Jeżeli ktoś miał nadzieję, że zmiana na stanowisku prezesa Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej spowoduje zmianę polityki historycznej Ukrainy, to wywiad przeprowadzony przez redaktora Macieja Pieczyńskiego z prezesem UIPN pozbawić go złudzeń. Już sam tytuł artykułu opublikowanego w tygodniku „Do Rzeczy” (nr 28 z 12 – 18 lipca 2021 r.) „I UPA , i AK miały krew na rękach” jest bardzo wymowny. Historycy ukraińscy uporczywie chcą narzucić swoją narrację równości pomiędzy UPA i AK, jako oddziałów walczących o niepodległość swoich państw. Ignorują zasadnicze różnice w metodach prowadzonej walki, a nawet jej cele były różne. AK  to była konspiracyjna  niepodległościowa organizacja wojskowa, część Sił Zbrojnych RP działająca w okresie II wojny światowej w kraju, podlegająca Naczelnemu Wodzowi i rządowi Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. Zadaniem AK był udział w odbudowie państwa polskiego przez walkę zbrojną, której fazą kulminacyjną miało być ogólnonarodowe powstanie. UPA to formacja zbrojna stworzona przez frakcję banderowską OUN pod koniec 1942 roku i przez nią kierowana. OUN nie uznała granic ustanowionych na konferencji teherańskiej i jałtańskiej. Jej przywódcy wiedząc, że tereny zamieszkane przez ludność ukraińską zostaną podzielone i wejdą w skład Polski oraz ZSRR, i nie uznając tego faktu, próbowali utworzyć własną jednostkę terytorialną pod nazwą Zakerzoński Kraj. Celem UPA było powstanie niepodległego, monoetnicznego (jednonarodowego) państwa ukraińskiego. Mimo potyczek z Niemcami UPA w pewnym stopniu z nimi współpracowała – zawierała lokalne porozumienia z Niemcami, a także była sporadycznie przez nich zaopatrywana. Ukraińska Powstańcza Armia jest współodpowiedzialna wraz z OUB-B za zorganizowanie i przeprowadzenie ludobójstwa polskiej ludności cywilnej.

Od 1944 roku UPA walczyła w nowych granicach Polski nie tylko z polskim wojskiem, ale również z oddziałami poakowskimi (np. Zgrupowaniem Warta), atakowała posterunki MO i niebronione polskie wsie.

Na pytanie red. Pieczyńskiego: „Czy Stepan Bandera , Roman Szuchewycz i Kłym Sawur to według pana bohaterowie narodowi Ukrainy?” najpierw Dubowycz ucieka w puste banały, a potem stwierdza: „Społeczeństwo różnie ich ocenia. Dla jednych to wielcy bohaterowie, inni nie mają na ten temat zdania”.

A czy mogą mieć zdanie negatywne?  

W rozmowie z Aleksandrem Szychtem prof. Waldemar Rezmer, przewodniczący polskiej grupy dwustronnego polsko-ukraińskiego zespołu historyków, mówi: „Podejmując się przewodniczenia polskiemu zespołowi historyków podczas prac Forum, dążyłem do tego, żeby jak najszybciej sprecyzować zasady pracy i upewnić się, czy Forum ma warunki do normalnej merytorycznej działalności naukowej. Obawy brały się z faktu uchwalenia 20 maja 2015 r. przez ukraińską Wierchowną Radę ustawy „O prawnym statusie i uczeniu pamięci bojowników za niezależność Ukrainy w XX wieku”. Mój niepokój był pogłębiony tym, że deklarowana przez prezydenta Petro Poroszenkę zapowiedź wprowadzenia zmian do tej ustawy, wyrażona podczas rozmowy telefonicznej z prezydentem RP, Bronisławem Komorowskim nie została zrealizowana. Dlatego pytałem stronę ukraińską, jak mamy rozumieć wspomnianą ustawę. Odpowiedź była taka, iż nie koliduje ona z wolnością badań oraz, że praca Forum nie będzie pod tę ustawę podlegała. Dla nas, polskich historyków, obywateli Rzeczypospolitej, zawarte w niej zapisy nie są i nie będą żadną przeszkodą w prowadzeniu rzetelnych badań. Chodzi mi o artykuł szósty tejże ustawy: „Odpowiedzialność za naruszenie prawodawstwa o statusie bojowników walki o niezależność Ukrainy w XX wieku”. Obawiamy się o co innego. Ten zapis może dotknąć historyków ukraińskich. Bardzo możliwe, że zaobserwowane usztywnienie ich stanowiska, a nawet wycofywanie się ze wcześniejszych ustaleń dotyczących OUN-UPA, może być już efektem wspomnianej ustawy. Jest w niej wyraźnie powiedziane: „1. Obywatele Ukrainy, obcokrajowcy oraz bezpaństwowcy, którzy publicznie okazują obraźliwy stosunek do osób, wymienionych w artykule 1 tejże Ustaw, przeszkadzają realizacji praw bojowników za niezależność Ukrainy w XX wieku ponoszą odpowiedzialność zgodnie z obowiązującym prawem Ukrainy. 2. Publiczne negowanie faktu legalności walki za niezależność Ukrainy w XX wieku uznaje się za zniewagę pamięci bojowników za niezależność Ukrainy w XX wieku, obrazę godności Narodu ukraińskiego i jest bezprawne”. Zasadne jest pytanie, czy nasi partnerzy – historycy ukraińscy, nie będą mieli w głowie zakodowane: „Uważaj co mówisz i piszesz, bo możesz zostać oskarżony o łamanie ustawy”. Gdyby tak było, to marne są szanse na merytoryczny naukowy dialog”.  

(UPAińskie roszczenia: Polska delegacja usłyszała żądania terytorialne; w: https://wirtualnapolonia.com/2015/11/14/upainskie-roszczenia-polska-delegacja-uslyszala-zadania-terytorialne/ 2015-11-14).

Zrozumiałe jest więc, że znaczna część zwykłych Ukraińców woli „nie mieć na ten temat zdania”, nawet szef UIPN mówi ostrożnie: „Jeśli chodzi o aspekt prawny, to w świetle obowiązującego ustawodawstwa członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Wojskowej Organizacji oraz Ukraińskiej Armii Powstańczej, uczestniczących w walkach w czasie drugiej wojny światowej, uznani są za bojowników o nieodległość Ukrainy”. 

Wikipedia podaje: Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO),(ukr. Українська Військова Організація, Ukrajinśka Wijśkowa Orhanizacija (УВО) – nielegalna, sabotażowa i terrorystyczna[organizacja ukraińska w  II Rzeczypospolitej istniejąca w latach 1920-1933. 

Do najważniejszych celów stawianych sobie przez organizację należały:

  • zbrojna walka o utworzenie niezależnego państwa ukraińskiego poprzez oderwanie od Polski województw: lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego
  • zamachy terrorystyczne
  • sabotaż
  • działalność szpiegowska (także na rzecz Niemiec)
  • różnego rodzaju szkolenia wojskowe młodzieży, przede wszystkim: terrorystyczne, szpiegowskie, wywiadowcze, dla prowokatorów i dywersantów (m.in. w szeregach Reichswery)
  • przeciwdziałanie porozumieniu Ukraińców z Polską (poprzez wywoływanie konfliktów między ludnością polską a ukraińską) oraz ZSRR.

(https://pl.wikipedia.org/wiki/Ukrai%C5%84ska_Organizacja_Wojskowa )  

Szef Ukraińskiego IPN Drobowycz nie wie, że Ukraińska Wojskowa Organizacja nie uczestniczyła w walkach w czasie drugiej wojny światowej, gdyż istniała tylko do 1933 roku? Że ma krew na swoich rękach większej ilości Ukraińców, niż Polaków, tylko dlatego, że chcieli oni respektować prawo międzynarodowe i polskie? 

Na stwierdzenie red. Pieczyńskiego, że Bandera, Szuchewycz i Kłym Sawur odpowiadają za ludobójstwo ponad 100 tys. Polaków, Drobowycz odpowiada, że ta liczba „została ustalona przez polityków, a w środowisku akademickim nadal toczy się debata na temat liczby ofiar śmiertelnych. To jest kwestia badań archiwalnych i naukowych, a nie decyzji parlamentarnych.  Z drugiej strony, ludobójstwo to kategoria prawa międzynarodowego. Są odpowiednie instancje, które mogą tak ocenić konkretną zbrodnię. /../ Nie zapominajmy jednak, że do zbrodni dochodziło po obu stronach konfliktu. UPA mordowała polską ludność cywilną. AK natomiast – ukraińską ludność cywilną. /../ Zarówno OUN czy UPA, jak i AK to były formacje podziemia podziemia niepodległościowego, które dopuszczały się zbrodni na cywilach”. 

I tutaj Drobowycz odsłania całą głupotę władz Polski, które mając opracowania naukowe (w tym prof. Ryszarda Szawłowskiego) nie zadbały o uznanie zbrodni OUN-UPA za ludobójstwo na poziomie instancji międzynarodowych.  Drobowycz kłamie, ze liczba 100 tys. ofiar została ustalona przez polityków „decyzją parlamentarną”. Faktyczna liczba ofiar obliczona przez dr Ewę Siemaszko wynosi pond 133 tys. E. Siemaszko nie jest politykiem i nie zasiadała nigdy w parlamencie, także politykiem nie był Szczepan Siekierka  Rzeczywista liczba ofiar wynosi około 250 tysięcy Polaków. Hańbą nauki polskiej jest to, że zarówno uniwersyteckie wydziały historii jak też Instytut Pamięci Narodowej nie interesują się całościowym badaniem ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA, SS „Galizien” i inne formacje ukraińskie. Czy na 100-lecie dokonania tej zbrodni społeczeństwo polskie doczeka się utworzenia Muzeum Wschodnich Kresów Polskich prowadzonego przez polskich naukowców, czy utworzą go „polscy fachowcy pochodzenia ukraińskiego”?   

 

„Nietrudno dostrzec, ze ukraińska interpretacja ówczesnych wydarzeń została tak skonstruowana, by uchylić się od jednoznacznej oceny banderowskich poczynań. Położenie akcentu na walkę z AK stwarza wrażenie, iż na Wołyniu i w Galicji Wschodniej doszło do równorzędnej wojny partyzanckiej, a pacyfikacjom podlegały tylko wioski bronione przez silne formacje zbrojne. Choć przyznaje się, że w wyniku działań UPA ucierpiała niewinna polska ludność, to zaraz ta informacja zostaje zrównoważona słowami o zabójstwach niewinnych Ukraińców. (...) W ten sposób nie tylko stawia się na równi działania AK i UPA, ale także, co ważniejsze, zniekształca charakter wydarzeń na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Z tak skonstruowanej narracji ukraiński czytelnik w żaden sposób nie zorientuje się przecież, że to UPA przeprowadziła zorganizowaną na imponującą skalę i niezwykle krwawą, ludobójczą czystkę etniczną.” (Grzegorz Motyka, Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”, s. 464-465.)

Drobowycz realizuje tajną Uchwałę Krajowego Prowidu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów podjętą 22 czerwca 1990 roku. Zaleca ona m.in.: „Eliminować wszelkie polskie próby zmierzające do potępienia UPA za rzekome znęcania się jej na Polakach. Wykazywać, że UPA nie tylko nie znęcała się nad Polakami, ale przeciwnie, brała ich w obronę przed hitlerowcami i bolszewikami. Polacy byli też w UPA. Mordy, którym zaprzeczać nie można, byty dziełem sowieckiej partyzantki lub luźnych band, z którymi UPA nie miała nic wspólnego, pomniejszanie roli wyzwoleńczej UPA w skali europejskiej jest niedopuszczalne. Wszelkimi siłami dążyć do tego, żeby w różnych naszych kontaktach z Polakami strona polska przyznawała iż były to przykłady palenia wsi ukraińskich i mordowania Ukraińców przez AK, wykazywać podobieństwo między UPA i AK, podkreślając wyższość pod każdym względem UPA nad AK. Wymuszać na Polakach przyznawanie się do antyukraińskich akcji, potępienia przez nich samych pacyfikacji i rewindykacji przed wojną i haniebnej operacji Wisła po wojnie. Wszystkie te akcje przyniosły wiele cierpień i krwi narodowi ukraińskiemu”. (W. Poliszczuk "Gorzka prawda - zbrodniczość OUN-UPA"- Toronto 1995 - str. 372-379).

 

Określanie członków UPA mianem partyzantów wzbudza wśród wielu badaczy słuszne kontrowersje natury prawnej związane z definicją strony wojującej zawartej w IV konwencji haskiej z 1907 r. Z uwagi na przymusowe wcielanie do szeregów UPA czy też ze względu na zbrodniczy charakter wielu działań podejmowanych przez tę formację istnieją podstawy do nieobejmowania członków UPA statusem partyzanta.

Drobowycz mówi: „Rywalizacja o to, kto poniósł więcej ofiar, to bardzo nieuczciwa, niemoralna konkurencja.”

Prof. Waldemar Rezmer, przewodniczący polskiej grupy dwustronnego polsko-ukraińskiego zespołu historyków, mówi:

„Historycy ukraińscy wciąż przywołują przykłady wsi ukraińskich, które ucierpiały w wyniku polskich ataków. Podają liczby zabitych ludzi i spalonych zabudowań. Chodzi o zbudowanie wrażenia, że Polacy robili to samo, czyli dokonywali aktów ludobójstwa. Wielokrotnie zwracałem uwagę, że takie stawianie sprawy nie ma sensu. Nie można stwarzać równoważnika, pomiędzy zaplanowanymi zbrodniami na Polakach, dokonywanymi w skali masowej, z pojedynczymi przypadkami akcji odwetowych, podczas których ludność ukraińska ponosiła śmierć. To jest inna skala zbrodni. Nie można stawiać znaków równości między masowymi mordami Polaków, a akcjami odwetowymi różnych formacji zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego oraz samoobroną rozpaczliwie i żywiołowo organizowaną przez wołyńskich Polaków. Chociaż jest to „droga donikąd” tego typu argumentacja wciąż się pojawia.”   

Może o tej”nieuczciwej, niemoralnej konkurencji” przekonałby np. Żydów w sprawie holokaustu, wszak bojówki żydowskie także zabijały Niemców? Nieuczciwe i niemoralne jest zrównywanie ofiar zaplanowanego i zrealizowanego ludobójstwa okrutnego i ofiar poniesionych przez agresora podczas ataku na polską ludność cywilną.

Na argument red. Pieczyńskiego, że „nie ma dowodów, by zbrodnie na Ukraińcach były równie metodyczną, konsekwentnie zaplanowaną akcją ludobójczą” Drobowycz odpowiada: „Czy pan kiedyś słyszał o wsi Pawłokoma? Celem polskiego oddziału była całkowita likwidacja ukraińskiej wsi”.

Drobowtcz podaje jawne kłamstwo. 

„W styczniu 1945 roku do wsi wkroczył oddział UPA w sile około 60 ludzi i uprowadził ze wsi 10 mieszkańców Pawłokomy i trzech mieszkańców Dynowa, którzy w tym czasie przebywali w Pawłokomie. /.../ Następnego dnia rodziny uprowadzonych, terenowe kierownictwo samoobrony i dawni żołnierze AK z Pawłokomy i Dynowa wystosowały apel z wezwaniem do kierownictwa UPA, aby zwolniły uprowadzonych, lub wskazały miejsce pochówku. Dano termin wykonania i jednocześnie zagrożono odwetem w przypadku nie spełnienia tego apelu. Apel przekazano miejscowemu księdzu grekokatolickiemu w Pawłokomie oraz wykonano informacyjne ulotki. Na apel Ukraińcy nie dali żadnej odpowiedzi. W związku z tym strona polska podjęła działania mające wymusić wskazanie miejsca pochówku uprowadzonych Polaków. W nocy z 1 na 2 marca 1945 roku w rejonie plebanii w Dylągowej dokonano koncentracji oddziału poakowskiego “Wacława" przybyłego spod Lwowa oraz członków polskiej samoobrony z Dynowa, Bartkówki i innych miejscowości. 3 marca 1945 roku wczesnym rankiem oddział “Wacława" wsparty przez liczną grupę mężczyzn - Polaków z okolicznych samoobron (w tym było wielu Polaków, którym bandy UPA spaliły lub ograbiły gospodarstwa i wymordowały kogoś z ich rodzin). Otoczyły wszystkie domostwa ukraińskie, mieszkańcom nakazały zgromadzić się w cerkwi. Oddzielono wszystkich mężczyzn w wieku od 17 do 75 lat. Natomiast wszystkie kobiety z dziećmi pod eskortą wyprowadzono ze wsi w kierunku Piątkowej, tam zwolniono i kazano im iść na Ukrainę. Zatrzymanych mężczyzn poddano przesłuchaniu, które sprowadzało się do dwu pytań: “Kto uprowadził Polaków - mieszkańców Pawłokomy? gdzie są zakopane ich zwłoki?" Wszyscy odpowiadali, że nie wiedzą i że nie mieli z tym nic wspólnego. Odpowiedzi te budziły wątpliwości. Nawet gdyby w uprowadzeniu i zamordowaniu nie brali udziału Ukraińcy z Pawłokomy, to bez pomocy miejscowych Ukraińców nie byliby w stanie dokonać tak szybkiego i sprawnego uprowadzenia. Brak pozytywnej odpowiedzi na zadane pytania spowodowało, że dowództwo akcji odwetowej podjęło decyzję rozstrzelania wszystkich zatrzymanych mężczyzn - Ukraińców. Wydzielona grupa wyprowadziła ich na cmentarz, gdzie wykopano dwa doły i nad nimi rozstrzelano od 120 do 150 Ukraińców i tam ich zasypano ziemią i obie te mogiły istnieją po dziś dzień. Liczba rozstrzelanych Ukraińców budzi kontrowersje i emocje. Ukraińcy podają liczbę 365 osób i że wśród nich były również kobiety i dzieci. Wykorzystują tu podaną w meldunku poakowskim liczbę około 300 rozstrzelanych banderowców do tego dodali liczbę 65, aby to brzmiało bardziej wiarygodnie. Sprawa tu jest bardzo prosta do wyjaśnienia. Wystarczyło tylko dokonać ekshumacji z dwu zbiorowych mogił, aby ustalić rzeczywistą liczbę ofiar. Nikt tego jednak nie dokonał, ani ówczesne władze polskie, ani też Ukraińcy nie domagali się tego. Wypędzone ukraińskie kobiety z dziećmi udały się ze skargą do sowieckiego komendanta wojennego w Sanoku. Ten wysłał oddział NKWD, który dokonał w połowie kwietnia 1945 roku w Dynowie i jego rejonie aresztowania 282 Polaków podejrzanych o udział w akcji odwetowej w Pawłokomie. Po przesłuchaniu zwolniono 200 Polaków, a 82 skazano na więzienia i łagry i zesłano w głąb ZSRR. Władze Polski Ludowej również dokonały aresztowań kilkunastu Polaków podejrzanych o udział w akcji odwetowej w Pawłokomie. Część z nich skazały na więzienia do 6 lat. 7 lipca 1945 roku została zamordowana przez miejscowych “Striłciw" z SKW “Smicha" i “Jastruba" Polka powracająca z przymusowych robót z Niemiec Karolina Kaszycka.

W nocy z 4 na 5 października 1945 roku bojówki UPA dokonały napadu na Pawłokomę. Spaliły większość budynków polskich i poukraińskich oraz zamordowały 5 napotkanych Polaków.

W dniu 12 lutego 1946 roku w nocy banda UPA uprowadziła z Pawłokomy 13 osób. Z grupy tej zwolniła z nieustalonych przyczyn czteroosobową rodzinę Fedzugów, a jednej osobie Emilowi Michalikowi udało się uciec i dzięki temu ocalał. Pozostałych 8 osób zostało zamordowanych w rejonie Woli Wołodzkiej.

W marcu 1946 roku zostało zamordowanych trzech mieszkańców Pawłokomy, którzy wybrali się po ziemniaki do swoich gospodarstw (mieszkali czasowo po zachodniej stronie Sanu).

W dniu 23 października 1946 roku podczas napadu bojówki UPA został zastrzelony w czasie ucieczki: Ludwik Potoczny, Józefa Łach, 12 lat, Zbigniew Biela około 11 lat - utopili się w Sanie podczas ucieczki.

Po 1947 roku po operacji “Wisła" Polacy odbudowali się i teraz wieś jest zamieszkała wyłącznie przez Polaków. Ukraińcy z Pawłokomy zostali przesiedleni na Ziemie Odzyskane w 1947 roku. Część z nich wyjechała do Kanady, głównie mężczyzn banderowców, których w dniu akcji odwetowej nie było w Pawłokomie. Ukraińcy próbują wykorzystać skutki akcji odwetowej Polaków w Pawłokomie, wyolbrzymiając poniesione straty, a całkowicie zapominając o przyczynach tej akcji odwetowej. (Zdzisław Konieczny. BYŁ TAKI CZAS. U źródeł akcji odwetowej w Pawłokomie, Przemyśl 2000.)

Maciej Pieczyński zwraca się do Antona Drobowycza: „To może osądźmy samych zbrodniarzy. Na przykład „Kłyma Sawura”, organizatora akcji antypolskiej na Wołyniu.” 

Już sam zwrot „akcja antypolska” zaczerpnięty jest z terminologii stosowanej przez banderowskich zbrodniarzy, dlaczego więc używa go polski dziennikarz? Drobowycz odpowiada: „Albo Stanisława Basaja z Batalionów Chłopskich, który brał udział w zbrodni w Sahryniu.”

I to jest dno moralne ukraińskiej polityki historycznej: zrównywanie realizatora okrutnego ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców (UPA i chłopów ukraińskich) na cywilnej, bezbronnej ludności polskiej (głównie kobietach i dzieciach) - z ich bohaterskim obrońcą. Na pomniku w Sahryniu, wbrew ustaleniom polsko-ukraińskim, widniej napis: „Ubici przez AK”.  Bataliony Chłopskie nie są wymienione. To taki szuizm ukraińskiej polityki historycznej. Na Ukrainie nie wolno napisać na pomniku pomordowanych Polaków „Zabici przez UPA”.  Następnie Drobowycz powiela w jednym zdaniu całą banderowską narrację: „Ponadto nie zapominajmy o antyukraińskiej polityce władz międzywojennej Polski, Bereza Kartuska, pacyfikacje wsi, burzenie cerkwi, potem tragedia wołyńska, polski zbrodnie, wreszcie powojenna polityka polskich komunistów” . Po czym mówi: „Nie możemy wyrywać wydarzeń z kontekstu. Musimy znać nie tylko skutki, ale także przyczyny zbrodni”.  Ale o przyczynach Pawłkomy i Sahrynia,  „antyukraińskiej polityki władz międzywojennej Polski” nie ma w nim żadnej refleksji. Posługuje się górnolotnymi hasłami manipulacji socjotechnicznej. Stwierdza: „Żadne okoliczności nie usprawiedliwiają kogoś, kto zabił niewinne dziecko. Nawet jeśli zrobił to z zemsty.” Nie jest w stanie uświadomić sobie różnicy między sadystycznymi sposobami  mordowania dzieci przez UPA i chłopstwo ukraińskie, takimi jak nabijanie ich na sztachety w płocie, nadziewanie na widły i obnoszenie po wsi ukraińskiej (wieś Pustomyty) jako „samoloty Sikorskiego” i „polskie orły” (rozpaczliwie piszczały machając rączkami i nóżkami), przybijanie za języki do blatu stołu, rozpruwanie brzuchów itp. - a przypadkową śmiercią podczas walk toczonych na terenie wsi (banderowcy bronili się głównie w obwarowanych wsiach, partyzanci polscy w lasach). A jak potraktować niemieckie dzieci będące ofiarami alianckich bombardowań miast, czy ostrzału artyleryjskiego podczas ich zdobywania - „żadne okoliczności nie usprawiedliwiają”? Przecież polskie dzieci były „okupantami ziemi ukraińskiej” i musiały zostać „usunięte”, jak wyjaśnia to ideologia ukraińskiego nacjonalizmu integralnego przyjęta przez OUN-UPA.  Drohobycz stwierdza, że „ zamiast  skupić się na samym zjawisku zła, dzielimy ludzi na ofiary i zbrodniarzy, pogłębiając tylko nienawiść. To jest droga donikąd. I wielkie ryzyko, że ludobójstwo się powtórzy. /.../ Przyznajmy po prostu, że zarówno UPA, jak i AK miały krew na rękach”.

Czy Drobowycz takie samo zdanie ma o holokauście, który „dzieląc ludzi na ofiary i zbrodniarzy, pogłębia tylko nienawiść”, co stwarza ryzyko, że się powtórzy? Należy także zlikwidować sądownictwo, gdyż dzieli ludzi na ofiary i zbrodniarzy? Jest to przyczyną, że zbrodnie powtarzają się?

Poruszając sprawę pomnika UPA na górze Monasterz Drobowycz stwierdza: „Polska musi zrozumieć, że Ukraina jest niepodległym państwem i wymaga pełnej symetrii we wzajemnych relacjach. Możemy się zgodzić na likwidację pomników UPA w Polsce, ale to oznacza, że na Ukrainie nie będzie ani jednego upamiętnienia poświęconego AK.”  Sprawa jest więc jasna. Pomniki ludobójczej formacji UPA w Polsce za pomniki AK na Ukrainie. Ale co ma to do zakazu ekshumacji pomordowanej cywilnej ludności polskiej i postawienia krzyża na ich mogiłach? O tym Drobowycz nie mówi, a redaktor Pieczyński nie dopytuje. Pomordowane dzieci i kobiety nie należały do AK, nie wiedziały nawet o jej istnieniu.

Na pytanie Pieczyńskiego, czy jest coś, co może w sferze polityki historycznej połączyć Polskę i Ukrainę, Drobowycz wymienia Cud nad Wisłą” „Wspaniała szansa – Polacy i Ukraińcy wspólnie obronili Europę przed nawałą bolszewicką.”

Jest taki dowcip. Przez most maszeruje słoń z mrówką. W pewnym momencie mrówka mówi: „Zobacz słoniu, jak się most pod nami ugina!„ 

I na tym polega cała polityka historyczna Ukrainy. W bitwie pod Wiedniem Ukraińcy pokonali Turków ratując Zachód. W bitwie pod Monte Cassino Ukraińcy pokonali Niemców torując drogę aliantom. W bitwie pod Warszawą w 1920 roku Ukraińcy zatrzymali nawałnicę bolszewicką i UIPN z tej okazji wydać ma poświęcony temu komiks. Bardziej to śmieszne (komiczne), czy straszne? Pozbawia jednak złudzeń odnośnie etyki polityki historycznej prowadzonej przez Ukrainę.

Wywiad ukazał się w rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu (11 lipca 1943). Czy z okazji agresji Niemiec na Polską (1 września 1939) tygodnik „Do Rzeczy” opublikuje wywiad np. z Eriką Steinbach?


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp12.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud14.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 1298 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
11726540