[…] zobaczyłam więcej mężczyzn z karabinami. Wyszłam z drugiej strony domu, przeskoczyłam przez płot, gdzie zostawiłam moją robótkę i zaczęłam uciekać. Kilkanaście metrów dalej spotkałam naszego sąsiada Jana Lisowskiego, który także uciekał ze swoim małym synkiem Franciszkiem. Krzyczałam do niego: Uciekajcie. Nasi wszyscy pobici. Zaczęliśmy uciekać przez pola. Trudno nam się biegło, ponieważ był to okres przed sprzętem zbóż. Nagle zauważyliśmy bandytę w zbożu. Zaczął do nas strzelać. Ja uciekałam szybciej, sąsiad zaś, ponieważ był z dzieckiem, został z tyłu. Bandyta biegł za mną. […] Sił mi ubywało. Nagle poczułam silne uderzenie, upadłam i straciłam przytomność. Dźwięczały mi w uszach przekleństwa wypowiadane przez bandytę. […] Gdy obudziłam się, to znaczy odzyskałam przytomność, nie wiedziałam, gdzie się znajduję. Bolało mnie całe ciało. Włosy miałam długie, mocno potargane, sukienka podarta, ciało całe pokrwawione. Chciało mi się bardzo pić. Czułam, że mam temperaturę. Ledwie wstałam, chociaż kręciło mi się w głowie. Zaczęłam iść, nie wiedziałam dokąd. Po drodze spotykałam ciała ludzi leżące na polach. Niektórych z nich znałam osobiście. Zbliżałam się w kierunku domów. Wiele z nich paliło się lub były już spalone. Szłam dalej. Zobaczyłam domostwo Ukraińca, który nazywał się Jurko Pawluk. Ukraińcy ci znali nas. Gdy weszłam do domu, to przedstawiłam się jako Markowska, a nie Sawicka. Wiedziałam, że człowiek ten znał bardzo dobrze mojego wujka Markowskiego. W tym momencie przyszła żona Pawluka i zaczęła lamentować, aby nie zostawać u nich. Mówiła, że oni również zginą, jeśli będą pomagać Polakom. Dała mi kawałek chleba i kwaśne mleko, opatrzyła rany. Chociaż Ukraińcy ci nie byli radzi, zostałam u nich. Wtedy okazało się, że tutaj przebywają jeszcze inni Polacy, a wśród nich moje młodsze siostry: Alina, która miała 12 lat i 3-letnia Krystyna. W sumie było tu 21 Polaków.

Chowaliśmy się w zbożu, spaliśmy w krzakach malin. Wiedzieliśmy, że gdyby nas tu znaleziono, to wszyscy zginęliby łącznie z Pawlukiem. Po 3 tygodniach pobytu u Ukraińca pewnej nocy usłyszeliśmy stukot kół i głośne rozmowy na wozie. Wóz zatrzymał się. Wszyscy myśleli, że to Ukraińcy. Okazało się, że to przyjechała moja mama wraz z szucmanami (była to obrona Polaków). Szucmani mieli mundury i broń. Kazali nam szybko pakować się. O tym, że przebywamy u Pawluka, mamunia dowiedziała się od taty kuzyna Bolka Sawickiego. Ten z kolei dowiedział się od Ukrainki z Horochowa – nazwisko Pałasza. Od mamy dowiedziałam się, że zginęli moi dziadkowie, o których wspomniałam.

 Źródło: Archiwum Wschodnie w Warszawie, AW II/2506.  Jolanta Dudkowska z domu Sawicka, Lulówka Węgierszczyzna, pow. horochowski, woj. wołyńskie.

Wyszukał i wstawił B. Szarwiło.


GTranslate

enfrdeitptrues

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp9.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud9.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 576 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
12693254