Sylwetka kobiety żołnierza plut. Heleny Sawickiej ps. "Drwal"

Hełena Sawicka urodzona 18.XI.1915 r. w Hucie Stepańskiej, gm. Stepań, pow. Kostopol na Wołyniu. Rodzice Adam i Sabina z d. Jankowska z zawodu rolnicy pracujący na 20 ha gospodarstwie rolnym; przodkowie wywodzący się z XVI wiecznego rodu herbu Cholewa. Po odzyskaniu niepodległości Huta Stepańska rozbudowała się - zbudowano 7 klasową szkołę, kościół, dom ludowy, mleczarnię. We wsi była poczta, posterunek policji, piekarnia, 2 młyny, 5 sklepów. Działały też we wsi organizacje młodzieżowe: ZHP, Związek Strzelecki, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Kółko Rolnicze, Koło Gospodyń Wiejskich. Wszystkie te organizacje rywalizowały ze sobą w urządzaniu uroczystości religijnych i państwowych, Wieś była ośrodkiem polskiej świadomości społecznej, oświaty i kultury. Odkryte źródła solankowe i borowinowe przyczyniły się do intensywnego rozwoju Huty Stepańskiej i rozbudowy leczniczego zakładu kąpielowego. Helena najmłodsza z rodzeństwa od najmłodszych lat angażowała się do pracy w gospodarstwie pomagając schorowanemu ojcu, a także angażowała się do pracy społecznej wśród młodzieży. Rozśpiewana występowała w 2 chórach, w kościelnym i świeckim. Umysłowo pracowała w urzędzie gminnym, na rowerze jeździła w teren. Odbyła kursy zawodowe rolnicze, a także dokształcające sanitarne PCK, zaś na szczeblu centralnym w Warszawie Przysposobienia wojskowego. Bardzo dzielnie i ofiarnie prowadziła pluton kobiecy jako komendantka Związku Strzeleckiego strzelczyń. Swoją aktywnością patriotyczną i religijną porywała młodzież, jednoczyła i gromadziła w służbie Bogu i Polsce. Zagrzewała serca nie tylko lekturą ale i śpiewem, solistka w chórze, niezastąpiona w wielu przywódczych rolach. Po śmierci ojca przejęła prowadzenie gospodarstwa rolnego. Orała, Strzelała, śpiewała, paliła papierosy. Występowała w święta narodowe z drużyną strzelecką w mundurze, odbywała defilady, przeglądy i musztry. Wysoka, energiczna, dobrze zbudowana, samodzielna dziewczyna imponująco prowadziła różne funkcje i roboty przypisane mężczyznom. Za pracę społeczną wśród młodzieży została odznaczona w 1935 r Brązowym Krzyżem Zasługi.I na tym zakątku ziemi wołyńskiej młodzież była dobrze przygotowana do konspiracyjnej służby Polsce. Za okupacji sowieckiej Helena była na liście przeznaczonych na zesłanie syberyjskie, szczęśliwie pozostała.

Czytaj więcej...

Ludobójstwo przed ołtarzem (aktualizacja 27.06.2020)

Etymologia słowa „kościół” wywodzi się z języka greckiego i oznacza „Dom Pana”, czyli Dom Boga. Przechowywany jest w nim Najświętszy Sakrament. Dla chrześcijanina kościół, jako świątynia, jest miejscem uświęconym, miejscem świętym. Profanacja świątyni, zarówno kościoła, cerkwi, synagogi czy meczetu, jest aktem barbarzyńskim. Ataku na świątynię dokonywały pogańskie, dzikie hordy tatarsko-mongolskie, „czerń” rusko-kozacka, bolszewickie żołdactwo i faszystowscy kryminaliści Dirlewangera z podczas Powstania Warszawskiego. W obecnych czasach zamachu na „Dom Pana” dokonują tylko sfanatyzowani terroryści islamscy.

Kościoły na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej obróciła w ruinę w latach 1943 - 1945 barbarzyńska fala ukraińskiego nacjonalizmu. Zagładzie uległy nie tylko budynki, ale także kościół jako społeczność katolicka. Ludność polska była mordowana w okrutny sposób nie tylko w swoich domach, zagrodach, podczas ucieczki i ukrywania się, ale także w Domu Boga, we wnętrzu kościoła, przed ołtarzem, w tym podczas Mszy Świętej. A zbrodni nie dokonały jakieś średniowieczne hordy pogańskie, nie bezbożne hordy bolszewickie, ale „bracia chrześcijanie”, często najbliżsi dotychczasowi dobrzy sąsiedzi, tyle że narodowości ukraińskiej (w tym w większości świeżo po „inicjacji narodowościowej” z „rusińskiej” lub „tutejszej”) oraz wyznania greckokatolickiego lub prawosławnego. W co najmniej kilkuset przypadkach mąż Ukrainiec zabijał swoją żonę Polkę i ich wspólne dzieci.

Kto i co doprowadziło do takiego upodlenia się tysięcy Ukraińców, w tym chłopstwa, które pomogło swoim „partyzantom” okrutnie wyrżnąć swoich sąsiadów Lachów „od niemowlęcia w kołysce po starca nad grobem”, zagrabić ich dobytek i domy spalić? Przecież polska ludność wiejska, obarczona przez okupanta niemieckiego większymi kontyngentami niż ukraińska, w niczym nie zagrażała „samostijności” Ukrainy i nie miała żadnego wpływu na jej granice.

Czytaj więcej...

Poetycki wzorzec postępowania z czynów stricte ludobójczych

Grobów naszych przodków na Kresach nie wolno nam odkryć i badać. Nadal te bielejące, przykryte ziemią i często rozgrzebywane przez ptactwo i roznoszone po polach przez zwierzęta kości nie będą należycie uszanowane.
Mało tego, te pojedyncze krzyże, które udało się prywatnym osobom czy stowarzyszeniom postawić, są ścinane i bezczeszczone. Obok nich powstają piękne, marmurowe tablice z wypisanymi nazwiskami oprawców. Stawiane są kwiaty i powiewają żółto niebieskie flagi oraz flagi banderowskie. Każdy przychodzący Ukrainiec czci tych, którzy w tak okrutny sposób naszych rodaków zmasakrowali.
A władze ukraińskie? Anton Drobowycz (szef ukraińskiego IPN) w wywiadzie użył sformułowania: „mówienie o ludobójstwie Ukraińców na Polakach to nieporozumienie” -
dr Lucyna Kulińska rozpoczyna wykład na konferencji, która odbyła się  po Mszy św. w intencji ofiar ukraińskiego ludobójstwa na obywatelach II RP i po Marszu Pamięci z udziałem posłów i senatorów polskiego rządu, władz miasta i województwa, zaproszonych gości, pocztów sztandarowych, kompani honorowej i orkiestry. Patriotyczną uroczystość  przygotował Witold Listowski, Prezesa Stowarzyszenia Kresowian Kędzierzyn Koźle podczas uroczystych obchodów XVII Wojewódzkich Dni Kultury Kresowej w Kędzierzynie Koźlu.

Doskonale zorganizowana, obficie finansowana nacjonalistyczna diaspora ukraińska działa nie tylko na Ukrainie. Fałszuje zachowania mniejszości ukraińskiej w II RP i podczas II wojny światowej zgodnie ze słowami ks. prof. dr hab. Bp Ignacego Deca: Jeśli nie ma prawdy obiektywnej, prawdy dla wszystkich, to wszystko jest dozwolone. To tym samym jest więc zabijanie co ochrona życia.
W Polsce wskutek bezprecedensowego ataku Ukraińców została zmieniona uchwała IPN zaliczająca działania nacjonalistów ukraińskich i UPA oraz  ukraińskich organizacji, które współpracowały z III Rzeszą (np. SS Galizien) na terenie Małopolski Wschodniej, do zbrodniczych.
W czerwcu 2020 roku zaplanowano w Sejmie debatę nad projektem ustawy o zakazie  propagowania komunizmu i innych reżimów totalitarnych w przestrzeni publicznej.

Czytaj więcej...

Rozbrojenie 27 wołyńskiej dywizji Armii Krajowej

Po rzęsistej nocnej ulewie obudził się piękny słoneczny dzień 24 lipca 1944 roku. Był to 1488 dzień wojny, a mój 74 dzień w partyzantce. Nie był to specjalnie długi okres, ale w tym czasie zginęło 3 moich kolegów: Kazik Dołgan, Andrzej Kostarski i Rysiek Kostecki. W tym dniu nasza Dywizja wyzwoliła Lubartów. Radość ze zwycięstwa przyćmił przykry incydent, do budynku szkolnego gdzie pełnił służbę oficer operacyjny Dywizji, wszedł generał Korczyński z kilkoma uzbrojonymi partyzantami  zażądał kategorycznie opuszczenia Lubartowa przez Dywizję i zabronił sprzedawania Dywizji chleba. Zastanawialiśmy się kto i kiedy zrobił go generałem. Nie chcąc rozdrażniać sytuacji, Dywizja wycofała się do Kamionki, małego miasteczka pod Lubartowem. W Kamionkach na ulicy spotkaliśmy dwie polki, zaprosiły mnie i Ryśka Kosteckiego na obiad. Zaproszenie przyjęliśmy z radością, krępował nas nasz ubiór, który był raczej podobny do żebraczego niż żołnierskiego. Pani Cyfrowiczowa przyjęła nas bardzo serdecznie, pod dużym orzechem ustawiła stół, przykryła białym obrusem, położyła sztućce i postawiła talerze z zupą wiśniową z kluseczkami. Obiad był skromny, ale my nie pamiętaliśmy kiedy jedliśmy przy stole nakrytym białym obrusem i używali sztućców. Do dzisiejszego dnia pamiętam ten wspaniały obiad. Na odchodne pani Cyfrowiczowa dała nam po dużym kawałku chleba i słoniny. Na terenie Kamionki byli już wtedy żołnierze sowieccy. Byli to młodzi chłopcy, unikali rozmów z Polakami, a z nami partyzantami w ogóle nie chcieli rozmawiać. Widocznie mieli taki rozkaz. Dowództwo 27 Dywizji planowało wziąć udział w wyzwoleniu Lublina, ale uprzedzili nas sowieci. Dowódca Korpusu wyznaczył na godzinę 11 spotkanie. W spotkaniu wziął udział również gen. Korczyński ze swoimi kilkoma partyzantami. Spotkanie miało bardzo burzliwy charakter, a oficerowie sowieccy nie mogli zrozumieć dlaczego Polacy kłócą się między sobą. Nie znali zawiści politycznej w Polsce w tym okresie. Ustalono, że Lubartów będzie zajęty przez Armię Ludową. Polacy ustalili, że na razie trzeba bić Niemców, a sprawy polityczne zostawić na potem. Skończyło się na tym, że Dywizja będzie oczekiwała dalszych rozkazów od dowództwa Korpusu sowieckiego. Generał Bakanow wyraził życzenie spotkania się z oficerami Dywizji, i że pododdziały Dywizji wezmą udział w defiladzie w Lubartowie przed Dowódcą Korpusu. Po powrocie ze spotkania zwołano w Kamionce odprawę, na której przedstawiono wyniki rozmów z sowietami. Wieczorem do Kamionki przyjechało kilku sowieckich oficerów i zaprosili polskich oficerów do Dowódcy Korpusu.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp3.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud8.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 566 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
10638140