu “The Organization of Ukrainian Nationalists, the Ukrainian Police, and the Holocaust” zamieścił informację: „Wołodymyr Panasiuk z Rafałówki w obwodzie Równe, walczył w Warszawie, miał wtedy 23 lata. Przedtem – w 1941 roku był milicjantem w OUN-owskiej milicji, złożył przysięgę rządowi Bandery, w latach 1942-1943 brał czynny udział w Holokauście jako policjant ukraiński w służbie niemieckiej, w 1944 roku został przeniesiony do Sonderkommando pod rozkazami SS i SD. W Sonderkommando SS walczył z polskimi partyzantami w powstaniu warszawskim. Nosił ukraińskie godło narodowe, trójząb (tryzub), na swoim mundurze” ( USHMM RG 31.018M, reel 20; Upravlinnia Sluzhby Bezpeky Ukrainy v Rivens’kii oblasti, no. 19090, t. 1, ffl. 9, 16, 16v, 17 and , t. 3, ff. 3, 3v, 100, 101). Historyków polskich musi więc wyręczać historyk pochodzenia ukraińskiego.

Ukraińcy „uderzyli” także na warszawskie getto (335 strażników), oraz np. na Bełżec (130 strażników), Treblinkę (120 strażników), Sobibór (120 strażników), Majdanek (dwa bataliony, które zasłynęły ze skrajnego okrucieństwa wobec więźniów).

 

Huk pisze: „Przydatna okazała się tu także figura Chrystusa jako metafizycznego odkupiciela ofiar realnych kresów. W rękach hierarchii i duchowieństwa Kościoła polskiego stała się ona środkiem przeniesienia i transformacji zbrodni dokonywanych na ziemi w przestrzeń odkupienia. Ofiara z Chrystusa sprawowana w kościołach pozwalała nie dostrzegać ofiary z ludzi lub pozostać na nią obojętnym”. (s. 200 – 201)

W opracowaniu „Prawne i liturgiczne przesłanki przerwanej oraz niedokończonej Mszy Świętej” (Legnickie Studia Teologiczno-Historyczne. Rok XI 2012 nr 1) poruszony został problem przerwanych Mszy Świętych 11 lipca 1943 roku w wyniku napaści podczas ich sprawowania na zgromadzoną ludność polską oraz celebrujących ją kapłanów. „Nas, potomnych, wciąż nurtują pytania: dlaczego mordercy wybrali miejsce i czas przeznaczony na spotkanie człowieka z Bogiem w Eucharystii? Dlaczego ci, którzy dopuszczali się tych odrażających czynów nie czekali, aż spełni się do końca eucharystyczna ofiara, przecież oprawcami byli również chrześcijanie, grekokatolicy i prawosławni, którzy rozumieli, czym jest intencja oraz liturgia Mszy św.? Dlaczego podsycali nienawiść i zachęcali do zbrodni także kapłani obrządków wschodnich, ci, którzy sprawowali czynności liturgiczne i sakralne? Dlaczego w obszarze świątynnego sacrum dopuszczano się czynów profanum, bezczeszczących konsekrowane Postacie, a przede wszystkim mordów na katolikach, często znajomych i sąsiadów swoich katów? Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć dzisiaj na tak sformułowane pytania, albowiem jest to niezwykle złożony problem, który wymaga poruszenia licznych kwestii i wątków dotykających studium zła oraz ludzkiej nienawiści uwarunkowanej sytuacją polityczną i ekonomiczną czasów wojny wymierzonej przeciwko wszystkiemu, co kojarzyło się z Polską.  /…/ Przypatrując się zasadom, jakimi kierowano się przy celebrowaniu Eucharystii, zwłaszcza w aspekcie niedokończonych Mszy św., możemy dzisiaj próbować  zrozumieć, dlaczego w chwili zagrożenia życia kapłan wraz z wiernymi zgromadzonymi wokół ołtarza Pańskiego pozostawali razem w swoich świątyniach, trwając na modlitwie. Należy również wziąć pod uwagę okoliczność, że ludność łudziła się, że może czuć się bezpiecznie wewnątrz kościołów, gdyż banderowcy wyznania greckokatolickiego, będący w łączności ze Stolicą Apostolską, nie posuną się do tego, aby dokonać profanacji kościołów i kaplic, tym bardziej dokonując w nich rzezi. Dotychczas istniało przeświadczenie, że kościoły były miejscem azylu. Niestety, okrucieństwa wojny udowodniły, że zło i bestialstwo ludzkie dosięgło również domów Bożych, w których dokonywał się dramat męczeńskiej śmierci licznych wiernych.”  (www.perspectiva.pl ). 
Gdy ordynariuszem diecezji łuckiej w 1998 r. został biskup Marcjan Trofimiak, rozpoczął coroczne odprawianie w drugą niedzielę lipca w katedrze, a następnie we wszystkich kościołach diecezji, specjalnej mszy żałobnej za ofiary zbrodni wołyńskiej, umieszczając jednocześnie w katedrze liczbę drewnianych krzyży równą rocznicy tej tragedii i dodając co roku kolejny krzyż. W 2010 roku w katedrze łuckiej urządzono symboliczny cmentarz, ponieważ na żadnej z mogił ofiar tej tragedii do dziś nie ustawiono krzyży. W obchodach 67. rocznicy zbrodni wołyńskiej nie wzięli udziału przedstawiciele Kościoła greckokatolickiego ani władz ukraińskich. „Nie wiemy dotąd, gdzie spoczywa 14 kapłanów diecezji łuckiej ani w jakich okolicznościach zginęli” - mówi dr Popek. „Na ich mogiłach w dalszym ciągu nie ma krzyży. Najczęściej są to mogiły zbiorowe, w których księży grzebano razem z wiernymi. Często porastają je lasy albo wypasa się bydło, jeśli są to tereny, na których rozpościerają się kołchozowe łąki. W Hrynowie, gdzie zginęło ok. 200 osób, w tym także ksiądz, gdy byłem tam 2 lata temu, rosły buraki.” (Adam Kruczek, „Niedokończone Msze wołyńskie’, „Nasz Dziennik” z 10-11 lipca 2010). Na KUL-u w listopadzie 2011 roku. ks. bp Marcjan Trofimiak powiedział: „Dlaczego w niedzielny poranek 11 lipca 1943 roku brat podniósł rękę na brata?! Dlaczego znów przelała się krew niewinnych ofiar?! Dlaczego?! Odpowiedzi nie ma, bo to jest mysterium iniquitatis - tajemnica zła, zła, które nie poddaje się żadnemu racjonalnemu wytłumaczeniu, zła, które wykracza poza wszelkie ludzkie pojęcia. Z tą tajemnicą zmierzyć się może jedynie tajemnica przeogromnej Bożej miłości, która zaprowadziła Jego jedynego Syna na szczyt Golgoty. Niech, więc w tym dniu unoszą się ku niebu modlitwy za wszystkie ofiary tej straszliwej tragedii, za wszystkich, którzy opłakują swoich bliskich. Modlimy się także za tych, którzy w swoim zaślepieniu, podeptawszy przykazania Boże i Chrystusową naukę o miłości, podnieśli rękę na brata. Boże, przebacz im” („Gazeta parlamentarna”: Niedokończone msze wołyńskie”, 12 listopad 2011). Podczas międzynarodowej konferencji naukowej „Niedokończone msze wołyńskie”, odbyła się w Krakowie w dniu 24 lutego 2012 roku dr Leon Popek podkreślił, iż Kościół w ciągu 600 lat nie poniósł takich strat, jak w 1943 r. z rąk pobratymców. Jedną z ofiar był ks. Ludwik Wrodarczyk, którego proces beatyfikacyjny trwa. Na konferencji postać ks. Wrodarczyka przybliżył jego siostrzeniec ks. Ludwik Kieres. „Jako młody ksiądz został wysłany do parafii Okopy. Miłość do Chrystusa dała mu wewnętrzną siłę, by bronić tamtejszego Kościoła. Ks. Ludwik wiele godzin spędzał na modlitwie, leżąc krzyżem przed Najświętszym Sakramentem. Pomagał Żydom, za co Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem uhonorował go medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Służył wszystkim, także grekokatolikom i prawosławnym, Żydom i Niemcom. Zginął śmiercią męczeńską – wyrwano mu serce”.  Dr Leon Popek wyraził żal, że polskie instytucje zobowiązane do opracowywania tych tematów – są spóźnione, a tak wielu naocznych świadków tamtych wydarzeń odchodzi i zabiera do grobu swoje dramatyczne przeżycia. Apelował też o bardziej intensywne działania w celu upamiętnienia możliwie najwięcej mogił. „A teraz – jak słusznie mówi ks. Isakowicz-Zaleski – dokonuje się jakby druga zbrodnia, że tych tysięcy zabitych, którzy leżą w nieoznaczonych  mogiłach, w lasach, na łąkach, nie można ekshumować i po katolicku pochować. Na Wołyniu było 2 tysiące miejscowości, gdzie Polacy żyli i zginęli – a tylko 130 miejsc zostało dotychczas upamiętnionych jakimś znakiem: krzyż, kamień, a czasem po prostu ktoś pojechał, uciął gałąź i postawił krzyż z patyka. Dlaczego ci nasi rodacy do tej pory nie mają krzyża na mogile? Od dwóch lat namawiam Karmelitów, żeby postawili krzyż w Wiśniowcu Nowym, gdzie w krzakach na cmentarzu leży w nieoznaczonej zbiorowej mogile 200 osób razem z dwoma zakonnikami. Potrzebne jest wsparcie ze strony społeczeństwa, państwa i Kościoła. – powiedział dr Leon Popek (Jacek Borzęcki: ”Dokonuje się jakby druga zbrodnia”; w:  www.kresy.pl, 7 marca 2012). „Znów zaskakująca decyzja Watykanu. Papież Benedykt XVI przyjął rezygnację 65-letniego bp Marcjana Trofimiaka z Łucka na Wołyniu, rodem z Kozłowej na Tarnopolszczyźnie., bardzo zasłużonego dla upamiętnię księży i wiernych, którzy zginęli na Kresach II RP. Jednocześnie mianował administratorem apostolskim tej diecezji bp. Stanisława Szyrokoradiuka, sufragana diecezji kijowsko-żytomierskiej. Jako powód dymisji został podany paragraf 2. kanonu 401 Kodeksu Prawa Kanonicznego, który stanowi: „Usilnie prosi się biskupa diecezjalnego, który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy wypełniać swojego urzędu, by przedłożył rezygnację z urzędu”. Niezależnie od tego jakie były  przyczyny zastosowania tego paragrafu bp. Trofimiakowi należą się słowa uznania za jego działalność” (Redakcja Fronda.pl Kategoria: Kościół 26 lipca 2012). 24 lipca 2012 r. Benedykt XVI przyjął rezygnację, złożoną przez 65-letniego bp. Marcjana Trofimiaka z urzędu ordynariusza diecezji łuckiej. W Zamłyniu pow. Luboml ksiądz Jan Buras jako wikariusz generalny diecezji łuckiej na Wołyniu postanowił zorganizować Centrum Integracji  „pomiędzy ludźmi różnych narodów, kultur, tradycji religijnych”. W wywiadzie udzielonym ks. Janowi Zimnemu powiedział m.in.: „Właśnie w miejscu, gdzie w przeszłości wydarzało się wiele zła (czas II wojny światowej a szczególnie rok 1943), postanowiłem zorganizować dzieło, które będzie promieniować dobrem. Miejsce to stwarza doskonałe warunki do realizacji zamierzonego celu. Położone jest bowiem na pograniczu Polski i niedaleko granicy z Białorusią. Oprócz tego na Wołyniu chrześcijaństwo ma wymiar wieloaspektowy, jest kościół prawosławny jako dominujący, kościół greckokatolicki oraz kościół rzymsko-katolicki oraz kościoły protestanckie. A więc cel integrowania narodów bardzo dobrze wpisuje się w to środowisko. Ponadto nie ukrywam, że w dalszym etapie realizacji projektu, będzie stworzenie Domu Pogodnej Starości, aby poszerzyć działalność tej inicjatywy. Są też w planie dalsze projekty mające wymiar międzypokoleniowy i międzynarodowy. /.../ W trakcie pobytu w ramach programu była m.in. codzienna Msza święta odprawiana w obu obrządkach, czyli prawosławnym i łacińskim. Chcieliśmy w ten sposób także duchowo integrować wspólnoty, które mają odmienny obrządek, ale przecież mają tego samego Boga, i w miłości mamy żyć razem. Jestem przekonany, że z czasem będzie tu realizowanych wiele programów, różnymi metodami, wypełniając różne zadania, realizując pożyteczne cele zarówno religijne, społeczne, kulturalne, charytatywne.”  (Ks. Jan Zimny Do kraju tego… w:  www.pedkat.pl/index.php/286-do-kraju-tego, 12 marzec 2012).  „W sierpniu, w rzymskokatolickim Centrum Integracji w wołyńskiej miejscowości Zamłynie po raz drugi odbył się plener, tym razem nt.: „Wędrujący Święci” – opowiada inicjator warsztatów prof. Roman Wasyłyk, kierownik katedry sztuki sakralnej Lwowskiej Akademii Sztuk Pięknych. – We wrześniu, w Nowicy koło Gorlic po raz czwarty zgromadzili się malarze z Polski, Ukrainy, Słowacji i Białorusi aby tworzyć nt: „Święci Apostołowie i Święci Równi Apostołom”. Na Ukrainie opiekunem duchowym uczestników pleneru był ks. kanonik Jan Buras, wikariusz generalny diecezji łuckiej, a w Nowicy – ks. mitrat Jan Pipka, greckokatolicki proboszcz z Krynicy”. Zaznaczył, że co roku w tych plenerach uczestniczą ludzie różnej narodowości oraz różnych wyznań – grekokatolicy, prawosławni, katolicy rzymscy./…/  Najważniejsze jest to, że łączymy się pod jednym niebem i możemy poznawać tam jeden drugiego” – podkreślił prof. Roman Wasyłyk. Podziękował też Konsulatom Generalnym RP w Łucku i Lwowie za wsparcie finansowe oraz innym sponsorom z Polski.” ( „O Nowicy i Zamłyniu raz jeszcze”; w: www.kuriergalicyjski.com, 18 listopad 2012). Jak wynika z powyższych wydarzeń „niedokończone msze wołyńskie” dokończone nie zostaną. Z chwilą „zaskakującego” wysłania biskupa Trochimiaka na emeryturę (aktywnego, pełnego sił fizycznych i duchowych), na co niewątpliwy wpływ mieli najwyżsi hierarchowie Kościoła Katolickiego w Polsce wspólnie z hierarchami Cerkwi Greckokatolickiej, teraz zastąpi je „ekumenizm”. „Abp Mieczysław Mokrzycki 6 marca podczas 361. zebrania plenarnego KEP w Warszawie wyjaśnił, dlaczego nie było możliwe wypracowania wspólnego stanowiska obydwu episkopatów. Strona greckokatolicka proponowała dwa projekty listu pasterskiego, w których pomijano sedno sprawy. Mówiono o „bratobójstwie” sugerując porównywalną odpowiedzialność „każdej ze stron”. Twierdzono, że „wołyńska tragedia” wynikła z jakichś „wzajemnych krzywd Ukraińców i Polaków”, które ją „uwarunkowały”. W projekcie greckokatolickim mowa była o „pozbawieniu Ukraińców praw do samostanowienia na własnej ziemi” oraz o „etnicznej czystce, czyli przymusowym wysiedleniu ludności polskiej z Wołynia”. Utrzymywano, że sprawa jest bardzo zawiła i, że przed historykami jest jeszcze dużo pracy, by ją wyjaśnić. /.../ Kościół obrządku łacińskiego za absurdalny uznaje postawiony przez Kościół grecko-katolicki znak równości pomiędzy eksterminacją polskiego społeczeństwa a rzekomą winą polskich czynników państwowych za uniemożliwienie Ukraińcom powołania do życia własnego państwa. - Nie wolno ludobójstwa usprawiedliwiać czymkolwiek, a zwłaszcza odwetem za brak realizacji narodowych ambicji ukraińskiego społeczeństwa -  stwierdził metropolita lwowski. Przypomniał, że współpracujący z hitlerowcami Ukraińcy mordowali masowo także Żydów, którzy nie utrudniali przecież realizacji państwowotwórczych planów ukraińskich. Jego zdaniem nonsensem wydaje się proponowana przez Kościół grecko-katolicki formuła „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. - Czy którakolwiek ze stron  - sygnatariuszy listu -  ma moralne prawo do takiej deklaracji? Musi tu znaleźć się wyraźne słowo: przepraszamy i prosimy o wybaczenie”  - uważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Ukrainy. Ubolewa jednocześnie, że apel o wprowadzenie modlitewnego wspomnienia we wszystkich świątyniach katolickich ofiar ludobójstwa w drugą niedzielę lipca i uporządkowanie miejsc spoczynku szczątków ofiar nie znalazł poparcia ze strony greckokatolickiej.” („Nie będzie wspólnego listu Kościołów ws zbrodni na Wołyniu”; w: http://info.wiara.pl/doc/; 2013-03-06; st KAI). Tomasz Gołąb pisze: “Gromadząc się przy pomniku upamiętniającym 70. rocznicę rzezi wołyńskiej, chcemy opowiedzieć Jezusowi o tamtej tragedii: jak bardzo nas boli zaplanowana i przeprowadzona na szeroką skalę eksterminacja Polaków na kresach” - powiedział bp Józef Guzdek, biskup polowy Wojska Polskiego, przypominając, że ukraińscy nacjonaliści zamordowali w bestialski sposób dziesiątki tysięcy mężczyzn i kobiet, dzieci i starców tylko dlatego, że byli Polakami. “Tego dnia, w niedzielę 11 lipca 1943 r. w wielu kościołach nie zostały dokończone Msze św. Krew Chrystusa z eucharystycznej ofiary zmieszana została z krwią i cierpieniem tych, którzy w świątyniach umacniali się w wierze i miłości. Świadomość wielu „niedokończonych” Mszy św. niejako przynagla nas, aby je dokończyć. Pragniemy to dziś uczynić w sposób duchowy. Nasza obecność i modlitwa, skupienie i medytacja są głośnym wołaniem, skierowanym do aniołów, aby pozbierali z tamtej wołyńskiej ziemi okruchy konsekrowanego chleba, gdzieś świętokradzko porozrzucanego oraz krople Krwi Pańskiej, rozlane na ołtarzach i posadzce kościołów – i aby zanieśli je przed boży tron. Niech je zaniosą razem z tą drugą ofiarą: z męczeńską krwią, łzami i cierpieniem tych, którzy stali się uczestnikami „Kalwarii Wschodu”. Biskup polowy dodał, że Chrystus każe nam przebaczać, jak świętemu Piotrowi, nie siedem, a 77 razy. Warunkiem przebaczenia i pojednania jest jednak prawda. (Tomasz Gołąb /GN: Kończymy tamte Msze św. W: http://warszawa.gosc.pl/doc/1626726.Konczymy-tamte-Msze-sw ; 11.07.2013 ). Msze niedokończone zostały więc po wysłaniu bp. Trofimaka na emeryturę zakończone pod pomnikiem w Warszawie, nie w łuckiej katedrze katolickiej.

 

W rozdziale czwartym: „Ukraińska (re)wolta Rusinów”, w podrozdziale „Rusini, czyli pół-Polacy”, Huk pisze: „Przez kilka wieków elity polskie nie rozważały usunięcia Rusinów zarówno z przestrzeni kultury, jak i realnego terytorium ich zamieszkiwania. Nic dziwnego, ponieważ „przed Wiosną Ludów uważano Ukraińców za szczep polski, różniący się od Polaków wyłącznie obrządkiem, gdyż język ukraiński uważano za narzecze języka polskiego, a kulturę i literaturę ukraińską traktowano jako część składową kultury i literatury polskiej”. (s. 203 – 204)

Czyli chłop pańszczyźniany Rusin/Ukrainiec był „szczepem polskim”, a nie kimś Obcym. A na s. 143 Huk twierdził: „W imię wyeliminowania antyludzi z kresów, autochtoni nie tyle znaleźli się poza polem uwagi, ile zostali wyrzuceni z kultury.” Czyli według Huka elity polskie „były za, a nawet przeciw”.   

 

„Wybiegając nieco naprzód stwierdzę, że istnieje fundamentalna zbieżność między koncepcjami Romana Dmowskiego, dotyczącymi kresów, Rusinów i Żydów, a myślą nazistowskiego szefa Generalnego Gubernatorstwa Hansa Franka w okresie okupacji. „Niemcy powrócili na ziemie, które od początku do nich należały. Nie my więc  jesteśmy tam obcym narodem, lecz Polacy” – twierdził Frank, jednoznacznie określając pozbawienie ich praw do przyszłości. Dmowski przeszedł tę drogę 40 lat wcześniej.” (s. 206 – 207)

Kotlina Hrubieszowska, Podkarpacie i Galicja były więc niemieckie, a nie polskie, gdyż w III i IV wieku mieszkali tu Goci, jako plemię germańskie (przybyłe ze Skandynawii, nie z Niemiec). Frank twierdził, że obcymi są tutaj więc Polacy, o Ukraińcach nie wspomina. Nie znał uchwał OUN o „ukraińskiej etniczności” tych terenów? OUN wówczas nie zaprotestowała. Dmowski uprzedził więc Hansa Franka? Czy księżyc jest „etnicznie amerykański”, gdyż pierwszy na nim pojawił się  Neil Armstrong? Czy ukraińska diaspora w Kanadzie zamieszkuje na „etnicznych ziemiach ukraińskich”, czy jest „kolonizatorem” i czeka ją „odreagowanie” ze strony autochtonów?

 

W podrozdziale „Komuniści z endeckim rodowodem”, Huk dokonuje kolejnego odkrycia swojej historiografii: „Komuniści polscy nie byli dziwną konstrukcją kulturową. Określając się jako „Polacy”, stanowili odłam tradycji szlacheckiej, który, pozostając wierny sarmackiemu pismu, kierował się przeciw swemu źródłu i przybierał postać „szlachty negatywnej”, ale tylko w dziedzinie programu społecznego oraz towarzyszącej mu ideologii. Natomiast syndrom wyłącznego sprawowania władzy i rabunku własności ludzi uznanych za wroga pozwala określić komunistów jako Sarmatów. Ukraińcy i Żydzi znowu płacili za władzę uzurpowaną przez jedną z grup w imieniu narodu hegemona, za legitymizację likwidowania przez komunistów przemocy szlachty. Jednak komuniści nie zdołali dokonać drugiego kroku: odmienić oblicza polskiego Kościoła.” (s. 214)

Komuniści polscy byli więc odłamem tradycji szlacheckiej! Berman, Minc, Zambrowski, Fejgin, Romkowski, Różański, Światło, Brystygier, Chajn, Wolińska, Mietkowski, Andrzejewski, Morel, Komar, Grosz, Humer, Kiryluk, Steca...  Dlatego też: ”Ukraińcy i Żydzi znowu płacili za władzę uzurpowaną przez jedną z grup w imieniu narodu hegemona”. Jednak nie zdołali „odmienić oblicza polskiego Kościoła” na...? Ale przecież próbowali, m.in. izolując kardynała Stefana Wyszyńskiego w Komańczy. 

 

„Od manifestu z 22 lipca 1944 r. do układu o wymianie ludności z 9 września 1944 r. nie minęły nawet 2 miesiące. Nie odbyły się najmniejsze konsultacje społeczne czy próby zbadania opinii obywateli polskich. Polityka jak najszybszego tworzenia faktów dokonanych została zastosowana racjonalnie i z całą mocą. Komunistyczna stawka na przemoc wobec Obcych jako strategia postępowania z własnym narodem okazała się nader skuteczna w odniesieniu do kreowania postaw Polaków wobec Ukraińców czy Żydów. Tę formę przemocy nazwali oni „obroną przed UPA”, jednak konflikt z UPA (czytaj: z Ukraińcami) został przez komunistów narzucony nie tylko Ukraińcom, ale i Polakom – i nie wywołał zdziwienia czy zgorszenia tych ostatnich.” (s. 217)

Jak to nie było konsultacji społecznych? Delegatura „rządu londyńskiego” raportowała, że Polacy nie chcą opuszczać swoich domów na Kresach, a OUN stwierdził, że Ukraińcy nie chcą opuszczać swoich domów na tzw. Zakerzoni. Przecież Huk nie jest aż takim ignorantem historycznym, aby domagać się „konsultacji społecznych” od Osóbki- Morawskiego i Chruszczowa? Komuniści ukraińscy nie musieli ”kreować postaw” Ukraińców wobec Polaków i Żydów, gdyż skuteczniej od nich robiła to OUN i UPA. A ludność polska na Chełmszczyźnie i Podkarpaciu została zmuszona do szukania u komunistów polskich obrony przed mordami i paleniem jej domów przez UPA.

9 września 1944 r. w Lublinie przewodniczący Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, Edward Osóbka–Morawski, oraz przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych USRR, Nikita Chruszczow, podpisali układ w sprawie wzajemnego przesiedlenia ludności (oficjalnie nazwanego „ewakuacją”). W art. 1 tego dokumentu czytamy: „…przystąpić do ewakuacji wszystkich obywateli narodowości ukraińskiej, białoruskiej, rosyjskiej i rusińskiej…” z 11 powiatów Polski oraz „…wszystkich Polaków i Żydów będących obywatelami polskimi do 17 września 1939 roku mieszkających w zachodnich okręgach USRR…” do Polski. Dokument mówi o dobrowolnym przesiedleniu, w rzeczywistości jednak przesiedlenie przedstawicieli obu narodów można nazwać deportacją (czyli wypędzeniem, przymusowym przesiedleniem). Oficjalnie przesiedlenie Ukraińców z Polski na Ukrainę trwało od 15 października 1944 r. do 15 czerwca 1946 r., a Polaków z Ukrainy – od 15 listopada 1944 r. do 1 września 1946 r. W maju 1946 r. pojawiły się liczne problemy na przejściu granicznym Rawa Ruska. Władze ukraińskie przeprowadzały tam „szczegółową rewizję rzeczy i osobistą, do badań ginekologicznych kobiet włącznie”, odbierając jednocześnie wszystkie złote przedmioty.

 

„Olbrzymie zaangażowanie się Kościoła rzymskokatolickiego w podbój oraz integrację zarówno nowego polskiego zachodu, jak i nowego, bo bez Ukraińców, wschodu, świadczy o tym, że Kościół traktował „tradycyjne” terytoria jako miejsce przeznaczone wyłącznie dla polskich rzymskich katolików.” (s. 222)

Jakie armie Kościoła rzymskokatolickiego zaangażowane były „w podbój i integrację nowego polskiego zachodu”?   Zarówno marszałek Żukow jak i marszałek Koniew stali na na czele tej „krucjaty”? 

 

„Hierarchia i duchowieństwo polskie poparły wyeliminowanie Ukraińców z Polski. W ramach kościelnej strategii czystka etniczna na nierzymskich katolikach była korzystna dla ich rzymskokatolickiej Polski. Cementowała ogół wiernych, nie pozwalała władzom na wykorzystanie mniejszości wyznaniowych jako czynnika osłabiania Kościoła. W kwestii ukraińskiej oraz niemieckiej PPR/PZPR nie miała sojusznika większego od aparatu kościelnego kardynałów Augusta Hlonda i Stefana Wyszyńskiego.” (s. 222)

Gdzie Huk czytał te głosy poparcia hierarchii i duchowieństwa polskiego? Nie powołał się nawet na jeden taki dokument. „Czystka etniczna na nierzymskich katolikach” w Polsce nie miała miejsca. Natomiast na „niekatolikach”  dokonana została przez Niemców, nosi ona nazwę Holokaustu, o czym Huk powinien wiedzieć. Tym bardziej, że dokonali jej rękami ukraińskich kolaborantów, głównie faszystowko-nazistowskiej Ukraińskiej Policji Pomocniczej, ale także przy udziale ukraińskich strażników w gettach i obozach koncentracyjnych. Natomiast była czystka etniczna na rzymskich katolikach, na Polakach, dokonana na okupowanych terenach Polski zarówno przez Niemców, Sowietów jak i Ukraińców. Interesująca jest natomiast teza Huka, że władza zamierzała wykorzystać mniejszości wyznaniowe do osłabiania Kościoła. Ma na myśli prawosławnych i grekokatolików? Na szczęście scementowany ogół wiernych nie pozwolił na to. Kardynał August Hlond i kardynał Stefan Wyszyński jako „sojuszniczy” PPR/PZPR to objaw jakieś patologii rozumowania. Kardynał Hlond: „Stosunek do władzy ludowej niech odda odmowa „uwierzytelnienia” prezydenta Bolesława Bieruta wspólną przejażdżką ulicami Warszawy. W 1947 r., po wyborach do Sejmu, który miał z kolei wybrać Bieruta na prezydenta, zaproponował to prymasowi wiceminister spraw wewnętrznych, a Hlond na to: „Wybory do tego Sejmu są największym oszustwem w dziejach Polski. Kościół tego akceptować nie może”. (https://dziadul.blog.polityka.pl/2016/07/04/august-hlond-prymas-po-przejsciach/ )   

A Kardynał Stefan Wyszyński jako „sojusznik” PPR/PZPR? Tak zrozumiał Huk „non possumus”, czego skutkiem było aresztowanie Wyszyńskiego? Tego nie warto nawet komentować. 

 

„Podpisując we wrześniu 1944 r. umowę z rządem radzieckiej Ukrainy o deportacji, rząd polski kierował do polskich chłopów czytelny sygnał, że do przejęcia za darmo zostanie kilkaset tysięcy gospodarstw rolnych wraz z ziemią. Inicjatywa spotkała się z przychylnym przyjęciem – stwarzała możliwość szybkiego i łatwego wzbogacenia się Polaków na majątku poukraińskim.” (s. 222)

Motyka cytuje ściśle tajną instrukcję „ukraińskiego podziemia” w Polsce z dnia 18 października 1944 roku: „Wśród Polaków rozpuszczać słuchy, że jeśli ktoś zajmie ukraińskie gospodarstwo, będzie fizycznie zlikwidowany. Tych, którzy nie posłuchają, fizycznie likwidować, nie wyłączając kobiet i dzieci”. (Grzegorz Motyka: Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943 – 1947, Kraków 2011, s. 361)  Motyka pisze dalej: „W odpowiedzi na bezwzględność akcji wysiedleńczej sotnie UPA prowadziły również napady na polskie miejscowości. Spaliły miedzy innymi: Nowosielce (30.12.1945), Deszno i Wołtuszową (6.01.1946), Lipowiec, Królik Wołoski i część królika Polskiego (11.01.1946), Bukowsko (7/6.04.1946), Wirtyłów, Łodzinę, Temeszów (10.09.1946) oraz Prusiek (21/22.10.1946)”.(Motyka..., jw., s. 408) Wysiedleń dokonywało Wojsko Polskie realizując „Układ pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a Rządem Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Rad dotyczący ewakuacji obywateli polskich z terytorium U.S.R.R. i ludności ukraińskiej z terytorium Polski” z dnia 9 września 1945 r. Ukraińscy faszyści z OUN UPA „karali” za to cywilną ludność polską, która nie miała z tą decyzją nic wspólnego paląc ich domy i gospodarstwa oraz ograbiając z dobytku. Przesiedlenia zakończyły się 15 czerwca 1946 roku, jaki więc związek z nimi miało spalenie przez UPA np. wsi Wirtyłów, Łodzina, Temeszów (10.09.1946) oraz Prusiek (21/22.10.1946), tego już Motyka nie podaje. Pod koniec czerwca 1947 r. dowódca pododdziału UPA pisał w liście do „Berkuta”: „Zaczęliśmy natychmiast palić wysiedlone wsie, rozbrajać ORMO, wypędzać kolonistów, a miejscowych Polaków zostawialiśmy w spokoju. Ale od razu następnego dnia Wojsko Polskie wysiedliło wszystkich tych zostawionych przez nas Polaków” (Akcja „Wisła” 1947, s. 505). Z zachowanych dokumentów i relacji wynika jednoznacznie, że UPA  nie zostawiała w spokoju „miejscowych Polaków”, byli oni mordowani jako „koloniści” na „etnicznych terenach ukraińskich” zarówno na Chełmszczyźnie jak i na Podkarpaciu, w tym w Bieszczadach. 

Przejmujący obraz Bieszczadów z 1953 roku przedstawił Zygmunt Rygiel w książce Opowieści bieszczadzkiego leśnika (Krosno 1996). Jest to opis wyprawy leśników z Ustrzyk Dolnych w celu „dokonania lustracji terenów leśnych po lewej stronie Sanu – od Ustrzyk Górnych do Hulskiego”. Mosty na Sanie były poniszczone, drogi  porastały młodą olchą i krzewami, wsie popalone. Ostatnie domy zamieszkałe przez przesiedleńców znajdowały się w Lutowiskach, placówka WOP dopiero się organizowała. Dalej była pustka, cisza, przy drodze sterczały resztki ruin wsi. W Ustrzykach Górnych, w rozpadających się barakach, znajdowała się placówka WOP. Jesienią tego roku została zlikwidowana, ale jeszcze w sierpniu  (4 - 6) spędził tutaj trzy noce z grupą przyjaciół ksiądz Karol Wojtyła. Natomiast w kwietniu dowódca strażnicy WOP mówił do leśników: „Widzicie, panowie, po naszej stronie 40 km w kierunku Cisnej i 20 km na północ nie ma żywej duszy. Dookoła granica radziecka, dokładnie nadzorowana.  Ciągle coś żołnierze znajdują, porzucone lub schowane w wypróchniałych drzewach karabiny, jakieś skrzynki z papierzyskami, narzędzia.”   

I dziesięć lat później w Bieszczadach: „Wypalone, zburzone wioski zaczął porastać las. Sady zdziczały, poginęły zwierzęta domowe. Najlepiej dawały sobie radę koty, krzyżując się za żbikami. Ziemi przez przeszło dziesięć lat w ogóle nie uprawiano. Teraz, kiedy zalesienie wynosi 70 proc., trudno sobie wyobrazić, że przed wojną wynosiło tylko 30 proc.”  (http://zb.eco.pl/GH/1/histo_p.htm ) Tak wyglądało przejęcie „za darmo kilkaset tysięcy gospodarstw rolnych wraz z ziemią.” Czy tak samo wyglądały przejęte za darmo Lwów, Krzemieniec, czy Kowel?

W 1951 roku okazało się, że „etnograficzna granica” pomiędzy „plemionami ukraińskimi a polskimi” nie jest zgodna z granicą państwową pomiędzy Ukraińską Socjalistyczną Republiką Radziecką a Polską Rzeczpospolitą Ludową. Rządy, na Ukrainie posłuszne woli „rad”, a w Polsce woli „ludu” (jak to zapisano w nazwach państw) zadecydowały o naprawieniu tego błędu, popełnionego podczas wytyczania granicy według linii Curzona. Co prawda niektórzy Ukraińcy nadal szeptali o tym, że należy im się „etnograficznie” cała „Zacurzonia”, a Polacy, że należy im się cała Małopolska Wschodnia (jak sama nazwa wskazuje) i „zawsze wierny” Lwów, ale okazało się, że rządy nie zamierzają zamienić Bieszczadów na Lwów – co miałoby uzasadnienie „demograficzne”, gdyż w Bieszczadach do „ludobójczych” przesiedleń przeważała ludność... niech będzie, że ukraińska, a w województwie lwowskim i mieście Lwowie do czasu „repatriacji” ludność polska, i to pomimo pracowitego jej wyrzynania przez UPA. Okazało się, że „etnicznie polska” jest jeszcze większa część Bieszczadów, a „etnicznie ukraińskie” są okolice Sokala, Waręża, Uhnowa, Bełza, Ostrowa, Tartakowa, Żólkwi, Krystynopola. Tym razem jednak argumentem nie była „etniczność”. 15 lutego 1951 roku umowę zmieniającą przebieg granicy podpisał w Moskwie ze strony polskiej wicepremier Aleksander Zawadzki, a ze strony sowieckiej minister spraw zagranicznych Andriej Wyszyński, wcześniej stalinowski oprawca sądowy w roli prokuratora. Według oficjalnego komunikatu ogłoszonego trzy miesiące później, to rząd PRL zwrócił się do rządu ZSRR z prośbą o zamianę niewielkiego pogranicznego odcinka Polski na równorzędny mu odcinek pograniczny ZSRR „z powodów ekonomicznego ciążenia tych odcinków do przyległych regionów ZSRR i Polski”. Dobroduszny i hojny rząd ZSRR zgodził się z prośbą rządu PRL w ramach „braterskiej pomocy”. Okazało się, że przy okazji zagarnia bogate pokłady węglowe leżące na terenach polskich „wymienianych” z ZSRR, co było prawdziwym powodem „transakcji”, Sowieci chcieli jeszcze znacznej dopłaty (”w złocie”) za „bieszczadzką naftę”.  Ponieważ na „dopłatę” polscy negocjatorzy nie zgodzili się, planowane do wymiany terytorium ZSRR zostało „okrojone” o miejscowości Niżankowice, Dobromil i Chyrów, przez co linia kolejowa Przemyśl – Ustrzyki Dolne nie mogła być przez Polskę wykorzystywana, a właśnie Krościenko i Ustrzyki Dolne „otrzymywała” Polska. Podobno tereny polskie i „ukraińskie” były równoważne powierzchniowo i liczyły po około 480 km². Wymianę tę nazwano „Akcją HT”. Polacy zaczęli  wyjeżdżać z Sokalszczyzny w październiku. Większość trafiła w Bieszczady, do Ustrzyk Dolnych, Krościenka, Czarnej, Żłobka, Lutowisk (które w latach  1944 - 1955 nazywały się Szewczenkowo), Michniowca, Rabego, Lipia, Jasienia. Na Sokalszczyźnie rozpoczęto niszczenie wszystkiego, co świadczyło o polskości tych ziem, w tym cenne zabytki. Ocalały te kościoły rzymskokatolickie, które zamieniono na cerkwie prawosławne (np. w Bełzie i Krystynopolu noszącym obecnie nazwę Czerwonograd). W Bieszczadach rozebrana została jedna cerkiew, w Lutowiskach w 1980 roku, a materiał użyto na budowę kościoła w Dwerniku. Większość pozostałych cerkwi zamieniono na kościoły rzymskokatolickie. Sowieci wysiedlili miasto Ustrzyki Dolne, oraz Lutowiska i kilkanaście wsi. Interesujący jest fakt, że podczas spisu narodowego w 1921 roku np. wszyscy mieszkańcy Żurawina i Krywki podali narodowość polską, w Lutowiskach narodowość polską podało 947 osób, żydowską 579, a ruską 559. W Smolniku na 520 mieszkańców aż 516 podało narodowość polską. Oczywiście w maju 1951 roku sowieci wszystkie osoby wywieźli w głąb ZSRR, także narodowości polskiej. Nie wiadomo, ilu Polaków uciekło przed terrorem UPA z tych terenów przed 1945 rokiem, ilu zostało przesiedlonych do Polski oraz ilu zginęło z rąk nacjonalistów ukraińskich oraz w wyniku represji sowieckich w czasie „przynależności”, a faktycznie okupacji tych terenów przez ZSRR, w latach 1944 - 1951. Dzisiaj można żałować, że polscy negocjatorzy nie „odkupili” w 1951 roku Niżankowic, Dobromila i Chyrowa. Wówczas i tak nie miałoby to większego wpływu na stan budżetu państwa, całkowicie kontrolowanego przez sowieckich namiestników w Polsce. Eksploatowali nasz kraj według własnego uznania i prawdopodobnie bardziej już by nie mogli, natomiast udałoby się uratować kilka cennych zabytków kultury polskiej. W ten sposób etnicznie polskie Niżankowice, Dobromil i Chyrów zostały na terenie socjalistycznej Ukrainy.

Zdzisław Konieczny przesiedlenie ludności ukraińsko-ruskiej, a zwłaszcza znalezienie się jej w nowym miejscu zamieszkania na tzw Ziemiach Odzyskanych, nazwał „szokiem cywilizacyjnym”. Spodziewali się kary, surowych represji – zwłaszcza ci, co mieli wiele na sumieniu i krewniaków w UPA, a tymczasem spotkała ich nieoczekiwana nagroda. Całą ogromną propagandę banderowską, o polskiej odpłacie diabli wzięli. „Przesiedlenie ludności ukraińskiej - pisze Konieczny - było dla niej szokiem cywilizacyjnym z uwagi na oderwanie ich od wiosek, które zamieszkiwali dotychczas, uzyskanie znacznie lepszych zabudowań mieszkalnych i gospodarczych, nawet gdy były one częściowo zniszczone oraz większych nadziałów ziemi od posiadanych dotychczas”.

Motyka pisze, że już w kwietniu 1952 roku: „Biuro Polityczne PZPR przyjęło tajną uchwałę, w której zdecydowano o podjęciu działań mających na celu poprawę położenia materialnego ludności ukraińskiej, a także zaspokojenie jej potrzeb kulturalno-oświatowych..” (Grzegorz Motyka: Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943 – 1947, Kraków 2011, s. 443). W mrocznym okresie „kultu stalinowskiego” ci sami komuniści polscy, którzy realizowali politykę Stalina, w kwietniu 1952 roku w sposób tajny (przed kim?, przed Stalinem?) postanowili naprawić jego błąd krzywdzący Ukraińców w Polsce (w tym czasie w sowieckiej Ukrainie trwał nadal brutalny terror stalinowski!). O ”poprawie położenia materialnego” ludności polskiej deportowanej z Kresów Biuro Polityczne PZPR nie myślało ani tajnie ani jawnie. Kto personalnie i w imię jakich racji politycznych o tym zadecydował? Wiadomo, że w służbach specjalnych PRL-u  (zwłaszcza w UB) oraz w PZPR funkcjonowała duża grupa zbrodniarzy ukraińskich z UPA, najczęściej pod fałszywymi nazwiskami, którymi posługiwali się na podstawie dokumentów zrabowanych ich polskim ofiarom.

„Przesiedlona na Ziemie Zachodnie i Północne w ramach operacji >Wisła< ludność ukraińska, rodziny mieszane i Polacy uzyskali lepsze od dotychczasowych gospodarstwa rolne. W latach 1957-1959, państwo udzieliło przesiedleńcom kredytów na łączną sumę 170 min złotych, co jak na ówczesne czasy było kwotą ogromną. Znaczna część tych kredytów była bezzwrotna lub częściowo umorzona w latach następnych". (Na Rubieży, nr 81,2005). 
Po październikowym przełomie w 1956 roku Ukraińcy zorganizowali się w Ukraińskim Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym, które rozpoczęło agitację na rzecz powrotu Rusinów i Łemków na „ziemie przodków"; akcja jednak nie powiodła się. Tylko nieliczne rodziny chłopskie decydowały się na powrót do stron rodzinnych. Reimigracja objęła także Łemków pochodzących z bardziej rozwiniętych wsi górskich, z dużych gospodarstw, najczęściej ludzi starszych wiekiem, którym trudniej, niż młodym, było się dostosować do nowych warunków bytowania. Wtedy między innymi powróciło do Komańczy 226 osób, do Szczawnego – 305 osób. Niektórzy wracali jeszcze później, choć nie mieli do czego, bo jak wiadomo, ich obejścia zaraz po opuszczeniu zostały przez UPA spalone. Nie przejmowali się tym, na nowych miejscach zdołali się wzbogacić, a sprzedane gospodarstwa poniemieckie pozwoliły im na wybudowanie w rodzinnych wsiach domów tak okazałych, że budziły ogólną zazdrość, a dziś wiele z nich służy jako prywatne pensjonaty turystyczne.

W 2000 r. Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że Ukraińcom i Łemkom wysiedlanym w 1947 r. podczas operacji „Wisła’ odbierano nieruchomości z naruszeniem prawa. Np. zadecydował on, że Stefanowi Hładykowi zostanie zwrócone 7 hektarów lasów. W sądach było wówczas 230 podobnych spraw, a ich łączną liczbę szacowano na 10 tysięcy. Czy Hładyk i inni oddadzą dane im w zamian gospodarstwa na Ziemiach Odzyskanych? Oczywiście, że nie.

Rzeszowska prasa codzienna podała latem 2004 roku: „Pięć osób z gminy Baligród przez prawie 60 lat nie wiedziało, że należy im się odszkodowanie za uwięzienie w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie. Po artykule w „Nowinach” ich wnioski o przyznanie rent trafiły do premiera. Pieniądze mogą otrzymać jeszcze w tym roku. W Jaworznie

więziono w latach 1947-1949 obywateli polskich narodowości ukraińskiej podejrzanych o współpracę z UPA i działalność przeciwko Polsce. Większość ich skazano bez wyroków sądowych – nigdy nie udowodniono im winy. Związek Ukraińców w Polsce od dawna walczył o odszkodowania, udało się dopiero teraz. – Sądziliśmy, że mamy pełną listę żyjących „jaworzniaków”, ale w ostatnich tygodniach zgłosiło się do nas jeszcze kilku z Bieszczadów – informuje Piotr Tyma, sekretarz ZUwP w Warszawie. /.../ Będzie im przysługiwać ponad 560 zł miesięcznie.”   

W taki to sposób Polacy „wzbogacili się na majątku poukraińskim”. A Ukraińcy „zbiednieli” na majątku popolskim, ponieważ zagarnęli polskie województwa: wołyńskie, tarnopolskie, stanisławowskie i większość woj, lwowskiego z miastem Semper Fidelis? Lucyna Kulińska w artykule „Zapomnij o Kresach” pisze: „Bardzo bolesny jest dla Polaków problem zbiorów lwowskich. Pozostały tam bowiem polonica, nie ucrainica. Obrazy Malczewskiego ze zbiorów Lanckorońskich, prawie 7 tysięcy kodeksów rękopiśmiennych, kilkutysięczna kolekcja autografów wybitnych polskich osobistości, jedyny, dziś niszczejący komplet prasy polskiej od XVIII wieku, 9 tysięcy archiwaliów muzycznych, licząca 11,5 tysiąca sztuk kolekcja map, 55 tysięcy rycin, zbiory grafik polskich od XVI wieku ze wspomnianej już kolekcji Pawlikowskich, zbrojownia książąt Lubomirskich, porcelana, przedmioty rzemiosła artystycznego, galeria obrazów, biblioteka i zbiory muzeum Baworowskich, różne zbiory archiwalne – rodowe, prywatne i klasztorne, i oczywiście lwia część do dziś nieodzyskanych zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. W 1946 roku drobna część zbiorów została Polsce zwrócona przy akompaniamencie wielkiej akcji propagandowej jako „dary narodu radzieckiego dla narodu polskiego”, ale była to tylko garstka zrabowanych skarbów. Po licznych reorganizacjach muzeów lwowskich polskie zbiory zostały wplecione w ekspozycje ukraińskie i swoiście  „przepracowane”, aby udowadniać nie polskość, ale odwieczną kulturową „ukraińskość” Lwowa i Kresów. Dla Polaków szczególnie bolesna jest nieobecność w kraju dzieł czołowych przedstawicieli malarstwa polskiego od poł. XVI do połowy XX wieku i zbiory europejskiej sztuki, dziś prezentowane w lwowskiej galerii. W ten sposób został nam odebrany dorobek naszych antenatów. Należy pamiętać, że nasze roszczenia nie ulegają w świetle konwencji międzynarodowych przedawnieniu. Istnieją dokumenty wskazujące jednoznacznie, że wiele kolekcji przekazanych przez darczyńców do muzeów lwowskich było opatrzonych zastrzeżeniami, że należeć mają do narodu polskiego. Ich wola została więc pogwałcona. /.../ Nie zwrócono nam zagrabionej Biblioteki Krzemienieckiej, wywiezionej po powstaniu listopadowym, ani biblioteki i galerii Stanisława Augusta (która do dziś znajduje się w Kijowie). Przykładem współdziałania nacjonalistów z formacjami niemieckimi może być napad i zniszczenie wspaniałego i bogatego sanktuarium w Podkamieniu. Był to klasztor zasobny i porównywalny jedynie z częstochowską Jasną Górą. Po wymordowaniu we wnętrzach klasztoru kilkuset Polaków, którzy schronili się w tym świętym miejscu, lokalni banderowcy współpracujący z SS Galizien przez kilka dni ograbiali zniszczony klasztor – jeden z najzasobniejszych w precjoza i skarby sztuki na całych Kresach. Według ocalałych z pogromu kapłanów wartość zrabowanych skarbów klasztornych sięgała kilku milionów dolarów.”

 

Huk pisze: „W 1944 r. w kwestii ukraińskiej nastąpiła arcyważna wymiana symboliczna: „zgodę” Polaków na oddanie Sowietom Lwowa i kresów komuniści opłacili ogłoszeniem ogólnonarodowej wojny z Ukraińcami, o której wiadomo było, że odbyłaby się także bez komunistów, ponieważ Polacy nie mieli jakoby prawa oddać Ukraińcom Lwowa bez walki. A że stoczona została w innym miejscu, niż powinna? Najważniejsze było to, że została ogłoszona i trwała.” (s. 223)

Polacy nie mogli walczyć o Lwów we Lwowie? Przecież walczyli tutaj w lipcu 1944 roku z okupantem niemieckim. Nie walczyli z oddziałami ukraińskimi, bo ich tu nie było. Były oddziały AK, bo Lwów był polski. O Lwów wówczas mogliby walczyć z Sowietami, ale to było nierealne. AK tylko mogła zaakcentować polskość Lwowa, i to zrobiła. „Zgoda” Polaków na oddanie Lwowa nie nastąpiła, wymuszona została przez Stalina, za zgodą „sojuszniczych aliantów”. Taką decyzję podjęła tzw. Wielka Trójka w dniach 4 – 11 lutego 1945 roku  w Jałcie na konferencji, w której wzięli udział Józef Stalin, Franklin D. Roosevelt i Winston Churchill. Do dziś pozostaje ona symbolem zdrady zachodnich sojuszników wobec Polski i ich zgody na podporządkowanie Europy Wschodniej totalitarnemu imperium sowieckiemu. Było to już „pokłosie” konferencji teherańskiej (listopad-grudzień 1943). Nie było także „walki o Lwów” w innym miejscu. „W innym miejscu” Polacy walczyli z agresją band UPA  o te „inne miejsca” na terytorium tzw. Polski Lubelskiej. Te „inne miejsca” także zostały ustalone w Jałcie. Czyżby Huk kwestionował ustalenia jałtańskie? Chyba nie proponuje zamiany Lwowa (wówczas zdecydowaną przewagę miała ludność polska,. według spisu powszechnego z 1931 roku 63,5% ludności miasta posługiwało się językiem polskim, 24,1% jidysz i hebrajskim, a 11,3% ukraińskim lub ruskim)  na Bieszczady (wówczas przeważała tutaj na wsiach ludność ukraińska)?  Jednakże Przemyśl przed II wojną światową w 1939 r. miał 62 272 mieszkańców, 63,3 proc. narodowości polskiej, 29,5 proc. narodowości żydowskiej, 7 proc. ukraińskiej oraz 0,2 proc. innych. Był więc zdecydowanie miastem polskim.  

 

Huk pisze: „Wojna została Ukraińcom wypowiedziana tam, gdzie na szczęście dla komunistów ten konflikt w ogóle mógł jeszcze zaistnieć: na pozostałościach wschodniej kolonii. W tym sensie kapitalne znaczenie miał podarunek Józefa Stalina dla komunistów i ich Rzeczypospolitej Polskiej: zamieszkane przez Ukraińców tereny na zachód od Bugu i Sanu. Bez tego daru kilka dywizji Wojska Polskiego straciłoby sens istnienia, tymczasem ich walka była nieodzowna dla jak najbardziej narodowego ukonstytuowania się komunizmu w Polsce.” (s. 223 – 224)

Podczas I Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów w Wiedniu (28 styczeń – 3 luty 1929 r) powołano Organizację Ukraińskich Nacjonalistów. Miała ona zmierzać do „odzyskania, budowy, obrony i powiększania niezależnego, zjednoczonego ukraińskiego państwa narodowego” (Ukrajinśka Samostijna Soborna Derżawa), które miało objąć wszystkie „ukraińskie ziemie etnograficzne”, czyli te, które we wczesnym średniowieczu (!) były, zdaniem nacjonalistów, zasiedlone przez Ukraińców. Zastrzeżono, iż granice przyszłego państwa muszą być jak najlepsze do obrony, co, jak się wydaje, oznaczało przyznanie sobie prawa do włączenia w jego skład także ziem nawet przez nacjonalistów nie uznawanych za ukraińskie” (Motyka: Ukraińska partyzantka.., s. 48). Uchwała I założycielskiego Kongresu OUN z 1929 r. zakładała całkowite usunięcie wszystkich okupantów, tj. wszystkich nie-Ukrainców, z ziem, które OUN uznała za ukraińskie. Po drugiej wojnie światowej ukraińscy faszyści włączyli do tych ziem tereny południowo-wschodnie Polski, które określili jako „Zakerzonia”, biorąc nazwę od tzw. „linii Curzona”, chociaż jej przebieg sfałszował doradca Curzona, Żyd pochodzący z Galicji, Bernstein – Znamierowski. Powinni więc używać poprawnej historycznie nazwy „Zabernsteinia”. Curzon łaskawie zostawiał Lwów po polskiej stronie swojej „linii etnograficznej”, o czym ukraińscy faszyści nie chcą wiedzieć.

Nacjonalistów ukraińskich  nie interesowało porozumienie z Polakami, ale wyłącznie oddanie im „ziem etnograficznie ukraińskich” (co najmniej z Chełmem, Zamościem, Przemyślem, Sanokiem – aż po Krynicę), gdzie mogliby ustanowić „Ukrainśką Samostijną Soborną Derżawę”, państwo faszystowskie, sprzymierzone z Niemcami. Trzeba być naiwnym, aby wierzyć, że jeszcze łagodniejsza polityka polska usatysfakcjonowałaby ukraińskich nacjonalistów i zaczęliby oni solidarnie dbać o dobro wspólnej Ojczyzny. OUN w okresie międzywojennym była członkiem międzynarodówki faszystowskiej o nazwie „Zjazd Zagranicznych Narodowych Socjalistów” z siedzibą w Stuttgarcie, której opiekunem z ramienia NSDAP był Joseph Goebbels. Te nazistowskie hasła Lebensraum nacjonaliści  ukraińscy kontynuują do dzisiaj. Uchwała Krajowego Prowodu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) podjęta 22.VI.1990 r. głosi: 
„Wykazywać ukraińskość Zacurzonii zgodnie z granicą nakreśloną przez OUN-UPA. W tym duchu prowadzić propagandę na rzecz historyczności i etnograficzności ziem ukraińskich okupowanych obecnie przez Polskę, a o które z taką determinacją z komunistyczną władzą polską walczyła UPA - razem z patriotycznymi siłami polskimi WIN. Wynika z tego, że patriotyczne siły polskie uznawały rolę UPA i jej prawo do ziemi Zacurzonii. Mocno podkreślać, że takie jest stanowisko patriotycznych sił Polski obecnie. Wyciszać wszystko to co nas dzieli, w tym także negatywne patrzenie na UPA. /.../ Dążyć wszelkimi środkami i sposobami do odbudowania ukraińskiego charakteru Zacurzonii podkreślając, że samostijna Ukraina nigdy z tych ziem nie zrezygnuje i w odpowiednim momencie o nie się upomni. Jeśli Polacy będą się upierać, to Ukraina względem nich bez najmniejszego wahania użyje siły zbrojnej."  Tekst tej uchwały po przetłumaczeniu Agencja Konsularna RP we Lwowie, pismem z dnia 20 marca 1991 r. przesłała do Komisji Sejmowej d/s Polski w Warszawie, do Ministerstwa Spraw Zagranicznych dep. Prasy i Informacji w Warszawie, do Instytutu Historii PAN w Warszawie i kilku innych miejsc, zaś opublikowany 12-14 kwietnia 1991 r. w gazecie "Polska Zbrojna", organie Ministerstwa Obrony Narodowej.
Ludobójcze rzezie dotknęły ludność polską także za Bugiem i za Sanem, chociaż wcześniej Ukraińcy wołali „za Bug Lasze” i „za San Lasze”. Co prawda wołali zwykle już po wyrżnięciu ludności całych wsi, gromad, powiatów, ale kilkaset tysięcy zdołało uciec za Bug i za San. I już w 1944 roku okazało się, że za Bugiem i za Sanem ziemie także nie są „Lasze”, ale „etnograficznie ukraińskie”. Na tych ziemiach ludność polska była mordowana takimi samymi barbarzyńskimi metodami. Tutaj nie było komór gazowych lub szybkiej śmierci od egzekucyjnej kuli. Tutaj śmierć przychodziła po wielogodzinnych, a nawet kilkudniowych gwałtach i torturach. I tylko człowiek nikczemny może ignorować chociażby dzieci nasadzane na kołki w płocie, nadziewane na widły i unoszone do góry jako „polskie orły”, gdyż piszczały z bólu i machały rozpaczliwie rękami i nogami w powietrzu - a wyłącznie rozczulać się nad krzywdą „wyrwanych z korzeni ojcowizny” Ukraińców przesiedlonych na Ziemie Odzyskane, zarzucając Polakom, że akcja ta była „ludobójstwem”.

 

Huk pisze: „Wspomniana wymiana symboliczna pomiędzy komunistami a Polakami oraz Polakami a komunistami trwała dłużej niż konflikt z UPA. PPR, a potem PZPR nie śpieszyły się z przerwaniem zbrodni: ta była przedsięwzięciem korzystnym zarówno dla nich, jak i dla ich politycznych wrogów, zachowujących się tak obojętnie jak rząd emigracyjny i AK wobec masakry na Żydach dokonywanej przez nazistów.” (s. 224)

Rząd RP na Uchodźstwie nie miał realnej władzy (możliwości Polskiego Państwa Podziemnego były bardzo ograniczone) na terenie, na którym dochodziło do zbrodni na Żydach. Wydawał głównie oświadczenia, protesty.

Na uwagę zasługuje m.in. wydanie 17 kwietnia 1940 roku przez rządy Polski, Wielkiej Brytanii i Francji wspólnej deklarację przeciw „okrutnemu prześladowaniu Żydów”, podjętej, co istotne, z polskiej inicjatywy. W tym czasie Niemcy nie przeprowadzali jeszcze systematycznej eksterminacji narodu żydowskiego, choć już wówczas stanowisko Rządu RP było jasne i stanowcze. W dokumencie napisano wprost, że „do prześladowań Polaków dołącza się okrutne traktowanie ludności żydowskiej”. /.../ Warto też pamiętać o nocie ambasadora RP w Londynie Edwarda Raczyńskiego do Rządów Narodów Zjednoczonych z 10 grudnia 1942 roku – w języku angielskim dyplomata informował wówczas świat o skali eksterminacji narodu żydowskiego. Niestety, w informacje, które rozpowszechniał Rząd RP, władze innych państw nie wierzyły. Najlepszym tego przykładem była ściana milczenia, z jaką spotkał się emisariusz Jan Karski, który dotarł z wiadomościami o zagładzie Żydów m.in. do prezydenta USA Franklina D. Roosevelta.” (Protest Rządu RP na Uchodźstwie wobec masowego mordowania Żydów; https://ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/37489,Protest-Rzadu-RP-na-Uchodzstwie-wobec-masowego-mordowania-Zydow.html ).

W czerwcu 1941 r. w audycji nadanej przez BBC Sikorski ostrzegał zachodnich sojuszników, że pod niemiecką okupacją „ludność żydowska jest skazana na zagładę”. W lipcu na specjalnej konferencji prasowej z udziałem Stanisława Mikołajczyka polskie władze informowały o eksterminacji Żydów w Polsce. Jesienią 1941 r. na spotkaniu w Royal Albert Hall, w którym uczestniczyła śmietanka brytyjskiego życia politycznego i kulturalnego, wystąpił Sikorski, by „dać świadectwo tragicznej prawdzie o masowych, bezwzględnych i eksterminacyjnych prześladowaniach Żydów”. W Polsce od drugiej połowy 1942 r. Armia Krajowa i Delegatura Rządu na Kraj współpracowały m.in. z Żydowską Organizacją Bojową. Z kolei w grudniu 1942 r. przy Delegaturze Rządu powstała Rada Pomocy Żydom (Żegota), dzięki czemu udało się uratować dziesiątki tysięcy Żydów. O misji Witolda Pileckiego w KL Auschwitz Huk nic nie słyszał? Cóż, ani Gross ani Grabowski o tym nie piszą, więc i skąd miałby wiedzieć.

„W czasie II wojny światowej władze RP na emigracji podejmowały zabiegi dyplomatyczne w celu rozpowszechniania informacji o dokonywanej przez Niemców na okupowanych ziemiach polskich zagładzie Żydów, wyrażenia protestu wobec tych zbrodni, a także okazania solidarności z ofiarami. Jednym z przejawów tej działalności było podjęcie 27 listopada 1942 roku uchwały Rady Narodowej RP: Rada Narodowa RP uroczyście oświadcza: Naród Polski nadal jak dotąd bohaterską swą postawą w Kraju gromadzi i ostrzy wśród niewymownych cierpień siły swe na dzień kary sprawiedliwej. Rada Narodowa RP zwraca się do wszystkich Narodów Alianckich, do wszystkich narodów cierpiących dziś wraz z Narodem Polskim pod knutem niemieckim, by wspólnymi siłami podjęły natychmiast akcję przeciw temu podeptaniu i zbezczeszczeniu moralności i zasad ludzkości przez Niemców i przeciw eksterminacji Narodu Polskiego i Narodów, której najpotworniejszym wyrazem są ostatnie masowe mordy popełniane na Żydach w Polsce i w całej przez Hitlera gnębionej Europie.”

Wyniszczenie Żydów prowadzone w Stanisławowie usiłowało dokumentować polskie podziemie. Dokumentację filmową i raporty przekazywano za pośrednictwem kolejarzy do Krakowa, a potem na zachód. Tadeusz Kasztelewicz kierujący tą akcją został skrytobójczo zamordowany przez Ukraińców współpracujących z Niemcami w dziele zniszczenia Żydów.” (Prof. dr hab. Maria Pawłowiczowa: "Ludobójstwa i wygnania na kresach" - Katowice - Oświęcim 1999). „Kapitan Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej Tadeusz Tomasz Kasztelewicz, został zastrzelony przez policjantów ukraińskich 30 września 1943 r. w Stanisławowie”. (http://bezprzesady.com/aktualnosci/apel-pamieci-lezyca-pazdziernik-2013-roku-pamieci-kresowych-ofiar ).  

 

W podrozdziale „Ja tego Żyda znam…”, czyli kontekst rzymskokatolicki” Huk pisze: Przemoc wyznaniowa niezmiennie towarzyszyła Kościołowi na kresach, powodując to, że konflikt trwał nie tylko na linii dwór – wieś, ale także na linii parafia rzymskokatolicka – parafia wschodnia (greckokatolicka bądź prawosławna). Z tego względu polski Kościół rzymskokatolicki ponosi część odpowiedzialności za genealogię OUN oraz tragedię polskości na kresach. W latach 40. XX w., gdy dalsza obecność państwa polskiego okazała się tam niemożliwością, on wolał do końca nawoływać do wierności Polsce zamiast zwrócić się do swych wiernych z apelem o zaprzestanie wrogości i poszanowanie ukraińskiego prawa do samostanowienia”. (s. 229)

„Kontekstów” prawosławnych i greckokatolickich nie było? „Przemoc wyznaniowa” wiązała się wyłącznie z antypolskimi i antykatolickimi działaniami „parafii wschodnich” (greckokatolickich bądź prawosławnych). Przypisywanie Kościołowi Rzymskokatolickiemu odpowiedzialności za genealogię OUN i ludobójstwo jest kpiną z logiki. Huk chyba nie zalicza siebie do genealogów, którzy uważają, że niemal wszyscy mieszkańcy Europy mogli by wywieść swój rodowód od Karola Wielkiego. Bo wówczas powinien także swoją genealogię korelować i z OUN i z Kościołem rzymskokatolickim. W 1928 roku Rajmund Scholz odbywał praktykę leśną w Nadleśnictwie Państwowym Jasień, w górach Gorgonach, obok dóbr metropolii grekokatolickiej lwowskiej. Gdy odwiedził w biurze w Osmołodzie ich zarządcę nadleśniczego Kiseleckiego zastał tam „siedzących rzędem sześciu mężczyzn atletycznie zbudowanych, wyglądających na przebranych oficerów” w tej „jaskini ukraińskiej organizacji wojskowej” odbywającej naradę. Tak – naradę sztabu, bo jeden z tych panów zwał się Melnyk, a był zięciem pułkownika sztabu Konowalca, który pracował na rzecz berlińskiego wywiadu, a wykryty – zbiegł, właśnie w tym czasie.” (Rajmund Scholz: Wojny – lasy – ludzie; Olsztyn 1984, s. 120). „Wtedy nie wiedziałem, co to za ptaszki, ale policjant, któremu o tym zebraniu powiedziałem, rzekł mi, że to są instruktorowie harcerzy ukraińskich, których obóz mieści się o 2 km od pałacu metropolity Szeptyckiego, w metropolitalnym lesie. Mówił też, że co lata odbywają się tam ćwiczenia wojskowe po lasach i że niby nikt o tym nie wie – bo lasy prywatne. /.../ Okazało się, z półsłówek Julka Łewyckiego, że wszyscy ci panowie są oficjalnie urzędnikami głównego Zarządu Dóbr Metropolii grekokatolickiej we Lwowie.” (Scholz..., jw., s. 121). Jewhen Konowalec był komendantem terrorystycznej Ukraińskiej Wojskowej Organizacji (UWO), a od 1929 roku przewodniczącym faszystowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN),  Andrij Melnyk zakładał OUN i po śmierci szwagra Konowalca objął przewodnictwo OUN. Metropolita Szeptycki dawał schronienie największym ukraińskim zbrodniarzom i umożliwiał im przygotowywanie „młodych kadr” do ludobójcze rzezi ludności polskiej. To więc Cerkiew greckokatolicka jest odpowiedzialna za „genealogię OUN oraz tragedię polskości na kresach”, z jej przywódcą duchowym, metropolitą Andrzejem Szeptyckim na czele. I nic tutaj nie da sofizmatyzm i chachmęcenie.  

 

Huk pisze: „Biskupi polscy byli urzeczeni sprawczymi możliwościami nazizmu wobec Żydów, zatem eliminowanie Ukraińców potraktowali jako działanie pożądane w sferze stosunków religijnych, społecznych i narodowych. W odróżnieniu od minionych stuleci, kiedy ówczesnych Rusinów, prawosławnych czy greckich katolików, powoli usuwał rodzimy, rzymskokatolicki reżim szlachecki Korony Polskiej, tym razem eliminował ich „obcy reżim ateistyczny”. Jednak Kościół polski nawet w tej sytuacji nie uważał za stosowne stanąć w obronie setek tysięcy ludzi. Zbrodnie Rzeczypospolitej Polskiej, popełniane w latach 1944–1947 na własnych obywatelach – Ukraińcach, nie były wyłącznie zbrodniami reżimu ateistycznego. Po ukazaniu sensu i wartości wsparcia udzielonego tu komunistom (czytaj: narodowi i państwu polskiemu) przez Kościół polski – sprawą dalszych badań jest ustalenie form, zakresu i skutków jego współudziału w zbrodni.” (s. 230 -231)

Huk kontynuuje sophisma goebelsianis obwiniania  za wszystkie zło Kościoła rzymskokatolickiego. Którzy to „biskupi polscy byli urzeczeni sprawczymi możliwościami nazizmu wobec Żydów”?  

Czy był nim błogosławiony Kościoła katolickiego arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski? W 1940 roku  aresztowany przez Niemców, internowany w Słupnie k. Płocka, następnie więziony w niemieckim obozie zagłady w Działdowie, gdzie zginął, prawdopodobnie rozstrzelany w lesie pod Białutami 28 maja 1941 roku? Nie ustalono miejsca jego pochówku.

Czy był nim błogosławiony Kościoła katolickiego biskup Leon Wetmański? W nocy 6 z 7 marca 1941 razem z arcybiskupem Nowowiejskim został przewieziony do Płocka, a stamtąd do niemieckiego obozu zagłady Soldau (KL) w Działdowie, gdzie został umieszczony w celi z innymi księżmi. Prawdopodobnie został zamordowany po epidemii tyfusu, jaka panowała w lipcu i sierpniu 1941 (być może rozstrzelany w lesie pod Białutami. Oficjalna data śmierci podana przez władze niemieckie to 10 października 1941.

Czy był nim błogosławiony Kościoła katolickiego biskup lubelski Władysław Goral? Aresztowany przez Gestapo 17 listopada 1939 roku w budynku kurii z innymi duchownymi  w ramach niemieckiej akcji eliminacji polskiej inteligencji pod nazwą Sonderaktion Lublin. Całą grupę (13 księży, w tym trzech profesorów z seminarium duchownego) przewieziono do ciężkiego więzienia Gestapo na zamku w Lublinie. 27 listopada stanęli przed sądem. Skazano ich na śmierć. Później wyrok zamieniono na dożywotnie więzienie. 4 grudnia 1940 znaleźli się w niemieckim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Tutaj biskup Goral został osadzony w pojedynczej celi betonowej w specjalnej części obozu, w której pozostał do końca, tj. do wiosny 1945, w celi  skazany na torturę zupełnej samotności. Został prawdopodobnie rozstrzelany w lutym 1945.

Czy był nim błogosławiony Kościoła katolickiego biskup Michał Kozal z Włocławka? 7 listopada 1939 został aresztowany przez Niemców razem z wszystkimi włocławskimi duchownymi i alumnami (łącznie 44 osoby). Zaprowadzono ich do więzienia miejskiego i zamknięto w kaplicy więziennej, a biskupa Kozala w izolatce na gołym betonie, gdzie w nocy strażnicy próbowali go złamać psychicznie waleniem w drzwi, pobudkami oraz przeładowywaniem w jego obecności broni sugerując wyprowadzanie na egzekucję.16 stycznia 1940 r. został przewieziony do przejściowego obozu w Lądzie nad Wartą. Podczas transportu odbywającego się w mrozie minus 21 stopni doznał odmrożeń uszu, nosa i nóg. 3 kwietnia 1941 roku biskup Kozal wraz innymi księżmi został przewieziony do więzienia w Inowrocławiu. Już podczas pierwszego przesłuchania gestapo pobiło Kozala uszkadzając mu ucho wewnętrzne w wyniku czego wywiązało się zapalenie. Z Inowrocławia trafił do Dachau.  W obozie w wyniku wycieńczenia i głodu zapadł na tyfus. 26 stycznia 1943 pielęgniarz Josef Spiess dał mu w rękę śmiercionośny zastrzyk z fenolu mówiąc „In Ewigkeit” („Na wieczność”). Zastrzyk spowodował śmierć biskupa. Cztery dni później 30 stycznia jego ciało zostało spalone w obozowym krematorium, a prochy rozsypane na terenie obozu.

Może Huk przebada „formy, zakres i skutki” tego „urzeczenia biskupów polskich”? Może przebada także „formy, zakres i skutki współudziału zbrodni” na Ukraińcach 2579 polskich księży katolickich uwięzionych w priesterblokach (wydzielonych barakach dla księży) w niemieckim obozie koncentracyjnym w Dachau, co stanowiło 94,88% wszystkich uwięzionych księży.  

Czesław Partacz: „ Banderowcy i czerń wiejska na Kresach południowo-wschodnich zamordowali, często w barbarzyński sposób, 148 księży katolickich, 15 zakonników, 4 kleryków, 29 zakonnic, czyli 196 duchownych i zakonnic narodowości polskiej oraz 26 księży greckokatolickich, czyli często swoich rodaków o innych poglądach.” Oni byli „zauroczeni” banderyzmem? 

W jakiej skali ukraińscy duchowni prawosławni i grekokatoliccy „byli urzeczeni sprawczymi możliwościami nazizmu wobec Żydów”? Jaki był ich zakres „zauroczenia sprawczymi możliwościami nazizmu”, bolszewizmu i banderyzmu wobec Polaków?. Także we wzajemnym wspieraniu się w celu maksymalizacji tych „możliwości”.

 

W podrozdziale „Ja księdza nie znam…”, czyli kontekst żydowski”, Huk pisze: „Subalternów długo nie trzeba było zabijać, lecz gdy chłopstwo ruskie stało się właścicielem i jego ziemię zaczęło chronić prawo, gdy Żydzi z dzierżawców stali się właścicielami fabryk i sklepów – tylko mord stwarzał warunki do przejęcia własności na drodze szlacheckiego bezprawia. Chodziło o unicestwienie fizyczne ostatecznie rozwiązujące tak zwane „kwestie” ruską i żydowską. Losy własności pożydowskiej i poukraińskiej w dzisiejszej Polsce są przykładem akceptacji społecznej dla Holokaustu i morderczych deportacji – społeczeństwo polskie w pełni korzysta z budynków i ziemi, należących do tych dwóch grup ofiar, przejętych i przekazanych mu przez państwo na własność.” (s. 233)

Huk zapomniał, czy porzucił już tezę o 600-letnim ludobójstwie „rzymskokatolickiej szlachty polskiej” na subalternach   (w koncepcji marksistowskiej Gayatri Chakravorty Spivak dotyczącej Indii) Rusinach/Ukraińcach, gdyż tutaj bardziej pasuje mu „unicestwienie fizyczne ostatecznie rozwiązujące tak zwane „kwestie” ruską i żydowską” dokonane oczywiście „na drodze szlacheckiego bezprawia”, aby poprzez mord przejąć „własność pożydowską i poukraińską”. Biedni ukraińscy subalterni nic nie zyskali na wymordowaniu Żydów przez Policję Ukraińską i na wymordowaniu Polaków przez „ukraińskich powstańców z OUN i UPA”? Przecież ograbiali domy i gospodarstwa pomordowanych rodzin z wszystkiego, były to nie tylko krowy, konie, świnie, kury, worki ze zbożem, gryką, fasolą, młockarnie, pługi, brony ale także pierzyny, swetry, sukienki i buty (ściągane także z trupów), rondle, talerze . W jednym z domów zabrali nawet garnek z gotującą się kurą na rosół, bo przecież zabici by jej już nie zjedli. Rzecz oczywista, że „biedni powstańcy ukraińscy zdobywali” rzeczy cenniejsze: złote kolczyki, pierścionki (czasami z odrąbanym palcem), naszyjniki, złote monety – dlatego po panicznej „emigracji” do ukraińskiej etnicznej ziemi w Kanadzie lub Ameryce mieli za co kupować rancza i kamienice, zakładać sklepy, itp.

Huk stosuje z uporem sophisma goebelsianis w swojej historiografii. Tym razem do „biznes banderyzmu” dołączył biznes Holocaust, ale do książki The Holocaust Industry napisanej przez amerykańskiego historyka żydowskiego Normana Finkelsteina z oczywistych względów nie nawiązuje. „Mordercze deportacje” dotknęły ludność polską. 

 

„Między endecką percepcją Żydów a Rusinów istniało także wiele różnic. Wprawdzie Rusini nie byli ciałem obcym, pasożytem, ale i oni, i Żydzi mieli nie posiadać tradycji historycznych, w tym państwowych, nie być narodem, nie mieć ojczyzny, być niewidoczni, a jednak źle obecni. Różnie oceniano ich tożsamość: od stabilnej (tu pominięto gente Ruthenus, natione Polonus) po ulegającą zanikowi, a zatem także jako możliwość polonizacji. Żydom pod koniec XIX w. odmówiono asymilacji – przed Rusinami wciąż stała ona otworem.” (s. 233 – 234)

A  wcześniej Huk pisał o Rusinach używając określenia Obcy! Nie wyjaśnia, dlaczego zmienił zdanie, tutaj tezę miała potwierdzić antyteza? Żydzi posiadali tradycję historyczną liczącą kilka tysięcy lat, każdy katolik znał ją chociażby z Biblii. Mieli tradycje państwowe i narodowe, może Huk po prostu nie zna Biblii. Byli też widoczni w każdym mieście i miasteczku polskim, zastanawia, jak mógł Huk tego nie zauważyć? Nikt Żydom nie odmawiał asymilacji .„Postulat asymilacji Żydów został włączony do programu społecznego pozytywistów. Działacze społeczni, gospodarczy, dziennikarze i pisarze doby pozytywizmu pragnęli za pomocą reform stworzyć jednolite społeczeństwo oparte na zgodzie między dworem a wsią, robotnikami i kapitalistami, Żydami a Polakami”. (https://www.rp.pl/artykul/159629-Pozytywisci-namawiaja-do-asymilacji.html ). Listę ”Polacy pochodzenia żydowskiego” można znaleźć nawet w wikipedii. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Polacy_pochodzenia_%C5%BCydowskiego ).

 

Huk pisze: „W 1947 r. greckokatolicki ksiądz z Łemkowszczyzny, Stepan Dziubyna, podczas audiencji u kardynała Adama Sapiehy w Krakowie, nie otrzymał pozytywnej odpowiedzi na swą prośbę o pomoc dla grekokatolików objętych deportacyjną akcją „Wisła” zorganizowaną przez państwo. Od rzymskokatolickiego księcia Kościoła w Polsce usłyszał: „Ja księdza nie znam”. [S. Dziubyna, I stwerdy diło ruk naszych. Spohady, Warszawa 1995, s. 86. (Tłum. moje – B.H.]. Stwierdzenie o niepoznawaniu katolickiego księdza, ponieważ nie był wyznania rzymskokatolickiego, już na pierwszy rzut oka może stanowić odwrotność zdania „Ja tego Żyda znam!”,  (J. Grabowski, „Ja tego Żyda znam”. Szantażowanie Żydów w Warszawie 1939– 1943, Warszawa 2004) wypowiadanego przez polskich szmalcowników na użytek uczestnictwa w kulturze polskiej i jej związków z kulturą nazistów: w istocie oba stanowią przyzwolenie na przemoc i utratę życia w wyniku przemocy. Sytuację mógłby komplikować fakt, że kontrolę nad zachowaniami Polaków w przypadku Sapiehy sprawowało państwo komunistyczne, a w przypadku szmalcowników – hitlerowskie, jednak ani krakowski kardynał, ani warszawski rzezimieszek nie byli zmuszeni do odbierania człowieczeństwa Ukraińcowi czy Żydowi.” (s. 234 – 235)

„Jedyną szansą uniknięcia represji dla księży greckokatolickich było objęcie parafii rzymskokatolickich. Stało się to możliwe, gdy 10 grudnia 1946 Pius XII nadał kardynałowi Hlondowi uprawnienia Delegata Ojca Świętego dla katolików obrządków wschodnich. Kapłani greckokatoliccy nie przechodzili formalnie na obrządek łaciński, lecz stawali się tzw. birytualistami. Pracowali w kościołach rzymskokatolickich do czasu, gdy nie pojawiła się możliwość objęcia parafii greckokatolickiej. 31 marca 1947 prymas mianował ponadto dwóch wikariuszy generalnych dla Kościoła greckokatolickiego w Polsce. Zostali nimi ks. Bazyli Hrynyk dla diecezji przemyskiej i ks. Mikołaj Deńko dla Łemkowszczyzny.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/) Kardynał Sapieha mianował już wikariusza generalnego dla Łemkowszczyzny, więc mógł  podejrzewać prowokację ze strony nieznanego mu greckokatolickiego księdza z Łemkowszczyzny. W tym czasie w Bieszczadach i na Łemkowszczyźnie UPA kontynuowała morderstwa Polaków i walki z WP i WOP.

Stefan Dziubyna urodził się w 1913 roku we wsi Gładyszów pow. Gorlice. W 1933 roku został skazany na 10 miesięcy aresztu w zawieszeniu za "szerzenie nacjonalizmu ukraińskiego". Na księdza został wyświęcony w 1938 roku. W czasie okupacji był katechetą w Ukraińskim Seminarium Nauczycielskim w Krynicy a po wojnie proboszczem w Nowej Wsi. W 1947 roku trafił do obozu w Jaworznie. Po zwolnieniu pracował w łacińskim klasztorze w Warszawie, jednocześnie pomagając w pracy duszpasterskiej o. Ripeckiemu, który pod Ełkiem, jako jedyny na północy, mimo zakazu, nadal odprawiał msze w obrządku greckokatolickim. „Od początku lat 50. Dziubina przyjaźnił się z kardynałem Stefanem Wyszyńskim, który mianuje go generalnym wikariuszem, czyli głową kościoła grekokatolickiego w Polsce.”   (http://lemko.org/gazeta/lesniak/dziubina.html )  

W dniu 7 lipca 2000 r. na podprzemyskim cmentarzu Strzelców Siczowych odbył się pochówek szczątków członków UPA, ekshumowanych ze zbiorowych mogił w Birczy i Lisznej. W trakcie uroczystości przedstawiciel Kościoła bizantyjsko-ukraińskiego ksiądz mitrat Stefan Dziubina, który przewodniczył obrzędom, stwierdził mi.in. ˝Prawda jest taka, że to nie Ukraińcy chcieli wolnej Ukrainy na polskich ziemiach, ale Polacy chcieli Polski na ziemiach etnicznie ukraińskich˝ (˝Życie Podkarpackie˝ 12 lipca 2000 r.).To też słowa mitrata: „UPA nie mordowała polskich duchownych, nie rujnowała polskich kościołów i cmentarzy i nie mordowała na terenie dzisiejszej Polski małych, niewinnych dzieci i niedołężnych starców" -świadczą o przewrotnym zakłamaniu tego człowieka, charakterystycznym dla całej nacjonalistycznej propagandy. (http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/cerkwie1.ht )

Szowinizmem jest natomiast porównywanie prymasa Hlonda z anonimowym szmalcownikiem wykorzystując do tego celu Grabowskiego. Piotr Gontarczyk, historyk Instytutu Pamięci Narodowej stwierdził: „Trzeba przyznać, że zaczynają działać pewne mechanizmy, które obowiązywały w PRL. Tzn. jeśli ktoś był wtedy zerem pod względem naukowym, to zajmował się pisaniem o Marksie albo Róży Luksemburg i miał pewność, że dzięki temu zaistnieje. Teraz tak jest z Holokaustem.” (https://www.tvp.info/35804769/polskie-panstwo-podziemne-mialo-jedna-kare-dla-szmalcownikow).

 

Huk pisze: „Po II wojnie światowej rząd wraz z Kościołem zastosował wobec Ukraińców nie tylko okupacyjny mechanizm nazistowski, ale także ten, który jeszcze przed wojną opracowywano w stosunku do Żydów.” (s. 238)

Ciąg dalszy sophisma goebelsianis Huka. Przecież już kilkakrotnie pisał o swoim wiekopomnym odkryciu historiograficznym, czyli o symbiozie komunistów z Kościołem, niczym pomiędzy braćmi syjamskimi. Także i o tym, że stosowali okupacyjny mechanizm nazistowski. Czy aby nie był to mechanizm banderowsko-czekistowski? To może cerkiewno-stalinowski? Opracowany jeszcze przed wojną! Tyle perspektyw historiograficznych potrafił odkryć!  Jakie mechanizmy „przyświecały” cerkwi?

Kościół rzymskokatolicki i Cerkiew (zarówno greckokatolicka jak i prawosławna) wyznają wiarę w tego samego Boga Najwyższego, posługują się tą samą Ewangelią Świętą, stosują do przykazań tego samego Dekalogu. Kapłani i wierni są „braćmi w wierze”, chrześcijanami. Dlaczego więc doszło do okrutnego ludobójstwa, jakiego dokonali grekokatolicy i prawosławni narodowości ukraińskiej na rzymskich katolikach narodowości polskiej? Co robili wówczas „pasterze” owych „owieczek”, że przeistoczyły się one w watahy wilków? Czy próbowali przeciwdziałać, przypominając przykazanie Boże „nie zabijaj”? Ks. Józef Marecki: ”Duszpasterze rusińscy akceptowali jawne propagowanie ukraińskiego nacjonalizmu, wspierali jego „apostołów”. Geneza takiego zachowania sięgała lat wcześniejszych. Znaczącą rolę budzeniu świadomości patriotycznej a też i nacjonalistycznej wśród Ukraińców odgrywał metropolita A. Szeptycki. W czasie II wojny światowej duchowieństwo greckokatolickie – jak wiadomo – nie bez zachęty swoich przełożonych popierało bezpośrednie czystki etniczne na terenie Wołynia, tarnopolszczyzny i na pozostałych terenach ziem południowo-wschodniej II Rzeczypospolitej. Duchowni zachęcali do wstąpienia do dywizji SS Hałyczyna, współpracy z Niemcami oraz zasilania szeregów UPA. Liczne świadectwa potwierdzają uroczyste, w greckokatolickich a niekiedy prawosławnych cerkwiach, poświęcenie broni i narzędzi mordów. Z namaszczenia metropolity A. Szeptyckiego oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii otrzymały kapelanów, którzy byli głównymi propagatorami czystek etnicznych”. (www.polskiekresy.pl; 23.11.2008).  

Zachęcanie i inicjowanie zbrodni ukraiński kler greckokatolicki i prawosławny zaczął już we wrześniu 1939 roku, wykorzystując atak sowieckich bezbożników z 17 września. Popi dołączyli do bolszewickich politruków, chociaż ci drudzy zachęcali tylko do rżnięcia „polskich białych panów”, natomiast popi do „rizania Lachiw” nie wyłączając dzieci (nawet niemowląt), kobiet i starców. Ich agitacja była więc bardziej bandycka, a do tego miała większy posłuch wśród „czerni” ukraińskiego chłopstwa, czyli „owieczek” owych „pasterzy”.

Nocą z 17 na 18 września 1939 roku we wsi Sławenczyn, pow. Podhajce, bojówka OUN ograbiła i spaliła zagrody polskie mordując 85 Polaków. „Z opowiadań ocalałych mieszkańców wsi wiem, że napad rozpoczęli oni od uroczystej mszy w cerkwi, w której miejscowy ksiądz grekokatolicki poświęcił przeznaczone do mordowania Polaków karabiny, kosy, widły, siekiery i noże, głosząc „żeby żniwa były obfite”. W mordzie brali udział niektórzy nasi sąsiedzi. Większość zamordowanych Polaków zginęła od ciosów siekier, noży i wideł, a tylko nieliczni zostali zastrzeleni, głownie ci, którzy próbowali ratować się ucieczką. Pierwszą ofiarą zbrodni była Pani Gutowska, żona kierownika szkoły, która mieszkała w pobliżu cerkwi. Była w ostatnim miesiącu ciąży. Oprawcy nożem rozpruli jej brzuch. Jej córeczkę Romcię zakłuto nożami. Florian Kustrio, zięć Anny Denegi, był torturowany, obcięto mu język, nos, uszy, palce u ręki i nóg”.  (Janina Mazur; w:  Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004., s. 760).

W nocy z 18 na 19 września we wsi Szumlany pow. Podhajce: „W liście wysłanym 17 grudnia 1941 r. przez polskiego rządcę z dworu w Szumlanach Jana Serafina do Polskiego Komitetu Pomocy w Brzeżanach, pisał on: „Mord w Szumlanach rozpoczął się od sprofanowania rzymskokatolickiego kościoła. Banda rozbiła drzwi kościoła, z którego wyniesiono następnie obrazy, chorągwie, szaty liturgiczne i wszystko, co się w nim znajdowało. W akcji brała udział młodzież męska i żeńska. Następnie pocięto na części przedmioty, nadające się na przeróbkę spódnic, chustek itp., przy czym przy podziale dochodziło do bójek, a zwyciężał silniejszy. Z kolei uformował się pochód. Kilku z mołojców ubrało się w niezniszczone jeszcze szaty liturgiczne, wsiadło na konie i wśród szyderczych okrzyków, śmiechów i dzikiej wesołości ruszono na wieś. Zabrano oczywiście kielichy, komunikanty i inne świętości, które rozrzucano po drodze. Nie należy zapominać, że zarówno świętokradcy, jak cała zresztą wieś byli katolikami, a tylko obrządku greckiego. Ta profanacja trwała trzy dni, żadnej władzy wtedy nie było. W międzyczasie mordowano nocą rodziny polskie i rabowano ich dobytek. W tym to czasie wymordowano wszystkich Polaków w Szumlanach” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej 1943 – 1944”, wstęp i opracowanie L. Kulińska i A. Roliński, Kraków 2003, s. 12).

Po wkroczeniu wojsk niemieckich, od września 1939 roku kapłani greckokatoliccy i prawosławni masowo urządzali „uroczystości religijne”, podczas których sypano kopce dokonując w nich „pogrzebu Polski”. Od 1941 roku z premedytacją wykorzystywali fragment Ewangelii Świętej do celów zbrodniczych, szatańskich. Była to przypowieść Jezusa „o chwaście i pszenicy”, czasami nazywana przypowieścią o „kąkolu i pszenicy”. «A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: “Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: “Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: “Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: “Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza“». (Mt 13, 24-30) Kler greckokatolicki i prawosławny uzurpował sobie „kompetencje” przysługujące Bogu Najwyższemu. Jezus Chrystus nauczał, że Bóg, jako Gospodarz, na Sądzie Ostatecznym dokona oddzielenia „chwastu” od „pszenicy” i „chwast” zostanie spalony w Ogniu Piekielnym. Jest oczywiste, że duchowni greckokatoliccy i prawosławni świadomie dokonali fałszywej interpretacji Ewangelii. 

We wsi Cetula pow. Jarosław: „Miejscowy proboszcz grekokatolicki, ks. Jan Bury, ściśle współpracował z OUN i UPA. Pod koniec 1939 roku i w lipcu 1940 roku dwukrotnie celebrował „pogrzeb Polski”. Wykorzystywał uczucia religijne do szerzenia nienawiści do Polaków”. W Jabłonicy Ruskiej pow. Brzozów w październiku 1939 roku OUN wspólnie z unickim księdzem zorganizowała usypanie kopca „mogiły pogrzebu Polski”, połączone z ceremonią religijną. We wsi Ulucz pow. Brzozów miejscowy ksiądz unicki zorganizował „uroczystości pogrzebowe Polski”, na których Ukraińcy usypali „kopiec-mogiłę”. Był on nacjonalistą ukraińskim i współpracował z OUN-UPA. W Pawłokomie pow. Brzozów z nacjonalistami ukraińskimi współpracowali prowadząc antypolską agitację księża greckokatoliccy: ks. Wasyli Szewczuk, ks. Józef Fala, ks. Mirosław Seneta. W cerkwiach we wsi Hołodno i Wary pow. Brzozów od 1941 roku unicki ksiądz Michajło Hajdiuk, przyjaciel ounowca, nauczyciela Lewickiego z Pawłokomy, nawoływał do rozprawy z Polakami i wspierania „naszych aniołeczków”, czyli hitlerowskich Niemców. We wsi Końskie unicki proboszcz ks. Józef Krysa, razem ze swoim ukraińskim wikariuszem podburzał Ukraińców przeciwko Polakom. M.in. podczas kazania w cerkwi mówił: „wtedy Polsa sia werni, kak mi wołosia wyrosną na dłoni”.  

Z OUN-UPA współpracował we wsi Siedliska pow. Brzozów proboszcz unicki, Ukrainiec, ks. Sawojko szerząc nienawiść do Polaków. Taką samą działalność „duszpasterską” na usługach szatana pełnili m.in.: we wsi Leszczawa Górna pow. Dobromil proboszcz greckokatolicki ks. Ignacy Federkiewicz, we wsi Piątkowa pow. Dobromil ks. Jurij Sawczuk, we wsi Łubno pow. Brzozów diak Andriej Aftanas, we wsi Chmeliska pow. Skałat ks. Korolek, we wsi Terka pow. Lesko ks. Lew Salwicki i kleryk Hryc Drozd, we wsi Daszówka pow. Lesko ks. Andrzej Dorosz (na jego plebani szkoliły się bojówki OUN-UPA), we wsi Łobozew pow. Lesko ks. Michał Suchy (trzech jego synów było w UPA), w miasteczku Ustrzyki Dolne ks. Dymitr Panasiewicz, we wsi Lutowiska ks. Iwan Mak, we wsi Surochów pow. Jarosław ks. Michał Płachta, we wsi Miękisz Nowy pow. Jarosław ks. Józef Liszczyński i ks. Stefan Maziarz, we wsi Ustianowa pow. Lesko ks. Iwan Ezop, itd.

We wsi Monasterz pow. Jarosław: „Miejscowy proboszcz grekokatolicki Włodzimierz Smolka znany był  z antypolskich wystąpień i szerzenia nienawiści do Polaków. Na swoich kazaniach nieraz mawiał: „kiedyś święty Piotr zapyta ciebie o dobre uczynki, ileś wyplewił polskiego kąkolu? I co ty na to, skoro tak bezczynnie czekasz, aż inni za ciebie to zrobią?” (Siekierka..., s. 266). Pod koniec 1941 roku we wsi Radawa pow. Jarosław miejscowy proboszcz greckokatolicki zorganizował we wsi przy kopcu usypanym koło cerkwi tzw. „pogrzeb Polski”. Zaprosił na tę „imprezę” księdza rzymskokatolickiego, proboszcza Jana Kosiora, który nie będąc zorientowany, co to jest za uroczystość, przybył z procesją. Nie zdarzyło się, aby polski kapłan katolicki celebrował „pogrzeb Ukrainy”, nawet po wojnie, pomimo ukraińskich zbrodni.

We wsi Germakówka pow. Borszczów z prywatnych lekcji wracała Danuta Kosowska: „Nagle usłyszałam pieśni śpiewane po ukraińsku, w których słowa refrenu brzmiały: „Smert! Smert Lacham, komunistom i Żydom!”. Ze strachu cofnęłam się i ukryłam w zaroślach. Zobaczyłam, jak główną drogą idzie liczna procesja odświętnie ubranych Ukraińców niosących chorągwie cerkiewne i krzyż, z księdzem ruskim na czele. Każdy z nich niósł jakieś pokaźne zawiniątko w białej chuście. Jak się potem dowiedziałam była to ziemia z własnego pola, z której przy cerkwi usypano duży kopiec, jako symbol pogrzebania władzy Polaków i powstania „Samostijnej Ukrainy”. To wydarzenie bardzo mną wstrząsnęło. Swoim, wtedy dziecięcym rozumem, myślałam i byłam o tym przekonana, że idący z tą procesją zabiją każdego napotkanego Polaka. /.../ Każdy nowy dzień przynosił zatrważające wieści o mordach i okrutnym postępowaniu Ukraińców wobec Polaków. Z cerkiewnych ambon popi prawosławni i księża grekokatoliccy podsycali nienawiść do Polaków, cytując wersety z Biblii o potrzebie „wyplewienia kąkolu z pszenicy”, a tym kąkolem według nich, byli Polacy”  (Danuta Kosowska). We wsi Chorłupy pow. Łuck: „20 lipca 1941 r. podczas otwarcia cerkwi w Chorłupach, /.../ duchowny prawosławny Petroszczuk wygłosił kazanie mówiąc: „Lachiw i żydiw wyrizaty, czechiw wysłaty w Czechiju, bilszowykiw ne pustyty, a nimci sami pijdut’ i ostanet’ sia samostijna Ukrajina” (Siemaszko..., s. 580). 

23 września 1941 roku metropolita Andrzej Szeptycki w liście do Adolfa Hitlera pisał:

"Jego Wysokość Fuhrer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej – Adolf Hitler.

Wasza Ekscelencjo!

Jako zwierzchnik katolickiej Cerkwi, przekazuję Waszej Ekscelencji serdeczne poważania z okazji zajęcia stolicy Ukrainy, złotowierzchniego miasta nad Dnieprem – Kijowa....

Widzimy w Panu, niezwyciężonego wodza niezrównanej i sławnej Armii Niemieckiej. Sprawa zniszczenia i wykorzenienia bolszewizmu, jaką Pan, jako Fuhrer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej przyjął za cel w tym pochodzie, zaskarbia Waszej Ekscelencji wdzięczność całego chrześcijańskiego świata. Ukraińska Cerkiew grekokatolicka wie o historycznym znaczeniu potężnego ruchu Narodu Niemieckiego pod Pańskim kierownictwem. Będę się modlił do Boga o błogosławieństwo zwycięstwa które się stanie rękojmią trwałego pokoju dla Waszej Ekscelencji, Armii Niemieckiej i Niemieckiego narodu.

Z osobistym szacunkiem. Andrzej hrabia Szeptycki – metropolita."

W październiku 1944 roku metropolita Szeptycki w liście do Józefa Stalina pisał:

„Po zwycięskim pochodzie od Wołgi do Sanu, przyłączyliście na nowo zachodnie ukraińskie ziemie do Wielkiej Ukrainy (USRR). Za spełnienie tych testamentalnych pragnień i zmagań „Cały świat chyli czoło przed Wami (...) Ukraińców, którzy od wieków uważali się za jeden naród i chcieli być zjednoczeni w jednym państwie, składa Wam naród ukraiński serdeczne dzięki. Te światłe pociągnięcia wywołały i w naszej Cerkwi nadzieję, że Cerkiew jak i cały naród znajdzie w ZSRR pod Waszym przewodem pełna swobodę pracy i rozwoju w dobroci i szczęściu”.

Ks. W. Piętowski podaje, że w powiatach dystryktu krakowskiego znajdujących się w obecnych granicach państwa polskiego, działało 35 duchownych greckokatolickich, wrogich wobec Polaków i aktywnie popierających OUN. „We wsi Stefkowa, miejscowy proboszcz grekokatolicki, Ukrainiec, Jasyf Ołeniak, był głównym organizatorem większości zbrojnych poczynań ukraińskich nacjonalistów we wsi i okolicy” (Sz. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim. Wrocław 2006,  s. 445).

W połowie 1942 roku za pośrednictwem ks. greckokatolickiego Osypa (Józefa) Kładocznego (sekretarza arcybiskupa Szeptyckiego) Delegat Rządu na Kraj Jan Piekałkiewicz usiłował dojść do porozumienia z władzami OUN, aby wypracować wspólne stanowisko dotyczące spraw polsko-ukraińskich. Jerzy Lerski, wysłany z misją od Naczelnego Wodza i Premiera do władz Polskiego Państwa Podziemnego, pisze w książce Emisariusz Jur, że miał przewidziane rozmowy z metropolitą Andrzejem Szeptyckim we Lwowie. „Chodziło o wspólną deklarację polsko-ukraińską apelującą o zawieszenie broni i jeden bratni front wobec wspólnych nieprzyjaciół. Delegat Rządu ustosunkował się sceptycznie do tego projektu. Rozmowy z Ukraińcami podjęte niedawno w Warszawie fatalnie się urwały, bowiem przedstawiciel polskiego podziemia adwokat Mieczysław Rettinger (nie mylić z londyńskim doktorem Józefem Rettingerem) wydany został na placu Unii Lubelskiej przez dwóch przysłanych ze Lwowa popów w ręce Gestapo. Musiałem więc złożyć oficerskie słowo honoru, że do swojego miasta rodzinnego nie pojadę. Byłem niepocieszony” (Jerzy Lerski: Emisariusz Jur, Warszawa 1989, s. 89).

Jesienią 1942 roku we wsi Stare Koszary pow. Kowel w miejscowej cerkwi duchowny prawosławny poświęcił bochny chleba, które następnie były dzielone między wtajemniczonymi Ukraińcami i rozprowadzane po całej parafii jako symbol przymierza w celu rozpoczęcia rzezi Polaków. W marcu 1943 roku we wsi Gończy Bród pow. Kowel: „w cerkwi odbyła się uroczystość przyjęcia wici chlebowych. Na ołtarzu umieszczone zostały trzy wieńce, trzy chleby i trzy świeczki przyniesione z innej wsi ukraińskiej, a duchowny prawosławny odczytał pismo nawołujące do wymordowania Polaków. W piśmie zapowiadano, że popłyną czerwone rzeki i będą jeziora polskiej krwi. Następnie było dzielenie się chlebem, którego zjedzenie zapewnić miało zbawienie. Pozostałe okruszki zostały zmiecione i dodane do ciasta, z którego wypieczono dziewięć nowych chlebów, potem uwito dziewięć nowych wieńców i dodano dziewięć nowych świeczek. Całość po poświęceniu przez duchownego prawosławnego na kolejnym nabożeństwie została przez delegacje zawieziona do następnych wsi cerkiewnych. Do chlebów dołączone były pisma o tej samej treści”  (Siemaszko..., s. 332). Jakiś Belzebub ten satanistyczny obrzęd opracował, (niektórzy świadkowie przypuszczają, że było to w monastyrze prawosławnym w Łarze Poczajowskiej). 

Mogilno (Mohylno) pow. Włodzimierz Wołyński: „Groźnym sygnałem dla Polaków stało się usypanie przez Ukraińców kopca przy cerkwi. Ziemię wozili sami Ukraińcy, Polaków nie angażowano. Mówiono, że tam zakopano polski mundur, na kopcu postawiono krzyż. Miał to być "pogrzeb" państwa polskiego. W kwietniu 1943 roku zebrali się tam Ukraińcy na poświęcenie, którego dokonał przybyły specjalnie archirej. Adolf Szewczuk miał swoje zabudowania tuż przy cerkwi. Maria, żona Adolfa, skrycie podeszła przy stodole jak najbliżej zgromadzonych i starała się posłuchać, o czym mówiono. Usłyszała, zapamiętała i nam powtórzyła jedno zdanie z przemowy prawosławnego archireja: "jednej nacji już nie ma (żydowskiej), jeszcze pozostała druga”. (Jadwigi Kozioł z d. Mroziuk; w: http://free.of.pl/w/wolynskie/wspomnienia/mogilno-mroziuk_jadwiga.html ). We wsi Sadów pow. Łuck: „W maju lub czerwcu 1943 r. duchowny prawosławny święcił w cerkwi przyniesione przez Ukraińców siekiery, widły, noże w intencji wybicia wszystkich Polaków, by powstała wolna Ukraina”. We wsi Tuligłowy pow. Rudki: „W 1943 roku, w miejscowej cerkwi grekokatolickiej, w Zielone Święta, bazylianin o. Zajić w swych kazaniach rozbudzał nienawiść do Polaków i podawał najprostsze rozwiązania problemu polskiego: „wyrżnąć Polaków do nogi”. W maju 1943 roku we wsi Lubitów pow. Kowel  Ukraińcy w cerkwi przyjmują „wici chlebowe” a pop prawosławny nawołuje do mordowania Polaków. „W czerwcu 1943 r. w cerkwi w Siedliszczach (pow. Włodzimierz Wołyński) były święcone przez duchownego prawosławnego Kałynowśkiego narzędzia zbrodni: siekiery, kosy, bagnety itp. Podczas podniosłej uroczystości, w której uczestniczyli różnej rangi dowódcy bojówek bulbowskich, został awansowany Hryhoryj Prymak za zasługi w likwidacji wsi Staryki”.  

W lipcu 1943 roku we wsi Twerdynie pow. Horochów: „Ukraińcy ustawili duży dębowy krzyż na usypanym wcześniej kopcu. Na uroczystości poświęcenia kopca i krzyża ku czci „odniesionego i przyszłego zwycięstwa”, odprawionej przez czterech duchownych prawosławnych, w której licznie uczestniczyli upowcy, młodzież ze swym nauczycielem i okoliczna ludność ukraińska, została poświęcona broń palna, siekiery i widły itp. narzędzia, a jeden z popów agitował do wytępienia „Lachów” i komunistów”. 15 lipca we wsi Aleksandrówka pow. Kowel: „Konstanty Jeżyński  stoi z kolegami w cerkwi. Słucha przemówienia popa. „Bracia chrystijany Ukraińcy, waszym obowiązkiem jest rżnąć Polaków, a będzie niepodległa Ukraina. I na tę rzeź was błogosławię”, słyszy.

Latem 1943 roku do SS „Galizien” – „Hałyczyna” zgłosiło się na ochotnika 80 tysięcy Ukraińców, Niemcy przyjęli ponad 30 tysięcy mołojców. W Przemyślu w uroczystej przysiędze tych ukraińskich esesmanów udział wziął biskup greckokatolicki Jozefat Kocyłowski. „ Przysięgi te, kończone niejednokrotnie wystąpieniami przeciwko Polakom na ulicach miast, wywarły wpływ na wrogi stosunek ludności polskiej do tych sojuszników Hitlera”  (Z. Konieczny, s. 53).

29 sierpnia 1943 (prawosławne święto Wniebowzięcia NMP) we wsi Połapy pow. Luboml podczas uroczystości odpustowych w cerkwi prawosławnej pop poświęcił siekiery, noże i inne narzędzia zbrodni, które zostały użyte na „proklatych lachiw” następnego dnia podczas rzezi wsi Ostrów i Wola Ostrowiecka. W kazaniu mówił o „żniwach i wycinaniu kąkolu z pszenicy”. We wsi Sztuń pow. Luboml pop Pokrowśkyj dokonał w tamtejszej cerkwi poświęcenia noży, kos, sierpów i siekier i rozdał te narzędzia „wiernym synom prawosławia” do wymordowania nimi „Lachów co do łapy”. Tego samego dnia narzędzia zbrodni zostały użyte podczas rzezi ludności polskiej w kolonii Czmykos, a dzień później w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej i innych miejscowościach. Z raportu Komendy Armii Krajowej Lwów „Rzezie wołyńskie”, sporządzonego na przełomie lipca i sierpnia 1943 roku: „Pierwszorzędną rolę propagandową pełnił kler ukraiński, nawołując do mordowania Polaków. „Dość już Lachy paśli się na ukraińskiej ziemi, wyrywajcie każdego pionka z korzeniami”.

W Boże Narodzenie 1943 roku, we wsiach i koloniach: Batyń, Janówka, Lublatyn, Radomle i Stanisławówka pow. Kowel rankiem upowcy i okoliczni chłopi ukraińscy na czele z duchownym prawosławnym ubranym w szaty liturgiczne, z dużą liczbą wozów przygotowanych do załadowania zrabowanego mienia, dokonali napadu na ludność polską bestialsko torturując, okaleczając i mordując siekierami, nożami, widłami, bagnetami itp. Napadniętym pomocy udzieliła samoobrona z Kupiczowa. „Na zdobytej furmance, którą jechał duchowny prawosławny, znaleziono ornaty zrabowane z kaplicy w Dolsku”.  Nocą z 28 na 29 lutego 1944 r., we wsi Krościatyn pow. Buczacz banderowcy zamordowali ponad 156 Polaków. Napadem UPA kierował pop Pałubicki ze swoja córką. Pop na kazaniach mówił, że „za zabicie Lachów w tworzeniu wolnej Ukrainy, grzechu nie będzie”. Nocą z 1 na 2 marca 1944 r., we wsi Iławcze pow. Tarnopol banderowcy zamordowali 33 Polaków i Ukrainkę Teklę Kałdus, żonę Polaka, której obcięli głowę i wbili na pal. Polce, Antoninie Kałdus obcięli obie piersi i uszy. „Jednym z głównych organizatorów ludobójczych mordów był miejscowy ksiądz grekokatolicki o nazwisku Raich. Jego dwóch synów brało osobiście udział w wielu napadach i mordach dokonywanych na Polakach”. W kwietniu 1944 r., we wsi Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany w cerkwi ksiądz greckokatolicki wołał z ambony: „Ukraińcy nie mogą przyjść na święcone, jeśli nie zlikwidują Lachów”. W noc poprzedzającą ruskie święta wielkanocne 23 kwietnia 1944 roku jego „wierne owieczki” zamordowały  60 Polaków – i poszły do cerkwi „na święcone”.

 

Huk pisze: „W przedwojennych planach polskich nie został sprecyzowany punkt docelowy emigracji Żydów, jednak wiadomo było, że znalezienie się w punkcie „poza” równało się z możliwością ich fizycznego unicestwienia. W 1944 r. rozwiązanie to zmodyfikowano poprzez skazanie Ukraińców na wymieranie w ZSRR, gdzie wprawdzie nie spotkał ich drugi Wielki Głód, ale i ocaleli przez przypadek.” (s. 238 - 239)

Bo, jak podaje historiografia „rozumiejąca”: przypadki chodzą po ludziach. I trafiło akurat na ukraińskich przesiedleńców. Mieli szczęście.

 

„Ludność ukraińska w reakcji na powrót polskiego aparatu państwowego poparła UPA. Ten gest obronny powtarzał wcześniejszy scenariusz z Wołynia: strach przed Polakami okazał się usprawiedliwiony, bowiem jeszcze przed deportacją na Wschód dokonali oni masakry Ukraińców. Szukanie obrony w sile zbrojnej bez względu na jej ideologię nie różni się od reakcji Żydów, którzy w obawie przed represjami i prześladowaniami w nowej-starej Polsce szukali schronienia poprzez zatrudnienie w komunistycznym aparacie przemocy. Tak samo „dobrowolnie” jak Żydzi, wielu Ukraińców, zwłaszcza na Podlasiu i Chełmszczyźnie, zapisało się do partii i zaciągnęło do UB”. (s. 239)

Ze strachu przed komunistami Ukraińcy zapisali się do partii i zaciągnęli do UB. Kontynuując ludobójstwo na polskich patriotach. A może jedno i drugie miało ścisły związek ze sobą? To jednak Ukraińcy nie walczyli z komunistami, z partią i UB, lecz z cywilną ludnością polską. A wcześniej Huk twierdził, że było odwrotnie. Która twarz jest prawdziwa? Po raz kolejny banderowców chce wybielać kłamstwem o obawie Żydów „przed represjami i prześladowaniami”. I w związku z tym strachem masowo wracali z ZSRR do tej strasznej Polski. Tylko w latach 1944 – 1946 przesiedliło się 33 105 Żydów. Ale przyszli także z Armią Berlinga, z NKWD, ze szkoły w Kujbyszewie. Wielu z nich wcześniej w Polsce nie mieszkała. Z mojej miejscowości wszyscy Żydzi wojnę przeżyli uzyskując schronienie u swoich sąsiadów Polaków. Zginął jeden młody Żyd po wojnie, poszedł do UB i poległ w walce z partyzantami. Większość wyjechała potem do Izraela i Ameryki – gdy Minc upaństwowił im sklepy. Zdążyli jeszcze  swoje posiadłości sprzedać, a jedną działkę kupił mój wujek. Ale Hilary Minc, jak wiadomo, nie był Polakiem. Gdzie jest więcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata? Polska  - odznaczonych medalem  6992 osoby, Ukraina -  2634 osoby. A na Kresach najbardziej groziła ukrywającym ich Polakom denuncjacja ze strony sąsiadów Ukraińców oraz rewizje dokonywane przez Policję Ukraińską. Ale o lęku Żydów przed Ukraińcami, a zwłaszcza Ukrainische Hilfspolizei (także na Chełmszczyźnie i Podkarpaciu) Huk nic nie pisze. Nie wie, czy żadnego zagrożenia z tej strony Żydzi nie mieli więc i strachu nie czuli?

 

„W aspekcie porównawczym należy wspomnieć także powstawanie żydowskich i ukraińskich oddziałów partyzanckich w okresie okupacji nazistowskiej i bolszewickiej oraz stosunku polskich rządowych sił zbrojnych do tych oddziałów: Żydów i Ukraińców do partyzantki polskiej nie przyjmowano.” (s. 239 – 240)

Plut. Izrael Czyżyk „Adam” vel „Adam Jemioła”, vel „Stefan Salwowski”. Urodził się w 1908 r. w Warszawie w rodzinie Szlamy i Łaji. Ukończył siedem klas szkoły powszechnej i kursy dokształcające. Był z zawodu krawcem. Był żonaty. Należał do Żydowskiego Związku Robotniczego „Bund”. Wiadomo również, że do 1939 r. mieszkał w Warszawie. W latach 1939–1941 mieszkał we Lwowie znajdującym się pod okupacją sowiecką. Dalej trudnił się krawiectwem . Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej z obawy przez aresztowaniem przez Niemców opuścił Lwów. Dotarł na Kielecczyznę, gdzie 3 marca 1943 r. dołączył do oddziału Gwardii Ludowej im. Ziemi Kieleckiej pod dowództwem ppor. Ignacego Robba (Rosenfarba) „Narbutta” (również Żyda). Po rozbiciu oddziałów GL pod Zalezianką 15 maja 1943 r., w czerwcu 1943 r. przeszedł wraz z całym plutonem „Oseta” do Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”. Oddział został włączony jako 1 pluton do III Zgrupowania pod dowództwem ppor. Stanisława Pałaca „Mariańskiego”. Izrael Czyżyk przeszedł cały szlak bojowy Zgrupowań. Zimę 1943/44 spędził ze skadrowanym oddziałem na melinach w rejonie Opatowa. Podczas akcji „Burza” pełnił funkcję dowódcy sekcji ciężkiej broni maszynowej w 4 plutonie broni ciężkiej 1 kompanii I batalionu 2 pp Leg. AK. Wojnę w szeregach AK zakończył w stopniu plutonowego. Po rozwiązaniu AK powrócił do Warszawy. W 1945 r. został członkiem Prezydium Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego w Warszawie. Równocześnie pracował na stanowisku kierownika Wydziału Produktywizacji Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Ponownie został członkiem Żydowskiego Związku Robotniczego „Bund”. Należał także do Związku Partyzantów Żydów w Polsce (żydowskiej organizacji kombatanckiej). W 1947 r. był szefem Wydziału Finansowego Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego w Warszawie. Za wojenną służbę otrzymał Krzyż Partyzancki. (Za: dr Marek Jedynak: Żydzi w oddziałach Armii Krajowej (2) - Izrael Czyżyk "Adam"; w: http://ponury-nurt.blogspot.com/2019/03/zydzi-w-oddziaach-armii-krajowej-2.html ). 

Stanisław Witold Aronson ps. „Rysiek”, ur. 6 maja 1925 r. w Warszawie – polski Żyd, oficer Armii Krajowej w stopniu podporucznika, członek elitarnej jednostki Kedywu „Kolegium A” Okręgu Warszawskiego AK, uczestnik powstania warszawskiego; podpułkownik Wojska Polskiego i Sił Obronnych Izraela,  uczestnik izraelskiej wojny o niepodległość, wojny Jom Kipur w 1973 oraz wojny w Libanie w 1982. Posiada podwójne obywatelstwo: Rzeczpospolitej Polskiej i Państwa Izrael. W powstaniu warszawskim jego oddział skierowano na Wolę, do elitarnego zgrupowania „Radosław”. Po ucieczce na Zachód jako podporucznik został wcielony do 3 Dywizji Strzelców Karpackich pod dowództwem generała Andersa. We Włoszech rozpoczął studia medyczne w Bolonii, gdzie odnalazł go stryj z Tel  Awiwu i namówił do wizyty w Palestynie. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Aronson ) „W moim oddziale nie spotkałem się z żadnymi przejawami antysemityzmu. Mój przełożony, dowódca Kedywu okręgu warszawskiego AK Józef Rybicki, był niezwykle liberalnym i tolerancyjnym człowiekiem. Od początku wiedział, że jestem Żydem, i nie robił mi z tego powodu najmniejszych problemów. Podobnie koledzy z oddziału – zwykli żołnierze, z którymi ramię w ramię walczyłem z Niemcami.  (Piotr Zychowicz: Żyd z Armii Krajowej; w: https://www.rp.pl/artykul/318617-Zyd-z-Armii-Krajowej-.html ).

„W rozmowie z Radiem Kielce przyznaje, że zbierając materiały wielokrotnie spotykał się z przeświadczeniem o negatywnym nastawieniu Armii Krajowej do Żydów. Tymczasem okazuje się, że w szeregach AK służyli Żydzi, z których większość nie ukrywała się pod zmienionym nazwiskiem i nie taiła swojej odmiennej religii i kultury. Działali głównie jako szeregowi i podoficerowie, ale było wśród nich także kilku oficerów i lekarze. Przykładem jest ppor dr Julian Aleksandrowicz, pseudonim „Twardy”, który uciekł z krakowskiego getta – mówi dr Marek Jedynak. Dostał przydział do okręgu radomsko-kieleckiego, gdzie trafił do 1. batalionu 172. Pułku Piechoty. Uczestniczył w akcji „Burza”. Został zastępcą dowódcy służb sanitarnych 2. Dywizji Piechoty, czyli jednej z dwóch wielkich jednostek, działających w kieleckim korpusie AK. Żydzi, których historie przeanalizował dr Marek Jedynak nie byli represjonowani w podziemiu. Mieli równą szansę na służbę dla Ojczyzny.” (Marlena Płaska: Żydzi w Armii Krajowej. Dzięki tej działalności przeżyli holocaust; w: https://m.radio.kielce.pl/pl/post-68564

„Żydzi z rejonu Lubaczowa stracili najbliższych z rąk Ukraińców i Niemców. W partyzantce szukali szansy na przetrwanie i zemstę. Do boju prowadził ich Edmund Łukawiecki. Rodzina Łukawieckich, jeszcze wtedy pod nazwiskiem Cohen, przybyła na teren Galicji z Niemiec w XIX stuleciu. U progu XX w. ród ten podzielił się. Jedna część familii pozostała wierna tradycji żydowskiej, a potem wyemigrowała do Palestyny. Druga - wyraźnie zdystansowała się do religii przodków i ciążyła ku kulturze polskiej. Ojciec Edmunda, Józef, należał do „Strzelca”, a potem był oficerem legionów i armii polskiej, zasłużonym w bojach o odrodzenie Rzeczypospolitej. Tej nocy partyzanci wędrowali, by z ramienia Państwa Podziemnego wykonać egzekucję na szefie ukraińskiej policji pomocniczej z Jaworowa i na całej jego rodzinie. Wyrok był represyjny, ponieważ niemiecki kolaborant miał na sumieniu ciężką zbrodnię. Kilka dni wcześniej doniesiono mu, iż pewna polska rodzina z jednej wsi nieopodal miasteczka ukrywa na swojej farmie Żydów. Ukraińcy przeszukali podejrzany dom i znaleźli dwie żydowskie dziewczynki. Rozstrzelano je od razu. Potem, po splądrowaniu całego obejścia, policjanci zabrali całą polską rodzinę do Jaworowa. Następnego dnia całą familię - małżeństwo z pięciorgiem dzieci i babcią - rozstrzelano na środku rynku. Wieść o mordzie błyskawicznie dotarła do lokalnych władz podziemia. Drastyczny wyrok miał być wyraźnym sygnałem dla ukraińskich kolaborantów, żeby zastanawiali się dwa razy, zanim podniosą rękę na Polaków. /.../ Tak działał oddział żydowskich mścicieli, chyba jedyny taki w szeregach Armii Krajowej. Nie powstałby bez siły i charyzmy Edmunda Łukawieckiego, polskiego Żyda z patriotycznej rodziny. W maju 1943 roku Łukawiecki „Łuk” z Chaną Bern stanęli na czele własnej, 15-osobowej drużyny. Składała się ona głównie z Żydów ukrywających się w okolicach Lubaczowa. Oddział Łukawieckiego podporządkowany był Marianowi Wardzie, komendantowi okręgu AK w Tomaszowie Lubelskim. Ludzie Łukawieckiego brali także udział w tzw. powstaniu zamojskim, czyli serii akcji podziemia przeciwko wysiedleniom Polaków z Roztocza. Atakowali zajęte przez niemieckich osadników polskie wioski, palili domy volksdeutschów. Zaraz po zajęciu Lubelszczyzny przez Armię Czerwoną Edmund Łukawiecki z Chaną na krótko wrócili do Lubaczowa. Tutaj, w towarzystwie kilkunastu ocalałych z Zagłady Żydów, wzięli ślub. W sierpniu 1946 r., wraz z żoną i kilkumiesięcznym synkiem, zbiegł do Czech, a potem do Niemiec. Do Izraela rodzina Łukawieckich dotarła dopiero w październiku 1948 r.” (Wojciech Rodak Oko za oko, ząb za ząb. Żydowscy egzekutorzy z Armii Krajowej; w: https://naszahistoria.pl/oko-za-oko-zab-za-zab-zydowscy-egzekutorzy-z-armii-krajowej/ar/12224293 ).

W filmie dokumentalnym „Za naszą i waszą wolność" Żyd Seweryn Pilipski-Tytelman opowiada o swojej działalności w Armii Krajowej od października 1943 roku do września 1944 roku oraz o późniejszym przebywaniu w obozie jenieckim w Niemczech. W Referacie Spraw Narodowościowych Wydziału Informacji Biura Informacji i Propagandy KG AK istniał Podreferat Spraw Żydowskich  – komórka organizacyjna powołana 1 II 1942, z inicjatywy Stanisława Herbsta i L.N. Widerszala; był w nim Henryk Woliński, późniejszy współinicjator utworzenia Żegoty.

 

Huk pisze: „Zabijanie oraz prześladowanie Żydów przez część Polaków w okresie okupacji hitlerowskiej i bolszewickiej należy rozpatrywać w kontekście identycznych aktów dokonywanych wtedy przez nich także na Ukraińcach. W oczach narodowo aktywnego odłamu społeczeństwa polskiego Żyd i Ukrainiec jawili się jako skrajne zagrożenie lub wróg. Strategie postępowania społeczeństwa, partii politycznych, Kościoła i rządu były różne, jednak łączył je negatywny cel ogólny: rabowanie, niszczenie, zdobycie bezkarności i poparcia społecznego.” (s. 241)

Wersja prawdziwa historiografii brzmi: Uczestnictwo części Ukraińców w holokauście (policja ukraińska, strażnicy w obozach), należy rozpatrywać w kontekście identycznych aktów dokonywanych wtedy także na Polakach. W oczach narodowo aktywnego odłamu społeczeństwa ukraińskiego Żyd i Polak jawili się jako skrajne zagrożenie lub wróg. Strategie postępowania społeczeństwa, OUN i UPA oraz Kościoła greckokatolickiego i prawosławnego były różne, jednak łączył je negatywny cel ogólny: rabowanie, niszczenie, zdobycie bezkarności i poparcia społecznego.

 

„W kwestii stosunku do mniejszości okupację nazistowską poparła zarówno narodowo aktywna część społeczeństwa polskiego, jak i organizacje podziemne, Kościół polski i rząd. Znowu nastąpiła symbioza pozornie sprzecznych wzajemnie strategii: zachowanie się hitlerowców wobec Żydów wywołało przymknięcie polskich oczu, a co do Ukraińców pomogło te oczy bardziej krytycznie niż przed wojną rozszerzyć.”. (s. 242)

Wersja prawdziwa historiografii brzmi: W kwestii stosunku do mniejszości okupację nazistowską poparła zarówno narodowo aktywna część społeczeństwa ukraińskiego, jak i organizacja OUN i Cerkiew. Znowu nastąpiła symbioza pozornie sprzecznych wzajemnie strategii: zachowanie się hitlerowców wobec Żydów wywołało współudział w holokauście, a co do Polaków pomogło te oczy bardziej krytycznie niż przed wojną rozszerzyć.

 

„W skali Europy był to jeden z najdziwniejszych ówczesnych procesów narodowych i społecznych: Kościół, rząd i elity polityczne oraz społeczne Polaków dostrzegły w okupacji część strategii narodowego wyzwolenia kraju od Żydów, Ukraińców i pozostałych Obcych. Co ciekawe, w badaniach historycznych prześladowania Ukraińców nie są definiowane jako forma kolaboracji społeczeństwa z reżimem komunistycznym, gdy tymczasem stosunek do Żydów jest jednym z najważniejszych zagadnień w badaniach kolaboracji polskich katolików z nazistami. Bodajże nikt nie pyta także o to, jak Polacy „kolaborowali” z własną wyobraźnią kulturową, w tym z jej najważniejszymi determinantami – kazaniami swego duchowieństwa, gdyż „wyobraźnia utrwalająca stereotypy etniczne to świetne źródło motywacji do działań z zakresu etnobójstwa, zwanego mordami etnicznymi albo etnocydem” ( Por. A. Żbikowski, Antysemityzm…, op. cit., s. 430).” (s. 242 – 243)

I wersja zgodna z prawdą: „W skali Europy był to jeden z najdziwniejszych ówczesnych procesów narodowych i społecznych: Cerkiew, elity polityczne OUN oraz społeczne Ukraińców dostrzegły w okupacji część strategii narodowego wyzwolenia kraju od Żydów, Polaków i pozostałych „czużyńców”. Co ciekawe, w badaniach historycznych prześladowania Polaków nie są definiowane jako forma kolaboracji społeczeństwa z reżimem nazistowski i  komunistycznym, ale także stosunek do Żydów nie jest jest jednym z ważnych zagadnień w badaniach kolaboracji grekokatolików i prawosławnych z nazistami. Bodajże nikt nie pyta także o to, jak Ukraińcy „kolaborowali” z własną wyobraźnią kulturową, w tym z jej najważniejszymi determinantami – kazaniami swego duchowieństwa, gdyż „wyobraźnia utrwalająca stereotypy etniczne to świetne źródło motywacji do działań z zakresu etnobójstwa, zwanego mordami etnicznymi albo etnocydem” ( Por. A. Żbikowski, Antysemityzm…, op. cit., s. 430).”

 

„Scenariusz postawy rządu londyńskiego wobec Żydów zastosowały teraz wobec Ukraińców Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego i Polska Partia Robotnicza. Ukraińcy mieli zniknąć z Polski dzięki pomocy okupacji bolszewickiej”. (s. 243)

PKWN i PPR stosowały politykę „rządu londyńskiego” mając sojusznika w ZSRR – czy wiedział o tym „rząd londyński” -  i czy wie tym historiografia polska? To teraz już wie, od Huka?  

 

„W 1941 r., w momencie zmiany okupantów, został popełniony mord jedwabieński na Żydach. W czasie następnej zmiany okupantów doszło do największego pogromu po wojnie – w Kielcach, 4 lipca 1946 r. Mordy dokonane na Żydach w Jedwabnem i w Kielcach stanowią odpowiednik powojennych polskich mordów, których ofiarami padli Ukraińcy w Leżajsku, Skopowie, Pawłokomie i dziesiątkach innych miejscowości. Między Żydami stłoczonymi w miejskim murowanym budynku w Kielcach na początku lipca 1946 r. a Ukraińcami wepchniętymi do drewnianego wiejskiego domu w Terce na  początku lipca 1946 r. jest więcej podobieństw niż różnic.” (s. 243 – 244)

Jeżeli powojenne polskie mordy, których „ofiarami padli Ukraińcy w Leżajsku, Skopowie, Pawłokomie i dziesiątkach innych miejscowości”  były „odpowiednikiem” mordów na Żydach w Jedwabnem i Kielcach, to w rzeczywistości ich sprawcami nie jest cywilna ludność polska.

O Jedwabnem Rafał Ziemkiewicz pisał: „Gdyby o Jedwabnem pisał nie chory z nienawiści do Polaków fanatyk, ale historyk, bez trudu dotarłby do materiałów procesu niejakiego Hermanna Schapera, który toczył się w latach sześćdziesiątych w RFN. Schaper był dowódcą specjalnego komando SS, które - wedle aktu oskarżenia - wysłano na świeżo zdobyte ziemie wschodniej Polski z zadaniem likwidowania Żydów w sposób maksymalnie angażujący do zbrodni miejscową ludność. Akt oskarżenia dokładnie wymienia zbrodnie: 5 lipca 1941 Wąsosz, 7 lipca Radziłów, 10 lipca Jedwabne, potem Łomża, Tykocin, Zambrów i kolejne. Wszystkie zbrodnie dokonane według tego samego "know-how", sprawdzonego jeszcze wcześniej, w czerwcu, w Wiznie, i doskonale pasującego do Jedwabnego.(https://wydarzenia.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-prawda-o-jedwabnem-najwyzszy-czas,nId,2520224 ). Żydzi nie nie zgadzają się na ekshumację. Ukraińcy nie chcą żadnych ekshumacji, ani w Pawłokomie ani w Sahryniu, ani w żadnej innej miejscowości. A Polakom zabronili na ich prowadzenie na terenie Ukrainy.  
O Kielcach: Anatol Fejgin – wysokiej rangi funkcjonariusz zbrodniczej Głównej Informacji Wojskowej Wojska Polskiego oraz dyrektor X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, zbrodniarz stalinowski żydowskiego pochodzenia w wywiadzie opublikowanym w „Reporterze” (nr 4/1990) powiedział na temat pogromu kieleckiego: „Wszystkie chwyty są dozwolone, gdy chce się wygrać. (…) Jeszcze nie czas o tym mówić. Liczyliśmy na błąd naszych przeciwników. Musieli go w końcu zrobić. Nie mogliśmy jednak dłużej czekać. Potrzebny był jakiś przyspieszacz. Stąd pogromy i inne fortele”. Wyznanie to zostało odebrane jako pośrednie przyznanie się do tego, o czym nieoficjalnie mówiono od dawna – że pogrom kielecki był świadomie i celowo zorganizowany przez bezpiekę, która starannie zaplanowała jego przebieg, wykorzystując do jego przeprowadzenia prowokatorów oraz funkcjonariuszy UB i wojsko.

Leżajsk: „W nocy z 18 na 19 lutego 1945 oddział podziemia narodowego pod dowództwem Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka” zamordował 9 osób z ocalałej z Holocaustu żydowskiej ludności miasta i 78 Ukraińców”. (Paweł Smoleński: Miało być cicho i spokojnie, [w:] tegoż, Pochówek dla rezuna,Czarne, Wołowiec 2001; za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Le%C5%BCajsk ). Apokryf Ruski podaje wykaz ukraińskich ofiar w Leżajsku:  „Roman Bazylewicz Wykaz Ukraińców parafii greckokatolickiej w Leżajsku zamordowanych przez NOW-NSZ-NZW w latach 1943-1945”, który  wymienia 12 ofiar. Są to: 1. Baczyński Jan, 2. Baczyński Roman, 3. Bak Aleksandra, panieńskie nazwisko Wańczyk, żona Teodora Baka, zamieszkała na Starym Mieście, zamordowana 1944 r. 4. Bak Józef, lat 40, nazywany „Guzek”, mieszkaniec Przychojca, zamordowany w styczniu 1945 r. 5. Bak Paulina, żona Wasyla Baka, zamordowana w 1944 r., po przejściu frontu. 6. Bak Teodor, zamordowany w 1944 r., 7. Bak Wasyl, zamordowany w 1944 r. 8. Bakowska vel Buczyńska Maria, żona Mikołaja Bakowskiego vel Buczyńskiego, zamordowana wraz W. Siemaszką latem 1944 r. 9. Bakowski vel Buczyński Mikołaj, zamordowany latem 1944 r. 10. Berestko Józef, zamordowany w styczniu 1945 r., 11. Chamiec Piotr, zamordowany 17 lutego 1945 r. w swoim domu z synem Jarosławem Chamcem. (za: https://www.apokryfruski.org/wp-content/uploads/2010/09/Spis-Ukraincow-zamordowanych-w-Lezajsku-w-latach-1943-1945.pdf ). Wykazu 78 ofiar poniesionych podczas napadu na posterunek MO nie ma.

Wieś Skopów: „W 1945 została spacyfikowana przez oddział Ludowej Straży Bezpieczeństwa pod  dowództwem Romana Kisiela. Wydarzenie to upamiętnia pomnik postawiony ofiarom zbrodni, na którym błędnie podano sprawców – oddział AK, oraz znacznie zawyżono liczbę ofiar do 180 osób, która to liczba pojawia się jedynie w zeznaniach nielicznych świadków.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Skop%C3%B3w)  „W 1945 wieś została spacyfikowana przez oddział Ludowej Straży Bezpieczeństwa (formacja Batalionów Chłopskich) pod dowództwem Romana Kisiela „Sępa”. Ofiar podaję się liczbę 67. Meldunek milicyjny opisuje napad na Skopów z dnia 8 III 1945 roku, wymienia liczbę ofiar 11, w tym Polaków. Na nagrobku widniej data 8 maj 1944 r. dlaczego na razie nie wiadomo, błędnie podano sprawców -  oddział AK. (za:  https://www.krzywcza.eu/miejscowosci-gminy-krzywcza/skopow.html ).  „1945 marzec 22, Przemyśl – Fragment sprawozdania sytuacyjnego starosty przemyskiego dla Wydziału Społeczno-Politycznego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie za okres 5 III 1945 r. – 20 III 1945 r. dotyczący mordu w Skopowie. „Dnia 6.3. br. około godziny 18 około 10 nieznanych sprawców uzbrojonych w różnego rodzaju broń palną, napadło na greckokatolicką plebanię w Skopowie, gmina Krzywcza, gdzie wystrzelali wszystkich domowników, a to:
1/ Ks. Demiańczyka Jana, lat 80, miejscowego proboszcza,
2/ Ks. Konkoliwskiego Stefana, lat 40, miejscowego wikarego,
3/ Konkolowską Marię, lat 44, żonę ad 2/,
4/ Demiańczyk Mirosławę, nauczycielkę, córkę ad 1/,
5/ Demiańczyk Wirę, córkę ad 1/,
6/ Muzykę Olgę, służąca proboszcza ad 1/,
7/ Wolańskiego Jana, rolnika ze Skopowa, religii rzymskokatolickiej,
8/ Malinowskiego Jurka, lat 15, religii greckokatolickiej,
9/ Króla Jana, rolnika religii greckokatolickiej,
10/ Król Katarzynę, żonę ad 9/,
11/ Skrypskiego Władysława, lat 16, religii greckokatolickiej.
Wszyscy zamordowani za wyjątkiem ad 7/ Wolańskiego byli narodowości ukraińskiej.” (Oryginał, maszynopis. APRz, UW Rz 373, k. 290. W: https://www.apokryfruski.org/kultura/nadsanie/skopow/ )

W Pawłokomie 3 marca 1945 roku oddziały samoobrony polskiej z okolicznych wsi, zabezpieczane przez poakowski oddział „Wacława”, rozstrzelały od 80 do 150 mężczyzn narodowości ukraińskiej w ramach odwetu za zbrodnie dokonywane w okolicy na ludności polskiej. Ukraińcy doliczyli się 366 ofiar, w tym kobiet i dzieci. Jednakże na ekshumacje ciał strona ukraińska nie miała ochoty, a IPN jej nie dokonał, pomimo wniosku jednego ze świadków. „Jak powiedział nam prof. Witold Kulesza, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN, na obecnym etapie śledztwa prokuratorzy Oddziałowej Komisji w Rzeszowie zgromadzili dowody świadczące o tym, że w Pawłokomie zamordowano co najmniej 80 osób narodowości ukraińskiej, z których 65 zidentyfikowano z nazwiska” (Mariusz Kamieniecki: IPN jeszcze nie podjął decyzji o ekshumacji w Pawłokomie; w: „Nasz Dziennik” z 23 maja 2006). Wśród ofiar podanych przez członka UPA Piotra Poticznego, znajdują się osoby zabite przed 3 marca 1945 roku i po nim,  także poza Pawłokomą. „Część wykazanych zastrzelonych przebywała w tym czasie na robotach w Niemczech, a inna część przebywała poza wsią, w innych miejscowościach Polski” (Zdzisław Konieczny: Pawłokoma; niech przemówi historia, a nie polityka; w: „Nasz Dziennik” z 10 maja 2006). 10 Ukraińców z Pawłokomy było w formacji SS „Galizien” – „Hałyczyna”, a 42 w UPA. 

Wszystkie te zabójstwa miały miejsce w latach 1945 – 1946. Do tego czasu w 1944 roku były pojedyncze ukraińskie ofiary, co wykazują źródła ukraińskie: https://www.apokryfruski.org/historia/bazy-danych/mordy-na-ludnosci-ukrainskiej-1944-1947/ .  

 

Huk pisze: „Co ciekawe, po akcji „Wisła”, w 1957 r., niektórzy Ukraińcy siłą deportowani na Ziemie Zachodnie i Północne wysuwali propozycję utworzenia ukraińskiego getta. Przewidywali, że czuliby się w nim bezpieczniej niż bezpośrednio wśród odnoszących się do nich wrogo Polaków. (M. Truchan, Ukrajinci w Polszczi pisla druhoji switowoji wijny 1944–1984, Nju-Jork–Paryż–Sydnej–Toronto 1990, s. 62–63)”.  (s. 244)

W Polsce o tej propozycji Ukraińców z 1957 roku nikt nie słyszał. Ale znana jest w Nju-Jarku, Paryżu, Sydnej i Toronto! 

 

„Rząd polski, PPR, ale także hierarchia Kościoła rzymskokatolickiego i podziemie antykomunistyczne wiedziały, że umowa służy jednemu – wydaniu własnych obywateli narodowości ukraińskiej obcemu państwu po to, aby mogło uczynić z nimi to, co zechce, w tym unicestwić. Polscy Ukraińcy nie chcieli wyjeżdżać do ZSRR. Motywem pierwszorzędnym nie było przywiązanie do stron rodzinnych, chodziło o wybór strategii przeżycia. Skazani stanęli wobec wyboru miejsca śmierci: w Polsce czy w ZSRR, ale i miejsca szansy na przeżycie: w Polsce czy w ZSRR?” (s. 244 – 145)

Wówczas decydował rząd polski, PPR, hierarchia Kościoła? Czemu Ukraińcy chcieli zostać u „polskich panów” jako „podludzie”? Huk znów zmienił zdanie? Poprzednio twierdził, że Ukraińcy nie chcieli opuszczać swoich domów i gospodarstw poprzez przesiedlenia i to było przyczyną działalności UPA.  

 

„Na swój sposób powtórzyła się sytuacja, która w czasie okupacji hitlerowskiej dotknęła Żydów – wydał ich polski rząd emigracyjny przy współudziale swego społeczeństwa, a po okupacji rząd lubelski wydał Ukraińców także we współpracy ze społeczeństwem. Nie stało się to od razu. Za każdym razem potrzebny był okres kilku lat, aby maszyna państwowa i społeczeństwo polskie mogły odpowiednio skutecznie współgrać w działaniu najpierw w żydowskich latach 1939–1943, a potem w latach ukraińskich 1944–1946.” (s. 245)

Komu to „rząd polski na emigracji” wydał Żydów? Jeśli już – to Ameryce i Anglii żądając reakcji rządów tych państw na eksterminację ludności żydowskiej. Komu „rząd lubelski” wydał Ukraińców? Przecież wydał ich Ukrainie, ich państwu, socjalistycznemu tak jak wówczas Polska.

 

„Szczególnym przypadkiem były działania określane dziś jako „polowania”. Figurę „polowań na Żydów” można zastosować w celu opisu i zrozumienia sytuacji Ukraińców. Do polowań na tych drugich dochodziło w 1945 r. zwłaszcza na lewym brzegu Sanu od Sanoka po Nisko. W obrębie ówczesnych, zupełnie bezkarnych, działań dokonywano mordów zbiorowych w Pawłokomie, Małkowicach, Piskorowicach i dziesiątkach innych wsi.” (s. 245)

Trzeba współczuć bojówkom SB OUN  oraz oddziałom UPA, na które polowały po wsiach i lasach Wołynia i Galicji Wschodniej oddziały Armii Krajowej, NSZ czy BCh. Ocalały tyko ich resztki, dlatego nie miał kto potem walczyć z Armią Czerwoną. Kto w takim razie dokonał „zupełnie bezkarnych działań” na kilku tysiącach polskich wsi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zwanych ludobójstwem okrutnym?

Pogłębiające się zagrożenie ludności cywilnej na terenie województwa rzeszowskiego ze strony OUN – UPA doprowadziło do interpelacji posłów PSL, m.in. posła Głowacza do rządu polskiego w sprawie palenia i mordowania ludzi w powiecie przemyskim. Na wspomnianą interpelację odpowiedział w imieniu rządu marsz. Michał Rola-Żymierski, zapewniając: „rząd zarządził, aby w powiatach zagrożonych bandytyzmem specjalnie nie zmniejszano sił bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, a zwiększono je, by dać możliwość ludności cywilnej jak najbardziej spokojnej pracy” Także w sprawie palenia i rabowania wsi polskich w powiatach: przemyskim, jarosławskim i sanockim przez Ukraińców z interwencją (rok po zakończeniu II wojny światowej) do ministra obrony narodowej 25 czerwca 1946 roku wystąpił biskup przemyski obrządku łacińskiego Franciszek Barda. Zwracał on uwagę na wypadki, które rozgrywają się w ziemi przemyskiej, jarosławskiej i sanockiej. „Od szeregu miesięcy palą się wsie, ludność traci mienie, dach nad głową, a tu i owdzie życie. Dotychczasowe próby obronne nie zlokalizowały napaści ukraińskich, bo bandy systematycznie idą naprzód i szerzą dzieło zniszczenia konsekwentnie. Wzmaga się nędza tysięcy Polaków, którzy słusznie spodziewają się w swym kraju bezpieczeństwa życia i mienia. Jako pasterz diecezji przemyskiej (…) czuję się dotknięty wspomnianą pożogą i nie mogę patrzeć obojętnie na te straszne w skutkach wydarzenia tak boleśnie dotykające moich wiernych i dlatego zwracam się do P. Marszałka z prośbą, aby zechciał zaradzić łaskawie opłakanym skutkom.” (Archiwum Archidiecezji Przemyskiej Obrządku Łacińskiego, Teczka korespondencji bp. Franciszka Bardy.)  

W odpowiedzi 2 lipca 1946 roku szef Gabinetu Naczelnego Dowódcy – Ministra Obrony Narodowej płk Łętowski napisał: „przedstawiona sytuacja stanowi w obecnej chwili przedmiot szczególnego zainteresowania ze strony Naczelnego Dowództwa. W związku z tym należy spodziewać się w najbliższym czasie zdecydowanej poprawy”.

O skali problemu związanego z ciągłym zagrożeniem ludności cywilnej świadczy liczba zniszczonych i zdewastowanych wsi. W powiecie jarosławskim zniszczono 5612 zabudowań, w lubaczowskim – 7470, w sanockim – 8260, w leskim – 2565, a w gorlickim – 3452. Dane te świadczą o braku skutecznego wsparcia ze strony państwowego aparatu bezpieczeństwa i wojska ludności cywilnej, która niejednokrotnie była pozostawiona sama sobie. Nie jest to normalna sytuacja, gdy dwa lata po zakończeniu wojny światowej tj. od maja 1945 r. do lata 1947 roku, w rejonie nowej granicy, która rozdzielała sojusznicze państwa formacje partyzanckie w miarę swobodnie dokonują takich zniszczeń. Kolejnym przykładem może być tu powiat przemyski, gdzie od 3 września do 12 listopada 1945 roku UPA spaliła 60 wsi z 4592 zabudowaniami. Oddziały UPA czuły się na terenie południowo-wschodniej Polski całkowicie bezpieczne. Kwaterowały w wioskach, odbywały przemarsze drogami publicznymi, w biały dzień dokonywały mordów, niszczyły mosty, napadały na pododdziały wojska i milicji. Wprowadzały wśród ludności chaos i panikę. Miały one poparcie miejscowej ludności ukraińskiej, wymuszane niekiedy terrorem. (Andrzej Zapałowski: Sytuacja ludności cywilnej pod okupacją banderowską na części obecnego Podkarpacia w latach 1944−1947. W: KRESY wczoraj, dzisiaj, jutro Materiały z konferencji zorganizowanej 10 lipca 2015 roku, Warszawa 2016)  

 

Huk pisze: „Uważam zatem, że o ile w stanie wojny z Żydami po 1944 r. znalazło się nie państwo, a społeczeństwo polskie, to w stanie wojny z Ukraińcami znalazło się społeczeństwo wraz z państwem, podziemiem i Kościołem”. (s. 246 – 247)

Społeczeństwo polskie po 1944 roku nie było „w stanie wojny” nawet z tzw. żydokomuną, poza „wojną propagandową” - i to w bardzo ograniczonym zakresie poprzez terror. Także ani oni ani Kościół nie miały oddziałów wojskowych, aby rzeczywiście być „w stanie wojny” z bojówkami  SB OUN i UPA. Dlatego banderowskie bandy wymordowały na tzw „Zakerzonii” 18 tysięcy „społeczeństwa polskiego” (w tym kilkunastu księży) oraz spaliły kilkanaście kościołów. 

 

Huk pisze: „Wobec ludności ukraińskiej na szeroką skalę zastosowano terror, połączony z eksterminacją poszczególnych osób, rodzin i całych miejscowości. Do tych akcji włączała się niekiedy okoliczna ludność polska, a nawet poszczególne oddziały zbrojnej opozycji antykomunistycznej. W tej perspektywie trudno zadawać pytanie o to, jak możliwa była antyukraińskość po wojnie. Można by raczej zadać pytanie o to, jak możliwa była antyukraińskość po wiekach ścisłych kontaktów i współzamieszkiwania. I odpowiedzieć, że II wojna światowa oraz okupacja hitlerowska nie zachwiała dziedzictwem polskiej antropologii rzymskokatolickiej i ideologii sarmackiej zarówno w stosunku do Żydów, jak i Ukraińców.” (s. 247)

„Po wiekach ścisłych kontaktów i współzamieszkiwania”? Huk zapomniał już o tym, co pisał wcześniej w tejże książce?  W rzeczywistości: Wobec ludności polskiej na szeroką skalę zastosowano terror, połączony z eksterminacją poszczególnych osób, rodzin i całych miejscowości. Do tych akcji włączała się często okoliczna ludność ukraińska, a nawet poszczególne oddziały zbrojnej Policji Ukraińskiej i SS „Galizien ” służąca okupantowi niemieckiemu. II wojna światowa oraz okupacja hitlerowska umocniła dziedzictwo ukraińskiej antropologi greckokatolickiej i prawosławnej oraz rasistowskiej ideologii nacjonalizmu integralnego zarówno w stosunku do Żydów, jak i Polaków.     

 

Huk pisze: „Jest wreszcie zagadnienie poczucia narodowego, przynależności narodowej czy zabiegów nadawania obiektywizującej identyfikacji narodowej rzymskim katolikom dokonującym mordów na Żydach i na Ukraińcach. Jeśli chodzi o zbrodnie popełniane na Żydach w etnicznej Polsce, to jako ich sprawcy wskazywana jest bardzo często wieś, chłopstwo. Inaczej na kresach, gdzie nie sposób zarzucić chłopu polskiemu mordowanie Ukraińców, ponieważ tego chłopa prawie tam nie było – zbrodnie na Ukraińcach popełniali Polacy wywodzący się z elity szlacheckiej, następnie inteligenci wychowani na rzymskokatolickich ideałach szlacheckich, aparat dworski, a dopiero potem chłopi.” (s. 248)

W rzeczywistości: Jest wreszcie zagadnienie poczucia narodowego, przynależności narodowej czy zabiegów nadawania obiektywizującej identyfikacji narodowej grekokatolikom i prawosławnym dokonującym mordów na Żydach i na Polakach. Jeśli chodzi o zbrodnie popełniane na Żydach w etnicznej Polsce na Kresach, to jako ich sprawcy występuje Policja Ukraińska, oraz wskazywana jest często wieś, chłopstwo. Na kresach nie sposób zarzucić chłopu polskiemu mordowanie Ukraińców, ponieważ tego chłopa w wyniku ludobójstwa prawie tam nie było - a także zbrodni na Ukraińcach nie mogli popełnić Polacy wywodzący się z elity szlacheckiej, ani inteligenci wychowani na rzymskokatolickich ideałach szlacheckich (nauczyciele, leśnicy, urzędnicy) gdyż byli wcześniej zesłani  na Syberię, natomiast ich wykazy przygotowali służbom sowieckim sąsiedzi Ukraińcy, mający dobre rozeznanie w środowisku polskim. 

 

W podrozdziale „Państwo dojrzałego katolicyzmu, czyli kontekst nazistowski” Huk pisze: „Kościół, państwo i organizacje polityczne praktykowały w stosunku do Ukraińców (Żydów, Niemców itd.) własny wzorzec totalitaryzmu jako strategii rozwoju własnego narodu m.in. poprzez eliminację osób uznanych za obce. Wzorzec ten, wykazujący najwięcej podobieństw z nazizmem narodowosocjalistycznym, stanowił wypracowaną niezależnie od niego ideologię polityczną, program i praktykę narodowo aktywnych rzesz polskiego społeczeństwa rzymskokatolickiego. Zakładał już od przełomu lat 20/30. XX w. inicjowanie wielkich zmian społecznych opartych o ideologię narodową, darwinizm społeczny, szowinistyczny etnocentryzm i rasizm, homogenizację narodową i kulturową, poszukiwanie przestrzeni życiowej, maksymalne uprzedmiotowienie mniejszości i maksymalizację dystansu pomiędzy państwem a nosicielem cech odmienności narodowych. Sytuacja w II RP w latach 1918–1926 kształtowała się podobnie do sytuacji w Niemczech z okresu republiki weimarskiej (1919–1933), a w latach 1926–1939 wyraźne były analogie z sytuacją w nazistowskiej III Rzeszy.” (s. 249 – 250)

Już sam tytuł podrozdziału jest prymitywną obelgą. To „państwo dojrzałego katolicyzmu” (?!) było systematycznie eksterminowane przez nazizm III Rzeszy, bolszewizm Rosji Sowieckiej i banderyzm OUN poprzez trzy równoległe ludobójstwa dokonywane na Polakach. W takim razie obok „kontekstu nazistowskiego”, zgodnie z taką logiką, powinien być wymieniony także „kontekst bolszewicki”, oraz „kontekst banderowski”. „Kościół, państwo i organizacje polityczne w stosunku do Ukraińców (Żydów, Niemców itd)” -  („itd” - chodzi o resztę świata?), praktykowały „własny wzorzec” genocidum atrox, holokaustu, Auschwitz! Doncow był polskim rasistą i opracował oparty na darwinizmie społecznym program „integralnego nacjonalizmu polskiego” włącznie z „homogenizacją narodową i kulturową” Polski „czystej jak szklanka wody”! Natomiast II RP funkcjonowała na wzór nazistowskiej III Rzeszy. To na poważnie, czy taki „czarny humor”?

 

Huk pisze: „Koncepcja rzymskokatolickiego państwa polskiego, konstruowana na przełomie XIX/XX w. w oparciu o dawną ideologię sarmacką, stanowiła jeden z największych projektów europejskich. Skala zakładanej ekspansji na nierzymskokatolickie terytoria kulturowo i etnicznie różne daje podstawę do porównania projektu polskiego mocarstwa rzymskokatolickiego z nazistowskim projektem imperium aryjskiego. Podbój i trwałe podporządkowanie niepolskich czy nieniemieckich kultur narodowych wraz z efektem końcowym w postaci ich polskiej czy niemieckiej akulturacji lub eliminacji posiadały własną historiozofię, jednak zarówno przeszłość, jak i przyszłość interpretowano w kategoriach mechanistycznej misji narodu hegemona cywilizacyjnego i jego Kościoła/państwa. Wielowiekowa polityka totalitarnej religii Kościoła przybrała w końcu postać totalitaryzmu jako religii politycznej.” (s. 251 – 252)

Na przełomie XIX/XX w. Rzeczpospolita walczyła o odzyskanie niepodległości. I ponosząc ogromne ofiary wywalczyła ją, aczkolwiek nie w granicach przedrozbiorowych. Niewątpliwie był to „jeden z największych projektów europejskich”, który uratował w 1920 roku Europę przed jarzmem bolszewickim. Nielogiczne, wręcz głupie jest twierdzenie, że „odzyskanie swojego straconego” i do tego nie wszystkiego, stanowi „ekspansję”. Nie mówiąc już „postaci totalitaryzmu jako religii politycznej”, bo nawet Cerkwi grekokatolickiej ostatecznie osiągnąć tego nie udało się, pomimo wielkich starań i pomocy nazistowskiej III Rzeszy.

 

„Modelową sytuacją porównawczą jest zestawienie sytuacji ludności ukraińskiej w Polsce w latach 1944–1947 z sytuacją ludności polskiej na Zamojszczyźnie w okresie okupacji hitlerowskiej. Najbardziej adekwatnie i precyzyjnie całościowy charakter polskiej eksterminacji z lat 1944–1947 w południowo-wschodniej części Rzeczypospolitej Polskiej wobec Ukraińców daje porównanie z niemiecką akcją eksterminacyjną na Zamojszczyźnie w latach 1942–1943 (łącznie z akcją „Wehrwolf”, służącą do przeprowadzenia wysiedleń ludności polskiej pod pretekstem działań antypartyzanckich). Analogia jest uderzająca: zmienili się tylko okupanci i okupowani.” (s. 254)

Na Zamojszczyźnie do lipca 1944 roku okupantami byli Niemcy korzystający z usług Ukraińców w administracji, z Pomocniczej Policji Ukraińskiej (w tym przy wysiedleńczych akcjach „Wehrwolf” i „Ukaineraktion”) , z SS „Galizien”, ze ukraińskich strażników w obozach koncentracyjnych, z UCK, OUN i UPA, itp. W latach 1945 – 1947 walkę w obronie ludności polskiej przed ludobójczymi formacjami SB OUN i UPA toczyło głównie Wojsko Polskie i Milicja Obywatelska. Analogii nie ma. Pomimo „kreatywnej rachunkowości” ukraińskich ofiar (co dotyczy każdej miejscowości, nie tylko Sahrynia i Pawłokomy) na Lubelszczyźnie jest to 14 – 15 tysięcy ofiar polskich oraz około 3 tysięcy ofiar ukraińskich (październik 1939 – lipiec 1944 wg Hałagidy 2221 ofiar).

 

„Latem i jesienią 1944 r. rząd i partia nie miały pewności co do tego, czy Ukraińcy nie pójdą z nimi na współpracę, jeśli zostaną im ku temu stworzone odpowiednie warunki polityczne. Okres chełmski PKWN pokazał, że może ona objąć szerokie ukraińskie masy społeczne, co udowodnili Ukraińcy z Chełmszczyzny i Podlasia, wstępując do PPR i UB. Wydaje się zatem pewne, iż Ukraińcy zachowaliby się wobec państwa polskiego lojalnie, jeżeli państwo postąpiłoby podobnie.” (s. 256)

Kilkakrotnie wcześniej Huk twierdził, że Ukraińcy nie walczyli z Polakami, a z komunistycznym reżimem w Polsce. Zaiste, specyficzna to była walka polegająca na współpracy. 22 września 1944 r. kierownik Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN, mjr Roman Romkowski (właściwe: Natan Grunspan) pisał w rozkazie do kierownika WUBP w Lublinie Teodora (Fieodora) Dudy (narodowości ukraińskiej): „Czerwona Armia wyraźnie popiera Ukraińców i trzyma z reguły ich stronę przeciwko Polakom. Komendant wojskowy miasta Chełma, pułkownik sowiecki, nakazał kategorycznie zastępcy komendanta powiatowego Milicji Obywatelskiej przyjąć do posterunku MO w Chełmie 20 Ukraińców. Przetrzymywanych za przestępczość Ukraińców komendant każe zwolnić. Ukraińców w powiecie jest 10%. Sowieccy komendanci rejonów wiejskich organizują na własną rękę Milicję Obywatelską z Ukraińców, obok oficjalnych posterunków Milicji Obywatelskiej” („Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie [lipiec 1944 – czerwiec 1945], Warszawa 2004, s. 66). Ze sprawozdania PUBP w Tomaszowie Lubelskim wynika, że do 31 grudnia 1945 r. aresztowanych zostało 253 członków AK, 15 członków BCh oraz 17 „bulbowców”. (Rok pierwszy..., s. 157)  

Przykład kolaboracji ukraińskiej ludności cywilnej opisał m.in. Józef Geresz w książce „Z dziejów Sosnowicy i okolic” (Sosnowica 2003), podając, że z organami NKWD aktywnie współpracowali informatorzy ze wsi Górki i Zienki. Zaopatrzeni w broń przez Sowietów, brali udział w obławach i aresztowaniach członków AK. „Do UB wstąpiło wielu mieszkańców gminy Czajki o pochodzeniu ukraińskim albo działaczy komunistycznych – ci ludzie stanowili bezwzględną większość w tych organach. Szefem powiatowego UB w Krasnymstawie był człowiek o nazwisku Piec, a jego zastępcą Ukrainiec ze Starej Wsi koło Kraśniczyna – Wasyl Dzida. Porucznik Wasyl Dzida, z wykształceniem trzech klas szkoły powszechnej, samym swoim wyglądem budził postrach i dobrze dał się we znaki mieszkańcom swojej gminy jak i mieszkańcom całego powiatu Krasnystaw. /.../ Do Izbicy ta władza często zajeżdżała, robiąc podobne wrażenie, jak kiedyś SS w łapankach. Na rynek zajeżdżały samochody pełne uzbrojonych „mołojców”, niemal wszyscy pochodzili z terenu gminy Czajki. Szefowie paradowali po Izbicy z pistoletami gotowymi do strzału zatkniętymi za pas munduru. Następnie ci „utrwalacze” władzy ludowej wyjeżdżali do pobliskich wsi, gdzie poszukiwali broni i ukrywających się ludzi”. (Ryszard Adamczyk: Izbicy dni powszednie, wojna i okupacja. Lublin 2007, s. 268 – 269) 

 

W podrozdziale „Wyrzucić ich musimy…, czyli kontekst niemiecki”, Huk pisze: „Cechą wspólną powojennych losów Niemców i Ukraińców w Rzeczypospolitej Polskiej było także to, iż stali się obiektem terroru ze strony państwa, które użyło w tym celu Wojska Polskiego. W imieniu państwa, Kościoła, partii, rządu i wreszcie społeczeństwa polska armia narodowa wyganiała, rabowała, niszczyła i strzelała do Niemców i Ukraińców, traktowanych jako faszyści i zbrodniarze. Działania WP wobec tych grup ludności zbiegały się co do strategii, środków, stylu itp.” (s. 260)

Straszna była ta jedność „państwa, Kościoła, partii, rządu i wreszcie społeczeństwa” już od 1944 roku, skierowana przeciwko Niemcom i Ukraińcom. Nawet w imieniu Kościoła „polska armia narodowa wyganiała rabowała, niszczyła i strzelała do Niemców i Ukraińców, traktowanych jako faszyści i zbrodniarze”. Zapomniał wykalkulować, że ci terroryści: „państwo, Kościół, partia, rząd i wreszcie społeczeństwo” w Teheranie, Jałcie i potem w Poczdamie wymusili na zwycięskiej koalicji (ze Stalinem na czele) przebieg polskich granic i związane z tym przesiedlenia. Nie wie też, że „polską armią narodową” dowodzili oficerowie sowieccy, w tym narodowości ukraińskiej (np. Steca i Kiryluk) oraz, że służyło w niej wielu żołnierzy narodowości ukraińskiej, albowiem woleli oni zgłosić się z poboru do Wojska Polskiego, niż do Armii Czerwonej (ale w niej i tak znaczny procent stanowili Ukraińcy). To kto w końcu najwięcej ucierpiał w powojennej Rzeczpospolitej Polskiej: Niemcy, Żydzi, czy Ukraińcy? Szczęśliwie żyło tylko „społeczeństwo polskie”? I bogato, bo „narabowało się”?   

 

W rozdziale piątym „Ukraińcy między anatemą a eliminacją”, w podrozdziale „Próba ukraińskiego układu nerwowego”,  Huk twierdzi: „Społeczność polska w południowo-wschodniej części Rzeczypospolitej od połowy 1944 r. do marca 1945 r. trwała w warunkach zupełnie odmiennych niż te, które panowały w latach poprzednich na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. W zasadzie nie dotknęło jej istotne uszczuplenie ilościowego i materialnego stanu posiadania spowodowane działaniami UPA. W latach 1944–1947 w Bieszczadach, na Łemkowszczyźnie, Nadsaniu i na Chełmszczyźnie UPA nie dokonała na Polakach ani ludobójstwa, ani czystki etnicznej, ani tzw. akcji antypolskiej.” (s. 266)

Po pierwsze, to ludobójstwo dokonywane na Polakach przez Ukraińców „do połowy 1944 roku” trwało już prawie cztery lata, od września 1939 roku. W „bratnim przymierzu” z Hitlerem i Stalinem (1939 – 1941), potem już tylko z Hitlerem, do maja 1945 roku. „Ilościowo” zdążyło już „uszczuplić” ludność polską o ponad sto tysięcy osób (w większości dotknęło to kobiety, dzieci i starców) oraz „materialnie” o około cztery tysiące spalonych polskich wsi połączonych z obrabowaniem polskich domów i gospodarstw (nawet z trupów „ukraińscy powstańcy” zdzierali ubrania i buty), obrabowanych i spalonych bądź zburzonych kilkaset kościołów (w tym co najmniej 59 z wymordowaną przed ołtarzem w czasie mszy ludnością polską). Od połowy 1944 roku do marca 1945 roku Ukraińcy kontynuowali ludobójstwo zarówno na Kresach jak też na terenach „pojałtańskiej” Polski. 

W lipcu 1944 były182 napady Ukraińców na Polaków, w Bieszczadach z rak OUN-UPA poniosło śmierć 200 Polaków.

W sierpniu 1944 było 215 napadów, w Bieszczadach Ukraińcy zamordowali 290 Polaków.

We wrześniu 1944 udokumentowano 164 napady, w Bieszczadach UPA zamordowała  co najmniej 101 Polaków,

W październiku 1944 roku udokumentowano 224 napady, w listopadzie 1944 roku 227 napadów, w grudniu 1944 roku  269 napadów oraz określone przez świadków jako mające miejsce „w roku 1944” 329 napadów.

W styczniu 1945 roku odnotowano 147 napadów. w lutym 1945 roku 155 napadów, w marcu 1945 roku 208 napadów.

Dane te pochodzą głównie z wymienionych poniżej czterech monografii, przy czym autorzy opracowań podają, że zebrali je z około połowy miejscowości, w których mieszkała ludność polska, a więc rzeczywista ilość napadów była około dwukrotnie wyższa.

Podstawowe źródła: 

Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007. 

Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof:: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.

Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.

Huk pisząc, że od połowy 1944 r. do marca 1945 r. ludność polską nie dotknęło „ istotne uszczuplenie ilościowego i materialnego stanu posiadania spowodowane działaniami UPA”,  na tzw. Zakerzoniu w latach 1944 - 1947 „ UPA nie dokonała na Polakach ani ludobójstwa, ani czystki etnicznej, ani tzw. akcji antypolskiej” wykazuje brak podstawowej wiedzy historycznej. Ale może to być celowa ignorancja służąca prezentowanej wersji historiografii.

Przykłady dokonanych w tym czasie zbrodni ukraińskich, gdy liczba ofiar przekroczyła 40 osób:  

2 lipca 1944 r. we wsi Majdan Stary pow. Biłgoraj esesmani ukraińscy z SS „Galizien” razem z Niemcami zamordowali 65 Polaków.  W nocy z 16 na 17 lipca we wsi Krasne pow. Skałat banderowcy obrabowali i spalili około 100 budynków oraz zamordowali 52 Polaków a 22 poranili. 23 lipca we wsi Żupanie pow. Stryj obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali głównie za pomocą siekier 49 Polaków. „Karolina Turzańska i jej córka też Karolina, obie zostały wrzucone żywcem do studni. Dom ograbiono i spalono. Albert Wiśniewski, żona Sabina, syn Zbigniew, córki Władysława, Adela i Albina. Z czwórki dzieci, synowi i dwom córkom oprawcy odrąbali głowy, trzecia córka ukryła się pod piecem, gdzie spaliła się żywcem wraz z domem." (https://www.facebook.com/PolishHolokaust/?__tn). 24 lipca koło miejscowości Moderówka i Iwonicz woj. rzeszowskie w lesie Grabińskim ukraińscy esesmani z SS „Galizien” zamordowali 72 Polaków z więzienia w Jaśle (IPN Rzeszów, S 92/12/Zn). Z. Konieczny podaję, że 30 lipca w napadach na wsie Leszczowate, Ropienka, Brelików i Wańkowa, leżące w pow. Lesko,  zamordowanych zostało 54 Polaków i Ukrainka, żona Polaka. Natomiast Sz. Siekierka, H. Komański i K. Bulzacki dokumentują mord dokonany tego samego dnia w tych samych miejscowościach  na 56 Polakach. 

5 sierpnia 1944 roku w miasteczku Skalbmierz pow. Pińczów oraz w sąsiedniej wsi Szarbia: „W dniu 5 sierpnia 1944 r. w Skalbmierzu i Szarbii jako „rojowy” (dowódca drużyny) „Ukraińskiego Legionu Samoobrony” brał  udział w akcji pacyfikacyjnej, w wyniku której zamordowano 105 mieszkańców tych wsi”.(sentencja wyroku Sądu Wojewódzkiego w Lublinie  z 29 stycznia 1972 r. w sprawie Teodora Daka, w: http://koris.com.ua/other/14728/index.html?page=407).

6 sierpnia w miasteczku Baligród pow. Lesko upowcy zamordowali 42 Polaków według wcześniej przygotowanej listy proskrypcyjnej w miejscowej cerkwi. 12 sierpnia we wsi Kurzany pow. Brzeżany banderowcy zamordowali w majątku ziemskim 8 rodzin polskich liczących co najmniej 24 osoby oraz we wsi spalili 70 zagród polskich i zamordowali 20 Polaków, w tym 10 dzieci; łącznie co najmniej 44 Polaków. 15 sierpnia  (Wniebowzięcia NMP) we wsi Muczne pow. Turka w leśniczówce Brenzberg SB OUN, którą dowodził Mikołaj Dudek „Osyp”, zamordowała 74 Polaków, głównie kobiety i dzieci, uciekinierów zza wschodniego brzegu Sanu. W nocy z 25 na 26 sierpnia we wsi Kłodno Wielkie pow. Żółkiew upowcy zamordowali 72 Polaków. W sierpniu 1944 r. we wsi Żernica pow. Lesko upowcy zamordowali 53 Polaków.

29 września 1944 r. we wsi Jamelna pow. Gródek Jagielloński podczas trzeciego napadu upowcy spalili polskie gospodarstwa i wymordowali 74 Polaków; niemowlę z rodziny Ciepków nabili żywcem na sztachetę płotu, niemowlę z rodziny Koszalów zakłuli nożem, 1-rocznej Annie Marcinów oraz 3-letniej Katarzynie Podsiadło odcięli głowy,  niemowlęciu (Zofia Podsiadło) roztrzaskali główkę o mur, uprowadzili 20-letnią dziewczynę, która zaginęła bez wieści. 

23 października 1944 r. we wsi Haniów pow. Śniatyń według danych  sowieckich zginęły 72 osoby. (CDAHOU, 1/23/929, k. 91). 23 października 1944 r. we wsi Trójca pow. Śniatyn upowcy z sotni „Rizuna” spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 86 Polaków (głównie kobiety i dzieci ponieważ mężczyźni byli powołani do WP), 1 Żydówkę, którą ukrywali Polacy oraz 9 Ukraińców. „Idąc przez wieś widzieliśmy trupy pomordowanych Polaków. Widziałem leżącego w przydrożnym rowie mojego kolegę, którego imienia i nazwiska nie pamiętam. Leżał na plecach. W twarz miał wbitą siekierę. Był w moim wieku, miał 10 lat. Widziałem także na drodze klęczącą nago 18-letnią dziewczynę, mieszkankę Trójcy. Nazwiska jej nie pamiętam. Nie żyła, ale trwała w pozycji klęczącej. Miała wyłupione oczy oraz zerwaną skórę z piersi i obu rąk od łokci do dłoni. /.../ Przed kościołem widziałem zwłoki kilkudziesięciu osób. Zostały zamordowane siekierami, nożami, łomami i innymi twardymi narzędziami. Nie byli zastrzeleni. Widziałem w wózku dziecięcym zamordowana 2-letnią dziewczynkę, córkę Grubińskich, która miała wbity w brzuch nóż. Po wejściu do kościoła zobaczyliśmy również wiele ciał zamordowanych ludzi. Dorośli mówili, że ci w kościele zginęli od granatów wrzucanych do środka przez bandytów. Zamknęli się przed atakującymi. Uciekłem z tego kościoła, gdyż widok porozrywanych ciał był straszny. Te widoki były tak straszne, że przez wiele lat śniły mi się ciała pomordowanych i pościg bandytów za nami i noc w noc budziłem się zlany potem” (Zdzisław Krzywiński; w: Siekierka..., s. 660 – 661). „Kiedy byłam w domu Ukrainki Wasiuty widziałam, jak banderowcy podpalili Emilię Spólnicką i Stanisława Spólnickiego. Było dwóch banderowców, też po cywilnemu. Tych także nie znałam. Jeden z nich miał w butelce benzynę. Widziałam, jak oblał nią Emilię i Stanisława, a następnie podpalił. Drugi trzymał ich, a kiedy już płonęli – puścił. Płonąc przebiegli kawałek i padli. Spłonęli żywcem. /.../ Widziałam też moją nauczycielkę, nie pamiętam nazwiska, która miała przybite ręce gwoździami do gospody” (Aleksandra Mazur; w: Siekierka..., s. 662). „Szczególnym okrucieństwem wyróżniał się jeden banderowiec; kiedy któryś z nich chciał zastrzelić niemowlę, ten powiedział: „Szkoda kul” i zabił dziecko pilnikiem. Widział to chłopiec ukryty pod łóżkiem” („Na Rubieży” nr 5/1993). „Od naocznych świadków dowiedziałem się również o tragicznej śmierci Ładowskiej Katarzyny, której banderowcy podcięli gardło, a jej małoletniemu synowi kazali trzymać miskę, aby ściekała do niej krew” (Kazimierz Moździerz; w: Siekierka..., s. 665).

24 października we wsi Majdan Górny pow. Nadwórna podczas nocnego napadu banderowcy i miejscowi chłopi ukraińscy obrabowali i spalili 15 gospodarstw polskich oraz zamordowali 53 Polaków. We wsi Biała pow. Tarnopol podczas nocnego napadu banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 94 Polaków; rzeź trwała kilka godzin, w Tarnopolu widać było łunę płonącej wsi, słychać było krzyki i strzały, ale Sowieci nie udzielili Polakom pomocy. We wsi Mogielnica pow. Trembowla  zamordowano 80 Polaków. „Janicka Nella, lat 16, c. Franciszka, zgwałcona i zakłuta nożami”. We wsi Torskie pow. Zaleszczyki zamordowali 49 Polaków, Ukrainkę (żonę Polaka) oraz 5 dzieci polsko-ukraińskich; razem 55 osób. „Największa tragedia dokonała się w zabudowaniach rodziny Chomiakowskich. Zostało tu zamordowanych pięć dorosłych osób, a szesnaścioro dzieci spalono żywcem w mieszkaniu” (Aleksander Chmura; w: Komański..., s. 889 – 993).

5 listopada 1944 r. we wsi Nowosielica pow. Śniatyn banderowcy zamordowali 60 Polaków. 50 osób zgromadzili w jednym budynku, rzekomo na polecenie władz gminnych w celu rejestracji na wyjazd „do Polski”, następnie zamknęli drzwi i spalili żywcem podpalając budynek; 10 osób zamordowali na terenie wsi; spalili także kościół i budynek szkolny. 17 listopada we wsi Nowosiółka Biskupia pow. Borszczów zamordowali ponad 40 Polaków; 10 w szkole, pozostałych nad rzeką Zbrucz, w tym księdza Józefa Turkiewicza oraz kierownika szkoły podstawowej Mieczysława Wierzbickiego, którego związali drutem i utopili w Zbruczu. 23 listopada we wsi Sorocko pow. Trembowla podczas pogrzebu Józefa Kobyluka zabitego 20 listopada upowcy ostrzelali kondukt pogrzebowy zabijając księdza Adama Drzyzgę (rannego dobili bagnetem) oraz 55 Polaków, a 25 poranili; w tym czasie we wsi zamordowali co najmniej 50 Polaków, a 10 poranili; łącznie zamordowali co najmniej 106 Polaków. 25 listopada w kol. Czyszczak pow. Kołomyja należącej do wsi Kamionka Wielka upowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 50 Polaków, a pod koniec listopada dalszych 10; w tym 7-osobową rodzinę z 5 dzieci, matkę z 4 dzieci. „25 listopada 1944 r. z samej tylko rodziny Świątkowskich banderowcy tej nocy zamordowali 32 osoby. Wszystkich pochowano w jednej wspólnej mogile. Tej nocy zginęło wiele innych rodzin, m.in. z rodziny Peca 5 osób. Banderowcy mężczyzn zabijali strzałami w tył głowy i układali twarzą do podłogi, natomiast kobiety i dziewczęta mordowali w łóżkach, prawdopodobnie po uprzednim zgwałceniu. Nie mogłam oderwać ich ciał od pierzyn i piór z zastygłej krwi. W innych polskich domach na Czyszczaku kilkoro małych dzieci miało nożem przybite języki do stołu. Kilku młodym dziewczętom napastnicy porozcinali usta od ucha do ucha. Śmiali się wtedy i mówili: „Masz Polskę szeroką od morza do morza” (Malwina Świątkowska; w: Siekierka..., s. 264). 26 listopada we wsi Hnidawa pow. Zborów upowcy zamordowali 48 Polaków z 10 rodzin. „Mordu dokonali banderowcy pod komendą Włodzimierza Jakubowskiego "Bondarenki" sotnika z UPA. Podczas rzezi pięcioletnią dziewczynkę  - Zosię zmuszono do wypicia kubeczka krwi jej ojca, zabitego na oczach dziecka. Innej dziewczynce Hani, w zbliżonym wieku, kazano zjeść kawałek ciała jej ojca. Dziewczynce tej banderowcy w przystępie "wspaniałomyślności" darowali życie mówiąc "żyj na chwałę Stepana Bandery". (http://www.olejow.pl/readarticle.php?article_id=250

W listopadzie 1944 r. we wsi Dołhe pow. Stryj podczas ewakuacji Polaków na konwój furmanek z uciekinierami na drodze w pobliżu wsi zorganizowała zasadzkę banda UPA, część ludzi zamordowała na miejscu, część uprowadziła i utopiła w rzece Dniestr. Zginęło wtedy 150 osób. Nikt prawdopodobnie nie ocalał.

W kol. Bazar pow. Czortków w połowie grudnia 1944 r. banderowcy zamordowali ponad 108 Polaków, całe rodziny, jak np. 7-osobową rodzinę Jana Raka. 22 grudnia 1944 r. we wsi Toustobaby pow. Podhajce banderowcy w sile około 500 napastników siekierami, widłami, nożami, bagnetami, paląc żywcem itp., wymordowali 82 Polaków, a ich gospodarstwa obrabowali i spalili. Oprócz tego napastnicy przystąpili do rabunku mienia łącznie z inwentarzem. Polska ludność cywilna rzuciła się do ucieczki; także członkowie IB zaczęli wycofywać w stronę kościoła, gdzie w efekcie schroniło się około 250 osób. UPA kilkakrotnie przypuszczała ataki na kościół, lecz zostały one odparte przez obrońców. Szturm trwał do godziny 1 w nocy, kiedy od strony Monasterzysk na odsiecz Polakom nadjechały wojska sowieckie, co spowodowało wycofanie się upowców. We wsi Zawadówka pow. Podhajce banderowcy maszerując na rzeż wsi Tousobaby „po drodze” wymordowali tutaj 46 Polaków oraz w osiedlu Huta Zawadowska 15 Polaków; wśród ofiar był 5-tygodniowy Stanisław Skalski.

24 grudnia 1944 r. (Wigilia Bożego Narodzenia): W mieście Dolina woj. Stanisławowskie upowcy zamordowali 53 Polaków; spalili wszystkie domy polskie w dzielnicach Odenisa i Zniesienie. We wsi Ihrowica pow. Tarnopol banderowcy oraz chłopi ukraińscy z SKW z okolicznych wsi podczas wieczerzy wigilijnej dokonali rzezi ludności polskiej, zamordowanych zostało 89 Polaków oraz 1 Ukrainiec. Mordu dokonali za pomocą siekier, noży, bagnetów i różnych innych narzędzi; znaczna część ciał spaliła się razem z zabudowaniami, stąd liczba ofiar jest niepełna. W kwietniu z Ihrowicy zabrano do 1 Armii WP 180 Polaków, pozostały głównie kobiety, dzieci i starcy. Zamordowali ks. proboszcza Stanisława Szczepankiewicza, do ostatniej minuty życia ksiądz zawiadamiał i ostrzegał swoich parafian o napadzie dzwoniąc sygnaturką. W nocy z 28 na 29 grudnia we wsi Łozowa pow. Tarnopol banderowcy z sotni „Burłaki” pod dowództwem Iwana Semczyszyna "Czarnego” oraz chłopi ukraińscy z SKW z sąsiednich wsi w liczbie około 500 napastników obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali głównie za pomocą siekier, noży, bagnetów i innych narzędzi 131 Polaków oraz 13 Ukraińców i 1 Rosjanina; głównie kobiety i dzieci, gdyż mężczyźni zostali powołani do 1 Armii. Front w tym czasie stał nad Wisłą. „W działaniu napastników zauważono podział pracy. Jedne grupy, głównie mężczyźni wdzierali się siłą do mieszkań, wyłamywali drzwi i okna, mordowali, najczęściej przy użyciu siekier i noży. Druga grupa rabowała i ładowała na wozy zagrabiony dobytek. Trzecia podpalała budynki, a do uciekających strzelała. Napastnicy byli bezwzględni, nikomu nie darowali życia. Plon napadu był przerażający. Większość kobiet, starców i dzieci była zarąbana siekierami lub zakłuta bagnetami czy nożami. Ściany i podłogi domów, łóżka, całe zbryzgane krwią. Spotykało się dzieci z rozciętymi do połowy lub całkowicie odciętymi głowami, niemowlęta zabijano uderzając główkami o narożniki łóżek. Kilka osób walczyło ze śmiercią i skonało po kilku godzinach. /.../ Wtedy wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że sowieckie władze tolerują szalejący terror rozpętany przez ukraińskich szowinistów. Było to im zresztą na rękę, bo rozwiązywało problem etniczny tych ziem” (Paweł Stocki; w: Komański..., s. 854 – 855). Wśród atakujących rozpoznano Ukraińców z sąsiednich wiosek: Kurnik Szlachcinieckich, Stechnikowiec, Czernichowiec i Szlachciniec. W domu Pawła Kozioła upowcy zabili jego matkę oraz pobili jego żonę, z pochodzenia Ukrainkę. Koziołowa padając nakryła własnym ciałem dziecko, ratując mu życie i udawała martwą. Leżąc zauważyła towarzyszące upowcom kobiety ukraińskie, plądrujące izbę; jedną z nich była jej własna siostra. Karolina Łagisz, która boso i w koszuli, stała ukryta za stertą 4 – 5 godzin i słyszała jak mordują jej rodzinę: babcię, matkę i siostrę z dziećmi – stwierdza: „Ja tam na polityce się nie znam, nie sięgam daleko, do Kijowa czy Lwowa. Ja wybaczam swoim bliskim sąsiadom, tym w promieniu 10 km za doznane krzywdy, za wymordowanie moich bliskich i nienawiści do nich nie żywię. Chciałabym ich również przeprosić, ale doprawdy nie wiem za co. Zwracam się zatem do dobrych sąsiadów, tych bliższych i ze Szlachciniec i Kurnik oraz dalszych z Bajkowiec, Rusinków, Białej, Czystyłowy, Stechnikowiec, Czernichowiec, Dubrowiec: powiedzcie, ile osób u Was Łozowianie zamordowali, może kogoś obrabowano lub wyrządzono inną krzywdę, może podebrano jabłka w sadzie lub jaja w kurniku? Może to stało się za czasów zaboru austriackiego, może za Polski sanacyjnej, a może od Armii Krajowej doznaliście jakich krzywd? Na razie przepraszam za to, że żyję, że Wasz jeden syn niecelnie strzelał, a drugi nie rozpoznał mnie i wziął za swoją. Wybaczcie mi również to, że nie mogę zapomnieć tragicznego głosu mordowanej mamy oraz widoku Sabinki z córeczkami siedzącymi tak, jakby ktoś usadził je do fotografii. To przekracza moje siły” (Karolina Łagisz; w: Komański..., s. 840). Jan Kanas w książce „Podolskie korzenie”, Lublin 2002, podaje wykaz mieszkańców wsi Łozowa zamordowanych, który obejmuje 108 osób, z czego 66 stanowiły kobiety. Przy wszystkich nazwiskach podany jest wiek ofiar; Pawełek Makuch miał pół roku, a Maria Gajowska lat sto. 

W grudniu 1944 r. we wsi Presowce pow. Zborów obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 103 Polaków. We wsi Tudorów pow. Kopyczyńce „powstańcy ukraińscy”  wymordowali w kościele 40 Polaków, którzy tutaj się schronili, a następnie spalili ich ciała razem z kościołem. We wsi Wicyń pow. Złoczów zamordowali 60 Polaków. We wsi Czarnokońce Wielkie pow. Kopyczyńce w II połowie 1944 roku po zabraniu mężczyzn do Wojska Polskiego banderowcy uprowadzili z tej wsi oraz ze wsi Czarnokoniecka Wola 40 Polek i zamordowali w pobliskim lesie. We wsi Głuszków pow. Horodenka zamordowali 115 Polaków. We wsi Presowce pow. Zborów zamordowali 103 Polaków. We wsi Stańkowa pow. Kałusz zamordowali ponad 206 Polaków: w kościele ponad 200 Polaków, uciekinierów ze wsi Strzałkowce i innych okolicznych wiosek, a ciała ich spalili razem z kościołem; oraz we wsi 6-osobową rodzinę. We wsi Żabie pow. Kosów Huculski zamordowali 43 Polaków.

We wsi Uhryńkowce pow. Zaleszczyki w noc sylwestrową  z 31 grudnia 1944 na 1 stycznia 1945 roku upowcy  oraz ukraińscy chłopi z okolicznych wsi podczas napadu wymordowali około 150 Polaków. Ukraińcy zatarasowali drzwi polskich domów i je podpalili, stąd większość ofiar spłonęła żywcem; uciekających zabijali siekierami, widłami, bagnetami. Ofiarami były kobiety, dzieci i starcy, gdyż mężczyźni w wieku 18 - 50 lat powołani zostali do Wojska Polskiego, które stało w tym czasie nad Wisłą. Śledztwo IPN  (sygn. akt. S 74/02/Zi) wymienia Uhryńkowce jako miejsce zbrodni ludobójstwa o szczególnym okrucieństwie. We wsi Worochta pow. Nadwórna w noc sylwestrową  upowcy zamordowali 72 Polaków, w tym 8-osobową rodzinę Wydrów. Oddział UPA pod dowództwem gajowego Hawryły Dederczuka otoczył wieś kordonem. Następnie upowcy rozeszli się po wsi, wstępowali do polskich domów i mordowali Polaków bez względu na płeć i wiek przy pomocy siekier, noży i bagnetów. Po dokonaniu mordu do obejść wkraczały ukraińskie kobiety i zabierały na podstawione sanie mienie zabitych.  Ciała zabitych zostały pochowane 2 stycznia 1945 przy pomocy żołnierzy sowieckich w zbiorowej mogile przy cerkwi greckokatolickiej w Worochcie. Ich mogiłę odnalazł w 1989 roku Jan Wydra. 

W nocy z 4 na 5 stycznia we wsi Głęboczek pow. Borszczów banderowcy zamordowali 97 Polaków a rannych i poparzonych zostało 21 osób. Ofiarami były kobiety, dzieci i starcy, gdyż 20 marca 1944 roku w wyniku powszechnej mobilizacji do wojska powołani zostali mężczyźni w wieku od 18 do 55 lat oraz dziewczęta od 18 do 23 lat. „Wielu pomordowanych było wiązanych drutem kolczastym, torturowanych, a następnie wrzucanych do ognia lub do głębokich studzien gospodarskich. Ze studni na podwórzu szkolnym później wyciągnięto 14 ciał ludzkich. W innych studniach szkielety przetrwały kilka lat. 15-letni Janek Łozinski miał wyprute jelita, umierał przez kilka godzin. 15-letni Janek Zawiślak po różnych torturach został ukrzyżowany na płocie. Od kul ginęli tylko ci, którzy próbowali uciekać. Starych i niedołężnych mordowali siekierami.  /.../„Po kilku dniach pobytu w Borszczowie sześć osób wybrało się do Głęboczka, aby wziąć pozostawione swoje rzeczy. Spośród nich powrócił tylko Antoni Tkacz, który zdołał uciec. Florian i Bronisław (ojciec i syn) Zawiślakowie zginęli bez śladu. Dwie córki Antoniego Tkacza 25-letnia Weronika Mazur i 23-letnia Helena Macyszyn oraz żona byłego wójta Antoniego Wesołego 38-letnia Ludwika Wesoła były gwałcone i torturowane. Obcięto im piersi i języki, zdzierano pasy skóry. Dodatkowo Ludwikę Wesołą związano drutem kolczastym za nogi i przywiązano do konia który galopem ciągnął ją po kamienistej drodze, aż wyzionęła ducha.” (Janina Benc z d. Twardochleb; w: https://www.kresowianie.info/artykuly,n535,glebokie_korzenie_polskosci_cz_3.html ). Działający w konspiracji Obwodowy Delegat Rządu RP w Czortkowie, Józef Opacki ps. „Mohort”, pisał o zbrodni w Głęboczku: „Niektóre dzieci przybijano do parkanów (przyczepiane były uszy, dłonie, stopy)”.

15 stycznia 1945 r. we wsi Kułakowce pow. Zaleszczyki banderowcy używając siekier, bagnetów, noży, wideł, kos i strzelając do uciekających zamordowali 80 Polaków oraz 30 poranili.  We wsi Latacz pow. Zaleszczyki obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 90 Polaków oraz 60 osób zostało rannych. W nocy z 15 na 16 stycznia we wsi Błyszczanka pow. Zaleszczyki banderowcy z miejscowymi Ukraińcami chodząc od domu do domu mordowali Polaków za pomocą siekier, noży i bagnetów, aby strzałami nie obudzić innych. Grzegorz Hryciuk podaje 68 ofiar. 26 stycznia we wsi Majdan pow. Kopyczyńce upowcy podczas drugiego napadu (w marcu 1944 roku zamordowali tutaj 35 Polaków), obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 118 Polaków. Ks. Wojciech Rogowski próbował ratować parafian zgromadzonych w kościele i na plebanii przekonując banderowców, że szykują się do wyjazdu do Polski, ale bezskutecznie - bandyci wrzucili do kościoła granaty, strzelali a następnie rąbali siekierami, ranny kapłan umierał przez parę godzin. „Wewnątrz kościoła zginęli: Paweł Ciemny z żoną Jadwigą, którą zarąbała siekierą Ukrainka Katarzyna Tytor. Ona też zarąbała siekierą Stanisławę Żywinę, żonę Mikołaja oraz Michalinę Żywinę, żonę Jana i jego synka z pierwszego małżeństwa. W kościele zostali także zamordowani: Michał Towarnicki z żoną Anną i córeczką, Anna Nowacka z córką, Franciszek Dżumyk i Leon Żywina. Obok kościoła ukraińscy rezuni zatrzymali ojca Grzegorza Ciemnego, ściągnęli z niego odzież, buty i zarąbali siekierą. Obok mego ojca leżał Jan Czarnecki, który zginął w podobny sposób.(Józef Ciemny; w: Komański..., s. 745 – 747). „Z relacji świadków wynika, że w mordowaniu brała udział grupa ukraińskich dziewcząt i kobiet przebrana w męskie stroje. Z szacunkowych danych wynika, że w kościele i w jego rejonie zginęło 118 osób, i 58 zostało zamordowanych wewnątrz wsi, w spalonych budynkach i zastrzelonych na polach podczas ucieczki. Ogółem zginęło 178 osób.” (Byłem świadkiem – Dionizy Polański. „Na Rubieży” nr 21/1997). „Bandyci byli dobrze zorganizowani. Przebrani w białe maskujące pałatki otoczyli wieś ze wszystkich stron. Większość z nich pochodziła z pobliskiego Tudorowa, Oryszkowców i Skorodyńców. /.../ Jedną z nielicznych osób, które ocalały była moja siostra Marysia, która schowała się pod ołtarzem w kościele”. (Eugeniusz Szewczuk; w:  http://kresy.info.pl/index.php/8-wojewodztwa/tarnopolskie/1285-w-dwoch-bestialskich-atakach-oun-upa-zginelo-prawie-180-osob ; 08 lipiec 2017). W styczniu 1945 r. we wsi Monasterzyska pow. Buczacz UPA wymordowała około 100 Polaków, uciekinierów z sąsiednich wsi.

2 lutego 1945 r. we wsi Uście Zielone pow. Buczacz  podczas nocnego napadu UPA i okolicznych chłopów ukraińskich zginęło 133 Polaków; byli oni paleni żywcem, wiązani drutem kolczastym całymi rodzinami i topieni w rzece Dniestr, rąbani siekierami. Kilkunastu schwytanych chłopców z  „Istriebitielnego Batalionu” wyprowadzili do rzeki Dniestr, rozebrali do naga i kazali tańczyć po lodzie strzelając im w nogi, kto upadł, żywy czy martwy, był spychany do przerębli pod lód. Ukrainiec Sławko Hołub za odmowę mordowania Polaków powieszony został za ręce na drzewie i skłuty bagnetami, na piersiach powieszono mu kartkę: „Chto ne znamy, toj proty nas.”  W nocy z 2 na 3 lutego w miasteczku Czerwonogród pow. Zaleszczyki  ataku dokonały sotnie UPA „Siri Wowky” i „Czernomorci” pod dowództwem kurinnego Petra Chamczuka „Bystrego”. Upowcy w białych, maskujących ubraniach wdzierali się do domów i zabijali napotkane osoby bez względu na płeć i wiek. Zajęli klasztor szarytek w Nyrkowie. Zamordowane tam zostały siostry Henryka Bronikowska i Klara Linowska. W schowku pod ołtarzem uratowała się s. Władysława z dwoma kobietami i dwojgiem dzieci. W wyniku ataku serca zmarł proboszcz miejscowej parafii, ks. kanonik Szczepan Jurasz, ukrywający się w skalnej grocie. (Biuletyn IPN Nr 1–2/2009). Zostało zamordowanych 65 Polaków, 20 zostało rannych, z których część potem zmarła. „Opowiada Władysława z Romachów, Kucy z Czerwonogrodu: „Nie było kapłana, który odprawiłby katolickie egzekwie... Tak oto nastąpiła zagłada Czerwonogrodu, miejscowości historycznej, pamiętającej i książąt ruskich i najazdy Tatarów, Turków czy innych, króla polskiego Kazimierza Wielkiego i Kazimierza Jagiellończyka, a także innych możnych tego świata, miejscowości, której niektórzy historycy przypisują przewodnią rolę Grodów Czerwieńskich. Na 17 saniach wywieziono rannych do szpitala w Horodence. Pozostali schronili się w Tłustem lub w Zaleszczykach, by za kilka miesięcy wyjechać w nieznane, jako tzw. „repatrianci"! Z Czerwonogrodu nie pozostało nic! Nie ostał się ani jeden dom, a władze sowieckie przemianowały ten bajeczny zakątek na „Uroczysko Czerwone"! (Jerzy Stecki: Zagłada Czerwonogrodu; w: http://jaroslawskaksiegakresowian.pl/wspomnienia/46-jerzy-stecki-opracowanie-dot-zaglady-czerwonogrodu-cz-2 ).  „Po zagładzie Czerwonogrodu rodziny ukraińskie wniosły fałszywe oskarżenie na 12 Polaków, którzy 2 lutego 1945 roku się bronili. Oskarżono ich o napad i rabunek w Nyrkowie. Aresztowano ich i osadzono w więzieniu w Tłustym. /.../ Dopisano mi dodatkowe dwa lata i sadzono jak dorosłego. Podobnie postąpiono z innymi, którzy nie byli pełnoletni. Podczas pobytu w więzieniu w Tłustym, gdzie siedziało nas dwunastu, miało miejsce dziwne zdarzenie. Do naszej celi NKWD dołączyło Ukraińca, znanego nam banderowca, Danyłę Pastuszuka. Ten oświadczył nam, że został aresztowany przez NKWD i nam wszystkim grozi śmierć. Jedynym ratunkiem jest ucieczka z więzienia. Jemu udało się przemycić młotek i stalowy wybijak, przy pomocy którego będzie można zrobić dziurę w murze i zbiec. Po dwóch godzinach otwór był gotowy. Zachęcał nas, abyśmy razem uciekli. Bronisław Dmytruszyński i Paweł Krzywy podejrzewali, że jest to prowokacja zmontowana wspólnie przez UPA i enkawudzistów. Zabronili nam zbliżać się do tego otworu. Faktycznie okazało się, że czekali tam już banderowcy z zamiarem zamordowania nas. Nie daliśmy się Danyle Pastuszukowi sprowokować. /.../ Tego, co przeszliśmy nie da się opisać. Życie w gułagach było straszne. Ci, co wrócili, stracili zdrowie. Niektórzy przedwcześnie zmarli”. (Kasper Kazimierz Krasowski; w: Komański..., s. 900 – 901).

4 lutego 1944 r. we wsi Barysz pow. Buczacz banderowcy używając głównie siekier, noży i bagnetów wymordowali co najmniej 135 Polaków i 30 poranili. Zginęło także 10 obrońców z „IB”, którzy nie zdążyli wyjechać do Buczacza, co nakazał im dowódca, Ukrainiec współpracujący z UPA. Ukraińcy ograbili i spalili 400 gospodarstw polskich. 7 lutego 1945 r. we wsi Zalesie Koropieckie pow. Buczacz  upowcy wracając z pogromu Polaków w Baryczu  do swojej bazy w rejonie wsi Zubrzec przez cały dzień wyłapywali Polaków i gromadzili w dużej, pustej suszarni tytoniu, spędzili tak około 60 – 70 Polaków, powiązali im sznurkami i drutami ręce, suszarnię zamknęli, oblali benzyną lub naftą i podpalili. Wszyscy spłonęli żywcem, w większości były to kobiety i dzieci. Grupę polskich kobiet z dziećmi zamknięto w jednym z domów i poddano przesłuchaniu połączonemu z biciem, w celu wydobycia informacji o samoobronie w sąsiedniej wsi Puźniki. Po przesłuchaniu uwięzionych zastrzelono bądź zarąbano siekierami. Władysławie Jasińskiej założono na szyję pętlę i ciągnięto po podłodze aż skonała. Wieczorem sprawcy znieśli ciała zabitych w jedno miejsce, oblali naftą i spalili. Spalono także 11 domów, a do ognia wrzucano żywych ludzi. Jeden z wydanych tutaj „wyroków” ukraińskiego „Trybunału”, czyli sądu OUN brzmiał: „Józef Tyc, lat 40, żonaty, troje dzieci. Za chodzenie po ukraińskiej ziemi, jedna godzina chłosty przez dwóch „striłców”, po chłoście spalenie żywcem” (Franciszek Markowski; w: Komański..., s. 671). 12 lutego we wsi Dorofijówka pow. Skałat upowcy zamordowali 47 Polaków. We wsi Eleonorówka pow. Skałat  zamordowali 80 Polaków, w większości kobiet i dzieci (mężczyźni byli w WP). „Małe dzieci oprawcy przybijali gwoździami do drzwi domów i stodół, stodół następnie podpalali budynki. Niektóre ofiary powieszono na przydrożnych słupach telefonicznych”. (Komański..., s. 333) W nocy z 12 na 13 lutego we wsi Puźniki pow. Buczacz zamordowanych zostało przez banderowców 96 Polaków. 11 lutego 1945 roku do Puźnik przyjechali sowieccy urzędnicy z Koropca, którzy dokonali spisu ludności i nakazali zdać posiadaną broń, twierdząc, że Polakom nic nie grozi, ponieważ „władze zapewniają bezpieczeństwo”. W nocy w momencie zmiany wart Puźniki zostały otoczone i zaatakowane z kilku stron przez kureń UPA Petra Chamczuka „Bystrego”. Napastnicy przystąpili do zabijania napotkanych Polaków przy pomocy broni palnej, siekier, bagnetów i noży oraz palenia zabudowań. Najwięcej ofiar zginęło w „rowie Borkowskiego” biegnącym przez wieś, w którym znajdowały się jamy mogące służyć za kryjówki. Upowcy zmasakrowali tam kilkadziesiąt kobiet i dzieci, przeważnie przy pomocy siekier i bagnetów; strzelano tylko do próbujących uciekać.  Oddział IB z Koropca przybył do Puźnik dopiero 13 lutego około południa. Zdaniem polskich żołnierzy batalionu i Puźniczan sowieccy dowódcy zwlekali z wyruszeniem wsi na odsiecz, a potem skierowali pościg w niewłaściwą stronę.  Ksiądz J. Anczarski podaje, że w Późnikach zginąć miało 120 osób. „Wszyscy wybiegliśmy z domu i ukryliśmy się w tym rowie. W jego brzegach były wykopane liczne wnęki. Do jednej z nich schowaliśmy się razem z mama Eleonorą. Mama zasłoniła nas biała płachtą. Z pod zasłony widziałam jak nadeszli banderowcy. Jeden z nich krzyknął „strelaj” drugi odpowiedział po ukraińsku „koły ne maju pul”. Ten pierwszy wrzasnął to „rubaj sekerą”. I zaczęło się. Widziałam jak postacie ubrane w białe okrycia, zeszły do rowu. Nastąpił straszliwy krzyk, prośby o darowanie życia. Napastnicy nie znali litości, rąbali siekierami i kłuli bagnetami. Jeden z nich stał na brzegu rowu i gdy ktoś próbował uciekać to strzelał do niego. Wokół paliły się budynki, jedynie dom Józefa Borkowskiego stał nie naruszony, był murowany i kryty dachówką. Po pewnym czasie trudnym mi do określenia w godzinach, strzelanina ucichła, słyszałam tylko różne gwizdy i hasła „Kałyna wertoj”. Po czym nastąpiła cisza, słychać było tylko trzask palących się budynków, jęki rannych i umierających ludzi. Banderowcy odstąpili. Po nich zostały dopalające się budynki, ludzkie trupy i ranni. Nasz ojciec został zastrzelony, siostra Maria miała siekierą rozrąbaną głowę, siostrze Władysławie odrąbano jedną nogę, przebito nożem obie ręce i klatkę piersiową, jeszcze żyła, prosiła wody, nad ranem zmarła z upływu krwi. Pod jej plecami leżał cioci syn Dominik, ocalał i żyje do dziś. Ciocia Anna Jasińska z córeczką Marią, lat 5 i synkiem Bronisławem lat 3 zostali zakłuci bagnetami. Z dziewięciu osób z naszego domu pozostało nas tylko troje, sześć zostało zamordowanych. Pamiętam ten straszliwy widok, palące się budynki, swąd i ryk palącego się bydła, krzyki, płacz, szukanie swoich rodzin i strach przed nowym napadem. Rano widziałem Magdalenę Koliszczak, była ciężko ranna w głowę, konała, ale pytała z nadzieją czy moje dziecko żyje? Niestety! Jej syn Jaś już nie żył”. (Józefa Pacholik; „Na Rubieży” – nr 21/1997). „Trafiamy na zwłoki małego dziecka. Ludzie twierdzą, że to półtoraroczny Stasio Wiśniewski. Na widok noża wepchniętego w jego usta robi mi się słabo”. Sowiecki komendant mimo wskazań puźniczan skierował pościg w zupełnie innym kierunku. Coraz bardziej stawało się jasne, że wcześniejsza wizyta sowieckich urzędników była jedynie kamuflażem, próbą uśpienia czujności Polaków i zorientowania się w polskich siłach. Żołnierze z Istriebitielnego Batalionu wspominali, jak ich dowódcy cynicznie czekali z wyruszeniem z odsieczą zaatakowanym polskim osiedlom.” (Maciej Dancewicz: Zagłada Puźnik; w: http://archiwum.rp.pl/artykul/792151-Zaglada-Puznik.html; 10-07-2008 ). Jednym ze świadków była  Stefania Pasieka z domu Haniszewskich (ur. 30.09.1930). W rzezi wołyńskiej zamordowano jej brata oraz matkę, a trzy dni po utracie najbliższych na zawał zmarł jej ukochany ojciec. „Jankowi (16-letniemu bratu) powybijali zęby, połamali ręce i żywcem wrzucili w ogień. Mamę z ciocią zamordowano w rowie Borkowskiego. A mój brat Julek, który miał wtedy rok i trzy miesiące był razem z nimi. Zamordowane mama z ciocią upadły na niego. Julek przeżył, leżał pod ciałami, ssał mleko z piersi mamy razem z krwią. Gdy mnie zobaczył przytulił się do mnie i powiedział „mama”. Od tego dnia, będąc nastolatką, stałam się matką dla swojego brata - w rozmowie ze mną wspomina pani Stefania i ze łzami opowiada jak przez całe życie, zwłaszcza w Święta Bożego Narodzenia tęskniła za najbliższymi, oraz jak za komuny wytykano ją palcami, insynuując, że w bardzo młodym wieku została mamą. Jeszcze niedawno żyliśmy ze sobą po sąsiedzku, w przyjaźni. Wspólnie śpiewaliśmy, modliliśmy… I nagle jakby Diabeł w nich wstąpił! - opowiada pani Stefania. Podpalili wkoło całą wioskę. Dziś w jej miejscu rośnie las. - Nie wierzę w to - może jestem na mylnej drodze - ale nie wierzę w to, że oni są przyjaźnie nastawieni do Polaków. Tylko, że potrzebują teraz pomocy, pracy i świecą dobrymi oczami. Nigdy w życiu nie przyznają się do winy i nie uderzą się w pierś, bo to jest naród - jak kiedyś mówili czerwonoarmijcy - który nie przyzna się do winy i nie wystawi do nas ręki. Nie wierzę im, że oni kiedykolwiek będą przyjaźni do Polski i polskich ludzi -  mówi świadek ludobójstwa na Wołyniu i apelu, by państwo polskie opamiętało się w kwestii sprowadzania do kraju Ukraińców, bo w pewnym momencie będzie już za późno. - Dlaczego to robili, co Polacy byli winni, co moi krewni byli winni? - retorycznie pyta pani Pasieka i podkreśla: Ja nie mam nienawiści, ponieważ jestem głęboko wierząca i wierzę, że każdy człowiek będzie odpokutowywał sam za siebie.(https://wprawo.pl/wideo-moj-braciszek-ssal-piers-zamordowanej-mamy-wzruszajace-wspomnienia-i-apel-swiadka-rzezi-wolynskiej-stefania-pasieka/14 lutego we wsi Byczkowce pow. Czortków około 600 osobowa grupa banderowców wymordowała ponad  100 Polaków i spaliła większość ich zabudowań. Według sprawozdania Komitetu Ziem Wschodnich w napadzie brały udział ukraińskie dziewczęta, "które sierpami męczyły mordowanych, wybierając im oczy, obcinając uszy i nosy". 16 lutego we wsi Weleśniów pow. Buczacz  upowcy przebrani w mundury NKWD, pod pretekstem rejestracji do wojska zebrali 46 Polaków, zamknęli w drewnianej szopie, oblali naftą i podpalili, wszyscy spłonęli żywcem a zebrana obok kilkudziesięcioosobowa grupa młodzieży ukraińskiej tańczyła z radości, gdy z szopy docierał rozpaczliwy krzyk i jęk, wołali po ukraińsku: „Módlcie się gorąco do swego Boga, to może stanie się cud i będziecie żywi”.  W nocy z 15 na 16 marca we wsi Zatwarnica pow. Lesko UPA ograbiła polskie domy i zamordowała co najmniej 41 Polaków z 14 rodzin oraz 7 milicjantów. 25 marca we wsi Kryłów pow. Hrubieszów upowcy zamordowali 57 Polaków, w tym 49 osób ludności cywilnej i 8 milicjantów -  uprowadzili i zamordowali w okrutny sposób Stanisława Basaja „Rysia”, byłego dowódcę oddziału BCH.. We wsi Gaje Wielkie pow. Tarnopol: „27 marca 1945 roku, oddział UPA wspierany przez Ukraińców z Gajów i okolic zabił 69 osób. Sześć należało do mojej bliskiej rodziny. Jeszcze poprzedniego dnia ukraińscy sąsiedzi zapewniali mojego wuja, Józefa Barutowicza, który był miejscowym nauczycielem, że jemu i jego rodzinie nic się nie stanie. Prosili, aby nie wyjeżdżał. A o północy zastukali do jego domu. Potem zaczęli zabijać.”.  (Maciej Nowicki: Jaka pamięć? Jaki wstyd?; w: https://www.newsweek.pl/swiat/jaka-pamiec-jaki-wstyd/0ycz73f ; data publikacji: 20.09.2018).   

W nocy z 27 na 28 marca w powiecie Lubaczów kureń „Zalizniaka” zlikwidował 18 posterunków Milicji Obywatelskiej,  poległo 30 milicjantów a 10 zostało uprowadzonych i zamordowanych. Zamordowanych zostało od 43 do 72 osób polskiej ludności cywilnej. Były to posterunki w miejscowościach: Dzików Stary, Podemszczyzna, Horyniec, Zalesie, Basznia Dolna, Łówcza, Futory, Nowa Grobla, Brusno Nowe, Krowica, Puchacze, Chotylub, Wólka Horyniecka, Zapałów, Bichale, Łaszki, Płazów, CewkówW marcu 1945 r. w kol. Stadnica -Zofiówka (Stadnia) pow. Kopyczyńce banderowcy wywieźli saniami Polaków pod studnię  i tam potopili. Po dziś dzień w tym miejscu, gdzie w głębokiej studni spoczywają niewinni mieszkańcy kolonii Stadnia (ok. a może nawet ponad 100 osób), ofiary ludobójstwa, nie stanął zapewne nawet najprostszy krzyż, w każdym razie nic mi o tym nie wiadomo.” (Sławomir T. Roch: My mamy ręce powiązane drutami i nie możemy wyjść. Mama już nie żyje, bo woda już podchodzi do góry.  W: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/908-my-mamy-rce-powizane-drutami-i-nie-moemy-wyj-mama-ju-nie-yje-bo-woda-ju-podchodzi-do-gory.html ). W marcu 1945 r. we wsi Byczkowce pow Czortków: „W masowym mordzie w Byczkowcach zginęło 106 Polaków.” (Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003). We wsi Hlibów pow. Skałat banderowcy zamordowali 43 Polaków oraz  2 Rosjanki, nauczycielki. 

Inne charakterystyczne przypadki mordów ukraińskich z tego okresu:

5 lipca 1944 r. we wsi Suchodół pow. Kopyczyńce banderowcy zamordowali 22-letnią Annę Turczyńską. (W tych „walkach z powstańcami ukraińskimi” bardzo często „ginęły” bezbronne pojedyncze młode polskie dziewczęta, zwykle „po walce” mając obcięte piersi, wydłubane oczy i rozprute brzuchy.) 8 lipca we wsi Łany pow. Stanisławów zamordowali 28-letnią Zofię Czerniak, która powróciła do swojego domu. W nocy z 13 na 14 lipca we wsi Husaków pow. Mościska na plebanię napadła banda UPA, która splądrowała budynek, a następnie związała i uprowadziła proboszcza ks. Marcelego Zmorę. Całą drogę do wsi Mieżyniec, przejechał na wozie, służąc banderowcom jako miejsce do siedzenia. Następnie w swojej kryjówce zmuszali go do wypisywania polskich metryk, a po kilku dniach dokonali makabrycznego mordu. Ciało Proboszcza odnaleziono w Mieżyńcu zakopane w gnoju. Obecne miejsce pochówku nie jest mi znane”. (Stefania Szal: Pamięć - drogą do wyzwolenia; w: http://www.nawolyniu.pl/wspomnienia/szal.htm ). 16 lipca we wsi Antoniówka pow. Żydaczów banderowcy zamordowali 30-letnią Joannę Drabinogę z domu Korzystko w ciąży, która wracała z kościoła: torturowali ją przez cały dzień, obcięli palce u rąk i nóg, piersi, język, zdzierali skórę z ciała, jej krzyk słychać było w promieniu kilku kilometrów. We wsi Stojanów pow. Radziechów zamordowali ks. proboszcza Franciszka Szarzewicza. „Zamordowany przez bandytów z ludobójczej ukraińskiej organizacji OUN/UPA przebranych za żołnierzy rosyjskich, na polu niedaleko plebanii. Mimo zagrożenia nie chciał opuścić swoich wiernych -  mówił: „jestem proboszczem nawet dla tych najbiedniejszych, którzy wyjechać na Zachód nie mogą.” W lipcu 1944 r. we wsi Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany zamordowali 19-letnią Magdalenę Zadwórną, miała 19 ran zadanych nożem. We wsi Czerniów pow. Rohatyn banderowcy na drodze zamordowali 3 młode Polki lat 20 – 21. We wsi Dźwiniaczaka pow. Borszczów „zostały powieszone w lesie przez swych mężów Ukraińców: Paulina Głowacka, lat 35, Maria Polańska z d. Ziółkowska, lat 25”. We wsi Hostów pow. Tłumacz banderowcy uprowadzili 3 polskich dzieci pasących bydło: 14-letnią dziewczynkę oraz 14 i 16-letnich chłopców; które zaginęły bez wieści. We wsi Paryszcze pow. Nadwórna w pobliskim lesie znaleziono zwłoki młodej Polki ze wsi Hawryłówka z obciętymi piersiami. We wsi Pieniaki pow. Brody banderowcy z sąsiedniej wsi zamordowali 4 Polki, których mężów powołano do wojska. We wsi Słobódka Koszyłowiecka pow. Zaleszczyki zamordowali 24 Polaków; Stanisławowi Krajewskiemu odcięli głowę i podrzucili pod drzwi jego domu, jego żona dostała pomieszania zmysłów, a ich dzieci trafiły do Domu Dziecka. 11 lipca 1944 r. we wsi Tarnawka koło Żahotyna pow. Dobromil został zastrzelony na plebani proboszcz ks. Jan Mazur „przez dwóch ukraińskich bandytów, przebranych za policjantów, członków OUN/UPA.” 12 lipca we wsi Borownica pow. Dobromil dwaj banderowcy weszli na plebanię i zastrzelili ks. Józefa Kopcia.  „Tymi bandytami byli Michał Serednicki i Wasyl Choma, obaj z Ulucza. Na trzeci dzień po tej haniebnej zbrodni przyjechała do Borownicy rodzina księdza z Dynowa z eskortą żołnierzy niemieckich. W czasie mszy pogrzebowej dwóch żołnierzy leżało z karabinem maszynowym w okopie oddalonym od kościoła około 30 m osłaniając w ten sposób uczestników pogrzebu przed ewentualnym atakiem banderowców. Na mszy pogrzebowej byli wszyscy mieszkańcy Borownicy i Polacy z Ulucza, wśród których widziałem dziadka Stefana Czebieniaka Jana Polańskiego. Po mszy kondukt pogrzebowy wyruszył na furmankach w kierunku Dynowa. Konduktowi przez całą drogę towarzyszyła eskorta niemiecka.”. (Bronisław Zielecki: Moje życie czyli Historia Polaka z Ulucza. Warszawa 2014 r.; w:  http://docplayer.pl/24841458-Bronislaw-zielecki-moje-zycie-czyli-historia-polaka-z-ulucza-warszawa-2014-r.html#show_full_text ).

W sierpniu 1944 r. we wsi Germakówka pow. Borszczów upowcy zarąbali siekierami oraz zarżnęli nożami 17 Polaków i 1 Ukraińca. Zamordowali 20-letnią Marię Myczkowską. „Podczas dnia, w sierpniu 1944 r., zabrano ze szkoły Marię Myczkowską – nauczycielkę, która pracowała we wsi Zalesie. Przyprowadzono ją do domu jej ciotki, u której mieszkała. Mordercy zamknęli się z nią w pokoju, kolejno gwałcili ją i bili. Po kilku godzinach wyprowadzili ją z domu, a właściwie wyciągnęli, bo jak zeznają świadkowie, nie mogła już iść sama. Tak trwało przez dwa dni. Na trzeci lub czwarty dzień znaleziono jej zwłoki na brzegu Zbrucza. Jej ciało było zmasakrowane, ręce i nogi związane drutem kolczastym”. (Danuta Kosowska; w: Komański..., s. 535)     

15 października 1944 r. we wsi Stanimierz pow. Przemyślany:„Po przejściu frontu, gdy mężczyźni zostali zabrani do wojska, banderowcy wychodzili w nocy ze swych kryjówek i uprowadzali bezbronne kobiety. Taką kaźnią stał się Stanimierz, gdzie zginęły m. in.: Anna Nieckarz, Antonina Piwowar, Katarzyna Blicharska i brat mojej żony, Michał Niebylski, 18-letni chłopak. Przez kilka dni bandyci znęcali się nad porwanymi. Ofiarom ukraińscy kaci wyrywali języki, żyły z rąk oraz pchali druty do uszu, nosa, gardła i oczu. Głównym hersztem tej bandy był Ukrainiec o nazwisku Dżegin. Z opowiadań tamtejszych starszych ludzi wiem, że z domu, w którym odbywały się te nieludzkie morderstwa, słychać było straszliwe jęki. Przechodzący obok tej kaźni ludzie musieli zatykać sobie uszy.” (Karol Wyspiański; Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009,  s, 223). 23 października we wsi Podwołoczyska pow. Skałat księdzu Stanisławowi Wilkońskiemu wbito w głowę gwoździe, w wyniku czego zmarł w męczarniach. W październiku 1944 r. we wsi Dźwiniaczka pow. Borszczów zamordowali 8 Polaków; Czarnecką Stefanię razem z córką spalili żywcem w budynku, 30-letnią Annę Wołkowicz pokłuli nożami, a konającą powiesili na bramie. W mieście Zaleszczyki: „W październiku 1944 r. byłam w Zaleszczykach, widziałam jak nurt rzeki niósł drzwi, na których leżało 5 trupów: matka z czwórką małych dzieci przywiązana kolczastym drutem. Drzwi te zaczepiły o wystający pień drzewa i zatrzymały się przy brzegu. Wielu ludzi poszło oglądać to makabryczne widowisko. Podobnych scen codziennie było w okolicy więcej. /.../ Kiedy byłam w Zaleszczykach, widziałam w kostnicy kobietę o imieniu Bronisława z Uhrynkowiec. Nazwiska jej nie zapamiętałam. Miała zdartą skórę z czoła i zawiniętą niczym beret na głowie. Na rękach miała podobnie zdjętą skórę i naciągniętą na dłonie. Był to widok przerażający. Jak bardzo oprawca musiał być zwyrodniały, aby w ten sposób męczyć bezbronną kobietę. Czy takich zwyrodnialców można nazywać żołnierzami UPA, walczącymi o wolną Ukrainę?” (Karolina Szuszkiewicz; w: Komański..., s. 907). We wsi Załucze pow. Borszczów banderowcy zamordowali 20 Polaków. „Tej nocy dwom nauczycielkom polskim banderowcy obcięli piłami stolarskimi obie nogi, następnie nożycami języki i połamali ręce, a gdy były one już w agonii, obie zastrzelili” (Komański..., s. 56).

29 listopada 1944 r. we wsi Diuksyn pow. Kostopol upowcy zamordowali żonę powstańca styczniowego Klarę Teofilę Dobrzecką, w wieku 105 lat, i jej najstarszą córkę, Marcelę Kaznowską, też już staruszkę. Zwłoki kazali pogrzebać za wsią, w miejscu, gdzie zakopywano padlinę. W tym samym czasie i o tej samej godzinie zostali zamordowani członkowie tej rodziny w Werbczu Wielkim: zamężna córkę Klary Teofili Dobrzeckiej z 2 dzieci w wieku przedszkolnym oraz dziadek, ojciec matkiW listopadzie 1944 r. we wsi Mytnica pow. Trembowla Polacy przez kilka godzin bronili się w budynku, który w końcu upowcy oblali naftą i benzyną i podpalili; żywcem spłonęło 31 Polaków.

We wsi Wasylkowce pow. Kopyczyńce „partyzanci ukraińscy” uprowadzili do lasu 30-letnią Polkę, Pelagię Węgrzynowicz, żonę podoficera WP. Tam przywiązali ją do drzewa, wydłubali oczy, obcięli język, okaleczyli piersi. Jej zwłoki odnaleziono po kilku dniach. We wsi Głęboczek pow. Borszczów: „Przed świętami Bożego Narodzenia do Głęboczka pojechała do własnego domu po żywność młoda kobieta (bardzo ładna). W mieście zostawiła męża i małe dziecko. Pojechała i myślała, że ona będzie bezpieczniejsza niż mąż. Banderowcy ją złapali, odarli z odzienia, zgwałcili i uwiązali nagą do konia. Wlekli ją po twardych zamarzniętych grudach i po ściernisku po zbiorze kukurydzy. I tak zmasakrowane ciało porzucili pod miastem. Stale zadaję sobie pytanie: Jak nisko mogą upaść ci, którzy mienią się ludźmi i wierzą w tego samego Boga?!” (Mieczysław Walków;16.01.2012. Moje przeżycia opisałem na „Blogu”-  kronika Mietka W. na „Naszej Stronie”; www.absolwenci56.szczecin.pl ).

31 grudnia we wsi Milno pow. Zborów: „Na Sylwestra osiem nierozważnych kobiet, które zostały we wsi na noc, poszło spać do Ukraińców. Trzy do Syrotiuka, a pięć do Jacychy. Ktoś doniósł o tym banderowcom. Od Syrotiuka wyprowadzili Annę Czaplę i Annę Bułę z wnuczką Stefanią Zaleską do domu Czappów i tam je zamordowali. Od Jacychy zabrali kobiety do Gałuszy. Anię Krąpiec  zastrzelili, Katarzynę Botiuk udusili, a Katarzynę Krąpiec i Katarzynę Zaleską, zakłuli kosami. Rano wszedł tam Ukrainiec Piotr Futryk, wyciągnął jednej z kobiet kosę z brzucha i powiedział: "Tak ludzie nie postępują". Był to uczciwy i szanowany człowiek. Jeden z nielicznych którzy nie dali się wciągnąć do rzezi. Z tej grupy uratowała się tylko Anna Mazur, która wsunęła się pod łóżko. Bandytów chyba zaślepiło - wszędzie szukali a tam nie. Według jej relacji, wszystkie się gorąco modliły, a Katarzyna Krąpiec, wychodząc na egzekucję powiedziała: "No to chodźmy na tą naszą Golgotę". Gdy rizuni wrócili, a usłużna gospodyni podała im wodę do obmycia z rąk krwi, jeden powiedział : "Ja nie muszę myć, ja swoją udusiłem". Rano Hnatów osłupieli, widząc Annę wyłażącą spod łóżka. Jacycha powiedziała tylko: "Hanko, a Wy de buły?" Przerażona i rozdygotana kobieta wyrwała się ze strasznego domu i półżywa pobiegła drogą do Załoziec.” (Adolf Głowacki: Milno - Gontowa; Szczecin 2008).

We wsi Babińce koło Dźwinogrodu pow. Borszczów: „Na początku lata 1944 r. władze sowieckie zabrały do wojska wielu mężczyzn, w tym mojego tatę Juliana Krzyżewskiego i męża Joanny Gonczowskiej. Tydzień po Bożym Narodzeniu 1944 r., kiedy spałam z mamą na piecu, banderowcy rozbili drzwi i weszli do naszej chaty. Było ich trzech. Ściągnęli moją mamę z pieca do sieni i tam ją kolejno gwałcili. Potem pobili ją tak mocno, że była cała posiniaczona. Ja w tym czasie schowałam się pod poduszkę, a kiedy zaczęłam krzyczeć, jeden z banderowców uderzył mnie mocno pałką. Kiedy oprawcy opuścili naszą chatę mama powiedziała: „Uchodźmy z chaty, bo jak jeszcze raz przyjdą to nas zabiją”. Wzięłyśmy pierzyny na siebie i poszłyśmy na strych do stajni. Do rana tam siedziałyśmy nie mogąc zasnąć. Słyszałyśmy, jak w nocy, drogą przez naszą wieś szli i jechali saniami i końmi bandyci – banderowcy. Rano poszłyśmy do mieszkania. Przyszła wtedy do nas nasza sąsiadka, koleżanka mamy, Joanna Gonczowska. Opowiedziała nam, że u niej też byli banderowcy i też ją gwałcili przy dzieciach” (Maria Krzyżewska – Krupnik; w: Komański..., s. 537 – 538).  

W grudniu 1944 r. we wsi Biała pow. Przemyślany zostały porwane, wywiezione do lasu i zamordowane: Bednarz Antonina, lat 70; Bednarz Anna, lat 30, żona Władysława; Bednarz Eugenia, lat 15, córka Władysława; Bednarz Zofia, lat 9, córka Władysława. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 170). „Jak już byliśmy w Dunajowie, to dowiedziałam się o losie kobiet z rodziny Bednarzów, które - ufając zapewnieniom Ukraińców, że Polki mogą żyć spokojnie - nie opuściły Białego na wiosnę 1944 r. Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia banderowcy przyjechali wozami z obornikiem i zabrali ze sobą dwie kobiety - Antoninę Bednarz i Annę Bednarz (żonę Władysława) oraz dwie dziewczynki, Eugenię Bednarz (lat 15) i Zofię Bednarz (lat 9). Zawieźli je pod las, gdzie rzucili obornik pod cztery drzewa, a kobiety posadzili na oborniku i przydrutowali je do drzew. I tak je pozostawili. Kobiety krzyczały o pomoc, jednak nikt nie ośmielił się iść do nich, ani powiadomić milicję w mieście. Mróz i padający śnieg skrócił ich męki. Przez wiele dni zlatywały się tam wrony na żer oraz bezpańskie psy, gryząc i szarpiąc zwłoki. W Białym Ukraińcy zamordowali 270 osób.” (Genowefa Czajkowska; w: Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 161). We wsi Monasterczany pow. Nadwórna pod koniec 1944 roku banderowcy wyprowadzili na podwórze z mieszkania 84-letnią Polkę Eleonorę Szczepanik, i tam, po torturach, zamordowali ją. Jej zwłoki porąbali na kawałki, rozrzucili po podwórzu i wypuścili z chlewa świnie, które te kawałki zjadały. We wsi Rajskie pow. Lesko: „We wsi Rajskie w grudniu 1944 roku bojówkarze SB-OUN kazali Ukraince zamordować swojego męża Polaka, grożąc w przeciwnym wypadku zabiciem jej dwójki małych dzieci. Kobieta odmówiła wykonania tego. W szoku nerwowym rzuciła się na banderowców, ci natomiast zamordowali całą rodzinę – ją, jej męża Polaka, i dwójkę małych dzieci”.  

 W okolicach wsi Huta Stara pow. Kostopol oddział „Istriebitielnego Batalionu” ze Starej Huty napotkał widok: „maleńkie dzieci były nasadzone pupciami na sztachety, dwie młode dziewczyny miały obcięte piersi, jedna ze studni była wypełniona zwłokami”. We wsi Ilibna pow. Turka banderowcy spalili ponad 100 rodzin polskich. Czesław Majewski opowiada: „To była wieś Ilibna. To było więcej niż 100 rodzin. Oni przyszli, drewniane budynki benzyną oblali. To wszystko Polacy, spalili się. Ocalał tylko Marian Becowski.” (Czesław Majewski: Wszyscy w Turce wiedzą, że jestem Polakiem;

).  W okolicy miasta Kałusz, świadek Włodzimierz Bogucki: „W jednej z akcji trafiliśmy do osiedla w okolicy Kałusza. Ksiądz ukrzyżowany na drzwiach stodoły i haki z bron zamiast gwoździ. Gospodyni księdza pocięta, organista przepiłowany na pół, w krzakach rozerwane niemowlę... /.../ Często zarzuca się, że oddziały BCh i AK podobnie się zachowywały wobec Ukraińców. Jednak jakoś nigdzie nie trafiłem na jednoznaczne dowody. Ale pamiętam, że wracając z tej miejscowości pełnej ofiar znaleźliśmy minę, którą chcieliśmy wysadzić gospodarstwo krewnych Stefana Bandery. Dowódca zakazał, chyba że ktoś będzie do nas strzelał. Powiedział, że jesteśmy wojskiem, a nie bandą.” (Dariusz Chajewski: Wasze Kresy: Nie potrafimy zapomnieć rzezi wołyńskiej; w: http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?; 9 lipca 2013). We wsi Podhorce pow. Hrubieszów: „Teresa Pendyk przypomina o napadzie ukraińskiej bandy na rodzinę Dziubińskich. Po nim banderowcy uprowadzili ok. 13-letnią córkę Dziubińskich. Przetrzymywali ją w piwnicy w Podhorcach. Dziewczynka była bita i gwałcona. Zmarła” (http://roztocze.net/arch.php/22746_Ukrai?cy_wystawi?_rachunek_.html).

W woj. stanisławowskim: „Smarzowski starał się docierać do ludzi, którzy ślady ukraińskich zbrodni albo same zbrodnie widzieli na własne oczy. Film powstawał długo, trudno było dokręcić niektóre sceny ze względu na niedofinansowanie. We Wrocławiu mieliśmy zamknięte spotkanie Polskiego Związku Kresowian z aktorami i reżyserem, jego asystentami, na którym wspólnie obejrzeliśmy film. Na przykład scena, gdzie Ukraińcy zawiązują dzieci słomą i podpalają, tak zwana scena chochoła, wzięła się z doświadczeń moich krewnych – Gołaszy. Ukraińcy związali ich liną, obsypali słomą, podlali naftą i podpalili. Do dziś żyją ludzie, którzy identyfikowali ciała. I to jest świadectwo – dwa małżeństwa zostały spalone żywcem wraz z dziećmi. To nie był wymysł reżysera. To się wydarzyło naprawdę.” („Gdy zakopywano ich żywcem, ziemia jeszcze się ruszała”. Świadectwo p. Edwarda Bienia, rodem z Otynii k. Stanisławowa, honorowego przew. Stowarzyszenia Kresowian w Dzierżoniowie. Rozmawiał Kamil Rogólski; w: http://www.bibula.com/?p=104950 ; 2018-10-23). We wsi Ścianka pow. Drohobycz: Franciszka Guszpit: „W sąsiedniej wsi – Skinka po ukraińsku, a po polsku Ścianka, znajdował się polski folwark - zachowała w pamięci pani Franciszka. - Któregoś dnia napadli na niego nacjonaliści ukraińscy, zapędzili wszystkich mieszkańców do piwnicy, wlali tam benzynę i spalili żywcem. (Gazeta Brzeska, Nr 621; za: http://www.gazetabrzeska.eu/Archiwum/Numer/621 ). We wsi Zabiała pow. Lubaczów zamordowali 3 małe dziewczynki i nieznaną służącą: córkę szewca Janinę Witkowską lat 12, córkę zarządcy lasów Danutę Terenkowską lat 13 i córkę gajowego Kazimierę Kozicką lat 11.

3 stycznia 1945 r. we wsi Sufczyna koło Birczy pow. Przemyśl upowcy zamordowali w makabryczny sposób 4-osobową rodzinę polską nauczycieli o nazwisku Sugier: rodziców i 2 synów: „Ciała ojca Jana oraz syna Zbigniewa były w piwnicy. Matka Aniela oraz Mieczysław leżeli nadzy w upozorowanym kazirodczym akcie w jednym z pokojów. Drugiemu synowi obcięli przyrodzenie. Zbyszek zdążył owinąć sobie koszulę wokół krocza, była cała we krwi, musiał bardzo cierpieć zanim umarł - wspomina Anna Piwowarczyk, 92-letnia mieszkanka Birczy, która w młodości sąsiadowała z rodziną Sugierów.” (Grzegorz Piwowarczyk: Prawdziwa tragedia Birczy. W: https://kresy.pl/kresopedia/historia/prawdziwa-tragedia-birczy/ ;4 listopada 2018). 18 stycznia we wsi Tworylne pow. Lesko upowcy uprowadzili do lasu 4-osobową rodzinę Kucharzy pędząc ich boso po śniegu i tam zamordowali. Wcześniej ukrywali się oni u rodziny ukraińskiej Gałuszków. "Za ukrywanie Lachów" również Gałuszkowie (4 osoby) stracili życie. Uprowadzona 3-osobowa rodzina Maszczaków (matka z 2 dzieci) zaginęła bez wieści. 21 stycznia we wsi Pawłokoma pow. Brzozów upowcy uprowadzili 12 Polaków (w tym kobietę) oraz 1 Ukrainkę i ślad po nich zaginął, stało się to przyczyną późniejszej akcji odwetowej Polaków. 31 stycznia we wsi Zabojki pow. Tarnopol banderowcy uprowadzili ks. proboszcza Michała Karczewicza, który zaginął bez wieści.

Na początku stycznia 1945 roku we wsi Torskie pow. Zaleszczyki:upowcy zamordowali 27 Polaków i 3 Ukraińców. „Babcia znajdowała się w pozycji kucznej, miała wiele ran na ciele, pięć innych ciał leżało w różnych pozycjach, z wieloma ranami kłutymi na ciele, natomiast nasza mama była zupełnie naga, z odciętą piersią, bez uszu, z bagnetem w kroczu i wieloma ranami kłutymi i postrzałowymi na ciele” (Czesław Bednarski; w: Komański..., s. 889). W styczniu 1945 r. we wsi Bielowce pow. Borszczów Ukraińcy zamordowali jedyną mieszkającą tutaj rodzinę polską: rodziców z ich trójką dzieci. We wsi Myszków pow. Zaleszczyki upowcy zamordowali 12 Polaków i 1 Ukraińca; 30-letnią Apolonię Błaszczuk po torturach powiesili na kracie w oknie polskiej świetlicy, małżeństwo Czapowskich liczące po około 60 lat utopili w studni, 50-letniemu Piotrowi Kaszczyszynowi odcięli głowę i powiesili na kracie w oknie świetlicy. We wsi Zazdrość pow. Trembowla „partyzanci” z UPA uprowadzili z domów 3 Polki: Rozalię Podhajecką, Emilię Słowińską oraz Eugenię Wilk. Kobiety trzymali w piwnicy i gwałcili przez kilka dni, a następnie zamordowali. We wsi Żulin pow. Stryj banderowcy w bestialski sposób zamordowali 80-letnią Polkę o nazwisku Sopowicz, która jako jedyna z Polaków pozostała we wsi w swoim domu.   

7 lutego 1945 r. we wsi Kociubińce pow. Kopyczyńce zamordowali 8 Polaków i 2 Ukraińców. Ksiądz Jan Walniczek był torturowany przez pięć godzin: zdzierali mu skórę, rany zalewali atramentem, oblewali wrzącą wodą, wreszcie przywiązali go do ściany i rzucali w niego nożami. Małżeństwo Waleria i Władysław Monasterscy, oboje po 20 lat, było torturowane: wydłubali im oczy, ucięli języki i tak okaleczonych przywiązali do płotu, gdzie w męczarniach konali. W nocy z 19 na 20 lutego we wsi Werbka pow. Buczacz upowcy zaprowadzili ujętych Polaków do stodoły, powiązali ich i  stodołę podpalili; żywcem spłonęło 20 Polaków. 28 lutego we wsi Nowosiółki-Bekerów pow. Podhajce napadli na plebanię i zamordowali ks. proboszcza Mariana Dziamarskiego, jego siostrę, gosposię i kobietę ze Lwowa, która korzystała z noclegu na plebanii. Ciało księdza wrzucono do pobliskiego stawu, w którym po pewnym czasie wypłynął na powierzchnię. Był związany drutem  kolczastym. Przed śmiercią na piersiach wypalono mu krzyż, wyrwano paznokcie i język, wydłubano oczy. W lutym 1945 r. we wsi Nakwasza pow. Brody „ukraińscy partyzanci” przecięli piłą stolarską 60-letnią Rozalię Wróblewską. Mordując ją śmieli się: „Pomału riż, bo hołośno kryczyt”.

5 marca 1945 r. we wsi Dobraczyn pow. Sokal upowcy zamordowali 3 Polaków, w tym o. Stanisława Muchę. 7 marca w miasteczku Niżniów pow. Tłumacz zamordowali nieznaną liczbę ludności polskiej, w tym 3 siostry zakonne: s. Franciszkę Kosiorowską oraz s. Leokadię – Józefitkę, które oblali benzyną  i podpalili -  zakonnice spłonęły jako żywe pochodnie - oraz zastrzelili s. Annę Teresę Skałecką.  Klasztor sióstr niepokalanek, jak również kościół parafialny, został zburzony. Dziś po nim nie ma prawie śladu, zachował się jedynie zdewastowany grobowiec sióstr. 18 marca we wsi Dragonówka pow. Tarnopol banderowcy w mundurach NKWD wymordowali 7 Polaków z 2 rodzin Domarackich (2 matki i 5 dzieci), w tym: małe dziecko utopili w cebrzyku z pomyjami oraz uprowadzili 14-letnią córkę, która zaginęła bez wieści. 20 marca we wsi Zazdrość pow. Trembowla upowcy zamordowali 30 Polaków.  IPN Wrocław S 6/02/Zi – śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na terenie pow. Trembowla, woj. tarnopolskie, w latach 1939–1945. w tym w Starej i Nowej Zazdrości w dniu 20 marca 1945 r. − 30 osób powiązanych kolczastym drutem i spalonych w niezamieszkanym domu.

We wsi Ihrowica pow. Tarnopol upowcy zamordowali Katarzynę Biskupską, lat 38 (jej mąż poległ na wojnie w 1939 roku), jej syna Józefa lat 13 i córkę Stanisławę, lat 7. „Katarzynę z dwojgiem dzieci znaleziono w leju po bombie na górze za jej domem. Cała trójka była powiązana sznurami. Z całej rodziny ocalała tylko 16 letnia Hanka, która w tym czasie była na służbie w Tarnopolu. Do Ihrowicy po śmierci matki, siostry i brata nie mogła już wrócić. Śmierć Katarzyny z dziećmi odbiła się głośnym echem po okolicy. Znana stała się także awantura między dwoma Ukrainkami o łupy po śp. Katarzynie. W pewną niedzielę po wyjściu z cerkwi w obecności wielu ludzi o mało nie doszło do rękoczynów. Poszło o szal śp. Katarzyny zrabowany po jej śmierci. Obie kobiety uważały, że mają prawo do tej zdobyczy i usiłowały sobie szal na siłę wydrzeć. Padały wyzwiska, złorzeczenia i przekleństwa. Awantura o szal spowodowała wśród Ukraińców dyskusję o rabunku polskich dóbr. Zdania były podzielone. Jedni twierdzili, że to grzech, inni go usprawiedliwiali.” (Jan Białowąs: Wspomnienie z Ihrowicy na Podolu, 1997)

We wsi Lelechowka pow. Gródek Jagielloński podczas nocnego napadu banderowcy zamordowali po torturach 24 Polaków, w tym dwie rodziny Holiczków, z których Tomasza z córką Emilią uprowadzili do lasu i ślad po nich zaginął. Innego dnia uprowadzili z drogi z wozem i końmi żonę Tomasza Holiczka, która także zaginęła bez wieści. We wsi Leszczańce pow. Buczacz upowcy zamordowali 22 Polaków, głownie kobiety i dzieci. Zwłoki 15-letniej Genowefy Gil znaleziono dopiero 3 maja nad brzegiem rzeki Strypa, natomiast uprowadzonej 17-letniej jej siostry Heleny Gil nie odnaleziono. We wsi Skomorochy pow. Tarnopol Ukraińcy zarąbali siekierą Emilię Kwaśnicką lat 48 oraz uprowadzili jej córkę Adelę lat 17, po której ślad zaginął. We wsi Stawki Chartanowieckie pow. Zaleszczyki Skóra i jego 17-letni syn zostali zakatowani przez banderowców na śmierć. Ojcu kazali tańczyć w rytm melodii ukraińskiej puszczanej z gramofonu, w trakcie czego bili go nahajkami, kolbami karabinów, kijami i rękojeściami rewolwerów, kopali go, połamali ręce i nogi, rozbili głowę, zmasakrowali twarz. Wywlekli go martwego na podwórze. „W tym samym czasie, inna grupa banderowców, znęcała się nad jego synem. Bili go pałkami, widłami, orczykami, a jeden z oprawców szpadlem. Trwało to dość długo. Chłopiec ciągle dawał znaki życia. Zmęczeni tym biciem oprawcy przestali. Wtedy ten ze szpadlem zadał ofierze kilka ciosów szpadlem po głowie i karku aż chłopiec znieruchomiał. Chwilę po rozprawieniu się z ofiarami, kilku banderowców przyprowadziło na podwórze rozebraną do naga kobietę. Widziałam ją przez okno. Stała z ułożonymi wokół piersi dłońmi, trzymając swoją odzież i próbowała się nią zasłonić. Jeden z bandytów podszedł do niej i zaczął ją bić pięściami, drugi uderzył ją parę razy orczykiem. Po pobiciu, oprawcy wyprowadzili ją w pole i tam zamordowali. Któryś z nich ściął jej głowę szablą i po wejściu do izby meldował „Chmielowi”, że po ścięciu głowy kobieta zrobiła jeszcze parę kroków i upadła. Zwłoki kobiety obłożono słomą i spalono”. (Aniela Lorencik z d. Grabowiecka; w: Komański..., s. 903). 

Powyższy, znacznie skrócony wybór ukraińskich zbrodni zupełnie neguje tezę Huka, że „od połowy 1944 r. do marca 1945 r.” społeczność polską „w zasadzie nie dotknęło istotne uszczuplenie ilościowego i materialnego stanu posiadania spowodowane działaniami UPA.” Oczywistym kłamstwem jest także twierdzenie, że „w latach 1944–1947 w Bieszczadach, na Łemkowszczyźnie, Nadsaniu i na Chełmszczyźnie UPA nie dokonała na Polakach ani ludobójstwa, ani czystki etnicznej, ani tzw. akcji antypolskiej.”

 

Huk pisze: „W Rzeczypospolitej na terenach aktywności UPA Polacy stanowili odrębne zagadnienie taktyczne i strategiczne, którego pozytywnemu rozwiązaniu UHWR poświęcała maksymalnie wiele uwagi. Nigdy nie doszło tu do zabijania Polaków, jak głosi esencjalistyczno-nacjonalistyczna formuła historyków polskich, „tylko za to, że byli Polakami”. Być Polakiem – nie stanowiło powodu, aby zostać zabitym przez UPA. OUN-NP nigdy i nigdzie nie zakładała ani nie przeprowadzała etnocydu lub czystki etnicznej na Polakach. Gdyby tak było, to od lata 1944 r. do lata 1947 r. UPA miała dość czasu, aby na Wołyniu czy w Bieszczadach nie pozostał po nich ślad.” (s. 266 – 267)

I rzeczywiście, na Wołyniu w wyniku ludobójstwa praktycznie po Polakach „nie pozostał ślad”, poza kilkoma pomnikami i cmentarzami. To ludobójstwo w samostijnej Ukrainie kontynuowane jest zarówno poprzez negowanie ludobójstwa, jak też poprzez zakaz ekshumacji i postawienia krzyży na mogiłach pomordowanych Polaków. W Bieszczadach, aby „nie pozostał po nich ślad” nie pozwoliła dopiero operacja „Wisła”.  

 

„Do utworzonego w 1945 r. Kraju Zakerzońskiego kierownictwo OUN-NP skierowało swe najlepsze kadry w celu osiągnięcia trwałego porozumienia z polskim podziemiem i społeczeństwem.” (s. 267 – 268)

6 kwietnia 1944 roku Myrosław Onyszkewycz „Orest”: „Rozkazuję Wam niezwłoczne przeprowadzenie czystki swojego rejonu z elementu polskiego oraz agentów ukraińsko-bolszewickich. Czystkę należy przeprowadzić w stanicach słabo zaludnionych przez Polaków. W tym celu stworzyć przy rejonie bojówkę, złożoną z naszych członków, której zadaniem byłaby likwidacja wyżej wymienionych. Większe nasze stanice będą oczyszczone z tego elementu przez nasze oddziały wojackie nawet w biały dzień. /.../ Oczyszczenie terenu musi być zakończone jeszcze przed naszą Wielkanocą, żebyśmy świętowali ją już bez Polaków. /.../ Wydobyć broń. Śmierć Polakom. Postój, 6 kwietnia 1944 roku. Sława herojom! Orest, Karat (-)” Rozkaz ten znajduje się w aktach śledztwa przeciwko Myrosławowi Onyszkewyczowi.   „10 lipca 1944 r. dowódca UPA w Galicji Wschodniej Wasyl Sydor „Szelest”, wydał rozkaz, w którym zalecił „ciągle uderzać w Polaków aż do wyniszczenia ich do ostatniego z tych ziem” /.../  Kierownictwo ruchu banderowskiego uznało, iż jest możliwe zarówno dokonanie czystki, jak i wygranie całej sprawy propagandowo. Dlatego z jednej strony bezwzględnie dalej realizowano politykę faktów dokonanych, a z drugiej zawczasu przygotowywano strategie propagandowe, mające nie tylko usprawiedliwić ukraińskie poczynania, ale wręcz odpowiedzialność za nie przerzucić na stronę polską.” ( Motyka Grzegorz: Ukraińska partyzantka 1942 – 1960; Warszawa 2006, s. 378, 380). Sowieci i Niemcy realizowali plany wymordowania polskich elit, Ukraińcy plan „całkowitej fizycznej likwidacji ludności polskiej”.  W kwietniu 1945 roku w „Zakierzońskim Kraju” zorganizowano Krajowy Prowid OUN. Funkcję prowidnyka powierzono Jarosławowi Staruchowi ps. „Stiah”, zaś jego zastępcą, a jednocześnie szefem propagandy, został Wasyl Halasa, ps. „Orłan”. Referentem służby bezpieczeństwa został Petro Fedoriwa, ps. „Dalnycz”, natomiast stanowisko referenta wojskowego i naczelnego dowódcy UPA w Polsce objął Mirosław Onyszkiewicz, ps. „Orest”. Wiadomo, jak zadanie to realizowały „najlepsze kadry OUN” przy pomocy takich „negocjatorów” jak:  Zalizniak , „Szum”, „Kałynowycz” , „Ren”, „Bir”, „Chrin”, „Stach”, „Brodycz”, „Bajda”, „Burłaka”, „Łastiwka”, „Hromenka”, „Kryłacz”, „Lis”, „Smyrny”,   „Myron” , „Karmeluk”. W efekcie „osiągania przez nich trwałego porozumienia” w „Kraju Zakerzońskim”,czyli na  ziemiach dzisiejszej Polski zginęło około 18 tysięcy Polaków (w większości osób cywilnych, głownie kobiet i dzieci) oraz około 4 tysięcy Ukraińców (tym około 2,5 tysiąca członków OUN-UPA podczas toczonych walk). „W akcjach odwetowych” (w tym dokonanych przez WP) rozstrzelanych zostało nie więcej niż 1,5 tysiąca Ukraińców, i to prawie wyłącznie mężczyzn, o których „niewinności” można mieć co najmniej wątpliwość.

„Partnerzy polscy z podziemia antykomunistycznego rozumieli strategię akcji UPA jako nieskierowanych przeciw polskiej ludności cywilnej i wiosną 1945 r. zawarli serię porozumień lokalnych z partyzantką ukraińską. Miały one twardą podstawę w linii politycznej ukraińskiego ruchu oporu.”  (s. 268)

Którzy to polscy partnerzy „rozumieli strategię akcji UPA jako nieskierowanych przeciw polskiej ludności cywilnej”? Nie pada ani jedno nazwisko – więc może wszyscy? Ale nigdzie tego nie wyjawili – czyżby w głębokiej tajemnicy tylko B. Hukowi? A może nie twierdzili, ale Huk wie, że tak „rozumieli”. Bo na takich tezach bazuje jego „historiografia rozumiejąca”, o której pisał już wcześniej.

29 kwietnia 1945 r. w Siedliskach (pow. Brzozów) dowództwo oddziałów poakowskich oraz UPA na Rzeszowszczyźnie zawarło porozumienie o zaprzestaniu akcji zbrojnych przeciwko sobie. Wstępny protokół został podpisany we wsi Siedliska przez rejonowego prowidnyka OUN "Borysa" i kpt. AK-DSZ, Serba z pochodzenia, "Drażę" (Dragana  Sotirovicia). Poniżej przykłady, jak to porozumienie przestrzegała UPA.

1 maja 1945 roku we wsi Dobra Rustykalna pow. Sanok miejscowi banderowcy zamordowali 10 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę Karczyńskich, oraz 3 kobiety i mężczyznę powiesili. „1 V 1945  został powieszony wraz z żoną gajowy Józef Niesiewicz w czasie zbiorowego mordu dokonanego przez UPA”  (Edward Orłowski, w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/17558056/martyrologium+le%C5%9Bni%C3%B3w+2013.pdf ). Tego dnia we wsi Ujkowce pow. Przemyśl upowcy zamordowali Marię Lewicką. 2 maja we wsi Kupna pow. Przemyśl Ukraińcy zamordowali Teodora Półkowskiego, lat 24. 3 maja we wsi Monasterz pow. Jarosław upowcy zamordowali Marię Lichołat. We wsi Radróż pow. Rawa Ruska miejscowi Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: małżeństwo. „Gdy w 1945 roku przeszły przez nasze okolice wojska sowieckie, wypędzając Niemców i pozbawiając banderowców swobodnych działań, zaczęli wracać zza Sanu Polacy do swoich gospodarstw. W wielu przypadkach nie było już do czego wracać, bo wszystko było spalone i zrabowane. Dlatego też szukano mieszkań na przykład w Horyńcu, skąd dojeżdżano do swoich pól w Radrużu, gdzie siano zborze i sadzono ziemniaki, by potem nie głodować. Niestety upowcy poukrywali się w lasach i dalej kontynuowali swoją terrorystyczną działalność, chcąc dalej zabijać Polaków. Franciszek Zelik z żoną Anną i trójką dzieci mieszkali wtedy tymczasowo w budynku starej leśniczówki za teatrem dworskim. W dzień jeździli na swoje pola w Radrużu, jak wielu innych, co powrócili, a na noc wracali i spali w Horyńcu. 3 maja 1945 roku upowcy zaczaili się w lesie Dębisko, między Horyńcem a Radrużem pod wieczór i czekali. Wracał akurat z pola Franciszek z żoną Anną, z zasadzki wyskoczyli napastnicy i zastrzelili ich. Odnalazł ich ciała dopiero na drugi dzień brat Franciszka. Położył ich w zrujnowanym budynku Teatru Dworskiego, gdzie schodzili się na modły żałobne horyńczanie. Pochowano ich na cmentarzu w Horyńcu. Oprócz wyżej wymienionych zginęli też w Radrużu: Michał Majdan, Antoni Hejnowicz, Jan Buczko, Michał Bodnar, Jan Jakimiec, dwóch Ukraińców: Tadeusz Jacyna i Grzegorz Taraban.” (http://zlubaczowa.pl/index.php/news/wydarzenia/2084-w-radruzu-uczcza-pamiec-mieszkancow-pomordowanych-przez-upa ). 9 maja we wsi Basznia Dolna pow. Lubaczów upowcy zamordowali 3 Polaków, w tym 2 siostry, Katarzynę Czerwonkę lat 17 i Marię Czerwonkę lat 25 zamordowała należąca do tej bandy „powstańców” Ukrainka o nazwisku Wołk (Wilk), córka kierownika szkoły z Czerwinek. We wsi Czerwona Woda pow. Jarosław Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym kobietę. We wsi Olszanica pow. Lesko upowcy zamordowali 9 Polaków. 10 maja we wsi Brzeżawa koło Birczy pow. Przemyśl upowcy spalili większość gospodarstw polskich i zamordowali 18 Polaków. We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów podczas napadu miejscowej sotni na posterunek milicji zagrabiła ona znacznej części bydła i zamordowała 5 nieznanych cywilów oraz Piotra Kornagę lat 2. We wsi Hoczew pow. Lesko zamordowali Antoniego Herbetko.  We wsi Jędrzejówka pow. Lubaczów zamordowali 2 Polaków. 12 maja we wsi Wołkowyja pow. Lesko Ukraińcy zamordowali Józefa Krawczyka. 15 maja we wsi Barycz pow. Przemyśl zamordowali Marcina Szpitala, lat 64. We wsi Dłużniów pow. Hrubieszów upowcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską Daniela Kisiela z 4 małoletnich dzieci oraz Ukrainkę Julię Żuk, lat 30, gdyż była przeciwna mordowaniu sąsiadów. We wsi Kobylica Ruska pow. Lubaczów został uprowadzony i zamordowany przez UPA gajowy Filip Bronhardt (Brunhardt), pochowany na cmentarzu w Wielkich Oczach 15 V 1945 roku. We wsi Liwcze pow. Hrubieszów upowcy zamordowali 8 Polaków z 2 rodzin: ojca z 2 małych dzieci oraz małżeństwo z 2 dzieci i dziadkiem. 16 maja we wsi Dziurdziów pow. Lesko zamordowali Józefa Świątka. We wsi Jawornik pow. Sanok Ukraińcy z SKW zamordowali Stefana Pińczaka, sołtysa. W kol. Sahryń pow. Hrubieszów zamordowali 5 Polaków pracujących na polu, wysiedleńców z Wołynia. 17 maja we wsi Lewków pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 2 polskich chłopców, lat 11 i 12. We wsi Leszczowate pow. Lesko uprowadzili z drogi Leszczowate – Ropienka ojca z córką. We wsi Oborowiec pow. Hrubieszów: „Nacjonaliści ukraińscy napadli na wieś i zabili ok. 10 osób NN.” We wsi Ropienka pow. Lesko upowcy zamordowali 2 Polaków. W nocy z 17 na 18 maja we wsi Horodyszcze pow. Hrubieszów: „w czasie napadu UPA zostali zam.: Adamus Maria i Mikołaj oraz Wojtiuk Maria i Anna.” 18 maja we wsi Brodzica pow. Hrubieszów upowcy z sotni „Jahody” obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali co najmniej 45 Polaków. „Tego dnia rozstrzelano lub zabito przy użyciu bagnetów bądź innych ostrych narzędzi co najmniej 45 osób spośród ludności cywilnej tej miejscowości. Wtedy śmierć poniósł polski sołtys wsi Maksym W. oraz dziewczynka o nazwisku S. Następnie napastnicy podpalili zabudowania mieszkalne i gospodarcze we wsi w której ukrywała się polska ludność cywilna”. (IPN Lublin, S. 61/08/Zi ). We wsi Koziejówka pow. Lubaczów upowcy zamordowali 6 Polaków. W miasteczku Lubaczów woj. rzeszowskie zamordowali Stanisława Józefczyka, lat 25. We wsiach Radków, Lachowice, Rzepin i Posadów pow. Tomaszów Lubelski: 1-34. 18.05.1945 r. Ludzie z tych wsi w liczbie 34 osoby obsiewali pola i zostali zaatakowani i wymordowani przez oddział 50 nacjonalistów ukraińskich. Stosowano bestialskie tortury. Według innych danych ludzi obsiewających było 60 osób.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). We wsi Serednica pow. Lesko UPA powiesiła gospodarza Władysława Brelika. 19 maja we wsi Polańczyk pow. Lesko upowcy zamordowali Teodora Makara. We wsi Studenne pow. Lesko zamordowali 3 Polaków. We wsi Zahutyń pow. Sanok miejscowi Ukraińcy zamordowali Józefę Szczudlik. We wsi Szówsko pow. Jarosław banderowcy  zamordowali 20-letniego Józefa Zagrobelnego.  

W dniu 21 V 1945 r. podpisano porozumienie między inspektorem Rejonowym Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj kpt.  Marianem Gołębiewskim  i delegacją nacjonalistów ukraińskich na czele z J. Łopatynskim ps. Szejk w przysiółku Żar wsi Lubliniec Nowy (gm. Cieszanów, pow. Lubaczów). Porozumienie to nie znalazło poparcia we władzach centralnych DSZ - komendant Obszaru Centralnego DSZ, Jan Mazurkiewicz „Radosław”, zabronił prowadzenia dalszych rozmów.  Poniżej przykłady, jak to porozumienie przestrzegała UPA.

22 maja we wsi Posadów pow. Tomaszów Lubelski upowcy zamordowali Wasyla Badyła i Stefana Świdra. We wsi Radków  pow. Tomaszów Lubelski sotnia „Żeleźniaka” zamordowała 7 osób: Anielę Buczek, rodzinę Kontkiewiczów i Nowaków. We wsi Rzeplin pow. Tomaszów Lubelski 19 i 22 maja upowcy zamordowali co najmniej 16 Polaków. W nocy z 23 na 24 maja we wsi Leszczawa Górna pow. Przemyśl upowcy obrabowali i spalili 17 gospodarstw polskich oraz zamordowali 7 Polaków. 24 maja we wsi Manasterz pow. Jarosław zamordowali Józefa Polaka. 25 maja  w lesie we wsi Młyny pow. Jaworów zamordowali 4 Polaków, w tym dziewczynę. We wsi Rudawka pow. Przemyśl zamordowali 9 Polaków oraz zrabowali ich mienie. We wsi Wielkie Oczy pow. Lubaczów zamordowali 2 Polaków.  We wsi Wola Krzywiecka pow. Przemyśl zamordowali Stanisława Kwaśnego, lat 29. 26 maja we wsi Bóbrka pow. Lesko  powiesili Stefana Derenia. We wsi Leszczawka koło Kuźminy pow. Dobromil uprowadzili Tomasza Strawńskiego, który zaginął bez wieści.  We wsi Manasterz pow. Jarosław zamordowali Michała Lichalota. 27 maja w miasteczku  Waręż pow. Hrubieszów sotnia „Berkuta” zdobyła posterunek MO. Zginęło 6 milicjantów i 7 osób cywilnych. W nocy z 27 na 28 maja we wsi Tyrawa Wołoska pow. Sanok upowcy obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 5 Polaków. 28 maja we wsi Siedliska pow. Rawa Ruska upowcy zamordowali 4 Polaków, w tym sołtysa i 2 milicjantów. 29 maja we wsi Trzciniec pow. Dobromil Lubieński Antoni - torturowany i uprowadzony do lasu zaginął. W czasie ujęcia przewoził korespondencję z Wojtkowej. W maju 1945 roku we wsi Bachów pow. Przemyśl banderowcy zamordowali 5 Polaków, w tym kobietę. We wsi Basznia Dolna pow. Lubaczów spalili ponad połowę wsi, zniszczyli wnętrze kościoła i zamordowali 11 Polaków. We wsi Bóbrka pow. Lesko zamordowali Władysława Tokarskiego. W Nadleśnictwie Krasiczyn pow. Przemyśl został zamordowany gajowy Stanisław Polański. We wsi Maćkowice pow. Przemyśl miejscowi Ukraińcy zamordowali Marię Sochę. We wsi Malawa koło Birczy pow. Przemyśl upowcy spalili część gospodarstw polskich i zamordowali 8 Polaków. We wsi Małkowice pow. Przemyśl zamordowali 1 Polkę. We wsi Miętkie pow. Hrubieszów został zam. Szumarek Józef l. ok. 50. Koło wsi Modryniec pow. Hrubieszów na drodze upowcy zamordowali 2 Polaków. We wsi Olszanica pow. Sanok zamordowali 2 Polaków. We wsi Radków pow. Tomaszów Lubelski zamordowali 7 Polaków. W Nadleśnictwie Szówsko pow. Jarosław został zamordowany przez UPA  Pamer Józef maszynista tartaku. We wsi Ulucz pow. Brzozów: „W nocy uprowadzona została Emilia Wiśniowska (Polka) wraz z córką i synem, której mąż (Ukrainiec) przebywał w tym czasie na przymusowych robotach w Niemczech. Czym naraziła się Ukraińcom, tego nikt nie wie. Tych troje skazańców prowadzono ścieżką przez Krajniki do lasu. Mieszkańcy Krajników słyszeli głośny lament Emilii Wiśniowskiej. Płacz ten musiał również słyszeć Wasyl Czarniecki. Jego dom był na trasie ścieżki, którą prowadzono na śmierć tych troje nieszczęśników. Jednak w obszernych relacjach na stronach internetowych o Uluczu nic o tym nie wspomina. Nie wspomina też nic o dziesięcioletniej dziewczynce, córce Polki Wiktorii Urban, którą kobiety uluckie zasiekały motykami na polach Ulucza.” (Bronisław Zielecki: Moje życie czyli Historia Polaka z Ulucza. Warszawa 2014 r.; w:  http://docplayer.pl/24841458-Bronislaw-zielecki-moje-zycie-czyli-historia-polaka-z-ulucza-warszawa-2014-r.html#show_full_text ). 2 czerwca we wsi Iskań pow. Przemyśl SB OUN w bestialski sposób zamordowała rodzinę nauczycieli: Polaka, jego żonę Ukrainkę (Marię i Michała Marczaków), jej matkę (teściową Polaka) powiesili głową do dołu „za zdradę narodu ukraińskiego”; ponadto zamordowali jeszcze 1 Polaka; łącznie 2 Polaków i 2 Ukrainki; prawdopodobnie mordu dokonali synowie księdza unickiego Michajło Huka. 4 czerwca we wsi Cieszanów pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Juliana Szajowskiego lat 45. 5 czerwca we wsi Dobra pow. Jarosław zamordowali Annę Nakonieczną, ur. 18.05.1927 r. We wsi Poraż pow. Sanok został zamordowany przez UPA gajowy Wojciech Solon. We wsi Turżańsk pow. Sanok po wcześniejszym ograbieniu domostwa został  powieszony przez bojówkę UPA gajowy Mikołaj Pieczko. 6 czerwca w pobliżu miasta Przemyśl woj. rzeszowskie banderowcy zamordowali 3 chłopców polskich: dwóch 16-letnich i 17-letniego. Byli to: Baryk Zbigniew ur. 15 III 1929, Otwinowski Jerzy ur. 7 IV 1929, Pieron Zbigniew ur. 17 VII 1929. 7 czerwca we wsi Hoczew pow. Lesko na cmentarzu znajduje się grób Wojciecha Jantasa lat 43 i Jana Jantasa ur. 7.06.1931 r. zamordowanych 7 czerwca 1945 roku przez bandy UPA. W tym dniu Jan Jantas kończył 14 lat. 10 czerwca w kol. Staszic pow. Hrubieszów upowcy zamordowali 47 Polaków. 11 czerwca we wsi Duńkowiczki pow. Przemyśl miejscowi Ukraińcy zamordowali Katarzynę Wilczek. We wsi Ruska Wieś pow. Przemyśl upowcy zamordowali Antoniego Kurasza. 13 czerwca we wsi Futory pow. Lubaczów zamordowali Jana Kozieja. 16 czerwca we wsi Hurko pow. Przemyśl został zamordowany przez banderowców Jan Matylak. 18 czerwca we wsi Cewków - Buda Czerniakowa  pow. Lubaczów upowcy zamordowali 4 Polaków, w tym 3 kobiety, lat 23, 26 (ich ciał nie odnaleziono) oraz lat 30. We wsi Polchowa pow. Przemyśl zabili 2 Polki. (APP sygn. 80. Meldunek MO w Przemyślu z 19 VI 1945 r., k. 17). We wsi Ruska Wieś pow. Przemyśl zamordowali 2 Polki, które powracały z Tarnawki. 19 czerwca na drodze z miasteczka Bircza do Przemyśla upowcy uprowadzili i zamordowali Katarzynę Szelewę, matkę 6-ga dzieci. We wsi Zawój pow. Lesko zamordowali Jana Szczerbę, gajowego. 20 czerwca we wsi Batycze pow. Przemyśl uprowadzili i zamordowali 3 Polaków: Annę i Jakuba Grendusa oraz Zofię Milczanowską ur. 22.05.1923 r.  We wsi Stężyca pow. Lesko zamordowali furmana Michała Werbowicza. 21 czerwca we wsi Mokre pow. Sanok zastrzelili Adama Chotyniewskiego. We wsi Wola Michowa pow. Sanok zamordowali Stefana Dundę. 22 czerwca we wsi Babica nad Sanem pow. Przemyśl zamordowali 3 Polaków. W leśnictwie Duszatyn pow. Sanok został uprowadzony z domu 22 VI 1945 r. przez UPA i po torturach powieszony w lesie blisko drogi Duszatyn - Prełuki gajowy Filip Prokop zw. „Procio”, jego ciało odnaleziono 16 lipca 1945 r.  Niedługo śmierć poniósł także syn Wasyl za złamanie zakazu i pochowanie ojca na cmentarzu w Duszatyniu. 24 czerwca we wsi Hłomcza pow. Sanok upowcy uprowadzili i zamordowali Piotra Stróżewskiego, lat 44, a w walce obok wsi poległo 2 żołnierzy WP. We wsi Mrzygłód pow. Sanok zamordowali rolnika Piotra Stróżowskego. 26 czerwca we wsi Dobra Szlachecka pow. Sanok zamordowali Piotra Stażnickiego. 29 czerwca we wsi Dobra Szlachecka pow. Sanok miejscowi Ukraińcy zamordowali rolnika Mikołaja Stalowego.  W czerwcu 1945 r. w  miasteczku Baligród pow. Lesko Ukraińcy zamordowali Stanisława Leszkiewicza. Z drogi Bircza – Przemyśl woj. rzeszowskie upowcy uprowadzili do lasu i zamordowali Władysława Pasławskiego. We wsi Folwarki pow. Rawa Ruska został zamordowany uprowadzony przez UPA Gustaw Bęben, ur. 12.10.1923 r. We wsi Łukawiec pow. Lubaczów zamordowali Jana Bocko ur. 1894 r. i Stanisława Bocko ur. 1925 r. We wsi Piskorowice pow. Jarosław zamordowali 3 Polaków. We wsi Przemysłów pow. Sokal zamordowali 5-osobową rodzinę Majewskich z 3 dzieci. We wsi Staje pow. Rawa Ruska zatrzymali i zamordowali w lesie 21-letniego Piotra Górnickiego wracającego z przymusowych robót w Niemczech. We wsi Ulucz pow. Brzozów „W czerwcu 1945 r. powiesili Uluczanie Polkę, Marię Michaliczko o przydomku Kominiarka i jej dwie małe córeczki. Kilka dni później, w przysiółku dobrzańskim Za lasem, tuż obok Ulucza została powieszona Wanda Krowiak (Polka)”. (Bronisław Zielecki: Moje życie czyli Historia Polaka z Ulucza. Warszawa 2014 r.; w:  http://docplayer.pl/24841458-Bronislaw-zielecki-moje-zycie-czyli-historia-polaka-z-ulucza-warszawa-2014-r.html#show_full_text ).

 

„Zatem w powojennej Rzeczypospolitej Polskiej UPA miała nie powstać właśnie ze względu na pragnienie UHWR, aby uniknąć konfliktu z państwem i narodem polskim. Wysoką cenę za tę strategię zapłacili Ukraińcy z Pawłokomy, Piskorowic i dziesiątek innych wsi. Dopiero po serii mordów, dokonanych przez oddziały polskie na ukraińskiej ludności cywilnej wiosną i latem 1945 r., zaczęło się powolne organizowanie UPA w państwie polskim. Najprawdopodobniej, gdyby nie prowokacja polskich komunistów, którą były wojskowe metody deportacyjnej eliminacji Ukraińców, UPA w państwie polskim nigdy by nie powstała, a OUN-NP byłaby raczej misją zagraniczną UHWR, niż politycznym przywództwem walczącej formacji zbrojnej.”  (s. 269)

Zgodnie z cytowanymi wyżej rozkazami „Oresta” i „Szelesta” UPA conajmniej do lata 1945 roku była w Polsce „misją zagranicznej UHWR”, czyli faktycznie OUN. Jak można nazwać artykułowanie wniosków całkowicie odmiennych od faktów i rzeczywistości?  Historiograficzny oksymoron?

 

„Natomiast UHWR i UPA od razu jednoznacznie zdiagnozowały, przeciw komu walczą: nie przeciw Polakom i niepodległej Polsce, a przeciw rządowi polskich komunistów. Dzięki temu określiły się zarazem jako sojusznicy Polaków w walce z komunizmem.” (s. 269 – 270)

UPA przybyła więc do Polski z misją pokojową, a polscy „koloniści” z Chełmszczyzny i Bieszczad zaczęli mordować im żony i dzieci w Galicji, musieli więc bronić ich na Zakerzonii.  A UPA walczyła z rządem polskich komunistów poprzez liczne wstępowanie do PPR, MO i UB! O czym Huk pisał wcześniej.

 

„W 1945 r. w Rzeczypospolitej Polskiej w sytuacji beznadziei i odczłowieczania przez państwo polskie wybuchło ukraińskie powstanie, a nie rewolta antypaństwowa. Ukraińska „armia”, nieposiadająca ani jednego czołgu i samolotu, nie była zdolna zagrozić winowajcy – państwu. W ograniczonej skali i w ściśle określonych miejscowościach mogła jedynie na pewien czas destabilizować sytuację jego administracji. UPA nie miała też sił, by obronić ukraińską ludność cywilną. Ruch oporu częściowo zmobilizował Ukraińców do przeciwstawienia się komunistom, ale nie miał środków do efektywnej walki z państwem polskim i stojącym za nim ZSRR”. (s. 270)

Rzeczywiście, była to głupota przywódców OUN i UPA. Ale wynikała ona ze ślepej realizacji założeń doktryny nacjonalizmu ukraińskiego przesączonej nienawiścią do Polski i Polaków, której ofiary w realiach lat 1944 – 1947 były także po stronie ukraińskiej. Nic nie da pokrętne usprawiedliwianie banderyzmu.

 

„Wyjściem” z sytuacji bez wyjścia było – propagandowe i usprawiedliwiające krach strategii UHWR – oczekiwanie na III wojnę światową.” (s. 270)

Polskie podziemie też na nią liczyło i oczekiwało, że przywróci ona do Polski Kresy z jej historycznym miastem Lwowem. USA i Anglia oddałyby Ukrainie, czyli sojusznikowi faszystowskiej III Rzeszy, Przemyśl i Chełm? Takie kalkulacje są szczytem nawet nie naiwności, ale zwykłej głupoty.

 

„Ukraiński ruch oporu – jako praktyka społeczna, zespół norm, postaw oraz zachowań – obejmował w latach 1944–1947 wszystkich Ukraińców, którzy nie chcieli podporządkować się zagrażającym ich życiu decyzjom rządu polskiego. To nie były tylko OUN-NP czy UPA.” (s. 270)

Byli to także „zwykli ukraińscy chłopi” z SKW biorący udział w mordowaniu swoich sąsiadów Polaków. Ten „zespół norm, postaw oraz zachowań” ukraińskiego „ruchu oporu”, to Dekalog ukraińskiego nacjonalisty.

 

„Jednak jedyną ukraińską praktyką publiczną, na którą wyrażał zgodę rząd RP, była ucieczka do ZSRR przed terrorem Wojska Polskiego i bandyckich oddziałów polskich. W tej sytuacji wiosną 1945 r. UHWR została zmuszona do zapoczątkowania procesów legitymizujących istnienie i działalność podziemnej administracji ounowskiej na terenie od Podlasia po zachodnie krańce Łemkowszczyzny.” (s. 270)

Jakie to były „bandyckie oddziały polskie”? Przecież Ukraińcy nie chcieli uciekać do ZSRR, niewielu dobrowolnie wyjechało w ramach wzajemnych przesiedleń ludności polskiej i ukraińskiej. Zostało też ich Polsce ponad sto tysięcy. A co z porozumieniami polsko-ukraińskimi zawartymi na wiosnę 1945 r.? UHWR, a właściwie OUN – UPA zawierała je z  „bandyckimi oddziałami polskimi”? Była to głupota, czy wyłącznie chwyt propagandowy?

 

„Ukraińcy w Polsce w 1945 r. najpierw postawili na opór obywatelski. Nie zgłosili akcesu do wyjazdu ze swojej Ukrainy i z państwa polskiego. Ich postawa nie miała najmniejszych znamion oporu zbrojnego”. (s. 272)

Do 1945 roku żyli przyjaźnie i pokojowo w  w tej „zbrodniczej katolicko-szlacheckiej” Polsce – czyli w „swojej Ukrainie”? 

 

„Ostateczna decyzja musiała przyjść w postaci rozkazu z jesieni 1945 r., wydanego przez generała Dmytra Hrycaja i Dmytra Majiwskiego, przebywających wtedy na inspekcji organizującego się już prawie od roku (!) Kraju Zakerzońskiego. Rozkaz Hrycaja-Majiwskiego, czyli mobilizacja zamiast demobilizacji – to szczytowy okres organizowania społeczności ukraińskiej do samoobrony. Ta strategia nie miała solidnych podstaw międzynarodowych: przewidywała wybuch następnej wojny, ale nie chciała dostrzec rozmiarów wpływu ZSRR na losy świata. Skutkowało to nieprecyzyjną oceną możliwości trwania UPA w Rzeczypospolitej w realiach eliminacji ludności ukraińskiej przez tę ostatnią, a także oporem obliczonym na aspekt propagandowy i legitymizacyjny.” (s. 272)

Huk stwierdza więc, że od jesieni 1944 roku w Rzeczypospolitej organizowany był Kraj Zakerzoński, a od jesieni 1945 roku nastąpiła mobilizacja „społeczności ukraińskiej do samoobrony”. Wcześniejszych rozkazów „Oresta” i „Szelesta” Huk nie zna? Czy jest to objaw amnezji? Faktem jest, że od jesieni 1945 roku UPA nie mogła już bezkarnie wyrzynać ludności polskiej, bo w jej obronie stanęło Wojsko Polskie. 

 

„W decydującym 1946 r., kiedy ważyły się losy deportacji na Ukrainę, kierownictwo podziemia rozważało rezygnację z oporu, jednak nie mogło konstatować braku jego potrzeby w chwili bieżącej. Działania Wojska Polskiego nie dawały bowiem możliwości zastanawiania się nad sensem lub brakiem sensu oporu.” (s. 272 – 273)

Nie są znane decyzje o rezygnacji z oporu, a rozważać „kierownictwo podziemia” ukraińskiego to mogło także  zaniechanie marszu na Moskwę. Znane są natomiast rozkazy dowództwa OUN i UPA nakazujące kontynuowanie ludobójstwa na ludności polskiej.

 

W podrozdziale: „Cud nad Wisłą: katolicka armia komunistów”, Huk pisze: „Konflikt polsko-ukraiński w Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1944-1947 stanowił akt agresji państwa polskiego przeciwko własnym obywatelom dokonany przy pomocy regularnych sił zbrojnych – Wojska Polskiego. Celem tej agresji było włączenie w obręb etnicznej Polski niepolskich kulturowo terytoriów Rzeczypospolitej Polskiej poprzez złamanie praw obywateli polskich narodowości ukraińskiej i zdobycie na własność ich ziemi i majątku. Działania Wojska Polskiego napotkały na opór ze strony ofiar, które w efekcie sklasyfikowano jako wroga.” (s. 273)

Sam tytuł podrozdziału potwierdza intencje Huka. Pojawiła się wizja „Cudu na Wisłą” w postaci „katolickiej armii komunistów”. Zaatakowała ona „własnych obywateli”. W walkach z polskim podziemiem niepodległościowym brały udział głównie oddziały NKWD, KBW i UB. Ale nikt nie ujrzy w nich „katolickiej armii”, gdyż były to oddziały antykatolickie komunistów. Z „obywatelami polskimi narodowości ukraińskiej” Wojsko Polskie (bo chyba w nim objawiła  się Hukowi „katolicka armia komunistów”) nie walczyło. Toczyło walki, początkowo nawet bez powodzenia, z faszystowskimi oddziałami banderowskimi SB OUN i UPA, wspieranymi przez wiejskie oddziały SKW. „Polski kulturowo” to był także Lwów, Kowel, Krzemieniec i całe Podole. A może np. Poryck, Podkamień, Tarnopol były „kulturowo ukraińskie”? Jak obecnie „kulturowo” wygląda chociażby Poryck i tysiące innych takich miejscowości? A te zdobycze „ziemi i majątku” przez Rzeczpospolitą Polską należałoby wreszcie zbilansować ze stratami „ziemi i majątku”, jakie poniosła w latach 1939 – 1947 Rzeczpospolita Polska, w tym także na Kresach. 

 

„Wkroczenie Wojska Polskiego na tereny zamieszkane przez ludność ukraińską nosiło cechy ludobójczej inwazji zbrojnej na terytorium obce kulturowo. Rodowód polskiej idei bezkarnego rugowania i mordowania Rusinów i Ukraińców nie był dotąd badany.” (s. 274)

To „terytorium obce kulturowo” miało tysiącletnią tradycję kultury polskiej. „Kultura ukraińska” miała kilkuletnią „tradycję” funkcjonowania kilkunastu działaczy ukraińskich, a następnie kilkuletnią działalność OUN i UPA, ale czy można zaliczać to do 'kultury”?  A „ludobójcza inwazja zbrojna” jest typową tragifarsą historiografii Huka. Gdyby była „ludobójcza”, to nie byłoby potem przesiedleń. Jednak Wojsko Polskie zlikwidowało tylko bandy UPA dokonujące eksterminacji ludności polskiej na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej w imię rasistowskiej idei wielkiej Ukrainy „czystej jak szklanka wody”. Może Huk będzie badał „rodowód polskiej idei” wobec czegoś, co nie istniało. Kontynuując „historiografię rozumiejącą”.  

 

„Realne korzyści państwowe dowodzą, że w obu przypadkach stroną inicjującą był rząd polski, a nie sowiecki. Według mnie, najważniejsza była deportacja na Ukrainę w latach 1944–1946. Akcja „Wisła” pozostaje z nią w bezpośrednim związku jako następstwo. Nie byłaby możliwa, gdyby wcześniej nie zrealizowano deportacji na wschód – największej zbrodni państwowej dokonanej przez rząd Rzeczpospolitej Polskiej na obywatelach polskich narodowości ukraińskiej. Do dziś w propaństwowej i pronarodowej publicystyce polskiej i pracach naukowych wykorzystywany jest aspekt etniczny pierwszej deportacji, traktowanej jako wyjazd do własnej ojczyzny. Jednak kwestia otwartą pozostaje pytanie: gdzie była ojczyzna Ukraińców, jeśli do zamieszkania w „prawdziwej” potrzebne były dywizje Wojska Polskiego, trupy i spalone wsie?” (s. 276 – 277)

Umowę o przesiedleniach z 9 września 1944 roku zainicjował PKWN, a nie rząd sowiecki, bo on był spolegliwy? Trupy polskich ofiar do tej pory leżą w porośniętych chwastami i drzewami „dołach śmierci”, ale wiele z nich zostało bez pochówku. I muszą tak leżeć aktualnie, bo przyjacielski, pełen empatii i humanizmu grekokatolickiego rząd wolnej Ukrainy zabronił Polsce dokonywać ekshumacji. Wsi polskich zostało spalonych około 5 tysięcy. Wsie ukraińskie po wysiedleniu ludności spaliła UPA, aby nie mogli w nich zamieszkać przesiedlani Polacy z Kresów. A  realizacja „największej zbrodni państwowej dokonanej przez rząd Rzeczpospolitej Polskiej na obywatelach polskich narodowości ukraińskiej” polegała na wzajemnej wymianie ludności nazwanej „przesiedleniami”, co dotknęło większą ilość ludności polskiej na Kresach, niż ludności ukraińskiej na „Zakerzonii”. Gdzie była ojczyzna Polaków, „jeśli do zamieszkania w „prawdziwej” potrzebne było ludobójstwo okrutne dokonane przez OUN - UPA, wojska III Rzeszy i Związku Sowieckiego oraz Jałta?

 

„Nie da się także utrzymać opinii, iż eliminacyjne działania państwa polskiego zostały podjęte w celu obrony ludności polskiej przed zagrożeniem ze strony UPA. Ono nie istniało. Sprowokował je rząd polski, kreujący się na obrońcę polskiej ludności. Zagrożeniem dla Polaków był rząd Rzeczypospolitej Polskiej, a nie UPA.” (s. 277) 

To „nieistniejące zagrożenie ze strony UPA” kosztowało na „Zakerzoni” życie około 18 tysięcy Polaków. Ono by przestało istnieć, ale po „wyniszczeniu ich do ostatniego” jak brzmiał rozkaz  „Szelesta”, tłumaczony na niższym szczeblu UPA jako „wyrżnięcie Polaków co do łapy”.

 

„Uśmiercanie Ukraińców było celem politycznym, dalekim od celów wojskowych. Celem WP nie było odróżnianie, czy zabijany jest uzbrojonym członkiem UPA, czy bezbronnym ukraińskim wieśniakiem, podobnie jak podczas wojny„. (s. 281) 

„Uśmiercanie Polaków było celem politycznym, dalekim od celów wojskowych”. Aleksander Korman zestawił 382 metody tortur stosowanie przez SB OUN i UPA na Polakach. I to już od września 1939 roku. Psycholog William Ryan ukuł frazę „obwiniania ofiary” jako ideologię wykorzystywaną do uzasadnienia rasizmu.

 

„Trudno ustalić straty wśród ludności ukraińskiej, żołnierzy UPA i w ogóle członków ruchu oporu poniesione w wyniku działań samego WP i WOP.” (s. 282)

Są ustalane przez historyków ukraińskich i oscylują zwykle około liczby trzykrotnie większej, niż potwierdzają to dokumenty i prowadzone śledztwa. I rzecz ciekawa, ale straty „żołnierzy UPA” w tych „ustaleniach” są coraz mniejsze, gdyż „ustalacze” ukraińscy wliczają je do strat ludności cywilnej. Czyli „ruchu oporu”?

 

W podrozdziale: „Ukraińskie Powstanie Antykolonialne (UPA)”, Huk pisze: „Podpisanie i realizacja umowy z 9 września 1944 r. o wymianie ludności pomiędzy rządami Rzeczypospolitej Polskiej a USRR stanowiło pogwałcenie praw objętych nią obywateli RP i USRR. Obowiązkiem moralnym Ukraińców było przeciwstawienie się przemocy ze strony rządu i państwa działających lub przypisujących sobie działanie w imieniu narodu polskiego, a nie narodu obywatelskiego. Dochowali oni wierności jednej z naczelnych zasad nowożytnej demokracji europejskiej – umowie społecznej zakładającej, że obywatele są prawowitą wspólnotą polityczną, która posiada prawo do wszelkich działań, aby nie stać się ofiarą agresji.” (s 282)

Czy na Kresach Polacy mieli takie samo prawa? UPA to bardziej Ukraińska Patologia Antypolska.

 

„W celu obrony obywateli polskich narodowości ukraińskiej UHWR opierając się na dotychczasowej siatce OUN-NP utworzyła podziemną administrację cywilną oraz wprowadziła na teren państwa polskiego UPA jako formację działającą na rzecz obrony praw człowieka i obywatela.” (s. 282 – 283)

OUN formacją działającą na rzecz obrony praw człowieka i obywatela”? Kolejny historiograficzny oksymoron  Taka  „kalka” tez politruków sowieckich o roli NKWD, tyle, że ono broniło tych praw nie tylko w Polsce, ale także na Ukrainie.

 

„Względy militarne nie dyktowały UPA ataków na kolonialne garnizony WOP w Wołkowyi, WP w Birczy czy na MO w Cisnej, lecz bez tych ataków podziemna administracja szybko utraciłaby legitymację w oczach ludności ukraińskiej i miałaby bardzo utrudnione warunki działania. Rząd i Wojsko Polskie w działaniach propagandowych określały siebie jako obrońców narodu polskiego przed „faszystowskimi bandami UPA”. Nie miało to nic wspólnego ze stanem faktycznym: rząd i wojsko nie zawarły umowy społecznej z narodem polskim i swą przemoc wobec niego legitymizowały między innymi poprzez eliminację Obcych. Jednak naród polski wyraził na to zgodę.” (s. 284)

Ciekawe, jak Huk badał to „legitymizowanie w oczach ludności ukraińskiej” ataków UPA na „kolonialne garnizony WOP w Wołkowyi, WP w Birczy, czy MO w Cisnej”, podczas których bestialsko mordowana była polska ludność cywilna, „kolonizatorzy” od tysiąca lat w swoim tysiącletnim państwie – bo żołnierze i milicjanci przy niezbyt wielkich stratach zdołali obronić „kolonialne garnizony”? Jakie metody badawcze stosował do tych „oczu” ludności ukraińskiej? Ważne, że walka z faszystowskimi bandami UPA została wygrana, i nic na to nie poradzą żadne pisane „historiografie rozumiejące”.  

 

W rozdziale „Powtarzanie żydowskiego losu”, w podrozdziale  „Sami chcieli nam pomagać”…, czyli tzw. banderowcy o Polakach”, Huk pisze: „Dokumenty świadczą jednoznacznie, że podziemie ukraińskie w Bieszczadach nie dokonywało systematycznych mordów na Polakach. Zabójstwa zdarzały się, ale były rzadkie. Zgodnie z twierdzeniem historyków i publicystów polskich o powszechności i masowości zabójczych praktyk podziemia ukraińskiego, większość Polaków w Bieszczadach nie powinna przeżyć. W okolicy Terki straty polskie powinny stanowić bez mała 300 osób.” (s. 297 – 298)

I rzeczywiście, większość Polaków na wsiach nie przeżyła, natomiast w miastach przeżyła większość. Każdy historyk wie, dlaczego. W Bieszczadach (wówczas część powiatów Lesko, Sanok i Turka) Ukraińcy zamordowali co najmniej 1808 Polaków. W „okolicy Terki” nie wiadomo, ilu Polaków zostało zamordowanych przez Ukraińców, gdyż żaden historyk polski nie chce podjąć się takich badań. Zresztą dotyczy to nie tylko „okolic Terki”.  Być może „w okolicy Terki straty polskie powinny stanowić bez mała 300 osób”, ale nie wiadomo czy „powstańcom ukraińskim” udało się zrealizować kalkulacje Huka.

 

  1. d. część IV

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp7.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud1.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 682 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
10847631