Dzień pierwszy i kilka następnych Zaglądam do mojego wojennego notatnika. 15 stycznia 1944 roku ... Koło godziny 2–ej wpada do mnie Bronek. Idziemy ... Dokąd? Oczywiście do lasu. Na tę chwilę czekaliśmy prawie cztery lata – od września 1939 roku. A gdy nadeszła razem z nią pojawiło się zdziwienie, niedowierzanie, radość i obawa. Długie oczekiwanie i marzenia początkowo jeszcze dziecinne wytworzyły nierealny obraz tego momentu. Miały na to wpływ historyczne tradycje, literatura, przykłady bohaterów i wielkich postaci. I jakże naiwny stosunek do rzeczywistości. Mimo zbliżania się do pełnoletności, ciężkich przeżyć i doświadczeń, które przyspieszaj ą dojrzałość, pozostawaliśmy dużymi dziećmi. Może nie tak? Wtedy wydawało mi się, że jestem już od dawna w pełni dorosły i sprawdzony życiowo, choć nie we wszystkim. Marzyła mi się „pierwsza kadrowa” a w niej miejsce dla mnie. Może nie w pierwszej czwórce, ale gdzieś blisko. Głupi romantyzm, biorący górę nad realizmem, całkowity brak umiejętności wyobrażenia sobie nawet najbliższej przyszłości i ten wielki, nieuzasadniony niczym optymizm. Czyż tak nie było? Było i dowodem na to są kartki mojego notatnika. 15 stycznia 1944 roku. Tego dnia dowiedziałem się, że mamy wyruszać (sprzysiężeni) do Zasmyk. Koło godziny 2–ej wpada do mnie Bronek (Bronisłlaw Owczarek – „Kret”). Idziemy. Mamy dogonić kolegów przy ulicy Cmentarnej. Mówię mamie. Idę. Dokąd? Do polskiego wojska. Ma się rozumieć płacz, odmowy itp. 5 minut i jestem gotowy, nie zważam na nic. Biorę drugie spodnie, sweter, kożuszek, bochenek chleba, kawałek słoniny w torbę i koniec. Żegnam się z mamą, ciocią, Basią. Zaszedłem do P.Ż., to samo i idę. Odprowadza mnie Irka, mówi, żeby nie stchórzyć i żegnam się. Zachodzę do Bronka, idziemy na Cmentarną. Naszych nie ma. Jesteśmy nie zdecydowani co robić. Drogi nie znamy, nie wiemy do kogo się zgłosić.

Wracamy do domu. W domu zdziwienie.    16. Rano (w niedzielę) Bronek dowiaduje się od Burzy (Pchor. „Burza” – d-ca naszej grupy konspiracyjnej.)  wszystkiego. Jesteśmy ludzie trzaski (Powinno być „Trzaska” -por. Zbigniew Twardy), mamy się zgłosić u sołtysa na Zielonej, iść najlepiej ulicą Sznarbachowskiego, żeby ominąć niemiecki patrole. Tu spotkałem kolegów szkolnych i z pracy, wielu znajomych. Potem był ciężki marsz przez Lublatyń. Radomle, Janówkę do sławnych Zasmyk. Stąd po krótkim odpoczynku dalszy ubezpieczony marsz – już po ciemku – przez lityński las do Kupiczowa. Jest to bogata czeska osada, właściwie miasteczko. Robi wrażenie warowni, widać w świetle księżyca ziemne bunkry, zasieki z drutu kolczastego na drodze. Krótko przed północą zostaliśmy zakwaterowani w Domu Ludowym. Jesteśmy bardzo zmęczeni. Rano 18 stycznia zbiórka na placu w centrum wsi, wstępny podział na kompanie, plutony, drużyny. Cały dzień takie działania organizacyjne. Następnego dnia ostre pogotowie. Z daleka słychać gęste strzały. To Niemcy napadli na Zasmyki. Potem nowość – formuje się pluton łączności. Zgłaszam się, bo mam harcerskie przeszkolenie w tej specjalności. Stwierdzam, że mimo harcerskiego obycia nie przygotowałem się dobrze do wyjścia „do lasu”. Brak mi wielu podstawowych rzeczy (nawet łyżki). Muszę naginać się do obowiązujących rygorów. Przechodzę jednak jakoś ten krytyczny okres, którego nie wytrzymało wielu chłopców – i powróciło do domów. Jeszcze przez kilka dni najważniejszym tematem było spanie, jedzenie, żołnierskie gadki, ale także przygotowania teoretyczne i praktyczne do właściwej służby. Ale już za tydzień ...  27. I – Rano (czwartek) zaraz po śniadaniu bierzemy sprzęt i jazda. Budujemy linie do Torfowiska. Cholerna robota. Brak odpowiedniego materiału, pogoda cholerna, nogi grzęzną w roli (idziemy na przełaj). W jednym miejscu przez bagno przeprawiamy się na drabinach (swego rodzaju specjalność), pędzimy dalej. Przed samym Torfowiskiem braknie kabla. Idziemy na kwatery naszego plutonu. Zmęczeni, zabłoceni ... I już wtedy zaczęliśmy śpiewać nasz „hymn”;

Miała matka trzech synów,

Dwóch słynęło z mądrości,

 A trzeci, co był głupi

Poszedł do łączności. itd.

 To taki rozwlekły, początkowy fragment mojego notatnika, który później w miarę rozwijających się zdarzeń i walk stał się lakoniczny. Nie było czasu na drobiazgi. Widać tu było nieprzystosowanie do warunków ( brak choćby łyżki, menażki, ręcznika) a także niecierpliwość spowodowaną bezczynnością i zawiedzionymi nadziejami. Prosty żołnierz a właściwie dopiero kandydat na żołnierza nie wiedział, ze był to trudny okres intensywnych działań organizacyjnych powstającej dużej jednostki leśnego wojska. Po co ja to przypominam? Bo tak zaczęła się moja wojaczka w kompanii łączności 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Niezupełnie taka, jaką wymarzyłem sobie przez lata. Wkrótce romantyzm zjadły wszy, fanfaronadę zastąpiła rozwaga i dyscyplina a naiwność osłabiło ciągłe zagrożenie, głód, surowe życie i wszechstronne widmo śmierci. Nie zginęła tylko wiara w celowość walki i nadzieja na jej zwycięski koniec. Nie wszyscy jednak wychodzący wówczas do lasu zdołali je zachować. Część, bardzo nieliczna, już po kilku dniach opuściła szeregi. Później niektórzy nie mogli znieść straszliwego obciążenia fizycznego i psychicznego. Byli to przeważnie żołnierze starsi wiekiem, posiadający rodziny, których losów nie znali. Tym zezwolono w końcu marca, gdy dywizja posuwała się na zachód, na odejście. Były też niestety dezercje, szczególnie w lasach szackich.  A dalej – to długi szlak przez Wołyń, Polesie, Lubelszczyznę znaczony setkami grobów braci przyjaciół, aż do końca lipca 1944 roku. Ale to nie mieści się w krótkim wspomnieniu.

P/w fragment wspomnień pochodzi z książki Eugeniusza Rachwalskiego "Kartki wydarte z życiorysu" Wyszukał i wstawił: B. Szarwiło


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp3.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud11.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 499 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
12029831