Praworządni, uczciwi, cnotliwi i szlachetni

26 września 2019 r, w 66 rocznicę skazania przez komunistyczną bezpiekę ks. abp. Antoniego Baraniaka, osobistego sekretarza ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, na ponad 2 lata okrutnych przesłuchań, psychicznych szykan i  bestialskich tortur w więzieniu mokotowskim, ks. abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski powiedział w homilii podczas uroczystej Mszy św. w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie:
Był do końca wierny Bogu, kościołowi. Do niczego się nie przyznał, nikogo nie zdradził , wierzył, że ponad wszystko jest Pan Bóg. (Radio Maryja).
22 września 2019 roku na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, na lawecie złożone zostały 22 żołnierskie trumny spowite biało-czerwonymi flagami. Odbył się  „godny pochówek bohaterów naszej wolności, symboliczne zakończenie drogi patriotów, zamordowanych dlatego, że pozostali wierni ojczyźnie” – (z listu Prezesa RP Mateusza Morawieckiego).
22 piękne i tragiczne zarazem losy przerwane świstem kuli w mokotowskim więzieniu. Dwudziestu dwóch polskich bohaterów wydobytych z niepamięci, stąd – z dołów śmierci na „Łączce”. A przy nich rodziny, najbliżsi: siostry, bracia i krewni. Ci, którym przed laty władze komunistyczne zamordowały ich najbliższych i ukradły ich szczątki po to, aby je ukryć tak, aby nikt nigdy do nich nie dotarł. 70 lat temu na powązkowskiej „Łączce” nie rosły polne kwiaty. Miażdżyły je koła ciężarówki, która przyjeżdżała tu prawie co dzień z mokotowskiego więzienia z zakrwawionymi ciałami polskich bohaterów – ofiar komunizmu. Później na „Łączkę” nawieziono bardzo dużo ziemi, po to, żeby ją całkowicie ukryć. Jeszcze później, w latach 1982 – 84, pod osłoną stanu wojennego zamurowano ją, tworząc tutaj (…) kwaterę zasłużonych dla władzy ludowej. Aż trudno uwierzyć, że dzień ich pogrzebu nadszedł dopiero 30 lat od upadku komunizmu w Polsce. Że nie było go wcześniej. Na ten dzień rodziny czekały całe swoje życie. To dziś państwo polskie oddaje honory bohaterom. To dziś odbywa się z honorami wojskowymi państwowy pogrzeb naszych bohaterów – jak na żołnierzy przystało. Najjaśniejsza Rzeczpospolita chowa dziś swoich synów – żegnał naszych Rodaków prof. Krzysztof Szwagrzyk. To nieugiętej woli profesora  zawdzięczamy przywrócenie naszej pamięci  postaci naprawdę wolnych, wiernych poglądom, nieulegającym propagandzie i złotemu cielcowi, uczciwych w osądach i działaniach.
Wśród 22 pochowanych na Powązkach jest Stefan Skrzyszowski urodzony 27 grudnia 1911 r. w Złoczowie, „oddalonym 60 km od Lwowa. Spoczywają tam Złoczowskie Orlęta. Wiedza o ich męczeńskiej śmierci  jest jednak znikoma. Pokrył ją całun zapomnienia – napisał prof. Stanisław Nicieja w Kresowej Atlantydzie.  
Najjaśniejsza Rzeczypospolita w okresie międzywojennym o nich pamiętała i godnie pochowała swoich synów. Ich zwłoki ekshumowano w czerwcu 1919 roku po wkroczeniu wojsk polskich do Złoczowa.

Czytaj więcej...

Feliks Trusiewicz strażnik pamięci Kresowej

11 listopada 1942 roku, akurat w święto narodowe "Niepodległości",  100 policjantów ukraińscych z Kołek i Cumania  pod dowództwem dwóch Niemców  otoczyli  kol. Obórki pow. Łuck  na Wołyniu.  Po wkroczeniu Schutzmani   wygnali z domów wszystkich mężczyzn i spędzili przed domem  Józefa Trusiewicza. Przy pomocy kijów skatowali, w tym 14-letnich chłopców, by w końcu 13-tu związanych zabrać do aresztu w Cumaniu. Po dwóch dniach, czyli 13 listopada, powrócili by na tym samym dziedzińcu spędzić pozostałych mieszkańców Obórek. Rozpoczęli rzeź, w stodole na klepisku wyścielonym słomą mordowano po kolei strzałem w tył głowy. Tak wymordowano  kobiety i i trzy-czteroletnie dzieci. Oprócz mieszkańców Obórek zginęli: syn właściciela majątku Czernyż ( gmina Silno) i Ukrainka która znalazła się tam przypadkiem. 14 listopada zamordowano 6 kobiet złapanych dzień wcześniej, które szły do mężów osadzonych w areszcie w Cumaniu. Również 14 listopada rozstrzelano, w nieznanym miejscu, aresztowanych mężczyzn. Łącznie zamordowano 54 osoby. Niby to była akcja niemiecka, spowodowana udzielaniem pomocy ukrywającym się Żydom, ale zainspirowana przez Ukraińców i przez nich wykonana. Oni  również zrabowali mienie wymordowanych. Zbrodnię tą dokładnie  udokumentował  ocalały Feliks Trusiewicz, który wówczas miał 20 lat. Dotarłem do pana Trusiewicza i przeprowadziłem z nim  rozmowę.  Zapytałem, jak to się stało, że ocalał? Usłyszałem: " Ocalenie zawdzięczam mojej Babci, bo ona mnie poprosiła, żebym poszedł za jakąś sprawą, do Rudnik. Dopiero w następnej wsi dowiedziałem się o rzezi. Którejś nocy wróciłem do naszej wsi, ale nie poznałem jej i przekonałem się to prawda. Chyba za dwa tygodnie, Ukraińcy spalili wszystkie domy." Potem nastał trudny czas, szczególnie 1943 r. kiedy najpierw bojówki OUN, a potem UPA na szeroką skalę zaczęła mordować ludność polską. Feliks Trusiewicz trafił do Przebraża, gdzie już w marcu 1943 r. zaczęto organizować  samoobronę polską. Oczywiście przystąpił do niej i walczył, broniąc skupionych tam kilka tysięcy uciekinierów. Udało się, mimo kilku ataków Ukraińców, dotrwać do nadejścia frontu. Potem było wojsko, a po wojnie szkoła lotnicza, spełnienie młodzieńczych marzeń. Szkolę skończył z pierwszą lokatą uzyskując stopień oficerski, podporucznika. Niestety nie nadawał się pod względem politycznym i został usunięty. Trafił na Dolny Śląsk, gdzie skończył średnią szkołę o profilu mechanicznym, a następnie wieczorowe studia , uzyskując tytuł inżyniera w 1956 r. Mimo, że z zawodu mechanik i wykształcenia inżynier, polubił pisanie o ziemi ojczystej, Wołyniu i ludziach tam mieszkających w czasach II RP i podczas II wojny światowej. Najbardziej znanymi publikacjami pana Feliksa są: "Pokolenia" ( trzy części), "Duszhubka" i "Hawryłko" . Jednak oprócz tego ukazały się jeszcze inne pozycje: "Medalionik", "Ścieżki mojego życia" i wydana w tym roku "Nad Słuczą". Pan Feliks Trusiewicz mimo przekroczenia 90-tki był pełen werwy i spotykał się dość często z czytelnikami. Niestety 12 października odszedł od nas w wieku 97 lat, pozostawiając nam bogatą spuściznę w postaci swoich książek.

Czytaj więcej...

O pełnej wydarzeń, ale logicznej, spójnej i mającej sens historii

Kiedy Niemcy zdradziecko napadły na nasz kraj miałem 12 lat. Pierwsze oddziały wojskowe wkroczyły do Śmigła 8 września 1939 r. Rozpoczęły się różnego rodzaju represje w stosunku do ludności polskiej. Wprowadzono godzinę policyjną, okupant zrywał ze snu całe polskie rodziny i pod pozorem ukrywania przestępców plądrował mieszkania. Polaków bito kolbami i kopano. W pamiętny sobotni wieczór 30 września 1939 r o godz. 19.15 przy świetle reflektorów samochodowych na Rynku pod murem apteki Niemcy zamordowali 8 Polaków, wśród nich mego ojca. Ojciec mój był drogomistrzem. Krew z chodników pod apteką spłukano wodą. Na tym się nie skończyło. Rankiem 24 października pluton egzekucyjny wyprowadził z budynku ratusza 15 Polaków, którzy zostali publicznie rozstrzelani.
Zaczęły się wywózki na roboty do Niemiec. Wydano też nakaz, że Polacy muszą się kłaniać wszystkim Niemcom- to fragment wspomnienia nadesłanego na ogłoszony w 1970 roku konkurs. Wpłynęło ponad 240 wspomnień głównie Polaków przesiedlanych z Wielkopolski.
W dniu 8 grudnia 1939 r wywłaszczeni zostali wszyscy rolnicy we wsi Kujawki. Osiedlono tam Niemców z Łotwy. Mówiliśmy o nich „baltoki” bo pochodzili znad Bałtyku. Na naszą wioskę przyszła kolej 17 stycznia 1940 roku o godzinie 18.00. Nowi gospodarze przyjechali z Damasławka na wozach w asyście gestapowca Drewsa z Turzy, który był tam właścicielem resztówki. Osiedlającemu Drewsowi asystowało kilku żandarmów i członków SA. Mieli gotowe listy, idąc kolejno od jednego gospodarstwa do drugiego, osiedlali wyznaczonych Niemców. Rozmowa z Polakami była krótka i to w języku niemieckim. Zaskoczonym niespodziewaną „wizytą” Polakom oświadczano, że z tą chwilą właścicielem gospodarstwa jest taki a taki Niemiec i że należy natychmiast opróżnić dla niego i jego rodziny pomieszczenia oraz pozostawić na własność: meble, części bielizny, pościele. Wywłaszczonemu Polakowi dawano kilkanaście minut na zabranie tego, co Niemcy uważali za stosowne. W czasie jednej godziny Niemcy wyrzucili w ten sposób z ojcowizny 15 polskich gospodarzy.
Domy i mieszkania po wypędzonych Polakach zajmowali na ziemiach tzw "Kraju Warty" Niemcy. Mieszkaliśmy blisko torów kolejowych i codziennie obserwowaliśmy jak od wschodu szły transporty tych Niemców, którzy wieźli ze sobą wszystek dobytek. Na zachodzie czekały na nich odebrane Polakom gospodarstwa, warsztaty pracy i domostwa.
Pobyt w punktach zbiorczych i obozach przejściowych trwający często długie tygodnie kojarzy się w pamięci wysiedlonych Polaków z głodem, zimnem, brudem, chorobami, zgonami niemowląt i starców, załamaniem nerwowym wielu współtowarzyszy niedoli. Większość wysiedlonych po jakimś czasie – po otrząśnięciu się z przeżyć związanych z wysiedleniem i utratą dobytku będącego owocem pracy całego życia, a często również dorobkiem przodków-wtapiała się w nową społeczność, mogąc zawsze liczyć na życzliwość i pomoc ludzi miejscowych niejednokrotnie cierpiących również niedostatek.

Czytaj więcej...

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA PAŹDZIERNIK 1944

  1 października 1944 roku:

We wsi Horyniec pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Cecylię Sopyło. Inni podają wieś Świdnica Horyniecka. 

We wsi Stefankowice pow. Hrubieszów: „1.10.1944 r. policjanci ukraińscy zam. Wojtiuka Józefa l. 17 ze wsi Moniatycze.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie listy strat ludności polskiej /.../. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, Kędzierzyn-Koźle 2016, Za: Ludobójstwo OUN-UPA tom 8 - Stowarzyszenie Kresowian  ). Zapewne dotyczy roku 1943, gdyż w październiku 1944 roku stały już tutaj wojska sowieckie.

We wsi Trójca pow. Borszczów zamordowali 2 Polaków, w tym kobietę.

   2 października: 

We wsi Dźwiniacz pow. Zaleszczyki upowcy zamordowali 11 Polaków oraz w październiku na terenie majątku 17 Polaków; łącznie 28 Polaków.

We wsi Ożydów k/Oleska pow. Zborów 2 X 1944 w czasie ataku UPA na leśniczówkę zginęło ze składu obrony dwóch leśników, atak odparto. (Edward Orłowski..., jw. Inni podają datę o rok wcześniejszą).

   W okresie od 1 sierpnia do 3 października 1944 roku:

W Warszawie podczas powstania różne formacje ukraińskie zamordowały od 3270 do 16 350 Polaków. „Kazimierz Podlaski (Bohdan Skaradziński) w swej książce „Białorusini, Litwini, Ukraińcy” (wyd. 3, Londyn 1985) /.../  tak kończy swój proukraiński wywód: „Ukraińcy stanowili 1,5% garnizonu (niemieckiego w Warszawie), więc o ich roli pacyfikatorów Powstania nie będzie można poważnie mówić”. 1,5%  w wypadku Powstania Warszawskiego oznaczało to 270 zabitych i 75 ciężko rannych powstańców, 3000 zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 156 budynków („Encyklopedia Warszawy”, Warszawa 1994, s. 687). /.../ A przecież Ukraińcy stanowili dużo, dużo większy odsetek żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie, liczącego 31 lipca 1944 ok. 20 000 ludzi (Władysław Bartoszewski „Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego” Londyn 1984), a później przeciętnie 25 000 ludzi. Jeśli było Ukraińców tylko 7,5% wśród żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie to wówczas ci żołdacy mają na swoim sumieniu 1350 zabitych i 375 ciężko rannych powstańców, 15 000 - zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 780 budynków” (Marian Kałuski: „Udział Ukraińców w zdławieniu Powstania Warszawskiego”; 2004-08-06; Wirtualna Polonia).

   3 października: 

We wsi Burgau (Karolówka) pow. Lubaczów miejscowi Ukraińcy zamordowali 2 Polki: matkę z córką (Siekierka..., s. 473, lwowskie).

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp2.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud14.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 1718 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
9778106