Często napotykam na stwierdzenia, że bardzo potrzebne jest  nam pojednanie polsko – ukraińskie. Czytam o różnych seminariach w tym trudnym temacie i jestem pełen oburzenia wobec tego co się dzieje w tej sprawie  zarówno na Ukrainie jak i w naszym kraju. Oczywiście pojednanie jest w dzisiejszym świecie jak najbardziej wskazane ale za jaką cenę i komu na nim powinno zależeć? Fakty  dokonanych zbrodni popełnione przez OUN – UPA na Wołyniu i Kresach Południowo Wschodnich  II RP nadal są w sposób prymitywny ale nieustannie fałszowane. Wielu historyków ukraińskich i co najgorsze władza utrwala w młodych pokoleniach przekonanie, że to Polacy są winnymi tragedii jaka miała miejsce na w/w terenach. Przykładem są tu np. podręczniki dla klas maturalnych na Ukrainie. Nie wspomnę już o poczynaniach mniejszości  ukraińskiej w Polsce. Podjęty od kilu lat proces gloryfikacji zbrodniarzy z OUN – UPA konsekwentnie zmierza ku wymazaniu z historii krwawej drogi jaką kroczyli  nacjonaliści ukraińscy podczas II wojny światowej. Brak prawdziwej wiedzy o zbrodniach popełnionych przez tych pseudo-bohaterów  obserwujemy nie tylko u Ukraińców ale i wśród wielu naszych rodaków. Trudno im wszystkim uwierzyć w wydarzenia o których mówią i piszą świadkowie. Przytoczę poniżej drastyczny przykład z życia wzięty opisany przez Stanisława Kubasiewicza.

Marka

Wyróżniała się z pośród wiejskich dziewcząt niezwykłą urodą. Zapamiętałem ją, gdy jako dwunastoletni chłopiec przychodziłem do kolegi szkolnego Józka Skotnickiego. Była ich krewną i czasami wstępowała do nich w niedziele, po nabożeństwie w naszym petlikowieckim kościele. Nie przypominam sobie jej nazwiska a na imię miała Marcela lub Marcelina i wołano na nią Marka. Tak tam u nas powszechnie odmieniano to imię. Pochodziła z ubogiej rodziny, była dzieckiem panieńskim i gdy podrosła matka oddała ją na służbę do hrabiny Szawłowskiej w Przewłoce. Nie wiadomo kto był jej ojcem. Poczęta została w roku 1919 lub 1920 i mógł to być nawet jakiś kozak, Petlury lub Budionnego. Została ochrzczona w kościele jak jej matka, a więc była Polką. Hrabina Szawłowska widocznie była zadowolona ze swej służącej, bo aby ją zatrzymać u siebie w Przewłoce, skojarzyła ją z młynarzem, zatrudnionym w folwarcznym młynie. Był on Ukraińcem greko-katolikiem, jednak pod naciskiem hrabiny wzięli ślub w kościele. Był to już rok 1939 i wkrótce przyszli sowieci. Jeszcze raz ją widziałem w roku 1940 lub 41, gdy przyszła w odwiedziny do krewnych z małym dzieckiem. Byłbym z pewnością zapomniał o jej istnieniu. Były to bowiem lata bogate w wydarzenia, niespokojne i pełne grozy. Najpierw wywózka na Sybir kilku rodzin z naszej parafii zamieszkałych na kolonii pod Kurdwanówka i Oleszą, następnie obawa przed zapędzeniem do kołchozu. Wkrótce przyszli Niemcy i czasy stawały się jeszcze groźniejsze. Nasi współziomkowie ogłosili „samostijną Ukrainę”, wznieśli koło szkoły „mohyłu”i mieli swoją policję. Wypędzono nas Polaków ze szkoły, nie pozwalając na dalszą kontynuację nauki. Następowały paradne marsze młodzieży ukraińskiej po petlikowieckim prawobrzeżu Strypy z pieśnią na ustach. Sens pieśni był taki: „my czekały nahody, szczoby znyszczyty wsich worohiw” po czym następował melodyjny refren na głosy męskie i żeńskie.

“Smert’ smert’ Lacham smert’

Smert’ moskowko żydiwskyj komuni”

Ale żydów i komuny już w Petlikowcach nie było, pozostaliśmy my Polacy, ochszczeni w rzymsko-katolickim kościele.

Wkrótce rozpoczęły się łapanki na roboty do Niemiec. Wyłapano prawie wszystką petlikowiecką polską młodzież. Pozostało kilkudziesięciu, takich jak ja nastolatków. Zresztą po mnie też przyszli zaraz po żniwach w 1943 roku, chociaż nie miałem jeszcze ukończonych szesnastu lat. Zdążyłem gdzieś się skryć. Wzięli ojca i zabrali krowę. Ojca wkrótce puścili, bo był kulawy. Nadchodziła dla Polaków tragiczna jesień i zima 1943-44 roku. Zaciskał się wokół Petlikowiec pierścień grozy, pożóg i mordów dokonywanych przez bandy UPA na Polakach. To już nie był daleki Wołyń. To były już wsie sąsiednich powiatów, Podhajec, Trembowli i Czortkowa. Z drogi przez Przewłokę do Buczacza nie powrócił sekretarz gminy Tadeusz Drozd, a w lutym 1944 roku, ojciec mojego kolegi Jan Dumanowski oraz Stanisław Muszyński i Marcin Macyszyn. W tym czasie też doszła wieść z Korościatyna, Koropca i oddalonych o 4 kilometry od Petlikowiec, Bubuliniec. Byliśmy całkowicie bezbronni. Każdy chował się gdzie mógł. Niektórzy porobili kryjówki pod zapolami stodół, niektórzy w stertach obornika wywiezionego na pole.

Nie było próby organizacji jakiejkolwiek samoobrony, chociaż nasz ksiądz proboszcz Bronisław Skulicz na jednym z ostatnich swoich kazań do takiej samoobrony wzywał. Dzisiaj ze zdumieniem czytam o jakichś tam oddziałach AK i posiadanej broni. Ksiądz proboszcz wkrótce zmarł w kilka dni po dniu zadusznych 1943 roku na skutek przeziębienia. Odprawił ostatnia modlitwę, jaka odmówiona została na petlikowieckim cmentarzu, pod Bielawińcami. Przez całą jesień i zimę 1943-44 roku nikt nie spał w domu. Zdarzało się tak, że we wszystkich domach, chociaż nikogo tam nie było, paliło się światło. Zapominano wyłączyć prąd doprowadzony no mieszkań z miejscowej elektrowni. Początkowo chowałem się na noc w szopach i stodołach. Ale przecież oni wpierw podpalali. Chroniliśmy się w kościele, barykadując drzwi. W tym czasie wpadła mi do ręki pożyczona w 1939 roku w miejscowej bibliotece i przechodząca z rąk do rąk książka „Ogniem i mieczem” Marzyło mi się aby być dzielnym jak Wołodyjowski i sprytnym jak Zagłoba. Niestety nie byłem sprytny ani zbyt odważny. Ogarniał mnie strach przed ciosem siekiery lub spalenia żywcem. W domu nie było nawet porządnej siekiery, kosy czy wideł. Na szczęście przed czarną wielkopostną niedzielą do wsi dotarli witani jako prawdziwi nasi wyzwoliciele, czerwonoarmiści. Mogliśmy po kilku miesiącach spać w domu, we własnych łóżkach tylko w bieliźnie i w czystej pościeli. Byli niedługo, bo w czasie Świąt Wielkanocnych na Strypie powyżej Petlikowiec stanął front. Do wsi wtargnął z rejonu Podhajec korpus pancerny SS. Dzieje wiosny i lata 1944 roku, czyli okresu przebiegania przez buczacką ziemię linii frontu, nie wiążące się z tematem powyższych wspomnień, pomijam. Do wsi powróciliśmy pod koniec miesiąca lipca z oddalonych kilkanaście kilometrów na zachód od Petlikowiec, wsi Kowalówki, Szwykowa i Barysza. Wkrótce pozostałych naszych mężczyzn zdolnych do służby wojskowej wcielono do II Armii LWP. Większość Ukraińców gdzieś się podziała. Z nas nastolatków „uczastkowyj” z NKWD „starszyj lejtinant” Byczkow utworzył oddział „istriebitielnoho bataliona”. Mogliśmy legalnie posiadać znalezioną na pobojowisku broń.

W zamian za to musieliśmy ochraniać w Buczaczu więzienie, „rajkom”,”rajispołkom” i inne obiekty z przedrostkiem raj. Pomagaliśmy im także, wywozić na Sybir, rodziny tych co nie zgłosili się do Czerwonej Armii. Taką cenę musieliśmy płacić za możliwość samoobrony i posiadania legalnie broni.

Pozostaliśmy we wsi my nastolatkowie, starcy i nie zdolni do służby wojskowej oraz kobiety z małymi dziećmi. Wiosną 1945 roku dowiedzieliśmy się, ze musimy opuścić nasze rodzinne domy. Pomimo to wzmogła się aktywność band UPA. W lutym 1944 roku dokonano mordu na mieszkańcach Barysza. Nie pomógł „istriebitielnyj batalion” W tym akurat czasie baryscy „striebki” pełnili służbę wartowniczą w Buczaczu, nas podmienili. Tuż przed zakończeniem wojny, z Petlikowiec odjechał na zachód pierwszy transport przesiedleńców.

Przed wyjazdem naszego transportu, dotarła z Przewłoki wiadomość. Przekazał mi ją mój wspomniany, nieżyjący już kolega Józek Skotnicki z którym razem pełniliśmy służbę w owym ”istriebitielnym” batalionie. Została zamordowana jego ciotka Marka. Przyszli jak zwykle nocą. Mąż był na nocnej zmianie w młynie. Wracając nad ranem do domu usłyszał płacz niemowlęcia. Zdziwiło go to, że żona nie słyszy płaczu dziecka. Nawet ogarnęła go złość, że śpi tak mocnym snem. Zapalił lampę i ujrzał straszny widok. Żonę w łóżku całą we krwi i zbroczone krwią matki niemowlę, przytulone do zimnej matczynej piersi. Starszy kilkuletni syn, spał kamiennym snem. Mąż, który się odgrażał, iż wie kto to zrobił, po kilku dniach również został zamordowany. Zmarł w strasznych męczarniach, odrąbali mu obie nogi.

Epilog.

Około 30 lat po powyższym wydarzeniu przyjechali z Przewłoki w odwiedziny do swoich krewnych ze strony matki, do jednej z pod szczecińskiej wsi synowie Marceli, czy też Marceliny. W czasie przyjęcia opowiedziano im o losie, jaki spotkał ich rodziców. Zostali wychowani przez krewnych ojca.

„To ne prawda, to ne może buty prawdoju” zawołali z oburzeniem.

Właśnie to ich oburzenie skłoniło mnie do napisania fragmentu powyższych wspomnień.

Stanisław Kubasiewicz

Szczecin, marzec 2002 r.

W tym miejscu pragnę zaprezentować jeszcze jeden fragment wspomnień w/w autora nie wymagający komentarza:

W roku 1943 ustały już chyba niedzielne przemarsze naszych współziomków, młodzieży ukraińskiej. W 1941 i 1942 roku urządzali oni je sobie latem po prawobrzeżu Strypy, zamieszkałym w większości przez Polaków. Maszerowali z lewobrzeża od cerkwi przez most w kierunku kościoła. Szły dziewczęta z chłopcami trzymając się za ręce i odśpiewując nam barwnie, jak to po ukraińsku na głosy, wyrok wydany przez OUN. W refrenie tej piosenki „smert’, smert’”, wołały dziewczęce soprany, „Lachom smert” wtórowały im męskie barytony i dalej już razem „ Smert’ moskowsko żydiwskyj komuni”. Komuny i Żydów już wówczas nie było, byliśmy jedynie my Lachy. Byliśmy ich śmiertelnymi wrogami. Nie tam jacyś pany czy szlachta, albo okupanci. My, współziomkowie od niepamiętnych lat, bo parafia rzymsko-katolicka w Petlikowcach została utworzona w 1421 roku.

Wschodnio-galicyjska chłopska biedota posługująca się na dodatek ich miejscową gwarą: Kowalscy, Krawczyńscy, Rybiccy, Skotniccy, Domscy, Dumanowscy, Macyczynowie, Osiadacze, Grubiźni, Kubasiewiczowie, Żeromscy, Myszkowscy, Muszyńscy, Wiśniowscy, Krzyżanowscy, Trebaczowie i inni, bo nie sposób wszystkich wymienić. Rodziny polskie wymieszane w ciągu wieków z ich Ostapiszynami, Maksymiszynami, Gejnami, Hajdukami, Rybakami. (…)

Więcej wspomnień autora można przeczytać na :http://www.luszpinski.pl/doc

 

.


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp3.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud3.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 855 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
10044913