Faszystowskie zasady UPA -należy zabić Polaka

Faszystowskie zasady UPA nakazywały:  aby zostać ich członkiem należy zabić Polaka. Jeśli kto wcielany do tej organizacji nie wykonał takiego zadania był karany śmiercią. Jeśli kandydat miał żonę Polkę musiał ją zamordować własnoręcznie. Jeśli tego nie uczynił ponosił śmierć jako zdrajca – wstęp do wspomnień o zagładzie Huty Pieniackiej Sulimira Stanisława Żuka  „Skrawek piekła na Podolu.
Ilu ludzi w Polsce zna prawdę o Hucie Pieniackiej i o zagładzie zaścianka szlacheckiego Hucisko Brodzkie? Tak tę wieś nazywa nasz wielki parafianin prof. Ojciec Józef Maria hr. Bocheński. Wiedział, że groby jego rodziców w krypcie kościoła w Ponikwie zostały sprofanowane, dlatego postawił im pomnik we wiosce Botterens kolo Fryburga w Szwajcarii, gdzie był dziekanem i rektorem uniwersytetu.
Ojciec zaraz  dokupił od sąsiada spory kawałek ziemi i rozpoczął budowę domu oraz organizowanie gospodarstwa. Znajdowało się ono w Wołochach koło Ponikwy, w pobliżu Huty Pieniackiej, a także źródeł Bugu koło Werchobuża. Niedaleko stąd było do zapierających dech wspaniałością pałacu i zgromadzonych w nim zbiorów Podhorców- zwanych Wawelem wschodu, do zamku w Olesku, gdzie urodzili się królowie Jan III Sobieski i Michał Korybut Wiśniowiecki, czy zespołów klasztornych Dominikanów w Podkamieniu - wspomina Sulimir Stanisław Żuk.
Ojciec ciężko ranny w wojnie bolszewickiej 1920 roku do końca życia miał bezwładną prawą rękę. Przez wiele lat pełnił funkcję w Zarządzie Głównym Związku Inwalidów Wojennych RP, również  nadzorował budowę internatu i szkoły średniej w Gołotczyźnie pod Warszawą, dla dzieci inwalidów i sierot po poległych w wojnie o wolność ojczyzny. Za tę działalność został uhonorowany srebrnym krzyżem zasługi.
Mama pochodziła z założonej przez króla Jana III Sobieskiego polskiej wsi Huta Pieniacka w powiecie brodzkim wchodzącym w skład województwa tarnopolskiego. Dziadek Wincenty Kierepka też urodził się w Hucie Pieniackiej, natomiast babcia Urszula, z domu Nesel, pochodziła z Wiednia. 
Ojciec nadal pracował w Warszawie, gdzie mieliśmy wygodne mieszkanie, ale co roku już w maju wyjeżdżaliśmy na Podole. Po wykończeniu kilku pomieszczeń, jeździliśmy już prosto do Urszulina, jak ojciec nazwał naszą siedzibę od imienia mamy. 
Nadszedł złowrogi rok 1939. Wszystko, co było najpiękniejsze i beztroskie w moim dziecinnym życiu, runęło na zawsze. Przyszły same troski, kłopoty i zmartwienia. A ja bardzo szybko wydoroślałem. 
Wojnę wypowiedzieli Polsce  dwaj odwieczni wrogowie. Bez uprzedzenia zaatakowali nas i zajęli terytorialnie całą Rzeczypospolitą Niemcy i sowiecka Rosja.

Czytaj więcej...

Drzewa i samotny krzyż. Tyle po nas pozostało..........

 Rozalia Wielosz płacze, opowiadając o wydarzeniach sprzed 75 lat. Choć minęło tyle czasu, wspomnienia z Wołynia stanowią krwawiącą ranę. Ten dzień, gdy do jej miejscowości Teresin w gminie Werba wdarła się ukraińska bojówka, pamięta z najdrobniejszymi szczegółami.

„Mama tuliła do piersi wyrwaną ze snu siostrzyczkę – opowiada. – Janinka okropnie płakała. Pewnie wyczuwała, że rodzice się boją, że zaraz stanie się coś potwornego. Dzieci – nawet malutkie – takie rzeczy wiedzą. Nie czekaliśmy długo. Niebawem przyszli pod nasze okna. Zaczęli krzyczeć, dobijać się. Rąbać drzwi siekierami. Przerażenie, panika, groza. Co robić!? Gdzie się skryć!?". Wraz z małym braciszkiem Edziem Rozalia czmychnęła do piwnicy. Ukraińcy tymczasem z wrzaskiem wdarli się do domu. Domownicy byli bez szans – rozpoczął się krwawy mord. Siedzące w piwnicy dzieci zamarły w przerażeniu. „Z góry dochodziły do nas odgłosy szarpaniny i uderzeń – relacjonuje łamiącym się głosem pani Rozalia. – A potem rozległ się przeszywający, rozdzierający krzyk mojej mamy. Do dzisiaj ten krzyk dźwięczy mi w uszach.

Moja siostrzyczka Janinka zaczęła jeszcze bardziej płakać. Domyślałam się, że Ukraińcy musieli ją wydrzeć z objęć mamy. A mamę zaczęli mordować. Krzyknęła tylko:

– Jestem matką, kobietą, darujcie mi życie!".

 W tym miejscu pani Rozalia przerywa opowieść. Wzdycha ciężko, wpatrując się w okno. Stara się zatamować łzy, które teraz zalewają jej twarz. Dopiero po kilku minutach zaczyna znowu mówić:

„Wydawałoby się, że mama z małym dzieckiem na ręku jest nietykalna. Że każdemu chrześcijaninowi kojarzy się z Maryją z dzieciątkiem Jezus na ręku.

Ukraińscy nacjonaliści byli jednak w morderczym szale. Nie było dla nich żadnych świętości. Nie mieli żadnych hamulców i żadnych skrupułów.

Łuuuup...

Łuuuup...

Łuuuup...

Kilka uderzeń siekierą. Dźwięk jakby ktoś rąbał drewno. A to była rąbana moja mama.

Czytaj więcej...

80 ROCZNICA PIERWSZEGO TRANSPORTU POLAKÓW do SOWIECKICH KOMUNISTYCZNYCH OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH I ZAGŁADY. 10 lutego 2020 r.

Oddanie hołdu ofiarom przy symbolicznym Kolejowym Wagonie Śmierci w Warszawie (Pomnik Pomordowanych na Wschodzie) przez delegacje ocalałych oraz szefów zaproszonych delegacji państwowych  oraz  członków samorządu i przedstawicieli niezliczonych fundacji i stowarzyszeń (tzw. „filary pamięci”) pamięci o Ziemiach Wschodnich RP. 
Z tej części polskich ziem wieziono na zagładę w głąb Rosji bydlęcymi wagonami przy 50 stopniowym mrozie setki tysięcy Polaków, kobiet, dzieci, starców, również tych, którzy przybyli tam chwilowo z innych regionów Polski. 
Wielu z nich nie przetrwało tej zbrodniczej podróży, ich zamarznięte ciała wyrzucano z wagonów w bezkresną Nieludzką Ziemię. 
 Jak uczcimy pamięć o holocauście Polaków? Czy poinformujemy świat o naszej narodowej tragedii? Czy przetłumaczymy na wszystkie języki świata opis tej tragedii? Czy prowadzimy badania naukowe nad holocaustem Polaków?
27 stycznia 2020 r.  Elza Baker w Auschwitz Birkenau wspominała okrucieństwa obozu, 
10 lutego 2020 przypomnijmy słowa Aureli Raszkiewicz zesłanej w głąb ZSRR:
Codziennie ktoś umierał. Pamiętam te umierające twarze, których bardzo się bałam.
Umierali różnie, najczęściej w nocy, we śnie. Nieraz, kiedy się budziłam, a obok leżał ktoś nieżywy, najpierw czekałam chwilę – może jeszcze się poruszy, może nawet się odezwie. Od czasu do czasu dotykałam jego ramienia i cicho pytałam. Na próżno, nie dawał znaku życia. Zaciśnięte z bólu wargi albo otwarte usta, ukazujące brak zębów czy zaledwie kilka pozostałych po szkorbucie lub cyndze, trwały zamarłe w wyrazie niezasłużonej krzywdy. 

Czytaj więcej...

Czemu, a dokładniej komu ma to służyć?

  Zbrodnie polskich partyzantów na ukraińskich cywilach. Jak Polacy je uzasadniali? Pod takim tytułem znalazłem (na początku stycznia  2020r.) na stronie https://wielkahistoria.pl/jak-polscy-partyzanci-tlumaczyli-sobie-mordowanie-niewinnych-ukraincow/   szokujący,  jak dla mnie artykuł, którego autorem jest Mariusz Mazur.  Okazuje się, że tekst stanowi fragment książki Mariusza Mazura pod tytułem "Antykomunistycznego podziemia portret zbiorowy 1945-1956", która ukazała się w 2018 roku nakładem wydawnictwa Bellona oraz Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.   Już na samym wstępie przeczytałem: " Polscy partyzanci mieli na rękach krew tysięcy Ukraińców. O tym dlaczego członkowie polskiego podziemia mordowali nawet kobiety i dzieci pisze w swojej książce  profesor Mariusz Mazur."  Przecierałem oczy ze zdumienia, bo jak do tej pory taki zarzut stawiali polscy badacze i historycy zbrodniarzom z OUN i UPA, którzy mieli na rękach krew dziesiątków tysięcy ( jeśli nie setek ) pomordowanych Polaków, w tym dzieci, kobiet i starców w latach 1939-1947. Nie można ukrywać, że były niewinne ofiary po stronie ukraińskiej, bo takie są fakty, ale sposób przekazu jest nie do przyjęcia, chociażby ze względu na diametralną różnicę w liczbach i sposobie mordowania, o pastwieniu się nad ofiarami już nie wspomnę.  Z zaprezentowanej  treści dowiedziałem się, że chodzi tu o,  cytuję : " Zbrodnie w Pawłokomie (3 marca 1945 r., por. Józef Biss „Wacław”, AK-DSZ), Piskorowicach (18 kwietnia 1945 r., kpt. Józef Zadzierski „Wołyniak”, NOW), Wierzchowinach (6 czerwca 1945 r., kpt. Mieczysław Pazderski „Szary”, NSZ-NZW) oraz dziesiątki innych, pojedynczych mordów, których podstawą była ksenofobia prowadząca do czystek etnicznych, łatwo znajdowały uzasadnienie w świadomości mordujących.  Autor wyjaśnia nam w bardzo specyficzny sposób, cytuję  :Jak usprawiedliwiano mordy?

 W celu pokonania ewentualnego dysonansu moralnego albo traumy bądź dla prostego opisu pobudek dokonuje się heroizacji własnych postaw i zachowań. Oficjalnymi motywacjami stawały się m.in.:

1) zemsta, czy raczej sprawiedliwa kara za zbrodnie ukraińskie na Wołyniu,

2) wymierzenie sprawiedliwości/zemsta za faktyczną bądź domniemaną współpracę z Niemcami albo z polską lub sowiecką komunistyczną władzą,

3) konieczność ukarania za negatywny stosunek do polskiego podziemia,

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud15.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 717 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
10235137